Z wiekiem zmienia się nie tylko kondycja skóry, ale również naturalny kontrast pomiędzy cerą, włosami i oprawą oczu. Kolor, który jeszcze kilkanaście lat wcześniej wyglądał znakomicie, może nagle sprawiać wrażenie zbyt ciężkiego albo przeciwnie - tak bladego, że twarz niemal znika na jego tle. Nie oznacza to, że po sześćdziesiątce trzeba wymieniać całą garderobę. Czasem wystarczy inaczej dobierać kolory bluzek, swetrów, koszul, sukienek i dodatków znajdujących się przy twarzy.
Spis treści:
- Kremowa biel zamiast ostrej śnieżnej bieli
- Pudrowy róż dodaje twarzy świeżości
- Brzoskwinia i koral - sposób na cieplejszy koloryt
- Błękit nie musi być pastelowy
- Szmaragd i morska zieleń zamiast khaki
- Lawenda, śliwka i fiołek świetnie współgrają z siwizną
- Malina i odpowiednio dobrana czerwień dodają energii
- Czy po 60. roku życia trzeba zrezygnować z czerni?
- Najprostszy test zrobisz przed oknem
Kremowa biel zamiast ostrej śnieżnej bieli
Jednym z najłatwiejszych sposobów na rozjaśnienie stylizacji jest zastosowanie jasnych neutralnych kolorów. Szczególnie korzystnie może prezentować się złamana biel, ecru, kość słoniowa czy jasny krem. Odbijają światło, dlatego twarz na ich tle często wydaje się świeższa i łagodniejsza.

To dobra alternatywa dla śnieżnobiałych koszul. Bardzo czysta, chłodna biel tworzy mocny kontrast i u części kobiet może podkreślać zaczerwienienia, cienie pod oczami czy nierówny koloryt. Miękkie odcienie bieli są mniej wymagające.
Prosty zestaw? Kremowa koszula, jeansy w średnim błękicie i delikatna biżuteria. Ecru dobrze prezentuje się również pod granatową, zieloną albo bordową marynarką.
Pudrowy róż dodaje twarzy świeżości
Róż nie jest kolorem zarezerwowanym dla młodych kobiet. Wręcz przeciwnie - odpowiednio dobrany może być jednym z najbardziej twarzowych kolorów dojrzałej garderoby.
Warto jednak szukać odcieni spokojnych: pudrowego, przydymionego różu, różu herbacianego lub delikatnie malinowego. U chłodniejszych typów urody dobrze prezentują się róże z lekko niebieskim podtonem, natomiast przy ciepłej cerze korzystniejsze bywają odcienie wpadające w brzoskwinię.

Różowy sweter czy koszula potrafią ożywić bardzo prostą stylizację z granatowymi spodniami. Jeśli pełna różowa góra wydaje się zbyt odważna, podobny efekt może dać apaszka.
Brzoskwinia i koral - sposób na cieplejszy koloryt
Kobiety o ciepłej karnacji powinny przymierzyć ubrania w kolorach brzoskwiniowym, łososiowym i koralowym. Zawierają jednocześnie nuty różu i pomarańczu, dlatego wizualnie ocieplają stylizację i mogą sprawić, że twarz wygląda na bardziej promienną.

Kluczowa jest jednak intensywność. Zamiast neonowego pomarańczu lepiej wybrać zgaszony koral albo jasną brzoskwinię. To barwy, które dobrze komponują się z kremem, jasnym beżem, granatem czy szarością.
Koralowa koszula i kremowe spodnie stworzą jasną stylizację na lato, natomiast brzoskwiniowy top można jesienią włożyć pod karmelową lub granatową marynarkę.
Błękit nie musi być pastelowy
Błękit jest jednym z tych kolorów, z którymi warto eksperymentować. Jasny, czysty błękit może odświeżyć wygląd, szczególnie przy chłodnej cerze i siwych lub srebrzystych włosach. Nie każdej kobiecie będą jednak służyły bardzo blade pastele.
Jeżeli jasny niebieski sprawia, że twarz wygląda na zmęczoną, można spróbować bardziej zdecydowanego kobaltu, szafiru albo koloru chabrowego. Takie odcienie tworzą wyraźniejszą oprawę dla twarzy i znakomicie wyglądają w prostych stylizacjach z jasnymi spodniami, szarością czy beżem.
Ciekawą opcją jest również turkus oraz morski odcień typu teal, czyli połączenie zieleni z błękitem.
Szmaragd i morska zieleń zamiast khaki
Zieleń potrafi wyglądać niezwykle elegancko po 60. roku życia, ale ogromne znaczenie ma jej odcień. Zamiast ciężkiego khaki czy błotnistej oliwki warto przymierzyć szmaragd, chłodną zieleń morską albo jaśniejszą miętę.
Nasycony szmaragd świetnie prezentuje się przy siwych włosach, ale również przy brunetkach i kobietach o ciemniejszej oprawie oczu. Nie wymaga wielu dodatków - szmaragdowa koszula połączona z granatowymi lub kremowymi spodniami może być całą stylizacją.
Przy ciepłym typie urody nie trzeba natomiast rezygnować z oliwki. Warto jedynie wybierać odcień żywszy i zestawiać go przy twarzy z kremem, złotem czy brzoskwinią.
Lawenda, śliwka i fiołek świetnie współgrają z siwizną
Fiolety mają ogromną liczbę odcieni, dlatego nietrudno znaleźć wersję odpowiadającą dojrzałej urodzie. Lawenda jest delikatna i dobrze sprawdza się wiosną oraz latem, natomiast śliwka czy ametyst mogą zastąpić czerń w jesiennej garderobie.

Szczególnie interesująco takie kolory wyglądają w sąsiedztwie srebrzystych włosów. Zamiast szarego swetra można więc wybrać lawendowy, a zamiast czarnej sukienki - śliwkową lub głęboko fioletową.
Warto uważać jedynie na mocno poszarzałe, zakurzone fiolety. Jeśli ich ton jest bardzo zbliżony do kolorytu skóry i włosów, całość może wyglądać zbyt monotonnie.
Malina i odpowiednio dobrana czerwień dodają energii
Czerwieni po sześćdziesiątce zdecydowanie nie trzeba się bać. Jest wyrazista, dlatego nawet niewielki jej fragment może całkowicie zmienić wygląd.
Chłodne typy urody mogą dobrze prezentować się w malinowej czerwieni, wiśni, burgundzie i czerwieniach z niebieskim podtonem. Ciepłe karnacje warto zestawić z koralem, ciepłą czerwienią czy łagodniejszym odcieniem makowym.
Nie trzeba od razu kupować czerwonej sukienki. Wystarczy top widoczny spod marynarki, szal albo apaszka.
Czy po 60. roku życia trzeba zrezygnować z czerni?
Nie. Czerń nadal może być elegancką podstawą garderoby. Problem pojawia się wtedy, gdy duża powierzchnia bardzo ciemnego koloru znajduje się tuż pod twarzą i tworzy z nią zbyt mocny kontrast. Wówczas bardziej widoczne mogą stać się cienie pod oczami i nierówności kolorytu.
Rozwiązanie jest bardzo proste: czarne spodnie czy spódnicę można zostawić, natomiast przy twarzy zastosować ecru, błękit, róż, koral lub zieleń. Czarną marynarkę można natomiast oddzielić od twarzy jasną bluzką albo kolorową apaszką.
Podobnie należy traktować grafit, ciemny brąz czy bardzo głęboki granat. Nie są zakazane - trzeba jedynie sprawdzić, czy konkretny odcień rzeczywiście służy naszej cerze.
Najprostszy test zrobisz przed oknem
Nie trzeba znać profesjonalnej analizy kolorystycznej, aby sprawdzić, które barwy działają najlepiej. Wystarczy stanąć w świetle dziennym, najlepiej bez mocnego makijażu, i przykładać do twarzy bluzki lub kawałki tkanin w różnych kolorach.
Dobry odcień sprawia zazwyczaj, że najpierw zauważamy twarz - oczy wydają się wyraźniejsze, a cera bardziej jednolita. Nietrafiony kolor zaczyna dominować nad całą sylwetką, może podkreślać cienie lub sprawiać, że skóra wygląda na szarą.
Dlatego po 60. roku życia zamiast sztywno trzymać się zasady "jasne odmładzają, ciemne postarzają", znacznie lepiej szukać własnej palety. Czasem będzie to krem i brzoskwinia, innym razem kobalt, szmaragd i malina. Najlepszy kolor to ten, przy którym to twarz wygląda na bardziej świetlistą - a nie ten, który akurat został uznany za modny.













