Reklama

Reklama

Łukasz Sakowski: Pseudomedycyna nowotworowa działa na całym świecie

Powoli upowszechnia się wiedza na temat tego, że nowotwory niezłośliwe, nie licząc poszczególnych przypadków, nie są szczególnie groźne. Nieraz bywa tak, że pozbywanie się ich może stanowić większe zagrożenie dla zdrowia, niż życie z nimi. Z drugiej strony chyba nadal panuje przeświadczenie, że nowotwór to jest coś ostatecznego i nieuleczalnego - mówi Łukasz Sakowski, autor bloga To Tylko Teoria i książki "Bioksiążka. Biologia dla niewtajemniczonych".

Nowotwory są drugą najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce. W 2020 co czwarty Polak zmarł na raka. Choroba ta dla wielu równoznaczna jest z wyrokiem, budzi strach i niepewność.

Te pierwotne emocje wykorzystują ludzie związani z prężnym biznesem pseudomedycyny, którzy aktywnie działają, tworząc medyczne fake newsy i oferując produkty oraz usługi, mające w cudowny sposób leczyć nowotwory.

Naukowe spojrzenie na ten, wciąż niejasny dla sporej grupy ludzi temat, pozwala choć trochę go zrozumieć. Dlatego zapytaliśmy Łukasza Sakowskiego, autora bloga To Tylko Teoria o to, czym właściwie są nowotwory i jak nie wpaść w sidła tych, którzy chcą zarobić na naszym strachu.

Reklama

Bartosz Kicior, Interia: Używamy powszechnie ogólnego określenia "nowotwory", ale czy możemy mówić o nich jak o jednej chorobie?

Łukasz Sakowski, To Tylko Teoria: - Wszystkie nowotwory mają cechy wspólne, jeśli chodzi o charakterystykę genetyczną, histo- i cytologiczną, jak i rozwojową. Natomiast to, z jakich tkanek się wywodzą, jakie mają mutacje i zmiany epigenetyczne, czyli okołogenetyczne, ma znaczenie w kontekście tego, jak dany nowotwór będzie się zachowywał, jak będzie wyglądał, co będzie robił.

- Nazwa jest ogólna i dotyczy chorób polegających na zmutowaniu i niewłaściwym działaniu, rozmnażaniu czy rozrastaniu się komórek, ale wszystkich nowotworów nie można wrzucać do jednego worka. To nie jest tak, że nowotwór to nowotwór, niezależnie od tego, czy mówimy o raku piersi, glejaku czy chłoniaku, nie wspominając o jeszcze bardziej szczegółowym podziale wewnątrz tych kategorii.

Dlaczego nasze organizmy w pewnym momencie zaczynają same siebie niszczyć?

- Dzieje się tak, gdyż w wyniku mutacji zostaje rozregulowany cykl komórkowy poszczególnych komórek. Zwłaszcza podczas mutacji genów odpowiadających za regulację cyklu komórkowego albo naprawianie błędów w czasie replikacji DNA przy podziale komórkowym. Komórki te, mówiąc prostym językiem, "wychodzą" spod kontroli organizmu, zaczynają dzielić się w sposób niekontrolowany, wpływać na komórki sąsiadujące. 

- Wydzielają albo manipulują innymi komórkami, aby te wydzielały określone hormony albo nawet wytwarzały naczynia, żeby dostarczać składniki odżywcze do tych nowopowstałych elementów. Wszystko to jest spowodowane różnymi czynnikami: mutacjami DNA, czynnikami zewnętrznymi, środowiskowymi, wadami dziedzicznymi. Nowotwór to takie złamanie prawidłowości rozwoju w tych komórkach, które, mówiąc metaforycznie, buntują się przeciwko organizmowi.

Jaki jest w Polsce poziom leczenia nowotworów?

- Sam poziom leczenia nowotworów jest coraz lepszy, gorzej bywa z dostępnością, która pogorszyła się podczas pandemii z powodu tego, że brakuje miejsc i specjalistów skierowanych do leczenia pacjentów z COVID. Sama skuteczność terapii czy diagnostyki rośnie.

- Nadal jednak mamy duże różnice w dostępie do leczenia. Jeżeli ktoś mieszka w Warszawie czy Poznaniu, ma łatwiejszy dostęp. Tak samo, jeśli ktoś ma dużo pieniędzy. Są rzeczy, których NFZ niestety nie refunduje albo refunduje w bardzo ograniczonych przypadkach. Z drugiej strony niektórzy mogą pozwolić sobie na leczenie tam, gdzie opieka stoi na najwyższym poziomie.

A jak jest u nas z wiedzą na ten temat?

- Powoli upowszechnia się wiedza na temat tego, że nowotwory niezłośliwe, nie licząc poszczególnych przypadków, nie są szczególnie groźne. Nieraz bywa tak, że pozbywanie się ich może stanowić większe zagrożenie dla zdrowia, niż życie z nimi. Z drugiej strony chyba nadal panuje przeświadczenie, że nowotwór to jest coś ostatecznego i nieuleczalnego. Sto czy dwieście lat temu zwykłe przeziębienie było traktowane dokładnie w ten sposób - jako coś, co może zabić człowieka. Teraz tę rolę przejął rak. Przypomina ludziom, że nie są nieśmiertelni.

To przez to rynek homeopatii i pseudonaukowych metod "leczenia" nowotworów jest u nas tak potężny?

- Myślę, że on wszędzie działa prężnie. W każdym kraju znajdziemy tego typu biznesy. Najlepszym przykładem jest południowa i wschodnia Azja, a konkretnie tradycyjna "medycyna" chińska czy tradycyjna "medycyna" wschodu...

Które mają mało wspólnego z medycyną.

- Dokładnie tak. To cały system zabiegów, z których część ma coś wspólnego z medycyną, ale część jest wręcz pseudomedycyną. Pomimo zapewnień nie działa, a wręcz bywa szkodliwa. Nie można rozpatrywać tego tylko w kategorii Polski, Europy czy Stanów Zjednoczonych, bo na całym świecie są ludzie, którzy robią na tym pieniądze, sprzedając całą masę różnych specyfików.

Co leży u podstaw siły tego biznesu? Niedostateczny poziom leczenia, niewiedza, strach?

- Wszystko to, co pan wymienił. Dodatkowo jest też kwestia pewnej tradycji. Część metod, o których dzisiaj wiemy, że są nieskuteczne czy wręcz szkodliwe, jeszcze jakiś czas temu była stosowana zanim używano słowa "lekarz". To, co nazywa się "medycyną ludową" czy "etnomedycyną" zawiera takie właśnie elementy. Choć jednocześnie znajdziemy tam praktyki, które w jakiś sposób pomagają i są stosowane do dzisiaj. Albo po prostu nie szkodzą i zwalczanie ich nie ma sensu.

- Dobrym przykładem może być modlitwa. Nie ma żadnych dowodów na to, żeby działała ona w kwestii leczenia, ale mamy dowody na to, że pomaga pacjentom znosić psychiczne obciążenie związane z chorobą, obniżać napięcie i stres, co ma wpływ na układ odpornościowy. Modlenie się nie leczy nowotworów, ale ludzie nadal to robią. Jeśli robią to obok leczenia, a nie zamiast niego, to nie ma problemu. Gorzej, kiedy porzucają na rzecz takich praktyk leczenie konwencjonalne.

Wspomniał pan o specyfikach sprzedawanych w ramach pseudoleczenia nowotworów. Co to za środki?

- Wszelkie zioła, napary ziołowe, które owszem mają jakieś tam działanie moczopędne czy łagodzące napięcie, ale nie leczą nowotworów. Każdy produkt roślinny, jaki przychodzi panu teraz do głowy, w pewnym momencie jest przez kogoś w internecie sprzedawany czy polecany jako lek na raka. Ewentualnie może pan przeczytać na jakimś forum o jego skuteczności. Ja chociażby czytałem o tym, że jedzenie dwóch kiwi dziennie leczy nowotwory. Oczywiście kiwi jest zdrowe i pełne witamin, ale raczej nie pomoże w tym przypadku.

- To jest problem na poziomie systemowym. Regulacje w tym zakresie są po prostu słabe. Prawo nie powinno pozwalać na wprowadzanie w obieg suplementów czy parafarmaceutyków i reklamowanie ich jako leków na raka, skoro nie ma na to żadnych dowodów. Czasem wystarczy spojrzeć na skład, żeby stwierdzić, że dana rzecz nie działa.

- Dzisiaj słyszałem w radiu reklamę jakiegoś suplementu na odchudzanie. A ja dobrze wiem, że ten środek z takim składem zwyczajnie nie da takiego efektu, jak przedstawiono to w spocie. Takie rzeczy nie powinny być dozwolone.

- Prawda jest jednak taka, że firmom opłaca się płacić kary za takie wprowadzające w błąd reklamy, bo te obecnie są w Polsce niskie, i kontynuować sprzedaż jakiegoś środka, niż zastosować się do regulacji. Łamanie prawa jest wliczone w koszty. Działają w naszym kraju duże firmy, które stanowią świetny przykład na to, jak można na etykietach i w reklamach przedstawiać słabej jakości suplementy jako niemalże leki.

- Nawet jeśli w ich składzie znajdują się elementy, mogące mieć jakieś pozytywne działanie i w czymś tam pomóc, to dawki są tak znikome, że nie ma sensu tego w ogóle brać. Czasem bywa tak, że firmy zaopatrują się w jeden produkt u tego samego producenta, a tylko naklejają na opakowanie swoje etykiety.

Wiadomo, że jeśli ktoś rezygnuje z leczenia, na rzecz picia naparów z ziół, to jest to jednoznacznie szkodliwe. Ale czy samo przyjmowanie suplementów może szkodzić?

- Oczywiście. Przyjmowanie takich środków może na przykład obciążać wątrobę, żołądek i resztę przewodu pokarmowego, które i tak będą obciążone podczas leczenia. To pierwsze, co mi przychodzi do głowy, ale mówimy tutaj także o zaburzeniach rytmu serca, uszkodzeniu trzustki, mięśni czy nawet bezpośrednim zatruciu.

 - Na forach jako środki na nowotwory bardzo mocno promowane są lewatywy z użyciem różnych specyfików. Może to utrudniać diagnostykę, zarówno pierwotną, czyli wykrycie choroby, jak i ocenę jej rozwoju czy ewentualnego regresu.

Czy często ktoś pisze do pana: "Panie Łukaszu, znalazłem taki oto środek - czy jest on bezpieczny"?

- Szczerze mówiąc, dostaję mnóstwo takich wiadomości. Staram się odsyłać takie osoby do lekarza. Ja jestem jeden, prowadzę bloga sam. Może jakbym miał na to pieniądze, to zorganizowałbym jakiś zespół, który zajmowałby się odpowiadaniem na podobne pytania.

To gdzie w takim razie sprawdzać, czy dana rzecz faktycznie działa albo czy jest bezpieczna?

- Mimo wszystko zaufałbym w tej kwestii regulatorom, typu Główny Inspektorat Sanitarny czy Państwowy Zakład Higieny, chociaż oczywiście one też są podatne na błędy. Są także portale fact-checkingowe, gdzie działają osoby zajmujące się tym w pełnym wymiarze godzin, np. Demagog, ale też Cochrane.

Zobacz także:

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: nowotwory | homeopatia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy