Reklama

Reklama

Alona Ruban: Te kobiety przyjechały często z jednym bagażem

Od początku wojny w Ukrainie polską granicę przekroczyło ponad 2,4 mln uchodźców. Niektórzy z nich zostaną tutaj na stałe i rozpoczną nowe życie. Mówimy głównie o kobietach, gdyż mężczyźni w wieku 18-65 nie mogą opuszczać granic kraju. Jak rozpocząć nowe życie w innym kraju? Od czego należy zacząć? Na te pytania odpowiada nam Alona Ruban, Ukrainka, która od kilku lat mieszka w Polsce. Teraz pomaga uchodźczyniom w rozpoczęciu życia w Polsce, organizując dla nich spotkania "Twój nowy plan".

Katarzyna Drelich, INTERIA.PL: - Przed wojną prowadziłaś w Polsce salon piękności, ale zamknęłaś go, by prowadzić szkolenia dla kobiet. Teraz pomagasz uchodźczyniom z Ukrainy odnaleźć się zawodowo w Polsce. To była decyzja podyktowana wyłącznie sytuacją w twojej ojczyźnie?

Alona Ruban: - W którymś momencie zrozumiałam, że to mi już nie wystarczy. Wiedziałam, że przede wszystkim dalej chcę pracować z kobietami, bo bardzo lubiłam moment, w którym wychodziły z mojego salonu uśmiechnięte i po prostu podobały się sobie, choć przez moment biła od nich większa pewność siebie. Teraz chciałabym, żeby odnajdywały się w życiu i w pracy. Już wcześniej planowałam pomagać im w odnajdywaniu satysfakcji z pracy i mądrym wykorzystywaniu ich umiejętności. Często - nawet bez związku z wojną - kobiety nie wiedzą, czym tak naprawdę chcą się zajmować. Pracują na stanowiskach, z których nie są zadowolone. A ja lubię odkrywać talenty kobiet i ich ukryte umiejętności. Dzisiejsze realia są jednak nieco inne i trzeba skupiać się na podstawowych kwestiach polegających na rozpoczęciu życia w nowym kraju.

Reklama

Pisałaś na swoim Instagramie, że chciałaś, żeby spotkanie z kobietami z Ukrainy nie było twoim monologiem, a dialogiem z nimi. Jakie zagadnienia poruszałyście na spotkaniu?

- Przede wszystkim zaczęłam od tego, że każda z nas kiedyś już miała jakiś plan na przyszłość - na następne dni, miesiące, czasem lata. U kobiet z Ukrainy jest przecież tak samo. Myślały, że wyjadą na wakacje z mężem, że będą się rozwijać. To wszystko przepadło. Punktem wyjścia było zatem ustalenie nowego planu. Nie możemy myśleć w tym przypadku o roku, bo nikt nie wie, co się stanie. Zapytałam je nawet: "Jak myślicie, co będzie za rok?". Spodziewałam się odpowiedzi, która padła z ich ust, że nawet nie wiedzą, co będzie jutro. Okres miesiąca jest jednak łatwiejszy do zaplanowania. Jeżeli nawet wojna skończy się dzisiaj, to przez miesiąc one na pewno wciąż będą w Polsce i są w stanie go sobie jakoś zorganizować. Ten pierwszy miesiąc powinien obejmować przede wszystkim znalezienie pracy, zapisanie się na kurs językowy oraz - jeśli posiadają dzieci - to zorganizowanie im opieki: posłanie do szkoły, przedszkola lub żłobka. Później przeszłyśmy do bardziej szczegółowego planu na tydzień. Plan zawsze daje pewność, poczucie bezpieczeństwa. Wiemy, co zrobimy jutro, mniej więcej zakładamy co zrobimy w ciągu tygodnia. Te dziewczyny cały czas siedzą w telefonach, sprawdzają na bieżąco informacje o tym, co dzieje się w Ukrainie. To wszystko prowadzi do tego, że nie potrafią skupić się na życiu tutaj. Mentalnie one nie są w Polsce. Tu życie toczy się dalej, ludzie siedzą w kawiarniach, żyją swoim życiem. Kobiety z Ukrainy mają poczucie, jakby były na przyjęciu urodzinowym u kogoś, kogo nie znają. Dlatego warto zacząć od sporządzenia listy podstawowych rzeczy, które muszą zrobić. Usiąść i zacząć odhaczać: wyrobiłam PESEL, zaczęłam szukać pracy etc.

A PESEL chyba jest w tym momencie absolutną podstawą do rozpoczęcia życia w Polsce?

- Zdecydowanie tak. Najpierw numer PESEL, później konto w banku, następnie złożenie wniosku o 300 zł, które przysługuje uchodźcom. Co do PESEL-u, to nie jest jednak aż takie proste. Moja siostra, która uciekła przed wojną w Ukrainie, chodziła pięć dni do urzędu. Kolejki były ogromne, na początku nie dostała się do okienka. Również na Stadionie Narodowym była możliwość wyrobienia PESEL-u. Poszła tam o 6 rano, otwierali się o 8, a już były tysiące osób. Kolejki były ogromne, nie było szans, wróciła do domu. Wróciła tam wczoraj i zaczęto tworzyć listy oczekujących, ona ma numer 700 ileś, czyli zostanie obsłużona prawdopodobnie za tydzień.

Czy w świadomości tych kobiet funkcjonuje już decyzja odnośnie tego, czy zostaną w Polsce czy też wrócą na Ukrainę?

- Przy zapisach na organizowane przeze mnie spotkanie utworzyłam ankietę z pytaniem: "Jak długo planujesz zostać w Polsce?". Do wyboru były odpowiedzi: 1-3 miesiące, 4-12 miesięcy i na stałe. Opcję pozostania na stałe zaznaczyła połowa ankietowanych, reszta na krócej.

A jak w kontekście zawodowym wygląda sytuacja kobiet z dziećmi?

- Na moim spotkaniu niektóre kobiety były z dziećmi w wieku 2-3 latka, niektóre ze starszymi. Dobrym rozwiązaniem są przedszkola, wbrew pozorom znalezienie miejsca nie jest aż tak trudne. Na przykładzie mojej siostry: zadzwoniłam do urzędu miasta i zapytałam, w których placówkach w dzielnicy są jeszcze miejsca dla dzieci. Byłam w jednym przedszkolu prywatnym, gdzie cena za miesiąc wynosi 1800 zł. Powiedzieli, że ze względu na sytuację mogą dać zniżkę, ale to nie wchodziło w grę. Moja siostra z dziećmi przyjechała tylko z jednym plecakiem, jak większość osób. Każdy pomaga jak może, ale takie wydatki nie wchodzą w grę. Poszłam do publicznego przedszkola i tam jeszcze były miejsca. Przede mną były trzy kobiety, wszystkich przyjęto. Pierwszy tydzień był w porządku, moja chrześnica wracała zadowolona, ale teraz nie chce tam chodzić, krzyczy, jak ma wstać rano. Przedwczoraj wynieśli ją z krzykiem, bo podobno dzieci nie chciały się z nią bawić. Mówi, że chce wrócić do domu na Ukrainę, że chce do taty.

Z jakimi problemami mierzą się kobiety, które - gdy już znajdą opiekę nad dzieckiem - chcą znaleźć tu pracę?

- Podstawowym problemem jest przede wszystkim język. Nie znają polskiego i nie wiedzą nawet, jak szukać pracy, jak rozmawiać i nawet jak zacząć. Muszą chodzić po urzędach, zajmować się dziećmi, gotować, szukać mieszkania, a w tym wszystkim uczyć się języka. To nie są idealne warunki do samorozwoju. Dziewczyny, które znam i które przyjechały na początku wojny, nie zaczęły się jeszcze uczyć języka, bo nie mają fizycznie możliwości pójść na kurs językowy.

A gdzie ich szukać? Są darmowe?

- Niektóre uniwersytety dają możliwość uczęszczania na bezpłatne kursy. Osobiście znam jedną blogerkę ukraińskojęzyczną, która szkoli ludzi po polsku, zaczęła bezpłatnie uczyć też polskiego Ukrainki. Na moje spotkanie przygotowałam instrukcję, co mają robić, gdzie szukać mieszkań, czym są umowy, gdzie można iść na kurs językowy. A przecież kwestia mieszkania jest niezwykle ważna.

No właśnie, bo schronienie u Polaków przecież nie jest czymś na stałe i mimo wszystko nie jest najbardziej komfortowym rozwiązaniem na dłuższą metę.

- Tak, to wbrew pozorom nie jest taka komfortowa sytuacja. Nawet gdy mieszka się kątem u kogoś, kogo wcześniej się znało, to po prostu zmieniają się warunki, nie można czuć się "jak u siebie". Każdy chce jak najszybciej znaleźć pracę, żeby móc się wyprowadzić. Ukrainki czują ogromną, nieopisaną wręcz wdzięczność, ale też niezręczność. Bo mają z tyłu głowy to, że ktoś, kto je przyjął, może czuć się z tym nie do końca komfortowo. Dlatego tak bardzo bolą mnie głosy przewijające się gdzieś w mediach, że Ukraińcy mają w Polsce lepiej, niż Polacy. 

Co jest twoim zdaniem pierwszym punktem, od którego uchodźczynie powinny rozpocząć budowanie swojego życie w Polsce?

- Znalezienie tymczasowego noclegu, w którym można odpocząć po przyjeździe i jakkolwiek zebrać myśli. Dodam, że teraz znalezienie miejsca w Warszawie - czy to tymczasowo, czy na dłuższy wynajem, graniczy z cudem. Mieszkając tymczasowo u kogoś, trzeba jak najszybciej zająć się szukaniem pracy, żeby mieć pewność, że będzie jak zapłacić, chociaż w pierwszym miesiącu za wynajęcie mieszkania. Bo ludzie przyjeżdżają tu bez oszczędności, zwróćmy uwagę nawet na to, jak w dół poszedł kurs hrywny. 

Czyli znalezienie pracy i mieszkania, ale właśnie - co z językiem? Jak zacząć, gdy nie ma czasu na kurs?

- Na początek warto spisać sobie podstawowe słowa, których można używać w sklepie, w urzędzie. Powiedziałam dziewczynom, że jeśli idą do lekarza, to żeby przygotowały sobie tłumaczenie wszystkiego, co chcą mu powiedzieć, łącznie ze specjalistycznymi wyrażeniami. Tak zaczyna się proces nauki języka, przynajmniej w najbardziej podstawowym i niezbędnym zakresie. Na Uniwersytecie Otwartym są też bezpłatne kursy języka polskiego, naprawdę warto z tego korzystać.

W jakich branżach w Ukrainie pracowały dotychczas kobiety, z którymi rozmawiałaś na swoim spotkaniu?

- Jedna z nich była pielęgniarką. I jej pierwszym pytaniem było: "Gdzie ja mogę pracować bez znajomości języka?". Dziewczyny pisały mi czym zajmowały się w Ukrainie, a ja przed spotkaniem dopasowywałam im miejsca, w których ewentualnie mogłyby zatrudnić się tutaj w Polsce. W Medicoverze i Luxmedzie jest możliwość zatrudniania personelu medycznego z Ukrainy bez znajomości języka ze względu na to, że przecież ilość ukraińskojęzycznych pacjentów jest w Polsce coraz większa. Jest zapotrzebowanie ze strony ukraińskich pacjentów na ukraińskojęzycznych lekarzy, więc jest to świetna możliwość dla tych, którzy wcześniej pracowali w Ukrainie w szpitalu, a nie posługują się jeszcze językiem polskim. Były też dwie fotografki, im nie było trudno znaleźć pracy  w branży, bo tutaj język nie jest wymagany, a dziewczyny miały świetne portfolio.

- Inna kobieta w Ukrainie była nauczycielką fortepianu. I ona akurat sama się zorganizowała. Poszła na koncert charytatywny poświęcony wsparciu Ukrainy, tam popytała po wydarzeniu o pracę i na początek dostała kilku uczniów do nauki. Jeszcze kolejna pracowała w branży beauty, w której znajomość języka nie jest aż tak konieczna i praktycznie w pierwszych dniach od przybycia udało jej się znaleźć pracę w dwóch salonach. Inna, dziennikarka, miała spory problem ze znalezieniem pomysłu na siebie tutaj. Ale poleciłam jej, żeby wysłała maile z CV do różnych redakcji z propozycją, że może relacjonować wydarzenia w Ukrainie, bo to też jest teraz potrzebne.

- Z kolei spory problem mają kobiety, które do tej pory wykonywały prace kreatywne, np. stylistki. Polega on na tym, że nie mają siły, żeby robić coś takiego po traumie, jaką była ucieczka przed wojną. Nagle kwestia wymyślania stylizacji stała się dla nich nawet nie drugorzędna, ale wręcz zupełnie zbędna w obliczu wydarzeń w ich ojczyźnie i przestały widzieć w tym sens. Czują, że to nie jest odpowiedni moment i że to jest po prostu nie do rzeczy. 

Nawet mimo tego, że wcześniej z tego żyły.

- Właśnie. Ale ciężko mówić o kreatywności, o marzeniach, o wyższym pięknie, gdy myślami jest się w swoim ojczystym kraju, w którym toczy się wojna. 

Co im doradziłaś?

- Żeby pisały bezpośrednio do potencjalnych klientek w Polsce. Tutaj życie trwa nadal. Na początku było tak, że na kilka dni ludzie skupili się wyłącznie na temacie wojny w Ukrainie i większość oderwała się od codzienności. Ale teraz życie powróciło do normalności, rzadziej wspomina się o wojnie w mediach społecznościowych. Dlatego dziewczyny, które wcześniej zajmowały się modą, powinny moim zdaniem pisać bezpośrednio do kobiet lub na Instagramie z propozycjami swojej pracy. Powinny dalej tworzyć portfolio, choć wiem, ile je to kosztuje. Bez języka ciężko im będzie rozpocząć pracę w dużych firmach, ale na początek klientki prywatne są dobrym rozwiązaniem.

A co z osobami, których praca w Ukrainie polegała w dużej mierze na posługiwaniu się językiem ukraińskim, np. w przypadku prawników lub nauczycieli?

- Myślę, że w tym przypadku kobiety nie myślą o pozostaniu tutaj na stałe, wolą planować raczej najbliższe miesiące. I nawet, jeżeli ktoś wcześniej miał wysokie stanowisko w Ukrainie, ale wymagany był przy nim głównie język ukraiński, to w mojej opinii będzie szukał tutaj pracy po prostu na niższych stanowiskach, byle móc pracować.

Czy chociaż na tym spotkaniu kobiety na chwilę mogły oderwać się od myślenia od wydarzeń w Ukrainie? Czy jednak wyczułaś te trudności, z którymi muszą się mierzyć?

- Dla mnie to spotkanie było bardzo trudne emocjonalne. Zazwyczaj na takich spotkaniach poruszałam tematy dalszych możliwości, pogłębiania umiejętności, rozwijania się. Czyli więcej, fajniej i lepiej. A tutaj na początku, jeszcze zanim zaczęłyśmy, jednej dziewczynie zrobiło się słabo, była zupełnie blada. Jej przyjaciółka powiedziała mi, że Rosjanie zniszczyli jej dom, nie miała kontaktu z mężem przez 13 dni. Dwa dni przed spotkaniem dowiedziała się, że zmarł. Pojawiło mi się w głowie pytanie, jak rozmawiać o budowaniu przyszłości zawodowej w tak tragicznych okolicznościach? Wszystkie miały spuchnięte oczy od płaczu, a także przez braku snu. Niektóre radzą sobie lepiej, ale to dla mnie było trudne przeżycie, bo poczułam, z czym muszą się mierzyć.

Jak wygląda zatem kwestia pomocy psychologicznej? Powinna być teraz priorytetem?

- Mogę powiedzieć, jak to wygląda z mojej perspektywy. Mój mąż jest terapeutą i w momencie wybuchu wojny zorganizował w Warszawie możliwość bezpłatnej pomocy dla uchodźców i ludzi z Ukrainy. Przez ten cały czas zgłosiła się tylko jedna osoba, która w Polsce mieszka od dłuższego czasu, ale nie radziła sobie z tym, co dzieje się w jej kraju. Myślę, że teraz to jeszcze nie jest czas na rozpoczynanie terapii. To jest czas na zmobilizowanie się, znalezienie pracy i ponowne odszukanie poczucia bezpieczeństwa. Dopiero później wyjdą te traumy i wtedy pomoc psychologiczna będzie rzeczywiście wręcz niezbędna, ale najpierw uchodźcy muszą spróbować ułożyć sobie życie. Jeszcze są w szoku, ale są zmobilizowani do podstawowego odnalezienia się w nowej rzeczywistości. I dopiero z czasem trzeba będzie zacząć przepracowywać traumy. 

Czy to zatem może otworzyć możliwości zawodowe psychologom, którzy uciekli przed wojną w Ukrainie i będą mogli leczyć ukraińskich pacjentów tutaj w Polsce?

- Z pewnością jest w tym perspektywa pracy w Polsce dla ukraińskich psychologów. Póki co jest sporo miejsc, w których można uzyskać bezpłatną pomoc psychologiczną w razie potrzeby. Umieściłam je również w instrukcji, ale wydaje mi się, że to jeszcze nie jest ten czas.

Jak myślisz - z czego my, Polacy, najbardziej nie zdajemy sobie sprawy w odniesieniu do problemów kobiet, które uciekły z Ukrainy?

- Trudno jest pojąć fakt, że ci ludzie dosłownie niczego nie mają. Często przyjechali bez oszczędności, z jednym bagażem. Generalnie według statystyk naprawdę niewielki odsetek Ukraińców miał odłożone oszczędności, żeby móc utrzymać się z nich przez kilka miesięcy, zwłaszcza, jeśli były one odłożone w hrywnach. Moja siostra przyjechała z dwójką dzieci biorąc ze sobą tylko jeden plecak. Te kobiety są przestraszone, nie mają pieniędzy na życie i są w chaosie, bo brakuje czasu na połączenie szukania pracy, mieszkania, nauki języka z opieką nad dzieckiem. Wyobraź sobie, że jesteś w obcym kraju, nikogo nie znasz, nie znasz języka i nie masz ze sobą nic. Ciężko jest to pojąć, prawda?

***

Czytaj również: 

Jak rozmawiać z dzieckiem o wojnie?

Co zyskujemy niosąc pomoc?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy