Reklama

Reklama

Wszyscy kochamy ją za rolę Natalii

- My organizujemy dla naszych dzieci warsztaty, próbujemy je wyciągać z domu. I wspaniale jest widzieć, ile to daje radości dzieciom i ich rodzicom. To zresztą działa w dwie strony, pomaganie jest ważne również dla pomagających, dzięki temu rozwijamy naszą wrażliwość. Takich zachowań trzeba uczyć od małego. Ja w kółko powtarzam mojemu dziecku, że z ludźmi trzeba się dzielić, trzeba im pomagać i trzeba jeszcze mieć oczy dookoła głowy, bo nie każdy sam umie poprosić o pomoc.

Reklama

Pewnie gdyby pani znalazła milion dolarów, to by go pani rozdała?
- Pewnie pomyślałabym, że jestem w ukrytej kamerze, że ktoś to nagrywa i wszyscy zobaczą, jak ja ten milion sobie przywłaszczam. Już widzę nagłówki: "Popularna aktorka serialowa połasiła się na cudzą własność"(śmiech). A tak poważnie, oczywiście, że rozdałabym. Od czasu, gdy działam w hospicjum, nie miałabym problemu z zagospodarowaniem nawet największych pieniędzy.

Pomówmy o pani rodzinie. Macierzyństwo panią zaskoczyło? - Jak większość aktorek miałam problem z zaplanowaniem powiększenia rodziny. W moim zawodzie zawsze pojawia się strach, że to będzie przymusowa przerwa w pracy, a z powrotem nigdy nie wiadomo. Nie ma co ukrywać, ten zawód jest bardzo kapryśny. Dlatego ja na macierzyństwo nie zdecydowałam się świadomie.

- Moje dziecko od pewnego czasu wybiera sobie tylko ekstremalne rozrywki, w związku z tym ja, jak każda mama w takiej sytuacji, dostaję stanu przedzawałowego, słysząc o jego kolejnych pomysłach. Co prawda wyćwiczyłam się i teraz, kiedy mój syn mówi mi na przykład: "Mamo, uzbierałem sobie na motocykl" - zachowuję spokój. Pomyślałam, że nie mogę po prostu mówić "nie", raczej liczę na to, że z czasem jego pasje mu się znudzą.

- A w najbardziej ekstremalnych sytuacjach po prostu nie uczestniczę, mówię wtedy mężowi, żeby z nim jechał i on go pilnował. Co mam robić? Wiem, że to jest ogromna pasja mojego syna i że w czymś takim nie wolno mu przeszkadzać.

Podobno syn i panią zachęca do rożnych aktywności?
- Antoni z mężem wciąż mnie zmuszają, żebym uczestniczyła w ich pasjach. I wtedy jest już naprawdę źle. Bywa tak: Antoni oświadcza mi: "Mamo, musisz się wreszcie nauczyć jeździć na motorze". Ja oczywiście odpowiadam, że nie mam takich planów. Ale Antoni się nie zniechęca, ostatnio znów złożył mi propozycję nie do odrzucenia, żebym zrobiła kurs pilota.A ja nawet jak lecę na wakacje, to "leżę między fotelami" - tak się boję latać. Oczywiście syn się obraził, że nie chciałam zostać pilotem. No, ale tak to jest, gdy się ma trzynastoletniego syna.

Kiedy w domu wybuchają kłótnie, to kto łagodzi sytuację?
- My jesteśmy przykładem rodziny wybuchowej, kiedy nadchodzi "fala" to zawsze jest głośno i wszystko "fruwa". Na początku naszego związku wydawało się, że to ja jestem furiatką, a teraz się okazuje, że nie do końca. Ale najmądrzejsze w takich sytuacjach jest moje dziecko, które mówi: "Tato, mamo, uspokójcie się, bo jedno nie słyszy drugiego!". Nasz syn jest najlepszym mediatorem.

A nie chciała pani drugiego dziecka?
- Nie to, że nie chciałam, ale oboje z mężem uprawiamy absorbujące zawody. A ja uważam, że dziecko ma się po to, żeby je kochać i wychowywać, a nie dla własnej przyjemności. Wiem, że nie byłabym w stanie poświęcić drugiemu dziecku aż tyle czasu, ile bym chciała, bo doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny.

- Już przy Antonim korzystam z pomocy dziadków i gdyby nie oni, naprawdę nie dałabym rady wychować go na takiego fajnego chłopaka.

Z tym "mężem" to już oficjalnie? Wzięliście ślub?
- Nie, ale określenie "partner" to nie wszystko. Powiem wprost: dla mnie wyjście za mąż nigdy nie było ambicją. Nie przywiązywałam do tego wagi i nie uważam, żeby nasze relacje rodzinne miały być mocniejsze, gdybyśmy zawarli sakramentalny związek. A skoro nie widzę takiej potrzeby, to nie robię tego. Ważne dla mnie jest to, że po 15 latach związku wciąż się kochamy, przyjaźnimy. I powiem tak: jak się rozglądam dookoła, to myślę, że w naszej rodzinie nie jest źle i nie chciałabym nic w niej zmieniać.

Rozmawiał Bartłomiej Indyka

Dowiedz się więcej na temat: Kinga Preis | Ojciec Mateusz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje