Reklama

Reklama

Zakochany Jagiełło, czyli mężczyzna z przeszłością i kobieta po przejściach

Pogromca Krzyżaków spod Grunwaldu nigdy nie miał opinii donżuana, ani łamacza serc niewieścich, choć los sprawił, iż był czterokrotnie żonaty, a jego pierwszą żoną była jedna z najpiękniejszych panien ówczesnej Europy.


Już Długosz podkreślał fakt, że króla bardziej niż rozkosze łoża interesowały polowanie wojaczka i monarcha żadnej ze swych żon "nie darzył prawdziwą, szczerą, małżeńską miłością". W tej ostatniej kwestii jednak kronikarz się mylił. Jagiełłę bowiem ugodziła strzała Amora, a król zakochał się tak bardzo, że nawet chciał dla kobiety porzucić tron Polski. A damą serca monarchy, związek z którą wywołał niemały skandal, nie była bynajmniej piękna Jadwiga Andegawenka, ani ostatnia małżonka Jagiełły, młodsza od niego o całe pięćdziesiąt lat, Sonka.

Reklama

Wręcz przeciwnie, król stracił głowę dla kobiety, jak na owe czasy leciwej, bo czterdziestopięcioletniej, której twarz, zgodnie ze świadectwami epoki szpeciły zmarszczki. Na domiar złego wybranka monarchy była trzykrotną wdową i matką gromadki dzieci. Dla porządku dodajmy, że bardzo majętną, ale jej bogactwo nie odegrało w tej historii żadnej roli.

Kwestia małżeństwa monarchów nigdy nie była osobistą sprawą żadnego z nich, ale miała wymiar państwowy. Nic więc dziwnego, że kiedy druga żona Władysława Jagiełły, Anna Cyllejska, po krótkiej chorobie niespodziewanie zakończyła swą ziemską wędrówkę, doradcy króla zaczęli gorączkowo rozglądać się za odpowiednią kandydatką na kolejną królewską małżonkę.

Planowano wysłanie dziewosłębów na dwór moskiewski, z prośbą o rękę córki księcia Wasyla, a Zygmunt Luksemburczyk chciał, aby Jagiełło poślubił jego krewną księżniczkę brabancką - Elżbietę, do której nawet już wyjechało poselstwo polskie z Zawiszą Czarnym i Januszem z Tuliszkowa na czele. Jednak próby wyswatania monarchy spełzły na niczym, bowiem on sam wykonał zupełnie innego wyboru. Tym razem jego decyzja nie tylko zaskoczyła wszystkich, ale wywołała międzynarodowy skandal.

Ku zdumieniu poddanych i dostojników król zdecydował się poślubić Elżbietę Granowską, kobietę jak na owe czasy leciwą, liczącą bowiem już jak wspomniano czterdzieści pięć lat, majętną wdowę z czworgiem dzieci, mającą za sobą trzy małżeństwa. Jagiełło był co prawda jeszcze starszy, dobiegał już siedemdziesiątki, ale żadna z jego poprzednich żon nie obdarzyła go upragnionym synem - dziedzicem korony, a związek z kobietą po czterdziestce raczej nie dawał szans na potomstwo.

Co gorsza, Elżbieta była nieuleczalnie chora na gruźlicę. Poza tym, na drodze do zawarcia małżeństwa istniała poważna przeszkoda kanoniczna. Matka wybranki króla - Jadwiga z Helsztyńskich - była matką chrzestną Jagiełły, co oznaczało, że król i Elżbieta w świetle prawa kościelnego byli tzw. "rodzeństwem duchowym", a to uniemożliwiało ślub. Zawarcie związku małżeńskiego wymagało więc uzyskania dyspensy papieża, co było procesem długotrwałym, kosztownym i wymagającym wielu zabiegów dyplomatycznych. Wszystko to sprawiło, że Jagielle odradzano ten związek. Król jednak się uparł i postanowił za wszelką cenę doprowadzić Elżbietę do ołtarza.

Cóż było przyczyną takiej desperacji monarchy? Być może był trochę zmęczony i rozczarowany związkami z dużo młodszymi od siebie kobietami i zapragnął towarzystwa osoby starszej i dojrzalszej, która lepiej by go rozumiała? Może też sądził, iż niemłoda i stateczna żona nie będzie przyprawiała mu rogów, jak to czyniła jej poprzedniczka? Wszak Jagiełło kochał polowania i często wyjeżdżał na łowy, pozostawiając swoją żonę na zamku. Samotna, ale niemłoda już małżonka mniej jest narażona na zaloty zuchwałych gołowąsów niż młoda dziewczyna, zamężna ze znacznie starszym człowiekiem.

Poza tym oboje znali się już od 30 lat, Jagiełło poznał Elżbietę podczas swojego ślubu z Jadwigą Andegaweńską. Być może, że nawet łączył ich romans. Wybranka króla miała już czworo dzieci z poprzedniego małżeństwa, w tym dwóch synów Jana i Ottona, więc może Jagiełło uznał, że i jego może obdarzyć upragnionym potomkiem. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że król po prostu, prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu, naprawdę się zakochał. Nie był też pierwszym mężczyzną, który stracił dla Elżbiety głowę. Życie trzeciej żony Jagiełły obfitowało w miłosne przygody, których nie wymyśliłby obdarzony nawet największą fantazją pisarz lub scenarzysta filmowy.

Elżbieta pochodziła z rodu Starżów, potomków Sieciecha, niesławnego palatyna z czasów Władysława Hermana. Jej ojcem był Otton herbu topór z Pilicy, palatyn Kazimierza Wielkiego, wojewoda sandomierski i starosta wielkopolski, matką zaś wspomniana już Jadwiga, siostra magnata małopolskiego - Spytka z Melsztyna. Jej dziadkiem był sam wielki Spytek z Melsztyna, sprawujący za panowania Władysława Łokietka urząd kasztelana krakowskiego. Był on założycielem miasta Tarnów i dlatego jedna z gałęzi jego potomków przybrała nazwisko Tarnowskich i w późniejszych czasach otrzymała tytuł hrabiowski. Bratem Jadwigi, a więc wujem Elżbiety, był kolejny Spytek z Melsztyna, znany jako Spytek II, wojewoda krakowski, pan lenny Podola, który zginął bohaterską śmiercią w bitwie nad Worsklą w 1399 roku. Jego córka, a więc siostra cioteczna Elżbiety, Jadwiga Melsztyńska, poślubiła księcia opolskiego z dynastii Piastów.

Ojciec Elżbiety, zapisał się w historii tym, że Otton zabezpieczył w swoim domu część skarbca przeniesionego przed śmiercią Kazimierza Wielkiego z Wawelu. Późniejsza żona Jagiełły była jedynaczką i wyrosła na pannę obdarzoną niezwykłą urodą, a po śmierci ojca stała się także jedną z najzamożniejszych panien w królestwie. Szybko znaleźli się adoratorzy, chętni do poślubienia urodziwej dziewczyny i zawładnięcia jej majątkiem. Elżbieta mogła wybierać spośród wielu zalotników, ale nie zdążyła dokonać wyboru właściwego kandydata, bowiem to kandydat, może nie najwłaściwszy, ale za to najsprytniejszy i bardzo zdeterminowany, zdecydował za nią ... Tym człowiekiem był szlachcic z Moraw - Wiseł Czambor, który pewnej nocy wkradł się do zamku w Pilicy i porwał pannę. Przedsięwzięcie było starannie zaplanowane - po uprowadzeniu Elżbiety, Wiseł doprowadził do zawarcia związku małżeńskiego i jego skonsumowania. Historia milczy o jakichkolwiek protestach dziewczyny, należy więc przypuszczać, że sprytny Morawianin cieszył się co najmniej przychylnością swojej wybranki.

Radość nowo poślubionego męża Elżbiety nie trwała jednak długo, na drodze małżeńskiemu szczęściu stanął inny mężczyzna, zazdrosny krajan Wisła - Janczyk Hiczyński, herbu Odrowąż. Ponieważ był bogatszy i miał pod swoją komendą znacznie więcej ludzi aniżeli Wiseł, napadł Czambora, uprowadził jego młodą małżonkę i nie zważając na wcześniejsze zaślubiny Elżbiety, pojął ją za żonę i zagarnął jej majątek. O prawa młodej dziewczyny nie upomniał się nikt z jej rodziny, ale o własną i w świetle prawa prawowitej małżonce, nie zapomniał uparty Czambor, nękający Janczyka listami, w których obsypywał go obelgami i nazywał, słusznie zresztą, cudzołożnikiem. Od gróźb przeszedł do czynów i wyruszył do Krakowa, by poskarżyć się królowi na przemoc i bezprawie, którego padł ofiarą. Dowiedziawszy się o tym Janczyk, poczuł, że grunt osuwa się mu pod nogami, pojawiła się bowiem realna groźba, że Jagiełło nakaże zwrot dziewczyny i majątku. Postanowił więc przedsięwziąć radykalne środki i pozbyć się upartego konkurenta raz na zawsze. Wynajął w tym celu dwunastu zbirów i wyruszył z nimi do stolicy.

Tam, wraz ze swoją bandą zaskoczył swojego rywala podczas wizyty w łaźni. Siepacze pobili Czambora tak dotkliwie, że zmarł z odniesionych ran. Po tym "sukcesie" pewny swego Janczyk zwrócił się do Jagiełły o potwierdzenie swoich praw do Elżbiety i jej majątku i o dziwo uzyskał królewską zgodę. Tak, więc za porwanie i zabójstwo zamiast kary spotkała go nagroda. Wydaje się to, co najmniej dziwne i zaskakująco niesprawiedliwe, ale taką właśnie wersję wydarzeń podaje Jan Długosz. Istnieje hipoteza, zgodnie z którą za zabójstwem pierwszego męża Elżbiety stał sam Władysław Jagiełło, darzący już wówczas nadobną Elżbietę płomiennym uczuciem i odwiedzający ją w jej dobrach za cichym przyzwoleniem jej ówczesnego małżonka. Jest to jednak tylko przypuszczenie i nie znajduje potwierdzenia w faktach. Bardziej prawdopodobna jest hipoteza, że Czambor nie cieszył się poparciem króla, gdyż wcześniej współpracował z Zakonem Krzyżackim. Karę za morderstwo konkurenta wymierzył Janczykowi ślepy los, bowiem skrytobójca zmarł niedługo po popełnieniu zbrodni, a Elżbieta została wdową (logicznie rozumując podwójną).

Wówczas o swojej siostrzenicy przypomniał sobie Spytek z Melsztyna i otoczył ją swoją opieką. Właściwie należałoby powiedzieć, że opieką otoczył majątek siostrzenicy, gdyż wbrew woli samej zainteresowanej, ale w zgodzie z własnym przekonaniem, że majątek powinien pozostać w rodzinie, wydał ją za swego krewnego Wincentego Lelewitę Granowskiego. Pan Granowski bardzo na tym mariażu skorzystał, bowiem po ślubie stał się jednym z najzamożniejszych magnatów w Polsce. Wkrótce okazało się, że Elżbieta poślubiła nie tylko pieniacza, który procesował się ze wszystkimi o wszystko, nawet z własną teściową i królem, ale także wyjątkowego rozrzutnika, który zastawiał lichwiarzom dobra żony na ogromny procent. Podejrzewa się, że Elżbieta nie była w tym związku szczęśliwa. Mimo wszystko, jej trzeci mąż zaznaczył się w historii Polski i wymieniany jest w wielu dokumentach. Pomimo swego konfliktowego charakteru stał się zaufanym człowiekiem Władysława Jagiełły, sprawował urząd kasztelana nakielskiego, starosty generalnego Wielkopolski oraz brał udział w wielu poselstwach. Przez jakiś czas był właścicielem (jeszcze z nadania królowej Jadwigi) miasta Śrem z okolicami i innymi posiadłościami. Brał udział w bitwie pod Grunwaldem, na którą przyprowadził całą chorągiew wojska. Za swoje zasługi bitewne otrzymał w zarząd od króla miasto Toruń. Ze związku z Elżbietą miał czworo dzieci: Jana, Ottona, Jadwigę i Elżbietę. Wincenty zmarł nagle w 1410 r., wkrótce po powrocie spod Grunwaldu. Długosz jako przyczynę śmierci podaje otrucie przez żonę, ale kronikarz  z zupełnie niezrozumiałych względów szczególną antypatią darzył trzecią żonę Władysława Jagiełły. Bogobojnemu kanonikowi nie mieściło się w głowie, że wdowa po trzech mężach może zostać królową Polski, szkalował więc jej wizerunek w oczach potomnych.

Kiedy Elżbieta po raz trzeci została wdową, zapewne sądziła, że resztę swojego życia spędzi w samotności, wychowując dzieci, a potem być może wnuki. Mogła też brać pod uwagę wstąpienie do klasztoru, taki los wybierały często średniowieczne wdowy, usuwając się w cień po odchowaniu dzieci, aby za furtą klasztorną oddawać się kontemplacji i przygotowaniom od ostatniej podróży. Życie szykowało jej jednak kolejną, tym razem bardzo przyjemną niespodziankę, stawiając na jej drodze samego króla i obdarowując koroną. Para spotkała się w styczniu 1417 r., w Lubomli koło Chełmna, w posiadłości siostry Jagiełły, Aleksandry, księżnej mazowieckiej, z którą łączyła Elżbietę serdeczna przyjaźń.

Jak często w takich przypadkach bywa, o spotkaniu pary zdecydował przypadek, a konkretnie pogoda. Gwałtowna śnieżyca, która zaskoczyła króla w podróży z Litwy, zmusiła go do zatrzymania się w rezydencji swojej siostry w Lubomli nad Bugiem, gdzie także przebywała z wizytą Granowska. Majętna wdowa, choć niemłoda, ale podobno ciągle atrakcyjna, zrobiła na władcy oszałamiające wrażenie i król stracił dla niej głowę. Ponoć już na pierwszym spotkaniu, ku zdziwieniu siostry króla i samej Granowskiej, dosłownie obsypał kobietę drogimi prezentami.  Prawdę mówiąc, patrząc na jedyny zachowany do naszych czasów portret królewskiej wybranki, gust króla wydaje nam się co najmniej dyskusyjny. Kronikarze opisując Elżbietę, również nie szczędzili jej kąśliwych uwag. Marcin Bielski pisał co prawda,  że skoro Jagiełło się w niej zakochał, to "... musiała być subtelna i cudna", aby zaraz dodać złośliwie: "Królowi nie wiedzieć z czego się spodobała, iż ją pojął, bo była już stara i wyschła od suchot", Długosz natomiast wypomniał jej zmarszczki. Ale jak wiadomo, żaden portret nie oddaje uroku osobistego, czaru i inteligencji, a zdaje się, że były to właśnie te cechy, które decydowały o powodzeniu Elżbiety u płci przeciwnej, a kronikarze mogli być stronniczy i celowo kreować negatywny wizerunek królowej. Współcześni historycy podkreślają zgodnie, że w tej kobiecie musiało być naprawdę coś niezwykłego, skoro była największą miłością polskiego króla, a następnie - królową, pomimo że "nie miała żadnych ku temu warunków".

Zakochany król organizował miłosne schadzki i regularnie odwiedzał posiadłość Granowskiej w Łańcucie, obdarowując ukochaną prezentami. Bardzo szybko zdecydował się też na ślub i najpierw przekonał do tego związku swojego stryjecznego brata Wielkiego Księcia Witolda, a po uzyskaniu jego akceptacji powiadomił o swym zamiarze panów królestwa. Tu spotkał się ze stanowczym sprzeciwem, zarówno ze strony szlachty i możnowładców, jak i wszechwładnego arcybiskupa Oleśnickiego. Jednak jak już wspomniano wyżej, król się uparł i dopiął swego. 2 maja 1417 r. wraz z orszakiem dworskim, w którym znajdowała się też Elżbieta, przybył do Sanoka i tam w obecności wielu dostojników świeckich oraz kościelnych, poślubił ją. Ceremonię sprawował arcybiskup lwowski. Długosz w swojej Kronice z oburzeniem wspomina, iż: "... Władysław król wziął ślub z Elżbietą Granowską, niewiastą już ze zmarszczkami na twarzy i połogami licznymi wyniszczoną". Tuż po ceremonii małżeństwa Elżbiety i Jagiełły, miało miejsce wydarzenie, które odczytano jako złą wróżbę dla związku. Dotychczas pogodne i słoneczne niebo, nagle zasnuło się chmurami, temperatura gwałtownie spadła, zerwała się zawieja i zaczął padać deszcz ze śniegiem. Na domiar złego, kareta, którą jechała świeżo poślubiona małżonka królewska zapadła się w błocie na sanockim rynku i nawet woły sprowadzone z pobliskiego folwarku nie mogły jej wyciągnąć.

Pośpiesznie zawarty związek wywołał w kraju ogromny skandal, dwór wyrzucał królowi mezalians, a polscy wysłannicy na soborze w Konstancji na każdym kroku spotykali się z szyderczymi uwagami zagranicznych dyplomatów, otwarcie szydzących z decyzji polskiego króla. "Przyjemność" osobistego powiadomienia posłów polskim na sobór w Konstancji o tym hańbiącym małżeństwie władcy, zarezerwował dla siebie Zygmunt Luksemburczyk, który dowiedział się o tym fakcie od Krzyżaków. Podobno posłowie na wieść o związku Jagiełły z Granowską, powszechnie odbieranym jako ośmieszenie państwa polskiego na arenie międzynarodowej, płakali ... Tymczasem w Polsce zarówno możnowładcy, jak i coraz potężniejszy Oleśnicki otwarcie domagali się unieważnienia małżeństwa. Obawiano się nadmiernego wyniesienia rodu Granowskich i zarzucano bezzasadność związku, skoro po coraz bardziej upadającej na zdrowiu Elżbiecie nie można już było spodziewać się potomstwa. Cały dwór dosłownie trząsł się od plotek, z ust do ust przekazywano sobie złowrogie przepowiednie rozmaitych nieszczęść, które to niestosowne małżeństwo sprowadzi na kraj.

Król jednak wcale nie brał sobie do serca tych uwag, ani złowieszczych proroctw i nie miał najmniejszego zamiaru rezygnować z uroków życia u boku świeżo poślubionej małżonki. Zagroził nawet abdykacją w przypadku zmuszenia go do oddalenia żony. Wydaje się, że na Elżbiecie atmosfera niechęci również nie robiła specjalnego wrażenia; kobiecie, która przeżyła dwa porwania, cztery śluby, pochowała trzech mężów i wychowała czwórkę dzieci żadne złowrogie proroctwa niestraszne... .

Trzeba jednak przyznać, że przeciwnicy tego związku mieli jednak swoje racje. Po pierwsze sytuacja, w której król żeni się ze swą poddaną miała miejsce po raz pierwszy w historii Polski. Ponadto, w umowie spisanej przez Kazimierza Wielkiego z Ludwikiem Węgierskim wyraźnie uzgodniono, że prawa do dziedziczenia tronu polskiego mogą mieć wyłącznie synowie króla, którzy zostaną zrodzeni z księżniczek. Dlatego kwestia dziedzictwa korony przez ewentualnych synów Granowskiej byłaby co najmniej dyskusyjna i mogła w przyszłości wywołać poważne perturbacje. Jagiełło, decydując się na ten związek, musiał więc doskonale zdawać sobie sprawę z komplikacji, które wywoła swoją decyzją. Panowie polscy, pragnący dla króla małżonki o świetnych europejskich koligacjach, nie potrafili zmusić się do okazywania szacunku królowej, która wywodziła się spośród nich. Obawiano się także, że mariaż Granowskiej wywyższy jej ród ponad inne rody szlacheckie w Polsce. Pokaźny majątek Elżbiety nie był argumentem przemawiającym za jej poślubieniem, bowiem po jej śmierci odziedziczyłyby go jej dzieci z poprzednich związków. Szlachta i możni głośno wyrażali swoje niezadowolenie, a prosty lud ze zgrozą powtarzał, że ta niemłoda kobieta musi być czarownicą i czarami opętała poczciwego monarchę.

Jednak nie wszyscy w otoczeniu króla byli przeciwnikami Elżbiety. Do jej zwolenników i przyjaciół bez wątpienia należała księżna mazowiecka i rodzona siostra Jagiełły - Anna. Aczkolwiek dzisiaj niektórzy historycy sceptycznie patrzą na przyjaźń księżnej z Granowską i jej poparcie dla planów małżeńskich brata, sugerując że Anna chciała w ten sposób uzyskać korzyści dla siebie. Elżbieta, zostawszy królową, z pewnością mogłaby wyświadczyć oddanej przyjaciółce w przyszłości liczne przysługi, poza tym księżna mazowiecka mogła liczyć na spadek, w przypadku bezdzietnego małżeństwa swego brata. Najprawdopodobniej do grona przyjaciół Granowskiej zaliczyć można arcybiskupa lwowskiego, którego z panią na Łańcucie mogły łączyć powiązania towarzyskie bądź sąsiedzkie. Wszystko wskazuje na to, że sympatią darzył ją arcybiskup Mikołaj Trąba. Co prawda, według Długosza,  dostojnik, przebywający podczas koronacji Elżbiety na soborze w Konstancji, wyraził głębokie niezadowolenie z faktu, iż aktu koronacji nie dokonał on, a arcybiskup lwowski, ale kronikarz nie przytacza żadnych zastrzeżeń arcybiskupa w stosunku do samej Granowskiej.

Wbrew złowróżbnym proroctwom, Jagiełło był z Elżbietą bardzo szczęśliwy. Para po ślubie przez dłuższy czas zamieszkiwała w Sanoku, potem zaś przeniosła się do siedziby Kmitów do Sobienia. Jedyną troską monarchy było oficjalne uznanie ważności związku, który papież mógł podważyć ze względu na wspomniane już przeszkody kanoniczne. Wysłał więc na sobór w Konstancji profesora Akademii Krakowskiej, sympatyzującego z Elżbietą, Andrzeja z Kokorzyna, aby ten uzyskał dyspensę papieską. Misja polskiego wysłannika zakończyła się powodzeniem  i Jagiełło mógł przystąpić do przygotowania koronacji swojej żony. Plany ukoronowania Elżbiety wywołały oczywiście ostre protesty, a najsilniej protestowała szlachta wielkopolska pod przewodnictwem Sędziwoja Ostroroga. Królowi oświadczono otwarcie, że choćby Jagiełło nałożył na jej głowę pięć koron, to oni i tak nie uznają Granowskiej za królową. Monarcha w odpowiedzi oświadczył, że abdykuje, koronę Polski pozostawiając swej córce z poprzedniego małżeństwa - Jadwidze i jej przyszłemu mężowi, wybranemu zgodnie z wolą panów polskich. Sam zaś przeniesie się na dziedziczną Litwę, gdzie w przyszłości będą panowały dzieci z jego małżeństwa z Granowską. Była to, co prawda, groźba trochę na wyrost, bowiem ówczesna pozycja Witolda na Litwie była zbyt silna, aby Jagiełło mógł przejąć władzę w tym kraju, ale okazała się skuteczna, bowiem wyrażono zgodę na koronację Elżbiety.

Para przybyła do stolicy, a na spotkanie króla i jego nowej małżonki wyruszyła córka Jagiełły - królewna Jadwiga. Obie najważniejsze dla Jagiełły kobiety bardzo się polubiły, a Elżbieta z powodzeniem zastąpiła młodziutkiej królewnie przedwcześnie zmarłą matkę. Ceremonia koronacji odbyła się w Krakowie w dniu patronki Granowskiej św. Elżbiety, a ceremoniału dopełnił arcybiskup lwowski Jan z Rzeszowa. Po koronacji wszyscy obecni na ceremonii złożyli hołd nowej królowej Polski, a przedstawiciele miast przekazali okolicznościowe dary.

Niestety, nowa żona Jagiełły, pomimo że była szczerze kochana przez króla i jego córkę, nie zyskała akceptacji u swoich nowych poddanych, ani nawet u dworzan królewskich. Po przyjeździe do Krakowa rozpętała się prawdziwa burza ataków na Elżbietę i pretensji do monarchy. Po kraju rozprowadzano liczne i obrzydliwe paszkwile na temat  królewskiej małżonki.  Należy przypuszczać, że krył się za tym Oleśnicki, który nie przestawał naciskać na króla, aby ten unieważnił małżeństwo i oddalił żonę. Echo ówczesnych nastrojów znajdujemy u Długosza, który pisze z oburzeniem: "... należało mu [królowi] się starać o rozwód i unieważnienie tak szpetnego i obrzydliwego małżeństwa, które bogdaj nie tylko w Polsce, ale nigdzie się nie święciło".

Tymczasem para królewska, nie przejmując się opiniami poddanych, wspólnie podróżowała po kraju, przyjmowała posłów wracających z soboru w Konstancji, uczestniczyła w Grodnie w ceremonii zaślubin Witolda z jego drugą żoną, Julianą księżną twerską. Elżbieta miała znaczny wpływ na króla, a nawet na niektóre decyzje polityczne. Podobnie jak niegdyś pierwsza żona Jagiełły - Jadwiga, Elżbieta popierała wszelkie rozwiązania pokojowe w stosunkach z Krzyżakami, a ewentualne konflikty i zadrażnienia starała się zdusić w zarodku. To ona była inicjatorką spotkania w dniu 17 października 1418 roku Jagiełły i księcia Witolda z wielkim mistrzem krzyżackim Michałem Küchmeistrem von Sternbergiem. Przed samym spotkaniem uczestniczyła wraz z mężem w spotkaniu z Wielkim Księciem Litewskim, na którym omawiano wspólne polsko-litewskie stanowisko. Kiedy grupa panów węgierskich starała się o poparcie Polski dla akcji antykrzyżackiej, to właśnie opór królowej sprawił, że król nie udzielił takiego poparcia. Elżbieta Granowska przyczyniła się też w pewnym stopniu do dalszego rozwoju uniwersytetu, bowiem to właśnie na jej prośbę, król nabył dla Akademii dwa nowe budynki. Ponadto, należy zwrócić uwagę, na rolę Elżbiety Granowskiej w polonizacji dynastii jagiellońskiej, bowiem spośród czterech żon króla, tylko ona urodziła się i wychowała w Polsce, władała naszym językiem od dziecka i znała polskie zwyczaje. Ją jedyną Jagiełło obdarzał namiętnym uczuciem, mogła więc mieć większy wpływ niż jej poprzedniczki na zwyczaje i postępowanie monarchy.

Będąc królową, Elżbieta nie zapominała także o swoich dzieciach i nie wahała się wykorzystywać w tym celu swego królewskiego męża. Jej najstarszy syn Otto zmarł jeszcze przed koronacją matki, ale pozostał jeszcze młodszy Jan oraz dwie córki: Elżbieta i Jadwiga. Dla syna matka zapragnęła godności komesa, z uprawnieniami nieznanymi dotąd w Polsce, na co uzyskała zgodę króla. W tym celu z dóbr łańcuckich miało zostać utworzone hrabstwo, a zamieszkująca okolice miasta Jarosławia szlachta miała się stać lennikami komesa. Byłaby to więc jedyna w dziejach naszego kraju próba wprowadzenia zachodniego prawa feudalnego. Zamiar ten jednak się nie udał, bowiem ówczesny kanclerz Wojciech Jastrzębiec, popierany przez silną grupę możnowładców, stanowczo odmówił przyłożenia swojej pieczęci pod gotowym już dokumentem. Ze zrozumiałych względów oburzyło to królową, która zaczęła podburzać męża przeciwko kanclerzowi. Jeżeli wierzyć Długoszowi, główną areną owego podburzania miała być królewska sypialnia ... Niezależnie od tego, jakich argumentów i środków użyła Elżbieta, zamiar się powiódł i Jagiełło wkrótce zwolnił go z zajmowanego stanowiska. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, do takiego stanu rzeczy przyczyniła się kompletna porażka dyplomacji kanclerza na soborze w Konstancji.

Inną troską zaprzątającą głowę Granowskiej była sprawa jak najkorzystniejszego wydania za mąż córek - Jadwigi oraz Elżbiety. Królowa postanowiła wydać je za Piastów śląskich, zapewniając w ten sposób swym córkom status udzielnych księżnych. Jadwigę usiłowano wydać za księcia Konrada Białego, młodszego syna księcia oleśnickiego. Planowany mariaż jednak nie doszedł do skutku z nieznanych przyczyn. Pod koniec 1417 r. jej siostra, Elżbieta, wyszła za mąż za księcia Niemodlińskiego - Bolesława, Piasta Opolskiego, najstarszego syna Bolesława IV. Niestety, związek córki królowej okazał się niewypałem, bowiem już w trzy lata później książę opuścił swą małżonkę, która udała się na dwór matki. W kilka lat później orzeczono rozwód tej pary.

Afera z Jastrzębcem oraz kłopoty małżeńskie córki najprawdopodobniej przyczyniły się do pogorszenia zdrowia królowej. W 1419 r. dała o sobie znać choroba Elżbiety i królowa gwałtownie zapadła na zdrowiu. Leżała w Krakowie i nie miała siły, aby towarzyszyć mężowi w podróżach. Kiedy poczuła się lepiej, wyjechała na krótko z mężem, a w drodze miał miejsce incydent, w którym nieprzychylni królowej ludzie dopatrywali się aktu niełaski Opatrzności. Piorun uderzył w królewską karetę, zabijając dwóch dworzan, cztery konie, poraził również króla, który stracił przytomność, a w następstwie tego wypadku utracił częściowo słuch. Oleśnicki, który nie ustawał w nagabywaniu Jagiełły o unieważnienie małżeństwa, uznał to za dowód braku przychylności Boga i przestrzegł monarchę: "Masz dowód i świadectwo, królu, w tych żywiołach, które się na ciebie oburzyły, żeś popełnił przestępstwo, łącząc się z siostrą twoją chrzestną, jej bowiem matka trzymała cię do chrztu".

Wbrew groźbom biskupa, małżeństwo przetrwało trzy lata do śmierci Elżbiety, która zmarła 12 maja 1420 roku. W ostatnich chwilach życia królowej towarzyszyła jej m. in. córka Elżbieta i syn Jan. Władysław Jagiełło w tym czasie przebywał w Brześciu, gdzie zastała go wiadomość o śmierci ukochanej małżonki. Przyjął ją z niekłamaną rozpaczą i rozkazał odprawić żałobne nabożeństwo w miejscowym kościele. Był jednak osamotniony w swojej żałobie, gdyż poza nim i królewną Jadwigą, ani poddani, ani dwór nie przejął się zgonem nielubianej małżonki królewskiej. Długosz wspomina, iż nikt nie krył radości z powodu śmierci Elżbiety i "... większa nierównie była radość na pogrzebie królowej niżeli w czasie jej koronacji". Podobno uczestnicy pogrzebu ubrali weselne szaty, wiwatowali w czasie odprawiania egzekwii i szydzili ze zmarłej. Co prawda nie wiadomo, czy w ceremonii uczestniczył król, sądzę, że jednak nie brał w niej udziału, bowiem w obecności monarchy nikt nie odważyłby się na tak otwartą manifestację pogardy w stosunku do zmarłej. Jagiełło długo czcił pamięć ukochanej Elżbiety, bowiem kroniki wspominają, że nawet dziesięć lat po jej śmierci pamiętał o modlitwach za nią.

Miejsce zmarłej królowej u boku Jagiełły zajęła wkrótce inna kobieta, młodsza od króla o całe pięćdziesiąt lat Sonka Holszańska. Jednak, choć obdarzyła króla upragnionym następcą tronu, nigdy tak naprawdę nie udało jej się zdobyć jego serca.

Historię największej miłości króla Władysława Jagiełły oraz inne ciekawe fakty z życia tego władcy i jego czterech żon, znajdą Państwo w książce autorstwa Iwony Kienzler "Władysław Jagiełlo. Wierny mąż niewiernych żon", wydanej nakładem wydawnictwa Bellona. Serdecznie zapraszamy do lektury!

Tekst: Iwona Kienzler

Źródło: Blog historyczno-obyczajowy Agnieszki Lisak


Agnieszka Lisak – blog historyczno-obyczajowy
Dowiedz się więcej na temat: władysław jagiełło

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje