Reklama

Reklama

Wrażliwość na wierzchu - rozmowa z Agatą Kuleszą

Wojciech Smarzowski zebrał stałą ekipę aktorów, ale poza sprawami zawodowymi wasze kontakty są raczej rzadkie.

Reklama

- W jego filmach dotyka się bardzo intymnych rzeczy. I nawet jeśli się rzadko widzimy, odczuwamy bliskość. Bo bardzo dużo mu oddaliśmy, podobnie jak on nam w tym ciągłym inspirowaniu. Aktorzy bardzo często wyznają mu miłość na planie i to nie tylko kobiety, a również mężczyźni. Jak mówią, wojsko łączy na całe życie. Nie to, że my razem jeździmy na wakacje, grillujemy z Marianem Dziędzielem, Smarzolem, Więckiewiczem i jego rodziną. Nie, absolutnie. Teraz mam z nim kontakt, bo niebawem wchodzimy na plan. A tak od czasu do czasu napiszemy sobie: "Jak tam u ciebie, OK?". "Tak, a u ciebie?". "Też OK". I tyle. (...)

Nie muszę znać się na wszystkim.

- I się nie znam. Nie mogę chodzić do "Śniadania mistrzów" i rozmawiać na tematy polityczne, bo nie mam pojęcia o polityce. I tego pilnowałam. Joasia Kulig z tego powodu co chwilę zmienia numer telefonu. Rozmawiałyśmy o tym i radziłam jej: "Obierz ziemniaki, obejrzyj film o zwierzętach". Trzeba zachować równowagę. Nie można uwierzyć, że jest się wiecznie diwą w szpilkach i sukni wieczorowej. W domu mamy mnóstwo innych ról. Jesteśmy matkami, żonami, kochankami, gospodyniami. Nie można leżeć na kanapie, oglądać filmy ze sobą i zapraszać znajomych: "Zobacz, jak świetnie zagrałam". Śmiejemy się ze Stefano, że jak ktoś prosi, że chce zobaczyć jakiś mój występ w "Tańcu z gwiazdami", pokażę od razu moją cha-chę. Tylko to, bo jestem pełna podziwu dla siebie, że byłam wysportowana, miałam takie mięśnie i byłam taka chuda. A filmy ze swoimi rolami oglądam z reguły raz. (...)

A wasza wyprawa na Oscary, jak patrzysz na to z perspektywy czasu? To było jak wyprawa na Księżyc?

- Byłam tak zmęczona, że nie wiedziałam, co się dzieje. Wcześniej jeździłam z planu na plan, miałam tylko walizki, które przepakowywałam. Zabierali mnie z miejsca na miejsce, spałam w samochodzie. Teraz sobie nigdy na to nie pozwolę. Byłam wrakiem. I potem Oscary. Pojechałam na czterdzieści osiem godzin, zobaczyłam i wróciłam. Do mnie to wszystko dotarło po dwóch latach, potrafiłam się tym cieszyć. Wcześniej nie.

Ze zmęczenia?

- Tak. Pojechałam, zobaczyłam, że ta impreza jest dosyć długa i męcząca, że właściwie jest tak jak na naszych Orłach, tylko większa sala, więcej ludzi i są tam osoby znane na całym świecie.

Spotkałaś kogoś, kto zrobił na tobie wrażenie? Gdybym zobaczył Ala Pacino na korytarzu...

- Wchodziłam z Patricią Arquette na czerwony dywan. Ethan Hawke przyszedł na śniadanie w hotelu, ale na ceremonii siedziałam na trzecim balkonie. Na dół mogli wejść tylko Paweł Pawlikowski, Ewa Puszczyńska i producent angielski. Zeszłyśmy z Agatą Trzebuchowską na dół do holu, żeby pooglądać gwiazdy. Inny świat, ale to nie są inni ludzie, tylko mają inny rynek. Po dwóch latach tak sobie pomyślałam: "Jezu, dziewczyno, zastanów się, jak mieszkałyście na studiach z Gośką Kożuchowską w wynajętej kawalerce, i tak się zastanawiałyście dla wygłupów, jak to będzie, gdy pojedziecie na Oscary... A ja tam już byłam". To jest wspaniałe, jak John Malkovich mówił do charakteryzatorki: "Uwielbiam rolę Wandy Agaty Kuleszy w Idzie. Nawet kiedyś chciałem do niej zadzwonić". Dla Jima Carreya byłam "Women from Ida", on mnie zna z tego, co zrobiłam. Moja próżność jest nasycona. "Ida" poszła w świat, to dla mnie bardzo miłe, ale tu jest mój rynek pracy, moje miejsce. (...)

Twoje aktorstwo i twoje życie składa się z sumy barw, smaków, odczuć, emocji.

Trochę tak, niewątpliwie jest w tym nieco impresji, które ze sobą współgrają. Tworząc rolę, najpierw analizuję. Ale później zaczynam już to kolorować i używam wszystkiego - spotkań z moimi przyjaciółmi, rozmów, zdań, barw, zapachów. I pęknięć. Pęknięcie w postaci, słabość w postaci, jest dla mnie podstawą. Nasze czasy nie są dobre dla nieśmiałych ludzi. Ja lubię nieśmiałych ludzi. I lubię, gdy nagle widzę moment w rozmowie, kiedy taki człowiek się otworzy. Lubię tę wrażliwość, która jest na wierzchu. W świecie teraz jest to postrzegane jako słabość. A ja uważam, że słabości są czasami największą siłą.

Fragment książki "Zawód: aktor", Jacek Wakar. Wydawnictwo Czerwone i Czarne. Premiera: 14 października 2020 r.

Dowiedz się więcej na temat: Agata Kulesza | aktorstwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje