Reklama

Reklama

Schowała wyniki badań do szuflady. Czasem łatwiej nie wiedzieć

- Mieliśmy podopieczną, która dostała wyniki badań, ale nawet na nie, nie spojrzała. Schowała teczkę do szafki i zamknęła. To miało w pewnym sensie zaczarować rzeczywistość. Skoro nie widziałam diagnozy, to jej nie ma - mówi Małgorzata Ciszewska-Korona, Fundacja Rak'n'Roll - Wygraj Życie.

Karolina Olejak: Czy macie w fundacji osoby, które nie chcą leczyć nowotworów?

Małgorzata Ciszewska-Korona, Fundacja Rak'n'Roll: Zdarza się tak głównie na początku leczenia. W większości przypadków wynika to ze strachu. Często ludzie nie wiedzą, od czego zacząć. Sugerują się obiegowymi opiniami dotyczącymi leczenia. Mają swoje wyobrażenia o tym, jak będzie wyglądać. Najczęściej dotyczy to przyjmowania chemii. Lęk przed nią bywa tak duży, że pierwszą myślą jest ucieczka. W większość te obawy są całkowicie nieuzasadnione. Naszą rolą jest odpowiedzieć na wszystkie pytania i pomóc zmienić ten obraz.

Reklama

Z czego wynika to wyobrażenie?

- Bardzo często z historii zasłyszanych od znajomych. Ktoś miał w rodzinie podobny przypadek i opowiada nam, jak ciężko było sobie z nim poradzić. Czasem historie dotyczą przeszłości i nie uwzględniają nowych metod leczenia. Przeważnie w momencie, gdy pojawia się diagnoza, zaczynamy szukać informacji w różnych miejscach. W tym internecie. Tam nie trudno o fałszywe dane, nierzetelne badania czy porady. Dlatego najlepiej w ogóle wyłączyć się z sieci. Zamiast tego rozmawiać z lekarzem i kompetentnymi osobami. W internecie ludzie wypisują różne rzeczy. Często nie mające nic wspólnego z prawdą.

Bywa tak, że osoby chore nie chcą się leczyć, bo to pozwala w pewnym sensie nie przyjąć do wiadomości, w jakim jesteśmy stanie?

- Czasem tak jest. Mieliśmy podopieczną, która dostała wyniki badań, ale nawet na nie, nie spojrzała. Schowała teczkę do szafki i zamknęła. To miało w pewnym sensie zaczarować rzeczywistość. Skoro nie widziałam diagnozy, to jej nie ma. To bardzo trudne dla rodziny, która chciałaby, żeby pacjent zrobił wszystko, co może, żeby wyzdrowieć.

Częściej nie chcą się leczyć kobiety czy mężczyźni?

- Trudno to porównać, bo w ogóle kobiety częściej proszą o pomoc. Szukają psychologów, fundacji i grup, które udzielają wsparcia. Nasze podopieczne to w większości panie. Mężczyźni przeważnie ukrywają swoje problemy. Starają się w ten sposób pokazać swoją siłę. Trudno więc wskazać, kto procentowo częściej odmawia leczenia, bo z obserwujemy głównie zachowania kobiet.

Czy rodzina powinna namawiać do leczenia?

- Bardzo wiele zależy od etapu. Jeśli obawy mają miejsce na samym początku choroby to jak najbardziej. Tak jak wspominałam, lęki często wynikają z niewiedzy i złych wyobrażeń o przebiegu nowotworów. Im bardziej choroba zaawansowana, tym sprawa staje się bardziej skomplikowana.

Dlaczego?

- Zawsze, w pierwszej kolejności, powinno nam przyświecać dobro pacjenta. Jego wola jest najważniejsza. Bywają sytuacje, że lekarz z przekonaniem mówi, że niestety nic więcej nie można zrobić. Pacjent zamiast uporczywego podtrzymywania przy życiu w szpitalu woli wrócić do domu i tam spędzić w spokoju swoje ostatnie chwile. Powinniśmy to uszanować i dać mu taką możliwość.

To musi być bardzo trudne. W końcu każdy chce się chwytać ostatniej deski ratunku

- Tak, ale to decyzja pacjenta. Jeśli nie chce dłużej być w otoczeniu szpitala, to dla nas ważny sygnał, że potrzebuje domu i spokoju. Musimy przestać patrzeć przez swoje emocje, a skupić się na tym czego w danym momencie potrzebuje nasz bliski.

To jak można przekonywać do leczenia?

- Rozmawiać. Nie ma jednego, stałego powodu, dla którego ludzie nie chcą się leczyć. Powinniśmy zapytać bliskich, jakie są ich odczucia, obawy. Wtedy zrozumiemy czy jest coś, co możemy zrobić dla takiej osoby. Może chodzi o strach przed pogarszającymi się kondycją i wyglądem. Wtedy możemy wspierać, doceniać. Może dana osoba ma jakieś fałszywe informacje medyczne, które powstrzymują ją przed decyzją o leczeniu. Wtedy możemy je prostować.

Problem w tym, że sami nie jesteśmy specjalistami.

- Dlatego zawsze możemy zabrać osobę chorą do lekarza, czy psychologa. Wspólnie poszukać odpowiedzi na pytania, które nurtują bliską nam osobę. Jako psycholog w fundacji Rak'n'Roll bardzo często odwiedzam pacjentki w ich domach. Siadamy i rozmawiamy o tym co czują i czego potrzebują.

Co pojawia się najczęściej?

- Przeważnie kobiety potrzebują czasu z bliskimi. Zapewnienie, że nie są same w tej sytuacji. Jest ktoś, kto je wesprze, doradzi. W fundacji staramy się dać to poczucie. Spotkanie, z osobami, które są w podobnej sytuacji, jest bardzo ważne. Dzięki temu zyskujemy siłę i poczucie, że skoro inni dają radę to my też.

 Udaje się?

- Przeważnie dajemy radę przejść przez obawy i rozpocząć leczenie. Najważniejsze, żeby odbyło się to na warunkach pacjenta, a nie naszych.

Chcesz opowiedzieć nam swoją historię? Na wiadomości czekamy pod adresem: orakubezstrachu@firma.interia.pl


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje