Nie ma złej publiczności

Kiedyś przeczytałem, że dom, to jest takie miejsce, dzięki któremu wiesz, że w ogóle gdzieś wyszedłeś, gdyby nie dom, to zawsze byłbyś w drodze, i nawet byś nie wiedział, że chcesz dokądś wrócić. Ty masz teraz dom w USA i pracujesz w USA, ale najnowszą płytę wydałeś bardzo polską: Łukasz Kuropaczewski - POLISH MUSIC, z bardzo wyrazistą, polską okładką. Wydaje mi się, że to musiał projektować Polak, czy mam rację?
- Piękne słowa. Ja zawsze powtarzam sobie, że dom to nie jest budynek, dom tworzą ludzie. To ważne. Dla mnie dom jest ważny; to skąd pochodzę, gdzie się wychowałem, bardzo wpłynęło na to jaki jestem. Polska to też mój dom i zawsze nim będzie. Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Nasz kraj to potęga. Dlatego nagrałem polską płytę. Muzyka Lutosławskiego i Tansmana jest dowodem na to, że Polska nie jest tylko terytorium, Polskę nosi się w sobie. Ta płyta to bardzo ważny projekt w moim życiu. Składa się na to wiele czynników. Przede wszystkim oczywiście repertuar, w całości polski. Nie tylko dlatego, że napisany przez Polaków, ale dlatego, że w dużej części oparty jest na tematach z polskiej muzyki ludowej. Muzykę nagrałem w Polskim Radio, w Studio S1, im. W. Lutosławskiego, wydaje ją Polskie Radio, a projekt płyty robili Polacy: grafikę - znakomity Bartek Rozalski, a akwarele - moja żona, która zresztą czuwała nad artystyczną stroną całości projektu. Od ponad roku rysowała, malowała do tej muzyki i powstał szereg prac. Część z nich, już niestety, sprzedała podczas jednej z wystaw w Nowym Jorku. Myślę, że zarówno nagranie, jak i projekt są bardzo wyraziste. Czy płyta przypadnie słuchaczom do gustu? Czas pokaże. Ja już myślę o następnej. Tę nagraną będę promował podczas koncertów w listopadzie i grudniu.

Reklama

W chwili, kiedy rozmawiamy, tej płyty jeszcze nie ma na rynku. Ja jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że już ją mam. Dostałem ją od twojego menadżera. Pierwszy raz próbowałem ją przesłuchać jadąc samochodem - nie dało się.
- Nie masz w aucie odtwarzacza?

Mam, ale to słuchanie okazało się zbyt niebezpieczne - za bardzo wciąga ta muzyka. Już wiem, że jest to jedna z tych płyt, które nie powstały po to, by towarzyszyć przy goleniu, przy podróżach autem. Żebyśmy mieli jasność - ja ci tu nie robię zarzutu, że o mały włos, a byłbyś sprawcą kraksy samochodowej ze mną w roli głównej, ja tu wyrażam obawę o to, czy ta płyta stanie się wydarzeniem publicznym. Czy nie za mało na niej takich prezentów dla "masowego słuchacza" jak popisy techniki, szybkości i temu podobnych błyskotliwości łatwych do wychwycenia dla przeciętnego ucha.
- Dziękuję bardzo za miłe słowo. Bardzo się cieszę, że tak odbierasz to nagranie. Nie ma obaw co do niskiej sprzedaży. Wystarczy reklamować w następujący sposob: "jeśli jesteś mało wrażliwy i zaliczasz się tylko do masowej publiczności, nie sięgaj po to nagranie". Gwarantuję ci, że sprzedaż będzie niezła. A tak na poważnie, to wielkim komplementem dla mnie jest to, że płyta nie trafi do każdego. Nie ma trafić. Ta muzyka jest tylko dla tych, którzy - kolejny raz to powtórzę - jej potrzebują. Ktoś, kto nie ma potrzeby słuchania Lutoslawskiego czy Tansmana, nie sięgnie po płytę z ich muzyką, obojętnie jak będzie prezentowana. Naprawdę wierzę w to, że wielka sztuka tylko wtedy będzie wielka, jeśli nie będzie trafiać do wszystkich.

Dowiedz się więcej na temat: warzywa | publiczność | potrawy | marzenie | muzyka | szczęście | nagranie | Łukasz | USA | żona | Carnegie Hall | koncert

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje