Reklama

Reklama

W czasie świąt jestem zawsze z rodziną

Musi być choinka, 12 potraw, pusty talerz dla niespodziewanego gościa...

- Mogę być na drugim końcu świata, pod palmami w tropikach albo na lodowcu lub w... Zakopanem - śmieje się Paweł Stasiak - ale rodzina musi mi towarzyszyć. Tylko raz spędziłem Boże Narodzenie oddzielnie i były to smutne chwile. A święta są po to, by się nimi cieszyć i być z najbliższymi - dodaje. - W tym roku będziemy wszyscy: mama, siostra z narzeczonym, moi siostrzeńcy, przyjaciele, dla zbłąkanego wędrowca też mamy drzwi otwarte.

W tym samym momencie otworzyliśmy prezenty

Reklama

- Wracając do tych jedynych w moim życiu świąt bez rodziny. Byłem dorosły. Nie byłem sam, bo z przyjaciółmi z "Papa Dance", koncertowaliśmy wtedy w Stanach Zjednoczonych. Urządziliśmy sobie nawet polską Wigilię, ale zamiast się cieszyć, z każdą chwilą rzedły nam miny i nic nam się nie podobało. Sam byłem zaskoczony swoją reakcją - wspomina.

- Tak, to były smutne i inne niż zawsze święta także dla nas - dodaje Anna Stasiak, mama wokalisty.

- W przeciwieństwie do Pawła, który był tam sam, ja miałam męża i córkę obok, ale jakoś wszystkim było nieswojo. Umówiliśmy się z Pawłem, że w tym samym momencie otworzymy paczki, żeby chociaż w ten symboliczny sposób być razem. Rozmawialiśmy długo przez telefon, składaliśmy sobie życzenia, śmialiśmy się, ale to nie było to.

- Bo w tym czasie trzeba być razem - włącza się do rozmowy siostra piosenkarza Daria Stasiak. - Zawsze to wiedziałam, a odkąd sama mam dzieci, ciągle im powtarzam, że nieważne gdzie spędzimy święta, jakie prezenty dostaniemy, jakie potrawy przygotujemy - najważniejsze jest, żeby cała rodzina była razem. Prawda, dzieciaki?

13 chomików w kolorze pink

By nie było najmniejszych wątpliwości: Pola i Jonatan zgodnie krzyczą: - TAK!, po czym równie zgodnie wyznają: - Mamo, nudzimy się! Co sprawia, że wszyscy dorośli zaczynają się śmiać i w naturalny sposób zaczynają wspominać najśmieszniejsze wydarzenia okołobożonarodzeniowe.

- Najzabawniej było wtedy, gdy Daria i Paweł postanowili przemalować swoje chomiki. Wchodzę do pokoju i widzę 13 różowych chomików! - zaśmiewa się pani Anna.

- To prawda, wzięliśmy barwnik spożywczy i postanowiliśmy, że tego dnia będą śliczne. Akurat róż wydał mi się najlepszy. Bo to były moje chomiki - śmieje się Daria. - Swoją drogą, co nam strzeliło do głowy?!

- Kochałam swoje chomiki i dlatego rozumiem dzisiaj Polę i Jonatana, że są niepocieszeni, że do naszego rodzinnego zdjęcia nie pozują ich dwa szczury. "Mamo, przecież też należą do rodziny" - negocjowały. Na szczęście udało mi się ich przekonać, że podróż w klatkach do wujka Pawła to nie najlepszy pomysł i co by było, gdyby nam uciekły podczas zdjęć. Ale wzruszyły mnie - mówi Daria.

Co będzie na wigilijnym stole? Czy dom jest specjalnie dekorowany?

- Jak w każdym domu, i w naszym będzie to, co każe tradycja - mówi pani Anna. - Gdy żył mąż, to on gotował barszcz, dziś robię grzybową, bo bardziej ją lubimy. Poza tym oczywiście musi być karp, pierogi, kompot...

- Kutia - wtrąca Paweł. - Uwielbiam. Muszę się przyznać, że to ja jestem strażnikiem tradycji - śmieje się.

To ja stoję w naszym domu na straży tradycji

- Sam jestem tym zdziwiony. Ale tak. Musi być choinka pod sufit. Musi być opłatek. Sianko. Dwanaście potraw. Chodzę i liczę, no dobrze, jest już karp, ale gdzie kompot z suszu, są pierogi... Wszyscy się ze mnie śmieją, ale mnie to sprawia radość. Jeszcze śmieszniej jest, gdy zaczynamy śpiewać albo grać w gry planszowe w drugi dzień świąt...

- To fakt, to jest najzabawniejsza część programu - przyłącza się do rozmowy narzeczony Darii Michał. W tym momencie Daria robi minę typu "nie waż się o tym mówić", ale już się stało: - Dariaraz przegrała i musiała zaśpiewać piosenkę, ale była tak zdenerwowana, że...

- Nie byłam zdenerwowana - macha rękami - poza tym nie przegrałam, tylko ułożyłam 18-literowe słowo...

- Bo ci podałem ostatnią literkę - spokojnie mówi Michał, a wszyscy pękają ze śmiechu, nie wyłączając Darii. - No właśnie mniej więcej tak u nas to wygląda - śmieje się Paweł. - Ale trzeba przyznać, że Michał robi najlepsze pierogi na świecie i wszystko, co gotuje, wychodzi mu genialnie.

- Bo ja robię to z serca, bez przepisów i nie przejmuję się, czy wyjdzie - śmieje się Michał.

- Zawsze jest dobre - stwierdza ponuro Daria. Zaczyna się śmiać: - W przeciwieństwie do mnie.

Bo ja robię ściśle według przepisu i rzadko mi się udaje. Nie muszą dużo mówić o magii świąt, bliskości, czułości, przywiązaniu. To widać, że po prostu się kochają. Bliskie jest też im przesłanie, żeby dać coś od siebie innym. Choć jest to szczególnie gorący okres, każde z nich znajdzie chwilę, by komuś pomóc. Daria zorganizuje fantastyczne wyjazdy nie tylko swoim dzieciom, ale też dorosłym, ponieważ, jak mówi, "najlepiej się sprawdza, gdy może zaopiekować się grupą i zorganizować czas, by każdy był zadowolony". Pracuje w agencji PR i rzeczywiście tam się realizuje.

Mam nadzieję, że Mikołaj o mnie nie zapomni

- Grudzień to dla mnie najgorętszy okres - mówi Paweł Stasiak. - Nagrywam płytę, koncertuję, z zespołem Papa D., wystąpimy w koncercie sylwestrowym w Poznaniu na Placu Wolności, prowadzę też program muzyczny w TV Disco, jestem w radiu, odwiedzam dzieci w domach dziecka, ale im bardziej jestem zajęty, tym jestem szczęśliwszy. Nie mogę się doczekać, kiedy rozbłyśnie pierwsza gwiazda na niebie i wszyscy usiądziemy do stołu wigilijnego.

Oczywiście będzie śnieżnobiały obrus, pod nim sianko, podzielimy się opłatkiem, zjemy 12 potraw, będziemy śpiewać kolędy, pójdziemy razem na Pasterkę. Liczę też na to, że Mikołaj da mi prezent...

IJ

Dowiedz się więcej na temat: Święta Bożego Narodzenia | Paweł Stasiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje