Reklama

Reklama

Z penisem jak z mężem...

Z Zytą Rudzką - psychologiem, pisarką o jej najnowszej książce Z penisem jak z mężem- trudno o ideał rozmawia Anna Piątkowska.

Właśnie ukazała się Pani najnowsza książka Z penisem jak z mężem - trudno o ideał, skąd się wziął pomysł na nią?

Zyta Rudzka: Jesteśmy zalewane programami telewizyjnymi w stylu "Jak odjąć sobie 10 lat, ścinając grzywkę", "Jak dobrze się fotografować nago." I robimy sobie nową fryzurkę, kupujemy nowy ciuch i nawet czujemy się fantastycznie, ale tylko przez jakiś czas i znowu musimy coś sobie zafundować. Tymczasem, na kompleksy nie pomoże nawet najlepsza metka. O sobie samej musimy zacząć myśleć jako o najlepszej marce. Moja książka jest dla tych kobiet, które lubią się śmiać i zarazem chce im się coś naprawdę zmienić na lepsze w swoim życiu. Również seksualnym.

Reklama

Czy mężczyźni w ogóle lubią seks, czy traktują go jak test, który trzeba zaliczyć - najlepiej z najwyższą notą?

Z.R.: Każdy lubi cieszyć się z tego, że ma ciało. Również mężczyzna. I wcale nie jest tak, że faceci myślą tylko o judo-seksie. Wielu mężczyzn przyzna, że największym afrodyzjakiem jest miłość. Dobry związek wcale nie zależy od wielkości miseczki stanika czy obwodu uda. Jestem psycholożką i od wielu lat piszę teksty psychologiczne w miesięczniku "Pani". Dostaję dużo listów, z których wynika, że wiele kobiet ma kompleksy, czują się gorsze, mniej atrakcyjne. Albo też zaniedbane przez męża. Dla nich jest ta książka.

Czy mężczyźni naprawdę przywiązują duże znaczenie do rozmiarów - swoich i partnerek? Czy gdyby mieli do wyboru superauto i dużego penisa, wybraliby penisa?

Z.R.: Najlepszy wybór dla mężczyzny to penis Max L dumnie usadowiony na skórzanej tapicerce czerwonego porsche. No cóż, niech sobie pomarzą... Co nam to przeszkadza? A jeżeli nasz partner daje nam do zrozumienia, że tu mamy czegoś za mało lub za dużo, to zamiast uciekać w płacz i kompleksy, przyjrzyjmy się jemu okiem chirurga plastycznego. Weźmy głęboki wdech i powiedzmy, co byśmy tu pomajstrowały skalpelem. Kobiety, nie bądźmy ofiarami w związku.

Dlaczego piersi są na pierwszym miejscu na kobiecej liście - "nie takie jak chciałabym mieć"? Czemu w większości przypadków jesteśmy z nich niezadowolone?

Z.R.: Przywiązujemy dużą wagę do piersi, bo są bardzo widoczne. Nawet jak są niewielkie, to "rwą się do przodu". Myślimy, że jędrne "bufory" to top marzenie mężczyzn. Tymczasem, wielu lubi małe, sportowe piersi, które łatwo zmieszczą się w dłoni. Kieszonkowe biuściki mają wielu amatorów. Oczywiście zdarza się, że nasz partner lubi większe. Cała zabawa nie polega na wielkości piersi, ale na tym, co można z nimi zrobić. W książce podaję wiele praktycznych sposobów na "podniesienie jakości" tego, co już mamy.

Dlaczego tęsknimy za miłością romantyczną, porywami serca, historią rodem z harlequina?

Z.R.: Wiele z nas tęskni za miłością w kolorze różowym. Ale wiele kobiet chciałoby również mocnego, szybkiego seksu, z dużą ilością adrenaliny. Harlequiny są jak kapcie. Przydają się w późniejszym wieku. Bywa, że marzymy o romantycznym uczuciu, bo partner nie okazuje nam zwykłej, codziennej troski. Nie pomoże szukać kluczyków od samochodu, nie uśmiechnie się rano. Wielkie porywy serca zbudowane są z małych gestów.

Czy kobieta i mężczyzna mogą się w ogóle "dogadać"? Czy istnieje wspólny język, którym mogą się porozumieć, czy może jesteśmy tak inni, że jedno nie rozumie tak naprawdę, co drugie ma na myśli?

Z.R.: Czasami wystarczy mówić do faceta ciszej i wolniej. Mężczyźni źle reagują na wrzaski, wypominki i długie zdania. Nie wiedzą, jak zareagować. Piski ich przerażają. To nie jest dla nich komunikacja, ale rodzaj przesłuchania. Dlatego wolą uciec w milczenie, albo atakują pytaniami: - Czego ty o ode mnie chcesz? - Co ci się znowu nie podoba? A takie komunikaty działają na nas jak płachta na byka. Zamiast spróbować bardziej pokojowo, robimy jeszcze większy rozbieg i ruszamy do ataku. Nie mówmy "ja", powiedzmy "my". Zamiast o faktach, o tym co przeskrobał, albo o czym zapomniał, powiedzmy co czujemy w związku z tym. Rozmowy kochanków to nie wiadomości z kraju i ze świata, ale wymiana myśli i uczuć. Prosta, zwyczajna. Mężczyzna nie powinien być też naszym psychoanalitykiem. Zostawmy sobie małe tajemnice, nie zanudzajmy ich zwierzeniami. Od czego są przyjaciółki. Zbyt wielka bliskość to nie znak wielkiego uczucia, ale pożarcia jednej strony przez drugą.

Pisze pani, że kobiety o bogatym życiu seksualnym są atrakcyjniejsze od tych, które są same w łóżku a "sperma uchodzi za naturalne serum młodości" - czy mamy więc dla własnego dobra (bo będziemy piękne, młode i szczupłe) zapraszać do łóżka facetów?

Nigdy nie zapraszać! Niech ma wrażenie, że zdobył nas po wielkich bitwach i taktycznych zagrywkach. Moja uwaga, że sperma jest świetnym kosmetykiem - adresuję do kobiet które są w wieloletnich związkach, do zapracowanych matek, do seksualnych leniuszek. radzę zastawić seks- pułapkę na mężusia. Dobry seks jest lepszy od nowego ciucha. I zazwyczaj tańszy, a to też nie jest bez znaczenia.

Dlaczego faceci kochają samolubne zołzy a nie szare myszki-do-rany przyłóż, które są na każde skinienie? Co ich pociąga w kobietach niezależnych?

Z.R.: Mężczyzna to wyżeł. Lubi latać za zwierzyną, zziajać się, zmęczyć, gubić i odnajdywać trop. Ale wielu facetów lubi również myszki. Bo istnieją takie gatunki myszy, które w nocnym świetle wcale nie są szarymi płochliwymi stworzonkami. Dobrze jest być niezależną, ale czasami niech zobaczy w nas szarą bezbronną myszkę.

Co zrobić, kiedy w związku seks jest tylko w rocznicę ślubu a mąż buja się w fotelu patrząc w telewizor? Czy ludzi, którzy przyzwyczaili się już do siebie, w ich życie wkroczyła rutyna, są w stanie "od nowa" odkryć wspólny seks?

Z.R.: Przecież na takim fotelu można się bujać wspólnie. I to z niezłym efektem. Nuda erotyczna i pańszczyzna seksualna potrzebują na rozgrzewkę dużo śmiechu i kosmicznych sposobów na wspólną zabawę. W książce podaję receptury, jak oduczyć mężczyznę biegu na skróty po orgazm.

Jak radzić sobie w sypialni z upływającym czasem, z tym, że mąż już wszystko widział, wszystko wie, żona doskonale zna kolejność miłosnych zabiegów swojego mężczyzny i bardziej interesują ich bohaterowie serialu niż realny kochanek w łóżku - bo już znany?

A może mąż zagrał by rolę bohatera serialu? Po jedenastej wieczorem.
Rozmawiała Anna Piątkowska
Z penisem jak z mężem- trudno o ideał

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: partner | kompleksy | Piersi | seks

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje