Reklama

Reklama

Nie chciałabym umrzeć przed kamerą

Na jakie zawodowe wyzwanie pani czeka?
- Teraz radio jest całym moim światem. Bardzo mi zależy, żeby mój głos brzmiał dobrze i ciągle nad nim pracuję, ale nadal daleko mi do doskonałości. Jestem na początku radiowej drogi i to Jarek Budnik (współprowadzący "poranek" z Moniką Richardson - przyp.red.) jest moim mentorem. Przynajmniej nasz producent przestał już niepokojąco milczeć w napięciu za każdym razem, gdy mam coś powiedzieć. Uważam to za swój pierwszy sukces. Radio to taka moja nowa-stara pasja. Zresztą ja mogę pracować tylko wtedy, jak coś jest dla mnie absolutnie fascynujące. Bo jeśli nie, to wolę być po prostu mamą.

Reklama

Jakie pani wywiera wrażenie na ludziach?
- Zimnej profesjonalistki: "tak, tak, a jak nie, to do widzenia". Zwłaszcza na kobietach, które odstraszam wręcz. Ludzie za bardzo nie chcą doszukiwać się prawdziwej mnie. I wcale się im nie dziwię. Kiedy byłam takim klasycznym "ryjem" i jeździli za mną paparazzi, choćby w czasie "Tańca z gwiazdami", nawet sobie z tej skorupki korzystałam, bo to było wygodne. Wtedy miałam spokój. To nie znaczy z drugiej strony, że lubię robić wrażenie zimnej. Teraz bardziej dbam o relacje z kobietami. To ja zawracam głowę, zapraszam na kolacyjki, spotkania. Bardziej mi na tym zależy, niż kiedyś.

A fizjonomia i wygląd u pani. Nie przeszkadza pani, że ludzie widzą panią, jako piękną, ale niekoniecznie mądrą?
- Już nie. Miałam z tym problem do momentu urodzenia dzieci. Gdy zaczęłam pracę w telewizji, miałam długie blond włosy i byłam taką "lalą". Strasznie mnie to męczyło. Robiłam wszystko, żeby udowodnić, że mam mózg. Budowałam też dystans, stąd przekonanie, że jestem zimna. Nie chcę tego tak oceniać, że wtedy byłam głupia, a teraz jestem mądra. Takie było moje życie i nie zamierzam niczego żałować. Teraz nie mam już nikomu nic do udowodnienia, więc też i pustych gestów jest mniej.

Nawiązując do tytułu pani książki: lubi pani być Polakiem?
- Znowu zacytuję Marka Kondrata, przepraszam, ale przed chwilą go spotkałam, tutaj, w Agorze, i jeszcze o nim myślę. Rano na śniadanie nie jem rogala z okrzykiem "Polska!" na ustach, ale to nie znaczy, że nie lubię być Polakiem. Uważam też, że udawanie, że polskości można się wyzbyć bez konsekwencji zawsze do człowieka wraca bolesną czkawką. Wielu moich rozmówców mówiło mi, że do polskości dochodzi się w bólach. Na co dzień tego nie doceniamy, uważamy, że ta polskość jest nam dana.

Pani cztery lata spędziła na emigracji...
- Nie był to najbardziej ulubiony okres w moim życiu. Właśnie chyba dopiero na emigracji można dostrzec bardziej swoją tożsamość i może dlatego dzisiaj jestem przekonana, że Polakiem jest być warto. To niezwykły naród, dzielny i piękny, młody duchem i pełen energii, ambicji i woli walki. Po powrocie do Polski mój mąż powiedział do mnie: "dopiero odkąd mieszkamy w Polsce widzę, że w Anglii funkcjonowałaś tak na 40 proc. mocy". Emigracja coś takiego robi z człowiekiem.

- Polska ludzi wkurza i chcą się wyrwać i dopiero za granicą okazuje się, że czegoś im brakuje. Do końca nie wiadomo czego, bo przecież nie dróg. Agnieszka Holland opowiadała mi, że będąc we Francji nie reagowała zupełnie, kiedy Le Penn opowiadał bzdury mediom. Dopiero, kiedy przyjechała do Polski i usłyszała Giertycha, to ją szlag jasny trafił. Ta emigracyjna alienacja jest zabójcza.

Wygląd zwłaszcza dla kobiety, która występuje na wizji jest kluczowy. A moment starzenia może być bolesny. Jak chciałaby się pani zestarzeć?
- Jest w życiu kobiety taki moment moim zdaniem, kiedy zaczynamy czuć się niekomfortowo z własną twarzą. I myślę, że trzeba się wtedy schować przed światem i jeszcze raz sobie wszystko poukładać. Dlatego nie chciałabym umrzeć przed kamerą. Za to chciałabym się zestarzeć tak, jak Beata Tyszkiewicz czy jak Isabelle D'Ornano, z domu Potocka, założycielka marki Sisley.

- To jest kobieta z przepiękną twarzą pooraną zmarszczkami. Ona przecież mogłaby sobie pozwolić na napompowanie się botoksem, ale z jakiejś przyczyny tego nie robi. Jej oczy są niezwykle wyraziste, wyglądają jak prawdziwe zwierciadło duszy. Nic mnie tak nie rusza wśród plotek na mój temat, jak to, że wyglądam tak, jakbym była świeżo po botoksie.

Nie wstrzyknęłaby sobie pani botoksu?
- Przysięgłam sobie, że będę się starzeć z godnością. Owszem, być może będę musiała zdecydować się na jakieś zabiegi. Mam dosyć mocno opadające powieki, być może będzie konieczne, żebym je sobie chirurgicznie podniosła. Jeśli współczesna medycyna daje nam takie możliwości, to, czemu nie skorzystać?

- Jednak pomysł na posiadanie takiej samej twarzy, co wszystkie moje rówieśniczki, mnie przeraża. To, że nie chcę botoksu nie znaczy, że nie dbam o siebie. Regularnie chodzę do kosmetyczki, śledzę kosmetologiczne nowości. Jedno jest pewne: żadnych dobrowolnie wstrzykiwanych toksyn.

W polskiej telewizji nie ma starych kobiet...
- Bo u nas nie ceni się mądrości, która przychodzi z wiekiem i zmarszczek, które też z nim przychodzą. Wystarczy zajrzeć do brytyjskiej telewizji, żeby zobaczyć, że można inaczej. Tam nie wymienia się dziennikarek na coraz to młodsze modele. Może Grażyna Torbicka będzie to zmieniała. Ale ona świetnie wygląda, więc jest pytanie, czy dopóki będzie świetnie wyglądała, to będzie na wizji.

Czego nie wiemy o Monice Richardson?
- Ja zawsze mam takie wrażenie, że wszyscy wiedzą o mnie wszystko. Lepiej ode mnie samej. Ostatnio Kuba Wojewódzki napisał, że jako osoba bez gustu powinnam pracować w radiu. No to pracuję.

Rozmawiała: Anna Chodacka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje