Reklama

Reklama

Nigdy nie zniknęłam

W dzieciństwie miałaś na siebie milion pomysłów: judo, archeologia, piłka nożna. Muzyka jednak zwyciężyła. Kto ją w tobie zaszczepił?
- Jako czterolatka wiedziałam, co chcę robić w życiu z racji mojej pasji i niezależnie od tego, jaki zawód wyuczony miałabym wykonywać, śpiewanie i tak byłoby najważniejszą częścią mojego życia. Muzyki w domu, i to fajnej słuchało się zawsze. Była klasyka, jazz i soul. Najbardziej inspirował mnie mój ojciec i jego wiedza. Kiedy miałam siedem lat, rozpoczęłam naukę gry na fortepianie i to chyba przesądziło sprawę.

Reklama

Już jako dziecko musiałaś pogodzić tyle różnych zajęć i pasji. Twój grafik był wówczas tak samo napięty jak teraz?
- Owszem, zdarzało się, że z tęsknotą myślałam o beztroskich zabawach moich koleżanek, ale nie miałam też jakiegoś strasznego bata nad sobą i wszystko było kwestią organizacji. Tak jak i dziś.

Portale plotkarskie i tabloidy są czasem bezlitosne dla ciebie. Mówiłaś wielokrotnie, że nie czytasz, ale pewnie docierają do ciebie jakieś "sprawdzone informacje" na twój temat. Jaką największą głupotę o sobie usłyszałaś?
- Że żyję w trójkącie i że robiłam operacje plastyczne. O rzeszy narzeczonych już nie będę wspominać, ale to chyba komplement (śmiech).

Mam wrażenie, że masz ogromny dystans do siebie. No i to poczucie humoru... to chyba cechy, które przyciągają ludzi do ciebie?
- To cechy, które niwelują bariery między ludźmi, a tym nieżyczliwym odbierają broń tuż przed atakiem. Mam komfort i wybieram ludzi, którymi się otaczam. Mam cudownych współpracowników, wiernych i inteligentnych fanów, fantastycznych przyjaciół. Nie dałam się zamknąć w złotej klatce, bo nie jestem celebrytą i funkcjonuję w rzeczywistym świecie, całkiem normalnie.

- Umiem też przyznać się do błędów, chorób czy niepowodzeń. To sprawia, że jestem, i słusznie zresztą, postrzegana jako jedna z wielu innych kobiet, bo taka też jest prawda. Wykonywany przeze mnie zawód nie czyni mnie ulepioną z innej gliny. Myślę też, że jestem dzięki temu wiarygodna, a nie oderwana od rzeczywistości.

Słyszałem, że z nazwą wytwórni Kayax, też wiąże się zabawna historia...
-

(Śmiech) Zawsze śmieszyły nas nazwy sklepów obuwniczych "Obuwex", czy hurtowni "Marex". Tak, Kayax jest wariacją na ten temat.

A kompleksy? Masz jeszcze jakieś? Kiedyś mówiłaś, że starasz się zamieniać je w swoje atuty, więc chyba dziś rozmawiam z kobietą idealną?
- Pewnie, że mam. Ale się nie poddaję i walczę. Staram się zmienić to, co się da, ćwiczę, biegam, pilnuję tego, co jem, ale też uczę się akceptować to, na co nie mam wpływu, jak przemijanie na przykład. Idealne kobiety nie istnieją, mężczyźni też nie. Zresztą, to byłoby nudne, gdyby istnieli.

Czy jest coś, czego się wstydzisz?
- Wstydzę się, kiedy do głosu dochodzi moje ego, reakcyjna natura, odzywa się zazdrość, czy inna, mimo mojej pracy nad sobą, ze skorpiońskich, klasycznych wad.

A czegoś żałujesz?
- Raczej nie. Może nieraz straconego czasu? Wszystko, co się wydarza, traktuję jako lekcję do odrobienia i zarazem środek do zyskania pozycji i życiowego miejsca.

Mówisz, że kochasz kochać...
- Nie narzekam na moje życie uczuciowe. Ale nie jest to temat, którym chcę dzielić się z gazetami.

A jaka Kayah będzie muzycznie? Czym zaskoczysz teraz?
- Nie muszę, dzięki Bogu, nikogo niczym zaskakiwać. Mam jak zwykle nadzieję zrobić coś na poziomie. Na razie zbieram doświadczenia i refleksje, a potem poszukam dźwięków i słów, by je opisać.

Kiedy więc możemy się spodziewać nowej płyty?
- Jak tylko będę mieć trochę czasu, pewnie przysiądę do pracy w studiu. Na razie kalendarz jest bardzo intensywnie zapełniony i koncertami i telewizyjną aktywnością, o której pewnie już niedługo będzie nieco głośniej.

Która z twoich płyt jest ci najbliższa?
- Myślę, że "Jaka ja Kayah" jest wyjątkową płytą w moim dorobku i, mam wrażenie, wyjątkowo niezauważoną. Każda następna po niej jest dojrzalsza artystycznie, ale do niej mam szczególny sentyment. Ale prawda jest taka, że nie słucham swoich płyt, one żyją swoim życiem, kiedy tylko opuszczają już moje studio. Gdybym do nich powracała, wciąż chciałabym w nich coś poprawiać, a po wytłoczeniu nakładu, na to jest już za późno.

Wiesz, muszę ci się przyznać, że starałem się sobie przypomnieć wszystkie twoje płyty - wymieniłem tytuły niemal jednym tchem...zapomniałem o jednej. Ciekawy jestem czy zgadniesz?
- Tej z Bregovicem?

Skąd wiedziałaś? Dokładnie tak... Zapomniałem o krążku, który przyniósł ci największy rozgłos w kraju i poza jego granicami...
- No widzisz, jak zgadłam! To inna płyta, bardziej eksperyment, ale, szczęśliwie dla mnie i Gorana, ogromny komercyjny sukces.

Zapytam wprost o to, o co inni pytają dookoła lub nie pytają, a spekulują. Czym jest dla ciebie kabała?
- Kabbalah jest ścieżką duchową niosącą takie same przesłania, jak inne ścieżki, z tą tylko różnicą, że podaje mi uniwersalne prawa w najbardziej zrozumiały dla mnie sposób. Np. buddyzm był dla mnie zbyt odległy kulturowo. To nauka, która pomaga mi okiełznać mój temperament, wadliwą naturę, uczy mnie dzielić się z innymi, poskramiać ego i czuć się człowiekiem świadomym i odpowiedzialnym za innych.

Skąd ta fascynacja? To wynik twoich poszukiwań, czy był ktoś, kto cię zainspirował?
- Nie jestem osobą religijną, nie wychowywałam się w potrzebie religijności, ani żadnych dogmatów. Parę lat temu potrzebowałam jednak wsparcia duchowego, otarłam się o białaczkę, wtedy z pomocą przyszła mi nauka Kabbalah.

Jak się wyciszasz?
- Dobra muzyka, dobre wino i dobre towarzystwo.

Czego byś sobie w życiu jeszcze życzyła?
- Tego samego, co inni ludzie. Miłości, zdrowia swojego i bliskich, sukcesu, ciekawych przygód, bezinteresownych relacji i pokoju.

Rozmawiał: Łukasz Kędzior

POSŁUCHAJ PIOSENEK KAYAH Muzzo.pl

Dowiedz się więcej na temat: Kayah

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje