Roma Gąsiorowska szuka nowej definicji kobiecości

Czy Martę - bohaterkę, którą grasz w swoim nowym filmie, komedii romantycznej "Całe szczęście" - uważasz za dobry wzór dla kobiet?

Reklama

- Marta jest trenerką fitness. To znak naszych czasów, że bohaterka filmu o miłości uprawia taki zawód. Ona nie jest idealna - to inni myślą, że jest. Zbudowała swój sukces zawodowy, podążając za trendami. Jest celebrytką i bardzo skupia się na sobie - to na pewno. Ale przy tym ma misję, chce ludziom dawać motywację do działania i budować w nich zdrowe nawyki. Do tego wspiera twórców, jest ich mecenasem.

- W filmie widzimy jej przemianę. Ta niedostępna, zimna bizneswoman powoli zdejmuje maskę, pancerz ochronny i pokazuje swoją prawdziwą twarz. Niewiele osób utożsami się z Martą w idealnym wydaniu - ludzie mają dystans do osób, które za dobrze wyglądają, mają pieniądze i się uśmiechają. U większości ludzi wywołują frustrację, niestety. Marta na oczach widzów poznaje sama siebie. Dostrzegamy w niej człowieka. Myślę, że dzięki temu, że Marta pokazuje też zwykłą ludzką twarz, widzowie mogą uznać, że jest im bliska.

Twoja książka ukazała się tuż przed dniem kobiet. Rozumiem, że nie miałabyś nic przeciwko, gdyby przy okazji tego święta panowie wręczali swoim wybrankom tę wydawniczą nowość. A ty, jakie prezenty lubisz dostawać w dzień kobiet?

- Nie celebruję dnia kobiet, podobnie jak nie celebruję innych świąt. Nie jestem przywiązana do tej formy obdarowywania siebie nawzajem. Czerpię więcej radości z dawania prezentów, niż z ich otrzymywania. Zawsze cieszę się z tego, co dostanę, ale nie mam w tym względzie oczekiwań.


Dowiedz się więcej na temat: Roma Gąsiorowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje