Reklama

Reklama

Test wyciskarki wolnoobrotowej Philips HR1889/70

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w ciągu ubiegłego roku przeciętny Polak zjadł ponad 50 kg czystego cukru (sic!). Dane GUS-u powinny z pewnością sprowokować każdego z nas do gruntownego przemyślenia własnych nawyków żywieniowych. Rodzi się bowiem pytanie, czy można dziś sobie w jakikolwiek sposób poradzić z nadmiarem cukru, który spożywamy co roku?

Do próby zracjonalizowania zwyczajów dietetycznych zachęciła mnie wyciskarka wolnoobrotowa Philips HR1889/70, którą otrzymałam do testów przed miesiącem. Gdy tylko trafiła w moje ręce, zaczęłam się zastanawiać, jak najlepiej wykorzystać drzemiący w niej potencjał. Od razu zaznaczę, że nie było moją intencją wymyślanie prochu. Przeciwnie. Postanowiłam po prostu, że do swego codziennego jadłospisu wprowadzę szklankę lub dwie świeżo wyciskanego soku z ulubionych owoców i warzyw. Nie zależało mi przy tym na zmianie sylwetki czy - tym bardziej - na zbijaniu wagi. Chciałam tylko sprawdzić, jak będę się czuła, gdy zrezygnuję ze sklepowych napojów i słodyczy, a w ich miejsce wprowadzę domowy sok własnej "produkcji". I to właśnie o swoich wrażeniach - dotyczących zarówno mojego samopoczucia, jak i samej wyciskarki - piszę w tym artykule.

Szybki montaż i łatwe mycie

Reklama

Wyciskarki do owoców zyskują w Polsce coraz większą popularność. Urządzenia te mają jednak zasadniczą wadę: niełatwo utrzymać je w czystości. Rzadko się też zdarza, aby sok wyciskały w efektywny i zadowalający sposób. Ze sprzętem Philipsa, który otrzymałam do testów, jest jednak inaczej. Dzięki technologii QuickClean, jego mycie i czyszczenie rzeczywiście staje się szybsze i skuteczniejsze. Wystarczy, że całe urządzenie rozłożymy na czynniki pierwsze - wszystko odbywa się w kilku prostych ruchach i zajmuje raptem kilka sekund - i poszczególne części umyjemy ręcznie, pod bieżącą wodą, lub w zmywarce do naczyń.

Modułowa konstrukcja wyciskarki sprawia, że jej czyszczeniu naprawdę nie trzeba poświęcać wiele uwagi. Przyznaję, że do tej pory to właśnie wszystkie czynności serwisowe i "konserwacyjne" - demontaż, czyszczenie z resztek owocowo-warzywnego miąższu i suszenie - zniechęcały mnie do zakupu własnej wyciskarki wolnoobrotowej. W wielu sytuacjach wolałam więc po prostu kupić butelkowany sok jednodniowy zamiast poświęcać swój czas na żmudną i czasochłonną zabawę z urządzeniami, które z wyciskaniem warzyw i owoców radziły sobie zwykle gorzej, niż oczekiwałam.

Nie będę więc dłużej ukrywać: na przestrzeni ostatniego miesiąca przekonałam się do "produkcji" domowych soków owocowo-warzywnych, zmieniając przy tym swoje nastawienie do wyciskarek wolnoobrotowych. Olbrzymia w tym oczywiście zasługa sprzętu, który otrzymałam do testów od Philipsa. Gdyby nie jego przemyślana konstrukcja, kompaktowe wymiary (w swojej kuchni - niezbyt przestronnej - znalazłam dla niego miejsce bez trudu) i parametry, które naprawdę robią wrażenie, tak by się zapewne nie stało.

Sok zdrowia doda?

Przejdźmy tymczasem do pytania, które w kontekście niniejszego testu wydaje się najważniejszym: czy dzięki wyciskarce Philipsa w moim życiu coś się zmieniło? Odpowiem następująco: choć (szczęśliwie!) nigdy nie miałam szczególnych powodów, aby narzekać na swoje samopoczucie, to nawyk codziennego picia świeżo wyciśniętego soku sprawił, że w swoim organizmie zaobserwowałam kilka zmian. Wydaje mi się mianowicie, że ogólnej poprawie uległa przede wszystkim kondycja mojego układu trawiennego, który zaczął po prostu pracować z większą regularnością (na tym poprzestanę, kierując się starym porzekadłem, że "mądrej głowie - dość dwie słowie"). Duża w tym niewątpliwie zasługa błonnika pokarmowego pochodzącego z jabłek i gruszek, które stanowiły bazę pitych przeze mnie soków.

Po drugie, odkryłam, że jedna szklanka soku nie tylko znakomicie zaspokaja moje pragnienie, ale także zapewnia mi długotrwałe uczucie sytości (to jeszcze jedna zasługa błonnika pokarmowego, który w przewodzie pokarmowym pęcznieje i kilkukrotnie zwiększa swoją objętość). Zdarzało się więc, że sok piłam przed zaplanowanym wysiłkiem fizycznym lub w ramach podwieczorku, traktując go jako szybki "posiłek" przedtrenigowy lub sycącą "przekąskę" przed kolacją. Mam wrażenie, że sok - zapewniający przecież organizmowi natychmiastowy zastrzyk węglowodanów, witamin oraz mikro- i makroelementów - dostarczał mi energii zdecydowanie efektywniej niż przekąski, po które sięgałam dotychczas przed treningami. Ale też nic dziwnego: substancje odżywcze rozpuszczone w naturalnym, świeżo wyciśniętym soku trawione i wchłaniane są przecież przez organizm szybciej niż substancje odżywcze zawarte w pokarmach stałych.

Co istotne, za sprawą szerokiego, aż 70-milimetrowego otworu na produkty, wyciskarka Philipsa radzi sobie nawet z dużymi, niepokrojonymi owocami i warzywami. Przed wyciśnięciem wystarczy je tylko dokładnie umyć lub wyszorować - i to wszystko! To właśnie z tego powodu obsługa testowanego urządzenia zajmowała mi za każdym razem nie więcej niż 5 minut. Dzięki temu, świeży sok mogłam przygotować znacznie szybciej niż poranną kawę, co sprawiło, że w ciągu ostatniego miesiąca prawie całkiem z niej zrezygnowałam. Wyciskarka Philipsa znakomicie sprawdziła się zatem jako towarzyszka mojej codzienności. Mogłam na niej polegać szczególnie wtedy, gdy byłam w biegu lub krzątałam się przed wyjściem do pracy.

Ergonomia i jakość na wysokim poziomie

Kilka słów wypada też powiedzieć o jakości i ergonomii urządzenia. Wyciskarkę Philipsa wykonano z tworzyw i materiałów wysokiej jakości, które nawet po miesiącu intensywnych testów nie zaczęły wykazywać najmniejszych śladów zużycia. A przyznać muszę, że ulubione soki zdarzało mi się przygotowywać dwa lub nawet trzy razy dziennie, i to nieraz z naprawdę twardych warzyw. Żadna część wyciskarki nie zdążyła się w tym czasie wyrobić, czego z początku trochę się obawiałam. Przede wszystkim dlatego, że jedna z jej kluczowych części - śruba wyciskająca sok - została wykonana z tworzywa.

Mijające tygodnie upewniły mnie jednak w przekonaniu, że obawy, z którymi przystępowałam do testów, były zupełnie nieuzasadnione: plastik, po który sięgnął producent, odporny jest na zarysowania i sprawdza się nawet w starciu z bardzo twardymi warzywami (burakiem, selerem korzeniowym). Mam tu również na myśli przezroczystą tubę z otworem na warzywa i owoce. Podczas ubiegłego miesiąca nie tylko nie zmatowiała i nie pokryła się rysami, ale także nie zafarbowała pod wpływem barwników zawartych w owocach i warzywach, z których przygotowywałam swoje napoje.

Na pochwałę zasługuje również ergonomia urządzenia, którego pracą zawiaduje się za pomocą zaledwie dwóch przycisków - przycisku zasilania oraz przycisku odwracającego kierunek obrotów śruby wyciskającej. Ten ostatni potwierdzał swoją użyteczność zwłaszcza wtedy, gdy warzywa wrzucone do tuby nie chciały się od razu poddać śrubie wyciskającej i trzeba je było nieco dokładniej "przemielić". Słowa uznania należą się też Philipsowi za blokadę kapania, w którą wyposażył swoje urządzenie. Po wyciśnięciu soku, tubę na warzywa i owoce można dzięki niej błyskawicznie zaślepić, zapobiegając w ten sposób zanieczyszczeniu blatu i podstawy wyciskarki kroplami wyciekającego miąższu. Prostota cechuje również montaż i demontaż urządzenia, które po wyjęciu z pudełka można z powodzeniem złożyć w ciągu zaledwie kilku chwil - intuicyjnie i bez potrzeby sięgania po instrukcję obsługi. Nic zresztą dziwnego: poszczególne elementy pasują tu do siebie jak części zmyślnej i dobrze zaprojektowanej układanki.

Podsumowanie

Miesiąc, który spędziłam z wolnoobrotową wyciskarką Philipsa, upewnił mnie w przekonaniu, że docenią ją nawet bardzo zabiegane osoby, które na zbytek wolnego czasu narzekać raczej nie mogą. Przemyślana konstrukcja urządzenia sprawia, że obsługuje się je w sposób wygodny i intuicyjny. Równie łatwe jest jego mycie: poszczególne elementy wystarczy tylko opłukać pod bieżącą wodą, aby szybko oczyścić je z resztek owocowo-warzywnego miąższu. To wszystko sprawia, że domowy, świeży sok nietrudno jest włączyć do jadłospisu. Dzięki temu można swoje nawyki dietetyczne zmienić niepostrzeżenie i właściwie z dnia na dzień, nie odbierając sobie przy tym przyjemności płynącej z jedzenia i picia.

 

Artykuł powstał we współpracy z firmą Philips.

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje