Reklama

Reklama

Wiedziałam, czego chcę

Przeżyłaś kryzys wieku nastoletniego?
- Był taki czas, kiedy czułam się jak w klatce. Oglądałam w telewizji olimpiadę w Calgary i myślałam, że gdzieś na świecie są młodzi ludzie, którzy robią tyle ciekawych rzeczy, mają tyle możliwości, podróżują, a ja siedzę w Toruniu i nic spektakularnego się nie dzieje. Przeszłam wtedy moment załamania. Wracałam ze szkoły, rzucałam książki... Mama pytała, co mi jest, a ja mówiłam, że wszystko jest bez sensu.

Reklama

Miałaś poczucie niesprawiedliwości?
- W latach 80. wiedziałam, co się dzieje w Polsce. Moi rodzice działali w Solidarności. Poza tym czułam, że coś jest nie tak. Gdy bawiliśmy się na podwórku, ciągle zerkaliśmy, co się dzieje w osiedlowym sklepie. Gdy rzucali papier toaletowy, kurczaki, kawę czy cokolwiek innego, część dzieciaków ustawiała się w kolejce, a reszta biegła pod okna domów i wołała rodziców, by zeszli na dół.

Chciałaś wyjechać za granicę?
- Wydawało mi się to nieosiągalne. wiedziałem, że ludzie wyjeżdżają i nie mogą wrócić. A ja byłam przywiązana do tradycji, do miejsca, w którym żyłam. Moja babcia recytowała z pamięci, zamiast bajek, poematy Słowackiego, Mickiewicza. Jestem silnie związana z Polską.

Dlaczego wybrałaś studia w Warszawie?
- W podstawówce pojechaliśmy na wycieczkę klasową do stolicy. Bardzo przeżywałam ten wyjazd. Założyłam najlepsze ciuchy, kurtkę dżinsową z zagranicznej paczki, wzięłam torebkę, którą zrobiłam na szydełku, z napisem "Republika"... Mieliśmy wyjeżdżać około siódmej. W dniu wycieczki mama obudziła mnie, dała kanapki, termos z herbatą... Pobiegłam po moją przyjaciółkę Beatę, która mieszkała w tym samym bloku. Zaczęłam pukać do drzwi, nikt nie otwierał. W końcu mama Beaty otworzyła i zapytała, co się stało. Podekscytowana wyjaśniłam, że przecież jest wycieczka! Do Warszawy! Okazało się, że była piąta rano! Zegar w naszym domu się popsuł. Wróciłam do swojego pokoju i z wypiekami na twarzy czekałam na siódmą. Z wycieczki zapamiętałam głównie Syrenkę. Ale emocje związane z wyjazdem pamiętam do dziś. Wiedziałam, że chcę tam wrócić na dłużej.

Gdy byłaś na studiach, rodzice ci pomagali?
- Bardzo. Nie tylko finansowo. Pamiętam jedną z najbardziej wzruszających rzeczy, jaką zrobiła dla mnie mama. Od dziecka szyła mi ubrania. Kiedy byłam na studiach, uszyła mi śliczną, czarną spódnicę. Gdy za pierwszym razem zdejmowałam ją w szkolnej szatni, zauważyłam, że jest do niej wszyta metka. Zdziwiłam się. Zadzwoniłam do mamy i pytam, czy to spódnica z "ciuchów". A mama, że wszyła tę metkę, żebym rozbierając się przy koleżankach z roku, nie czuła się gorsza. Wzruszyło mnie, że pomyślała o tym.

Od dziecka kochałaś modę.
- Tak. Mimo braku ubrań w sklepach nie mogłam narzekać, że nie mam ładnych ciuchów. Mama pięknie szyła. Pamiętam, jak Dominika Ostałowska przyniosła na zajęcia szminkę Diora. To był luksus! Nigdy też nie zapomnę pierwszych perfum, które sobie kupiłam z pieniędzy za statystowanie. Lou Lou Cacharela. Czułam się taka wyjątkowa! (śmiech).

Gdybyś mogła dzisiaj spotkać nastoletnia Małgosię, myślisz, że byłaby z ciebie zadowolona?
- Myślę, że tak. Nie zmarnowałam swoich szans. Realizuję marzenia. Moje pokolenie miało trochę trudniej przez to, w jakich czasach dorastaliśmy. Ale z drugiej strony, łatwiej nam docenić to, że żyjemy w wolnym kraju, możemy podróżować. Ciągle potrafię się z tego cieszyć.

Joanna Łazarz

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! W sprzedaży od 5 lipca.

Dowiedz się więcej na temat: marzenia | szkoły | Małgorzata Kożuchowska | rodzice

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje