Reklama

Reklama

Polityka weszła mi do ogródka

Mężczyźni ograniczeni do swojego zawodu, firmy, utożsamiają się mocno z rolą zawodową, okrawając inne strony swojej osobowości. Co z tego, że są wybitnymi specjalistami, mają gruntowną wiedzę i doświadczenie, kiedy życiowo są jak niedorostki. Nie są wcale mądrzy, odpowiedzialni czy dojrzali, choć często udają silnych, niezależnych. W despotycznych zapędach czy autorytarnych pozach ukrywają własne zagubienie.

Reklama

A prawda o człowieku i tak wyłazi w konfrontacji z meandrami życia. Wszystkie intymne porażki są dobitnym dowodem na to, jak niewiele wiemy o sobie, o swoich emocjach. Szczególnie mężczyźni, udają herosów często po prostu uciekają przed własną wrażliwością w pracoholizm, alkoholizm czy innego rodzaju destrukcje. Płacą za to olbrzymią cenę, a także ich żony i dzieci. Nic dziwnego, że w efekcie wszyscy czują się bezradni i osamotnieni, nie potrafią sobie ufać i pomagać.

Żadnego wzorca postępowania?

Nie jestem lekarzem dusz, tylko opisuję to, co widzę. Ale nie piszę powieści dydaktycznych! Dydaktyka jest fragmentem rzeczywistości. Kiedy rzucamy się na całość, czyli na życie w rodzinie, w jakimś kraju, z jego kontekstem religijnym i społecznym, to z dydaktyką już kiepsko. Trudno wskazywać na kogoś palcem, bo ten palec skierowany jest w nas samych. Nie jestem bez winy, nie będę nauczać.

Czyli takie tradycyjne, polskie rozumienie literatury jako sztuki, która winna być zaangażowana, ma zmieniać rzeczywistość, coś pokazywać, jest Pani obce?

Takie widzenie sztuki dotyczy szkolnych lektur rodem z XIX wieku! Literatura współczesna jest jedną z niewielu ostoi wolności, enklawą przełamywania tabu, możliwości pokazywania czegoś szybciej, ciekawiej, inaczej...

Dzisiaj dydaktyczną funkcję pełnią telenowele, tabloidy, reklamy. To one pokazują, jak powinna wyglądać rodzina, śniadanie, namiętność czy wychowanie psa. I to jest właśnie dydaktyka, chwilami nawet bardzo błyskotliwa. Ludzie do tego aspirują - do ładnie wyznaczonych granic, a nie do wolności i wymyślania własnych światów. A to robi sztuka, bo jest totalną wolnością wyobraźni. I nie ma co się oburzać na artystów, że przekraczają tabu. To są tylko granice wyobraźni, chociaż niektórzy próbują zrobić z nich zastępcze kozły ofiarne świata naprawdę, fizycznie depczącego moralność, wrażliwość, cudze życie. Oskarżać wizje artystyczne to tak jakby oskarżać sny.

Za takie podejście - mam wrażenie - była Pani "karana" przez krytykę literacką, której zapędy inkwizytorskie, tropienie - co tam znowu Gretkowska takiego wymyśliła, były na porządku dziennym. Czy ma Pani o to żal?

Na początku byłam zaszokowana, że można w tak reagować na coś co w Europie nie jest skandalem, ale normalnością - erotykę, intymny opis macierzyństwa. Po latach mogę być wdzięczna, bo dzięki temu jestem bardziej uodporniona. Krytyka nie robi już na mnie takiego wrażenia. Takie znieczulenie jest mi dzisiaj wręcz przydatne, jestem osobą, która wchodzi w życie polityczne, a to dziedzina, w której - szczególnie w Polsce - można się spodziewać różnych ostrych czy nieprzychylnych reakcji.

Dowiedz się więcej na temat: pisarka | książki | podatki | polityka | Manuela Gretkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje