Reklama

Reklama

Marcin Wilk o Irenie Kwiatkowskiej: miewała ciemne myśli

Nie da się mówić o Kwiatkowskiej bez wspominania o "Czterdziestolatku" i roli kobiety pracującej, na punkcie której widzowie zwariowali. Czy serialowa łatka jej ciążyła?

Reklama

- Po emisji "Czterdziestolatka" zaczęły dziać się cuda. Irena Kwiatkowska była przepytywana z życia prywatnego. Wtedy nie było gazet typowo plotkarskich, ale takie tytuły jak "Przyjaciółka" potrafiły pytać na przykład o przygotowania do świąt w kuchni. Nie ominęło to Kwiatkowskiej. Po "Czterdziestolatku" stała się niekwestionowaną gwiazdą, ale myślę też, że bawiła się nową sytuacją, mimo wszystko to nie było dla niej obciążenie. Aktorzy potrzebują atencji innych ludzi, więc na swój sposób zainteresowanie mogło jej schlebiać. Chociaż jak tylko ktoś przychodził na wywiad nieprzygotowany, była bardzo nieprzyjemna. Pisała nawet listy ze sprostowaniami. Dzięki popularności (już po "Wojnie domowej") udało się jej załatwić kilka spraw, np. linię telefoniczną dla bratanicy Krystyny.

Kwiatkowska lubiła dobrze żyć? Jej mieszkanie było skromnie urządzone, za to dalekich podróży (np. do Stanów Zjednoczonych) odbyła, jak na tamte czasy, bardzo dużo.

- Po Warszawie krążyły opowieści o jej chorobliwej oszczędności lub, jak mówią niektórzy, skąpstwie. Ale Kwiatkowska lubiła szeroko pojętą jakość, to była cecha przedwojenna. Jakość jedzenia, jakość materiału, z jakiego jest zrobiona sukienka, ale też jakość relacji międzyludzkich i pracy.

Mogłaby mieć problem, by odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości...

- Pewnie miałaby problem, żeby założyć sobie konto na Instagramie, ale nie z powodów technologicznych. Wbrew pozorom była bardzo otwartą, chłonną i ciekawską osobą. Na przykład interesowały ją nowinki ze świata nauki. Chętnie się uczyła. W końcu to kobieta pracująca, która niczego się nie boi i zna się na wszystkim.

Stworzyłeś portret Kwiatkowskiej, jakiej nie znamy - bardzo odległy od wyobrażeń większości fanów artystki. Nie boisz się ich rozczarowania, protestów?

- Są oczywiście czytelnicy, którzy nie chcą takiej Kwiatkowskiej (śmiech) ale co ja mam zrobić? Zadaniem biografa, tak mi się przynajmniej wydaje, jest jak prawdziwe opisanie życia, a nie dopisywanie się do sztucznego wizerunku. Ważne, by choć trochę zbliżyć się do prawdy o człowieku. Nawet jeśli ta jest bardzo złożona, tak jak to się dzieje w przypadku Kwiatkowskiej.

Więcej o książce Marcina Wilka "Kwiatkowska. Żarty się skończyły" przeczytacie TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: Irena Kwiatkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje