Reklama

Reklama

Zrobiłam krok do przodu

Jednym z ważniejszych dni w moim życiu był... wyjazd na wakacje do Egiptu z moim ojcem. Startowałam wtedy z piosenką First kiss do konkursu Eurowizji. Zgłosiłam ją razem z wokalistą z Anglii. Siedzimy z tatą na plaży, a tu nagle dostaję telefon, że jestem druga. Popłakałam się wtedy ze wzruszenia. Tato powiedział do mnie: "Jeszcze nie raz będziesz płakać ze szczęścia". To był dla mnie jeden z piękniejszych dni w moim życiu. Chwila, którą pamiętam do dziś.

Reklama

Najbliższym z czterech żywiołów jest mi... woda. Kocham szum wody. Woda mnie uspokaja. Kojarzy mi się z czystością, świeżością, naturalnością.

Pozwalam sobie... na wszystko!

Boję się... starości. Tego, że mogę być zależna od innych ludzi.

Przyjaźń to... nie wiem, co dzisiaj oznacza to pojęcie. Ostatnimi czasu zostało ono zdewaluowane. To powinno być coś bezinteresownego. Prawdziwy przyjaciel potrafi nas wysłuchać, pomóc, wesprzeć, nawet gdy zadzwonimy do niego w środku nocy. To ktoś, na kogo zawsze możemy liczyć. Moim jedynym i prawdziwym przyjacielem jest teraz mój Robert.

Popularność i sława... to coś zgubnego. Popularność uzależnia. Kiedyś, gdy zaczynałam karierę aktorską bycie sławnym nie było celem samym w sobie. A dziś? Dziś liczy się tylko pójście na kolejny bankiet, pokazanie się w pożyczonej sukience, a później oglądanie swoich zdjęć w kronice towarzyskiej. Przestałam chodzić na eventy. Już mnie to nie kręci. Zrobiłam krok do przodu. Chcę czegoś więcej. Chcę się rozwijać, poznawać ludzi, doświadczać nowych rzeczy. Zagranicą ludzi ocenia się za całokształt pracy, za głos, talent, pracowitość. W Polsce nie robi się tego. Liczą się układy, znajomości i to ile zaliczyło się pokazów znanych projektantów.

Nie znoszę... hipokryzji i obłudy.

Cel moich ambicji to... być w UK Top 10 i dostać Grammy.

Facet moich marzeń... siedzi po drugiej stronie stolika i czyta ( Monika wskazuje na Roberta).

Atrybut męskiej mocy... to w jaki sposób jest w stanie zaopiekować się osobą, z którą jest.

Recepta na udany związek... nie istnieje. To po prostu nieustanne docieranie się i wzajemne kompromisy. Ostatnio przeczytałam, że związki nie służą ludziom. Będąc w związku zatracamy siebie, własne marzenia, plany, dążenia, nadzieje. Bardzo często wiele rzeczy wychodzi nam lepiej, gdy jesteśmy sami.

Zdrada i niewierność ... jest wynikiem czegoś. Są różne typy zachowań. Jedni zdradzają bo muszą, inni bo myślą, że to uratuje ich związek. Jeszcze inni dlatego, bo myślą, że to będzie tylko krótka przygoda. W każdym tym przypadku zdrada jest czymś przykrym, czymś bolesnym i upokarzającym. Upokarzającym podwójnie. Po pierwsze dlatego, że dana osoba zostaje zraniona i automatycznie zachwiane zostaje jej poczucie wartości. Po drugie - upokorzona przed innymi, bliskimi, rodziną, gdy się dowiedzą.

Gdybym wygrała milion dolarów... spakowałabym się w minutę i już by mnie tu więcej nie było.

Gdy robię bilans... nie chcę go robić, bo gdy zaczynam to robić, to jestem przerażona, że coś mi uciekło, że nie wykorzystałam jakiejś szansy, okazji. Zrobię bilans życia, gdy będę miała 80 lat.

Jestem szczęśliwa... bo robię to, co kocham. Aczkolwiek doświadczenia ostatnich lat zabiły we mnie dawną spontaniczność- nad czym ubolewam. Chyba wreszcie dorosłam. Nie ma już we mnie tego dawnego entuzjazmu, radości. Nie jestem już tak entuzjastycznie nastawiona do ludzi jak na przykład 2, 3 lata temu. Nie warto!

Rozmawiała: Ilona Adamska, I.D.Media

Kobieta INTERIA.PL on Facebook

Dowiedz się więcej na temat: talent | rzeczy | azyl | Facebook

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje