Reklama

Reklama

100 dni Putina, czyli błazeński lot dwugłowego orła

W piątek 3 czerwca mija dokładnie 100 dni, od kiedy wojska rosyjskie napadły na Ukrainę. 100 dni, które milionom niewinnych ludzi przyniosły niewypowiedziane cierpienie. Rosji natomiast całą serię upokarzających porażek, zniszczenie wizerunku na świecie i kryzys, zarówno ekonomiczny jak i społeczny.

1 marca roku 1815. Pozbawiony niemal rok wcześniej władzy i wygnany z kraju Napoleon Bonaparte wylądował na południu Francji po to, by odzyskać utracony tron. Po trzech tygodniach triumfalnego marszu z banity stał się na powrót cesarzem. 

Całość wielkiego comebacku nie trwała jednak długo, bo niespełna 100 dni później musiał uznać wyższość koalicji antyfrancuskiej pod słynnym Waterloo. Zaraz potem z podkulonym ogonem podpisywał kolejny akt abdykacji. Wydarzenia te nazwano 100 Dniami Napoleona albo Lotem Orła. 

3 czerwca roku bieżącego mieliśmy takie 100 dni naszych czasów (choć część Ukrainy była okupowana już od 2014, to świat na zawsze zapamięta dzień 24 lutego 2022 jako początek toczącej się obecnie wojny).

Reklama

Oczywiście porównanie postaci, która choć wywołuje mieszane uczucia, obiektywnie osiągnęła swego czasu wiele sukcesów militarnych i politycznych, do obecnego prezydenta Federacji Rosyjskiej, jest bardzo karkołomne. W tej analogii nie zgadza się także to, że Napoleon po 100 dniach zakończył swój lot. Putin, choć wybitnie pokracznie, sunie dalej po niebie szarych od dymu spalonych miast.

Niemniej widać już wyraźnie plon chorego przedsięwzięcia, jakim jest inwazja na Ukrainę. Plon ten jest zgniły, śmierdzi i nie nadaje się do jedzenia, mimo iż mówi się, że Rosjanie w trudnych czasach mogą żywić się nawet błotem, byleby tylko zwyciężyć. 

Ocenę skutków politycznych, gospodarczych, a na pewno militarnych, zostawiam ekspertom w tych dziedzinach. Warto jedynie zauważyć, że jednym z nieplanowanych raczej efektów bezmyślnej agresji była konsolidacja przeciw Moskwie praktycznie każdego kraju na zachód od Bugu. Nawet nieśmiało prorosyjscy Niemcy musieli ostatecznie wskoczyć na pokład tej tratwy, nie mówiąc o Finach czy Szwedach (Węgrzy postanowili się jeszcze chwilę potaplać w bajorku).

Konsekwencje wojny widać jednak w praktycznie każdym wymiarze codzienności, także tym społecznym i kulturowym, czyli mówiąc inaczej ludzkim. 

Podobnie jak pandemia, tak zintensyfikowany atak ruskich trolli, otworzył ogromnej rzeszy internautów oczy na problem dezinformacji. Dzięki agresji Rosji na Ukrainę i płynącej symultanicznie potężnej fali kremlowskiej propagandy wielu postronnych, neutralnych, niewiedzących, niezainteresowanych dowiedziało się, jak oddzielić internetowe ziarno od plew. Świat ujrzał skalę projektu rycia skomplikowanej siatki tuneli, do których mieliśmy wpadać, a nie wpadliśmy.

W polskojęzycznej przestrzeni wirtualnej pewne środowiska, określane słowem oznaczającym kawałek tkaniny owijany onegdaj wokół stopy, nadal co prawda są aktywne. Co gorsza, część powiązanych z nimi osób bierze bezpośredni udział w naszej polityce. Nie da się jednak nie zauważyć, że aktywność ta wyraźnie przyhamowała.

100 dni wojny unaoczniła też internautom fakt, iż wcześniej za internetowymi społecznościami toczącymi boje przeciwko projektowi szczepień chroniących nas przed skutkami COVID-19, częstokroć stał putinowski aparat. Podejrzanie szybko bowiem "antyszczepy" stały się "antyukrami".

Jeszcze ważniejsze jest to, co w ciągu tych 100 dni stało się z nami poza siecią. Oprócz nienawiści, śmierci i bólu wojna przyniosła także niesamowity zryw pod sztandarami miłości, solidarności i zrozumienia na niespotykaną dotąd skalę. 

Co najdziwniejsze w tym wszystkim (fatalny ze mnie hazardzista, ale nawet ja obstawiałbym, że tego w Rosji absolutnie nikt się nie spodziewał) sztandary te najszybciej, najwyżej i najliczniej dźwignęli Polacy. 

Studniowy lot dwugłowego orła sprawił, że pogrążony w podziałach i letargu naród zmobilizował się w sposób bezprecedensowy, jednocześnie jednoznacznie opowiadając się przeciwko agresorowi. To ostatnie zresztą widać na całym świecie, a przynajmniej w cywilizowanej jego części. Mieszkańcy, krajów, którzy do tej pory siedzieli okrakiem, nie mogąc zdecydować się, czy lubią Rosję, czy nie, teraz w przytłaczającej większości wyzbyli się jakichkolwiek sympatii.

Przegniłe grona gniewu zbierają także sami Rosjanie. Wszyscy ujrzeliśmy upadek moralny ludzi, którzy wojując w imieniu swojej ojczyzny mordują, gwałcą i kradną pralki.

Winą niektórych Rosjan było jedynie, albo aż, popieranie przez lata Putina. Są tacy, którzy nawet i na to sobie nie pozwolili. A mimo to w 100 dni stali się najbardziej nielubianą nacją na całym świecie. Wyrzuconą na margines, wykluczoną z rozgrywek sportowych, cancelowaną w ośrodkach kultury. 

Miliony młodych ludzi uciekają z matecznika, mając dość życia pod butem oligarchów i wierchuszki wywodzącej się z byłych struktur KGB. Nawet jeśli nie mają wyrobionej opinii o polityce Kremla. Chcą po prostu żyć w normalnym świecie, bez sankcji, zamordyzmu, cenzury i obrzydliwej propagandy.

Ci, którzy nie uciekają, a kraj opuszczają, chociażby w celach turystycznych, także nie mają łatwego życia. Polecieć mogą sobie co najwyżej do Mińska, a w drodze wyjątku raz w tygodniu do Belgradu. Z poruszaniem się drogą lądową jest jeszcze trudniej. Osoby posługujące się karmazynowym paszportem Federacji Rosyjskiej i samochody z oznaczeniem RUS na rejestracjach stały się częstym obiektem zainteresowania strażników granicznych czy celników. 

Wspaniałe było to zatem 100 dni. Świat nie zapomni ich nigdy. Rosyjski złoty orzeł, gdyby tylko miał ludzkie odruchy, zapłakałby cicho nad tym, jak jego obraz i potęga obracają się wniwecz. Ale on jest twardy, dumny i nieugięty i nawet jeśli 100 dni lotu nie przyniosły mu nic oprócz hańby, nadal pręży skrzydła, szybuje i udaje, że wszystko jest w porządku.

***

Zobacz również:

500 plus dla seniora otrzyma więcej osób. Nie tylko emeryci!

Putin nie jest Stalinem, ale Bucza będzie następnym Katyniem

Katarzyna Zdanowicz w szczerych rozmowach

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wojna w Ukrainie | Władimir Putin | felieton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy