Reklama

Reklama

Zakupy z Magdą Mołek

Dała się Pani na to nabrać?

Reklama

MM: Dlaczego nabrać? Używam kosmetyków od jakichś 12 lat, w związku z czym było mi dane skorzystać z naprawdę wielu ofert dostępnych na rynku. I dochodzę do wniosku, że jeśli chodzi o moją cerę, to apteka jest tym miejscem, z którego chcę korzystać.

Nie zawiodła się Pani na kosmetykach z apteki?

MM: To nie jest tak, że nie na wszystkich. Myślę, że zawodzimy się na kosmetykach, bo używamy po prostu tych, które nie są właściwymi do naszych potrzeb. Określone kosmetyki są na świecie od lat sprzedawane w aptece. I ja im ufam.

Ale to jest przecież chwyt reklamowy, jeżeli mówimy na przykład o marce Vichy.

MM: Vichy to akurat przykład kosmetyków, które nie powinny stać w aptece. Na świecie produktów Vichy nie znajdzie pan w niej, tak jest niestety tylko w Polsce.

A ma Pani ulubione marki?

MM: Używam La Roche Posay, Lierac, Avene. Z marek lususowych lubię Shiseido, Kanebo, Clarins.

Gdzie najchętniej kupuje Pani ciuchy?

MM: Jestem typową kobietą, która uwielbia wydawać pieniądze na ciuchy. Niestety. Albo może i "stety", ponieważ dotąd kupowałam bardzo dużo, a potem i tak nie nosiłam i oddawalam rodzinie, która oczywiście była zachwycona . Dziś wolę wydać więcej, ale na rzecz doskonałej jakości. Niekoniecznie markową, bo niestety u nas wciąż niewiele jest sklepów świetnych marek. Bywam rozczarowana ofertą sklepów luksusowych w Polsce. Mam wrażenie, że do nas zsyłają to, co na Zachodzie się nie sprzedaje. Wolę wyskoczyć po ubrania na przykład do Berlina. A te, które przywiozłam sobie parę lat temu z firmowych sklepów z Włoch, noszę do dziś - mimo użytkowania i prania nie straciły swojej jakości. Oczywiście można wpadać do sklepów-masówek, można kupić koszulkę za 40 zł. Ja też tak kiedyś robiłam, ale te rzeczy po pierwszym praniu nadają się tylko do wycierania kurzu. Nie stać mnie na tanie rzeczy - tą mądrość wyniosłam z domu rodzinnego. To paradoks, ale prawdziwy. Wolę odmówić sobie kolejnej rzeczy, w której i tak nie będę chodziła, aby kupić ciuch markowy. Był taki moment, że wydawałam bardzo dużo, kiedy po pierwszym praniu trzeba było iść po kolejną koszulkę?

Jest Pani przywiązana do jakiejś marki ubrań?

MM: Powiedziałabym, że jestem skazana na pewne marki z racji tego, że mieszkam w Polsce.

Jakie?

MM: Korzystam ze sklepów, z których korzystają wszystkie Polki: Zara, Mango, H&M. Ostatnio polubiłam też włoską ofertę. Stefanel ma naprawdę gustowne kolekcje, choć niestety co innego widać w ich katalogach, a co innego na polskich półkach. I tu znów potwierdza się to, co mówiłam wcześniej, że nie traktuje się nas, Polek w tych samych kategoriach co Europejki. A szkoda!

Niestety widać też różnicę w jakości produktów kupowanych na polskim rynku. Ciekawostką jest dla mnie fakt, że proszek który kupuję na przykład w Austrii, jest dużo wydajniejszy. A kilogram kawy, którą kupuję w Polsce, tam mogę mieć sześć razy taniej.

Dowiedz się więcej na temat: dystans | bilet | wolność | rzeczy | świat | szczęście | śmiech | ciało | Mołek | zakupy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje