Reklama

Reklama

I ty możesz powstrzymać wariata drogowego

Czy możemy sprawić, by kierowcy szanowali przepisy i nie szarżowali na drodze? Okazuje się, że jako pasażerowie możemy oduczyć osobę za kółkiem ryzykownych i niebezpiecznych zachowań. Jak to zrobić, radzi psycholog drogowy Andrzej Markowski.

Olivia: Podczas podróży samochodem najbardziej boję się szaleńca, który wyprzedza na trzeciego i jedzie wprost na mnie.

Reklama

Andrzej Markowski: To patologiczny typ z syndromem Mad Maxa. Lubi dominować na drodze i narzucać swoje reguły. Co z takimi robić? Gdy wariatem jest kierowca, z którym jedziemy, mamy nie tylko moralny, ale również prawny obowiązek powstrzymać go przed brawurą.

Wielu ludzi uważa, że zwracanie uwagi kierowcy tylko bardziej go zdenerwuje.

- Bo wykluczone są krzyk, wyzwiska i wulgaryzmy. Ton głosu i słowa powinny być łagodne. Wręcz wskazany jest podziw dla osoby za kółkiem. Dobrze podkreślić jej wyjątkowość, umiejętności, okazać szacunek.

Chociaż wytykamy mu styl jazdy, mamy go chwalić?

- Jeżeli zależy nam na tym, by zareagował pozytywnie, trzeba sprawić, żeby poczuł się dobrze. Żeby miał satysfakcję, że spełnił naszą prośbę, na przykład o niewysyłanie SMS-ów podczas prowadzenia auta. Bo jest przecież wspaniałą osobą, a nie nieodpowiedzialnym człowiekiem łamiącym normy.

Załóżmy, że jedziemy z kimś, kto pokonuje miasto z prędkością 90 km na godzinę...

- Argumentację dobieramy do osoby. Partnerowi powiedzmy: "Kochanie, jesteś zwykle taki opanowany. Po co się spieszyć? Przecież jak zawsze zdążysz dojechać i załatwić wszystko po swojej myśli". Lub do kolegi: "Chcesz być o minutę wcześniej? Po co? Jesteś tak dobry, że nawet gdy się trochę spóźnisz, świat się nie zawali".

Czy pasażer może odpowiadać przed sądem za wypadek?

- Tak. Gdy doszło do kolizji, w której ktoś został ranny, może być on oskarżony o współudział, jeśli wcześniej nie reagował na łamanie przepisów przez kierowcę. Wszyscy podróżujący mają bowiem obowiązek uczestniczyć w tym, co dzieje się w aucie.

Co mówić partnerowi, żeby być bezpieczną w roli pasażerki?

- Że jest świetnym kierowcą. On musi to słyszeć co jakiś czas od kobiety, z którą jest związany lub o którą zabiega. Wtedy nie będzie czuł potrzeby popisywania się. A kiedy zdarzy mu się złamać przepisy, można powiedzieć: "Ale się przestraszyłam. Nie lubię być tak zdenerwowana!".

Jakich argumentów użyć w stosunku do osoby, która piła alkohol lub o której wiemy, że znajduje się pod wpływem narkotyku?

- Tacy nie myślą racjonalnie. Tu nie ma się nad czym zastanawiać. Należy bezwzględnie zabrać im kluczyki do samochodu.

A gdy kierowca jest po jednym piwie?

- Warto mu przypomnieć, że większość odsiadujących karę więzienia za spowodowanie wypadku po alkoholu to ludzie, którzy siadając za kółkiem, byli pewni, że są trzeźwi. Przekonanie, że jedno piwo szybko wypocimy czy wysiusiamy, to mit, bo alkohol jest przerabiany w wątrobie. Już po małym kieliszku nasze reakcje są spowolnione. Przyjacielowi powiedzmy po prostu: "Stary, wystarczy, że zatrzyma cię policja i stracisz prawko na rok. A nie daj Boże kogoś potrącisz i pójdziesz siedzieć". A dziecko do ojca: "Tato, ja nie chcę, żebyś poszedł do więzienia".

Nie lepiej powiedzieć, że boi się z nim jechać?

To najgorszy z argumentów. Bo działa jak prowokacja. Mężczyzna będzie chciał wtedy za wszelką cenę udowodnić, że kontroluje sytuację. Trzeba raczej użyć sformułowania: "Nie chcę, żebyś trafił do więzienia", "Możesz stracić prawo jazdy". Gdy odpowie: "Tyle razy jechałem i jakoś nic się nie stało", dobrze skontrować: "Ale tym razem może się stać". Jeśli jednak dodamy: "bo jesteś nam przecież tak bardzo potrzebny", to wszystko zepsujemy. W naszej argumentacji musi chodzić o jego osobę, a nie o nas! Zawsze o niego! Zwłaszcza ktoś apodyktyczny usłucha tylko argumentu, który utrzyma jego dominację i podkreśli jego wpływ na bliskich. Wyślijmy mu komunikat: "tylko od ciebie zależy, czy będę się komfortowo i bezpiecznie czuć podczas jazdy". 

Niektórzy przyklejają bliskim serduszka na samochód z tekstem: "Sama kredytu nie spłacę - kocham − jedź ostrożnie". Kierowca może pomyśleć, że nie chodzi o niego, a o pieniądze, które zarabia.

- Lepiej brzmiałoby zdanie: "Bez ciebie nie utrzymam rodziny". Bo w określeniu "utrzymam" zawiera się wyznanie: "jesteś mi potrzebny, żeby nasza rodzina w ogóle istniała". Poza tym słowo "rodzina" ma dla ludzi wyjątkowe znaczenie. Hasła dające do myślenia kierowcy powinny być proste. I w żadnym razie nie mogą go potępiać, grozić sankcjami.

Po czym poznać wariata drogowego w sobie lub w kierowcy, z którym jeździmy?

- Nie zawsze po nadmiernej prędkości. Niebezpieczna jazda to także nieprzepuszczanie pieszych na przejściach pozbawionych świateł, przekraczanie ciągłej czy podwójnej linii. Również natarczywe trąbienie, gdy ktoś inny popełni błąd, prowadzenie pojazdu po alkoholu czy wzięciu narkotyku, złośliwe zajeżdżanie drogi, wysyłanie SMS-ów czy rozmowa przez telefon bez zestawu głośnomówiącego. Opłakane skutki ma jedzenie i picie podczas prowadzenia, ale też szukanie czegoś w torbie. Lista grzechów wariata drogowego jest długa. Najczęściej kojarzymy go z agresywnym macho, ale niebezpieczne na drodze są też osoby lękliwe, niepewne siebie, które pod wpływem stresu szybko tracą głowę. Wtedy mylą gaz z hamulcem lub włączają lewy kierunkowskaz, choć chcą skręcić w prawo.

Grażyna Lubińska




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje