Reklama

Reklama

Rodzić w domu

Jakie zachowania traktuje się jako "niepokorne"?
Na przykład wspieranie kobiety podczas porodu w przyjmowaniu wygodnych dla rodzącej pozycji poza łóżkiem porodowym. Podążanie za tym, czego chce kobieta. Położne bardzo wspierające kobiety nie są mile widziane. Znam historię młodej położnej wyrzuconej z porodówki za to, że po wielu godzinach porodu pozwoliła rodzącej zjeść batonik. A przecież wiadomo, że jak ktoś jest głodny zużywa dużo energii, bo chodzi o wykonywanie pracy i nieuzupełnianie energii, więc może nawet wpaść w ketozę. Skurcze mogą stać się słabsze, podobnie jak tętno dziecka. To wydaje się logiczne, jest też potwierdzone badaniami, a jednak siła przyzwyczajenia i rutyna są tak silne, że bardzo ciężko je przełamać.

Reklama

Na przykład opinie o tym, że koniecznie trzeba rodzącej kobiecie nacinać krocze?
Tak. Ciągle powtarza się, że bez nacięcia krocza kobieta będzie miała problemy ginekologiczne, naciągnięte krocze, popuszczanie moczu, a na koniec wypadnie jej macica. A przecież nie ma takich badań, które by to potwierdzały. Są natomiast liczne takie, które udowadniają, że jest inaczej.

Jaka w takim razie jest rola lekarza, a jaka położnej?
Lekarz i położna to są dwa odrębne zawody. Mamy inne kompetencje. Położne w czasie porodu i ciąży powinny zajmować się fizjologią, a lekarz patologią. Czyli jeśli położna wykryje coś niepokojącego, odsyła ciężarną do lekarza. Na zachodzie często tak się dzieje, u nas jeszcze nie. Lekarza, opiekującego się zdrową kobietą oczekująca dziecka, traktuje się jako instancję nadrzędną w stosunku do położnej. Jest to uwarunkowane tradycją, a nie ma pokrycia w prawie.

Dopóki działa fizjologia, położna ma takie same prawa jak lekarz, może nawet prowadzić ciążę. Trzy razy w jej trakcie powinna wysłać podopieczną do lekarza, aby wykonać specjalistyczne badania, między innymi USG.

Czyli współpraca lekarza i położnej jest niezbędna?
Lekarz i położna powinni być zespołem. W Polsce ciągle położne muszą udowadniać, że są dość mądre, żeby prowadzić porody. Na świecie są już inne warunki. Teraz to się zmienia, bardzo liczymy na kobiety. Położnym trudno zmienić sytuację, ale jeśli kobiety upominają się o ich obecność podczas porodu, proszą o radę i wsparcie położnej - wtedy staje się jasne, że nie zawsze lekarz jest przy porodzie niezbędny.

Czy akcja "Rodzić po ludzku" zmieniła sytuację panującą na porodówkach?
Oczywiście, zmiany w położnictwie są naprawdę duże. Kiedy 1986 roku zrobiłam dyplom i poszłam do pracy, odziały położnicze zamykano na klucz, zabraniano odwiedzin. Dzieci leżały ciasno zawinięte w beciki, wiele kobiet nie widziało nago swojego dziecka aż do momentu wyjścia ze szpitala. Były jak jego własność. Teraz zmieniło się w druga stronę - jeśli mężczyzna nie chce towarzyszyć kobiecie podczas porodu znaczy, że jest złym ojcem. To jest tak jak w wahadle - w jedna i drugą stronę, aż osiągniemy równowagę.

Dowiedz się więcej na temat: kompetencje | domowy | lekarz | położne | poród | położna | porody

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje