Reklama

Reklama

Polityka weszła mi do ogródka

Jest Pani gotowa także na to, co już się zaczęło - ataki, traktowanie Pani w kategoriach skandalistki, która dzięki partii chce zaistnieć?

Reklama

Istnieję już kilkanaście lat jako pisarka i nie potrzebuję do tego zakładać politycznej partii! Jeżeli natomiast patrzymy na cel, jaki ma ta partia osiągnąć, jest on dobry! Jakiekolwiek byłyby moje motywy; zamiar wylądowania na księżycu, chęć popisania się, czy cokolwiek innego, proszę tylko spojrzeć na cel. A jest nim poprawa warunków życia kobiet i zagwarantowanie im udziału w decydowaniu o sobie. Nawet jeśli by mnie w tym zabrakło, machina ruszyła i trudno będzie ją zatrzymać. Ja nie jestem ważna! A książki pisałam wiele lat temu i nadal będę pisać. To nie ma nic wspólnego z polityką.

Nie ma Pani poczucia, że to co się udało osiągnąć w ciągu ostatnich kilkunastu lat, jest zagrożone? Że ten spokój, o którym Pani mówiła, taki letarg, w który sporo myślących osób zapadło, okazuje się być groźny? Czy nie potrzebujemy kolejnej mobilizacji?

Demokracja zawsze jest zagrożona, bo jest tylko projektem, pewną procedurą. Dlatego myślę, że ten moment jest znakomity, by wziąć udział w demokracji, a więc w polityce. To już nie jest komunizm, za to nie grozi więzienie, kara, polityczna emigracja. Mamy prawo, a nawet pewnego rodzaju obowiązek wobec samych siebie we wszystkich dotyczących nas decyzjach uczestniczyć. Jeżeli nam się nie podoba, to, co się dzieje - możemy działać. Tworzyć stowarzyszenia, partie... I róbmy to!

Partia Kobiet to nic nadzwyczajnego, żaden bunt. My, kobiety jesteśmy większością w społeczeństwie i mimo, że płacimy podatki, nasze oczekiwania nie są spełniane. Mimo deklaracji równości, nie mamy równych szans.

W "Kobiecie i mężczyznach" jedna z bohaterek wybiera, z własnej woli, rolę żony i matki, w tym upatrując sensu życia. Ale nawet w ten jej azyl, własny ogródek, o którym mówiła Pani wcześniej, wkracza polityka. Nie da się ukryć?

Oczywiście można skryć przed światem, tylko jakim kosztem? Jak długo we własnym ogródku będę się chowała przed rzeczywistością jak kret, udając, że nie widzę niesprawiedliwości, korupcji, cwaniactwa. W takim życiu nie ma prawdy, piękna, harmonii. A dla mnie harmonia jest harmonią psychiczną, fizyczną i społeczną.

Nie żyję na wyspie! Jeśli będę miała taką potrzebę, znów wyemigruję do Szwecji. Ale skoro żyję w Polsce, uprawiam ziemię (dosłownie), chodzę po tych drogach i patrzę ludziom w oczy, jest mi wstyd, za cudze upokorzenie. Nie mam wtedy prawa być zadowolona. Dlatego chcę to zmienić. W Indiach nie miałabym takiej możliwości, a tutaj mogę! Tu są moi znajomi, przyjaciele, rodzina, mamy wspólny język, wspólną przeszłość i - mam nadzieję - wspólną przyszłość.

Rozmawiała: Małgorzata Sucharska

Dowiedz się więcej na temat: pisarka | książki | podatki | polityka | Manuela Gretkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje