Reklama

Reklama

Ciasto pachnące świętami

Wyjątkowy aromat dwunastu potraw, pachnąca choinka i prezenty w błyszczących opakowaniach, skryte tuż pod zielonym drzewkiem. Nasze bożonarodzeniowe zwyczaje różnią się między sobą, wspólna jest jednak atmosfera harmonii i szczęścia.

Zgodnie z tradycją Wigilia była dniem postnym, a głodówki dość pilnie przestrzegano. Zwieńczeniem całego dnia postu była wieczerza składająca się z kilkunastu potraw. Nagroda za całodniowe odmawianie sobie posiłków była warta pustego żołądka. Na przestrzeni lat wiele zwyczajów uległo sporej zmianie, jednak kolacja tuż po pojawieniu się pierwszej gwiazdki jest obowiązkowym punktem 24 grudnia.

Reklama

W zależności od regionu Polski zmieniają się nie tylko zwyczaje, ale także potrawy, które goszczą na stole. Elementem łączącym odmienne tradycje stają się słodkie wypieki. Niezależnie od miejsca, niezależnie od czasów - na świątecznym stole z pewnością stanie ciasto.

Gdzie szukać, aby dowiedzieć się więcej jak wyglądały święta naszych matek i babć? Zapytać o to te, które takie święta organizowały. O rozmowę poprosiłam babcię i mamę jednej z redakcyjnych koleżanek. Jak trzy pokolenia kobiet prezentują trzy różne spojrzenia na tradycję? Czy znajdują pole do kompromisów? Przekonajmy się sami.

Prostota przede wszystkim

 - Okres tuż po wojnie to czas, kiedy wyjątkowo dbano o tradycję - wspomina pani Janina. W jaki sposób? Na stole kładziono siano, dopiero na nim biały obrus. Dziś wspominamy te czasy z dość dużą nostalgią. - Współczesne panie domu rzadko kiedy mają dostęp do siana - wtrąca Asia, moja redakcyjna koleżanka, której rodzina opowiada mi o przygotowywaniu świąt. Tradycyjny obrus zastępują często wzorzyste bieżniki.

Przepisowe dwanaście potraw było pieczołowicie przygotowane przez większość kobiet w rodzinie. - Zawartością każdego dania były wszelkie płody rolne - tłumaczy babcia Joanny. - Dzięki temu rodzina miała mieć zapewnione płodne zbiory. Wigilię otwierała jedna z tradycyjnych zup: barszcz z uszkami lub zupa grzybowa. Pojawiały się także dania z ryb, staropolski groch z kapustą i obowiązkowy kompot z suszonych owoców.

Obowiązkowe były także słodkości. W niektórych rejonach Polski była to kutia, w innych łamańce z makiem. Pojawiały się także ciasta. Wypieki z czasów naszych babć można określić z pewnością jednym słowem: prostota. Wieloletnie braki w zaopatrzeniu z pewnością przyczyniły się do tego, że słodkości serwowane przez najstarsze członkinie rodu miały dość krótką listę składników. Jednym z najpopularniejszych ciast z pewnością był tradycyjny, zawijany makowiec.

Po wigilijnej kolacji następowało często wspólne kolędowanie. Babcia Janina wspomina, że to właśnie wtedy miały miejsce rodzinne rozmowy. Muzyka stawała się tłem nie tylko dla rodzinnego spotkania, ale także do rozmowy o tym co jest na stole. Przede wszystkim - o cieście, które udało się zrobić.

Gdy na składniki trzeba polować

Święta naszych rodziców z reguły przypadały na okres PRL-u. Specyfiką tamtych czasów były poważne deficyty w zaopatrzeniu sklepów. Dziś trudno nam to sobie wyobrazić, tymczasem aby nasze matki miały szansę zakupić wszelkie potrzebne na okres bożonarodzeniowy składniki, musiały przygotować się na kilkudniowe oczekiwanie w kolejkach. - Wyprawa na zakupy znacznie bardziej przypominała wyruszenie na łowy,- wtrąca ze śmiechem mama Asi, pani Ania. To jej przypadło przygotowywać święta dla całej rodziny w okresie trudności z dostępem do towarów. Mimo tych braków wiele z nas wspomina ten okres z sentymentem, a niektóre produkty, wciąż goszczą na naszych półkach. Przykładem może być margaryna Palma, produkowana od 1972 roku i po dziś dzień stanowiąca jeden z nieodłącznych składników świątecznych wypieków.

Wiele z nas wspomina trzymanie karpia w wannie. Ten zwyczaj powstały w PRL-u wynikał przeważnie z braku miejsca do przechowywania ryby i trudnościach w dostępie do towaru. Dzisiejsze młode kobiety, które organizują święta, zamiast żywej ryby kupują gotową porcjowaną rybę. - To znaczne ułatwienie zarówno dla pani domu, jak i dla zwierzęcia, które nie cierpi podczas transportu. - mówi do mnie Asia i wywraca oczami. Z trudem przyszło jej wytłumaczenie mamie, że prościej kupić gotowe filety na dziale rybnym.

O ile przygotowanie większości tradycyjnych dwunastu potraw było (po wielu bojach o potrzebne składniki) możliwe, o tyle istniały duże problemy w przygotowaniu tradycyjnych słodyczy. Piernik, makowiec, kutia, słodkie łamańce nie mogły bowiem zostać przygotowane bez cukru. Skąd ten problem?

Obowiązująca reglamentacja towarów dotyczyła nie tylko mięsa, ale także proszku do prania, mydła czy mąki pszennej. Lista towarów, na które obowiązywały kartki znacznie wydłużyła się w połowie lat 70. Mimo tego, wielu z nas pamięta tamte święta jako magiczne. Gospodynie domowe, którym udało się przygotować wypieki cieszyły się, kiedy goście chwalili ciasto, cieście które upiekła zaradna pani domu.

A dziś...

Dobrodziejstwem współczesnego świata jest nieograniczony dostęp do artykułów spożywczych. Aby przygotować świąteczne potrawy, nie musimy udawać się w pole po składniki, ani stać w długich kolejkach przed pustym sklepem. Mimo pokusy oszczędzenia sobie pracy i kupienia gotowych dań,  większość ze współczesnych pań domu właśnie tego dnia stawia na potrawy przygotowane własnoręcznie. Często jest to jedyny kontakt z tradycjami rodzinnymi. Właśnie w tym okresie mogą przygotować smaczne dania dokładnie tak, jak robiły to babcie i matki. - To  także okazja do tego, żeby zaprezentować dawne przepisy w całkiem nowej odsłonie - podkreśla Asia, która chętnie korzysta z przepisów zapisanych przez babcię i prababcię. Może to być okazją do międzypokoleniowej wymiany doświadczeń.  - Zamiast  tradycyjnego makowca, takiego jak robiła babcia, upiekę ciasto makowe na kruchym spodzie - mówi po cichu Asia. Domyślam się, że ma to być jedna z głównych niespodzianek wieczoru, ponieważ to pierwsze święta, które przygotowuje u siebie dla całej rodziny.  - Tradycja wymaga, aby nie chodzić na skróty - zastrzega mama Asi. Zasada niekupowania "gotowców" dotyczy także świątecznych wypieków.

Każda z nas zna z pewnością przepis pochodzący z zeszytu babci, samograj, który zawsze się udaje. Duże znaczenie dla smaku mają sprawdzone składniki. Choć młodsze pokolenia chętnie eksperymentują z klasycznymi przepisami, to tu również często zdajemy się na rodzinne tradycje: nie wyobrażamy sobie świątecznych wypieków bez ulubionych powideł śliwkowych czy margaryny Palma, takiej samej, jakiej od niemal 50 lat używają nasze mamy i babcie.

Samodzielnie przygotowane pierniki, makowce i inne wypieki pokazują jak bardzo kochamy bliskich nam ludzi i jak wiele jesteśmy dla nich zrobić. Dzięki przygotowaniu ciast w domu, cała przestrzeń wypełnia się zapachem cynamonu, anyżu, goździków i pomarańczy. To właśnie te zapachy tworzą niepowtarzalną, ciepłą, rodzinną atmosferę świąt.

 

Artykuł powstał we współpracy z marką Palma.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje