Nie ma złej publiczności

Zatem, porozmawiajmy może o tych potrzebujących. Grałeś koncerty - jeśli nie na obydwu półkulach - to na pewno na paru kontynentach i możesz pewnie sporo powiedzieć o tym "zapotrzebowaniu" w różnych miejscach na Ziemi. Najlepiej zacznijmy od Ameryki, i od razu od Carnegie Hall: jak ci się grało w tej świątyni muzyki? Opowiedz, proszę, o swoim koncercie w tym legendarnym miejscu, jak to wygląda od strony artysty?
Ameryka to cudowny kraj, w którym, mimo pozorów i wbrew medialnej nieprzychylności europejskich telewizji, jest wielu ludzi, którzy sztuki potrzebują. Wynikać to może z faktu, że USA jest młodym krajem i sztuka od niedawna w nim funkcjonuje. Europejczycy mają sztukę pod nosem, choćby na rynkach większych miast. Fascynujące w Ameryce jest to, że każdego wieczoru słuchacz, w dowolnym mieście, ma do wyboru przynajmniej pięć świetnych koncertow, a sale i tak pękają w szwach. Tak też było z moim koncertem w nowojorskiej Carnegie Hall. Ku mojej ogromnej radości, koncert został wyprzedany, a publiczność była wyjątkowo żywiołowa. Ten koncert na zawsze pozostanie w moich wspomnieniach, ale nie dlatego, że to był Nowy Jork czy Carnegie Hall. Ta atmosfera, ci ludzie, którzy ją stworzyli i moja, tego wieczoru, naprawdę dobra forma, sprawiły, że był to koncert wyjątkowy. Nie ważne było miejsce. Jeśli się kocha muzykę, to gra sią ją z radością wszędzie! Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jestem dumny, że tam grałem, ale nie to było najważniejsze. Podobnie piękne wspomnienia mam z recitalu w Auli Nova w Poznaniu w zeszłym roku, czy z koncertu w Słupsku. To były cudowne, niezapomniane wieczory, gdzie wszystko było piękne. Na świetny koncert musi się złożyć wiele elementów. Niestety, nie za każdym razem tak jest, może dlatego muzyka jest tak fascynująca. Potrzebuje oprawy, atmosfery, ludzi...

Reklama

Opowiedz, proszę, jeszcze o tym koncercie w Carnegie Hall, bo przecież, do licha, jesteś chyba jedynym polskim gitarzystą klasycznym, który tam zagrał : wyszedłeś na scenę, i co zobaczyłeś - światło reflektorów? Publiczność w wieczorowych strojach? Klaskali taktownie, czy żywiołowo? I co tam grałeś - to samo co w poznańskiej Auli, czy coś specjalnego przygotowałeś? No, jak ci się tam grało?
- No dobrze. Już opowiadam, ze szczegółami. Mieszkałem w świetnym hotelu na Mannhattanie, z moją żoną. Mój Mistrz - maestro Barrueco, nocował w pokoju obok, również z żoną. Spotkaliśmy się w dzień koncertu na porannej kawie w Starbucks. Powiedział do mnie: "bądź sobą, nie staraj się prześcignąć siebie, pokaż to, co potrafisz", po czym poszedł ze swoją, i moją żoną do Museum of Modern Art, a ja pokornie wróciłem do hotelowego pokoju medytować przed wieczornym występem.

Dowiedz się więcej na temat: warzywa | publiczność | potrawy | marzenie | muzyka | szczęście | nagranie | Łukasz | USA | żona | Carnegie Hall | koncert

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje