Ten przepis na naleśniki z kwiatem bzu dostałam od babci. Wracam do niego każdej wiosny
Słyszałam już o wielu naleśnikowych wariacjach - robiłam ciasto z makiem, gryczane, a nawet szpinakowe. Ale o naleśnikach z kwiatem czarnego bzu dowiedziałam się dopiero od mojej babci. Co roku na przełomie maja i czerwca z utęsknieniem czeka na moment, aż krzewy za domem zaczną kwitnąć. Pewnego poranka po prostu usmażyła mi górę tych pachnących słońcem placków. Dziś, po latach testowania przeróżnych redakcyjnych przepisów, wciąż uważam, że ten babciny jest najlepszy. Spróbujcie, a sami zrozumiecie, dlaczego tak często do niego wracam.

Spis treści:
- Zbiory z dala od drogi
- Zwykłe ciasto, niezwykły efekt
- Masło klarowane to podstawa
- Najlepsze dodatki to te najprostsze
Zbiory z dala od drogi
Cały sekret tego przepisu tkwi w dobrym potraktowaniu głównego składnika. Babcia zawsze powtarzała, że czarny bez trzeba zbierać z głową. Najlepiej robić to w suchy, słoneczny dzień i z dala od ulicy, żeby kwiaty były czyste. Do przygotowania porcji ciasta dla całej rodziny będziecie potrzebować około 5-6 dużych baldachów. Nie smażymy tu całych kwiatostanów w gęstym cieście. W tej wersji musimy mieć trochę cierpliwości i delikatnie oddzielić same drobne, białe kwiatuszki od zielonych łodyżek, które są po prostu gorzkie. Powinniście uzyskać mniej więcej 1 pełną szklankę samego kwiatowego puchu. To właśnie on nada naleśnikom niesamowity, słodkawy zapach.

Zwykłe ciasto, niezwykły efekt
Przepis na samo ciasto jest bardzo prosty, ale to właśnie konkretne proporcje i cierpliwość robią tu różnicę. Do dużej miski wsypujemy 1,5 szklanki przesianej mąki pszennej (ok. 200 g), wbijamy 2 duże, wiejskie jajka, dodajemy solidną szczyptę soli i wlewamy płyny - dokładnie po 1 szklance (250 ml) pełnotłustego mleka oraz mocno gazowanej wody, żeby placki były puszyste. Babcia zawsze wlewała do środka również 2 łyżki roztopionego masła lub oleju rzepakowego, dzięki czemu naleśniki nie przywierały do patelni. Kiedy masa jest już gładka, dorzucamy do niej naszą szklankę przygotowanych kwiatów. I tu pojawia się najważniejsza zasada: ciasto musi odpocząć. Zostawcie je na blacie na minimum pół godziny. Dzięki temu mąka dobrze się zwiąże, a płyn naturalnie przejdzie aromatem czarnego bzu.
Masło klarowane to podstawa
Kiedy zaczniecie smażyć, w całej kuchni zapachnie miodem i wanilią. Najlepiej sprawdza się tu odrobina masła klarowanego (wystarczy pół płaskiej łyżeczki na każdy placek), które genialnie podbija słodki smak bzu. Wylewamy cienką porcję ciasta (około 1 małą chochlę), a drobne kwiatuszki ładnie rozkładają się na całej powierzchni, tworząc naturalny wzór. Smażymy krótko, na średnim ogniu - po około 1-2 minuty z każdej strony, tylko tyle, żeby brzegi stały się chrupiące, a ciasto złociste. Zbyt duży ogień to błąd, bo kwiaty bzu są bardzo delikatne. Jeśli je przypalicie, całe danie zrobi się nieprzyjemnie gorzkie. Z podanych proporcji usmażycie około 10-12 cienkich naleśników.
Najlepsze dodatki to te najprostsze
Gdy mamy już gotową górę ciepłych naleśników, czas na dodatki. Babcia uważała, że szkoda przykrywać delikatny smak bzu ciężkimi, czekoladowymi kremami. Ja też radzę postawić na minimalizm. Wystarczy skropić każdy placek odrobiną świeżego soku z cytryny i oprószyć łyżeczką cukru pudru - to w zupełności wystarczy. Jeśli wolicie coś konkretniejszego, świetnie sprawdzi się łyżka naturalnego serka homogenizowanego z ziarenkami prawdziwej wanilii albo domowy dżem truskawkowy. Sezon na truskawki i czarny bez idealnie się nakłada, a to poetyckie połączenie, które o poranku zawsze się udaje.
Przekonaj się, jak prosto przygotować pyszne dania, które zachwycą rodzinę i gości. Inspiracje kulinarne czekają na ciebie kobieta.interia.pl/kuchnia. Odkryj nowe smaki i pomysły na każdy dzień.










