Reklama

Reklama

Co zyskujemy niosąc pomoc?

Warto pamiętać o koronnej zasadzie pomagania i nie porównywać się z innymi. Możemy mieć inny moment w życiu, inne możliwości, zasoby i pokłady sił, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Jeden będzie miał czas, drugi pieniądze, a ktoś inny zaoferuje swoje usługi. Niech każdy włącza się w takim zakresie, w jakim może. Ważne, żeby wiedzieć, co mam i co mogę dać, ale w taki sposób, żeby mnie to, mówiąc wprost, nie wykończyło - mówi w rozmowie z Interią dr Maria Baran.

Ewa Koza, Interia: Świat zachwyca się ogromnym, oddolnym ruchem pomocowym, który powstał w naszym kraju w reakcji na wojnę w Ukrainie. Zastanawia mnie, jakie korzyści płyną z niego dla darczyńców?

Maria Baran: - Niosąc realną pomoc, odzyskujemy w jakimś stopniu poczucie osobistej kontroli, świadomość, że nasze działania mają wpływ i zmieniają sytuację. To sprzyja dobrostanowi, poprawia samopoczucie i daje poczucie sprawczości.

- Jest dużo badań, które pokazują, że zachowania prospołeczne chronią przed negatywnymi uczuciami, takimi jak lęk oraz symptomami depresji. Można pokusić się o stwierdzenie, że włączając się w działania pomocowe - chroniąc innych, chronimy również siebie. Poprawiamy swoje funkcjonowanie. Oczywiście, nie odbywa się to na poziomie świadomym: "pomogę i będzie mi lepiej". Powiedziałabym raczej, że będzie to przyjemny efekt uboczny.

Reklama

-  W obliczu zagrożenia i lęku o własne życie - co obserwowaliśmy wyraźnie dwa lata temu, na początku pandemii koronawirusa i widzimy teraz, wskutek agresji Putina na Ukrainę - ludzie muszą jakoś sobie radzić z trudnymi emocjami. Obawa o życie wzmaga potrzebę podniesienia poczucia własnej wartości. Badania pokazują, że sprawdza się tu między innymi działalność prospołeczna. To może być wpłacanie datków na cele charytatywne czy angażowanie się w bezpośrednie akcje pomocowe. Dzięki temu, że w nich uczestniczymy, lepiej czujemy się ze sobą i lepiej o sobie myślimy. Zrobiłam coś dobrego, więc trochę mniej się boję i, być może, czuję się ze sobą lepiej niż w innej sytuacji.

Człowiek potrzebuje - sam dla siebie - czuć się dobrym?

- Nie tyle musi czuć się dobrym, ile chce myśleć o sobie dobrze. Czym jest to "dobrze", to już bardzo indywidualna kwestia.

- Mówimy o mechanizmach, ale jest jeszcze jedna, bardzo podstawowa kwestia - empatia i solidarność. Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebujmy ludzi, żeby dobrze funkcjonować i mieć wsparcie - to sprzężenie zwrotne. Społeczeństwo jest tak skonstruowane, że nie można tylko brać. Trzeba też dawać.

- Patrząc na to, jak Polacy pomagają Ukraińcom i Ukrainkom, widzimy, że wiele osób ewidentnie ma tę wrażliwość. Tu, w większości, nie ma kalkulacji czy ukrytych intencji. Jest pomoc człowieka dla człowieka. Empatia, wrażliwość, możliwość wczucia się i przyjęcia perspektywy osób, które uciekają przed agresją Putina. To bardzo ważne. Jako sąsiadom i narodowi, który mocno doświadczył wojny, łatwo sobie wyobrazić, że to dotyka nas.

- Mamy dostęp do nowych technologii i mediów społecznościowych, więc relacje z Ukrainy dostajemy niemal na żywo. Widzimy, jak z dnia na dzień zmieniło się życie ludzi, takich jak my. To sprzyja identyfikacji i myśleniu w szerszych kategoriach, nie: my-oni, tylko my-razem.

Teraz jest pełna mobilizacja, czas, w którym myślimy o uciekających przed wojną i pomocy dla nich, ale w tak zwanym normalnym trybie nie możemy tylko dawać. Ważna jest też umiejętność przyjmowania pomocy? Znam osoby, które mają z tym kłopot.

- Nie można ciągle dawać, nikt nie da rady tak funkcjonować. W czasach, w których się wychowywałam słyszałam, że wszystko jest możliwe: "osiągniesz to, co będziesz chciała". Pamiętajmy jednak, że jesteśmy tylko ludźmi, a nasze zasoby są ograniczone. Każda bateria kiedyś się wyczerpie. Trzeba mieć czas i możliwość, żeby "ładować swoje akumulatory". Oczywiście, jeśli mam cel i wiem, że muszę go osiągnąć w krótkim czasie, będę - powiedzmy, przez kilka dni - działać na wyższych obrotach, ale późnej muszę odpocząć. Albo to odchoruję.

- Najgorsze, co można zrobić, to myśleć nierealistycznie, że mogę funkcjonować w takim trybie w nieskończoność. To się odbije na dobrostanie psychofizycznym. Oczywiście, można działać zrywami, ale długofalowo jednym zrywem nie damy rady. Musimy o tym pamiętać, inaczej się wyczerpiemy.

Zwłaszcza, że nie jest to sprint, a maraton.

- To, co się teraz dzieje, to przepiękny oddolny zryw ludzi dobrej woli, NGOs-ów, organizacji i fundacji. Wciąż jest inercja (bierność - przyp. red.) ze strony rządu. Wybuchła wojna i pojawił się zryw, ale przyszedł czas, żeby myśleć o działaniach długofalowych.

Często słyszę, że ktoś ma poczucie winy, bo nie jest w stanie pomagać tyle, ile jego znajomi.

- Spokojnie, przyjdzie czas. Każdy będzie miał możliwość pomóc. Mamy bardzo trudną sytuację, która będzie trwała długo, a problemy będą narastać.

- Warto pamiętać o koronnej zasadzie pomagania i nie porównywać się z innymi. Możemy mieć inny moment w życiu, inne możliwości, zasoby i pokłady sił, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Jeden będzie miał czas, drugi pieniądze, a ktoś inny zaoferuje swoje usługi. Niech każdy włącza się w takim zakresie, w jakim może. Ważne, żeby wiedzieć, co mam i co mogę dać, ale w taki sposób, żeby mnie to, mówiąc wprost, nie wykończyło.

Myślę też o osobach wysoko wrażliwych, które mogą mieć większą trudność w radzeniu sobie z emocjami uchodźców wojennych. Jak pomagać nie szkodząc sobie?

- Najważniejsze, by znaleźć sposób, który nas nie rani. Jeśli kontakt z uciekającymi przez wojną Ukrainkami i Ukraińcami jest dla kogoś zbyt obciążający, warto poszukać dróg pomocy pośredniej. Jest ich naprawdę dużo.

- Również wśród studentów prowadzona jest teraz rekrutacja na wolontariuszy. Komunikat brzmi: "Przyjdźcie, pomóżcie, ale sprawdźcie, czy to jest dla was". Każdy powinien znaleźć działkę, w której czuje się dobrze, ma poczucie sprawczości, ale nie kosztem siebie. Znajdą się osoby odporne. Nie każdy może iść na "pierwszy front pomagania".

Czy istnieje zupełnie bezinteresowna pomoc?

- Trzeba by zacząć od tego, czym w ogóle jest bezinteresowność? To trudne i złożone. Psychologia też się tym zajmuje, choć są to dylematy z pogranicza moralności i filozofii.

- Motywacje mogą być bardziej i mniej egocentryczne. Ważna jest tu odpowiedź na pytanie: "z czego się bierze moja chęć pomagania?". Spójrzmy na to przez pryzmat ewolucji, historii człowieka i faktu, że jesteśmy istotami społecznym - nawet jeśli źródłem jest nieuświadomione: "ja pomogę tobie teraz, a ty mi kiedyś", to czy obniża to wartość pomocy?

- Poza skrajnymi przypadkami, trudno uchwycić granicę, od której zaczyna się motywacja egocentryczna. Ale jakie to ma znaczenie, jeśli moje działanie, jest tym, czego potrzebuje drugi człowiek? Czy to, że w efekcie coś zyskam, sprawi, że ta osoba coś straci? Badania pokazują, że działalność altruistyczna jest związana z tak zwanym "ośrodkiem nagrody w mózgu". Nie ma nic złego w tym, że pomagając, odczuwam przyjemność.

- Czymś zupełnie innym jest sytuacja, w której ktoś wykorzystuje drugą osobę i ubiera to w płaszczyk pomagania. Takie incydenty będą się zdarzały. Być może już się zdarzają.

Pomijając wykorzystywanie dramatycznego położenia uciekinierów wojennych, nawet jeśli czyjeś intencje nie są kryształowe, ale jego działanie niesie realną pomoc, ważne żeby kontynuować.

- Zdecydowanie. Wyobraźmy sobie, że mam firmę, która się rozwija i szukam pracownika. Z drugiej strony pojawia się osoba, która potrzebuje zatrudnienia. Przyjmuję ją do pracy, za godziwą stawkę, więc obie strony zyskują. Ważne jest, czy chcę pomóc, czy wykorzystać sytuację uchodźców dla własnych celów.

- Musimy pamiętać komu pomagamy i po co to robimy. Żeby to, co niesiemy było pomocą, musi trafiać w potrzeby uchodźców. Nie chodzi przecież o to, żeby przejrzeć szafę, wybrać rzeczy, które mi zalegają i, dosłownie, się ich pozbyć. Słyszałam od wolontariuszy, że ktoś przyniósł do punktu zbiórki piankę do nurkowania.

Wśród darów pojawiła się też suknia ślubna.

- To już perfidne. Bardzo ważny jest pierwszy impuls, który nami kieruje. Czy chcemy przewietrzyć szafę, czy pomóc? Warto samemu sobie szczerze odpowiedzieć: "co mną kieruje?", sprawdzić w punktach zbiórki, jakie jest realne zapotrzebowanie i w nie się wpasować.

Zwłaszcza, że publikowane są dokładne listy potrzebnych produktów, zazwyczaj codzienne aktualizowane.

- Wielu z nas w pierwszych dniach kupowało trochę tego, trochę tego. Dzięki pracy ludzi, którzy profesjonalnie zajmują się pomaganiem, wiemy już, że lepiej przywieźć zgrzewkę jednego produktu. To ułatwia i usprawnia proces pomagania. Pomoc jest pomocą, jeśli spełnia kryterium zaspokajania potrzeb osób, które jej realnie potrzebują.

Słuchałam relacji koordynatorki, która przyznała, że obok niezliczonych telefonów, w których czuła potrzebę niesienia pomocy, odebrała dwa, powiedzmy, dziwne. W pierwszym mężczyzna wyraził chęć przyjęcia pod swój dach dwóch Ukrainek, pod warunkiem, że będą młode. W drugim ktoś zaoferował pomoc dla matki z małym dzieckiem, byle była robotna.

- Wydaje mi się, że w każdym zrywie dobra, pojawi się szara strefa. Uruchomiliśmy oddolnie ogromną akcję pomocową i dzielimy się nią. To zaraźliwe. Widzimy efekt piorunująco rozrastającego się domina. Jednak w każdej grupie - zawodowej, społecznej, wyznaniowej i pomocowej - trafią się osoby dobre i te, które mają inne pobudki. Całe szczęście, że są koordynatorzy, którzy robią selekcję i odsiewają takie przypadki.

- Musimy uważać na kontekst, bo mamy do czynienia z potężną akcją dezinformacyjną. Rozsiewane są plotki o sutenerstwie na granicy i wiele innych spreparowanych historii.  Od nas zależy, czy będziemy tym żyć, czy dusić to w zarodku.

- Wielu Polaków przyjęło uchodźców pod swój dach. Widziałam już w mediach społecznościowych sporo zdjęć barszczu ukraińskiego. Uchodźcy potrzebują pomocy, ale każdy człowiek chce też czuć się potrzebny. To naturalne, że część z nich próbuje się - choćby tak symbolicznie - odwdzięczyć i włączyć w życie domowe. Widzę w tym inicjatywę gościa, nie intencję osoby zapraszającej: "ja cię przyjmę do domu, a ty ugotujesz mi zupę".

Ordynator jednego z największych oddziałów neurochirurgii w Polsce zaproponował darmowe konsultacje dla uchodźców wojennych z Ukrainy. Napisał o tym w mediach społecznościowych. Pod jego postem posypały się podziękowania, gratulacje i słowa wsparcia. Pojawił się też komentarz: "zastanówcie się, co robicie? Rozumiem, że trzeba dać im jeść, ale po co uchodźcom neurochirurg!? Pomyśl, kto będzie ratował twoją babcię czy dziadka, gdy polscy lekarze zaczną leczyć za darmo uchodźców!?". Ktoś zadał pytanie: "chciałabyś się z nimi zamienić?".

- Jeśli cokolwiek jest w stanie ograniczyć nasze wsparcie, poza zasobami, które mogą się wyczerpać, to lęk i strach o to, co nasze. Do mnie też spływają tego typu komentarze. Słyszałam podobne, podszyte lękiem historie, które odkrywają obawę, że dla nas nie wystarczy, że będzie nam gorzej.

Bo będzie.

- Wszystkim będzie gorzej. Jest wojna, szaleje inflacja, paliwo osiąga astronomiczne ceny, a będzie jeszcze droższe. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: mamy wyjątkowo trudne czasy. W dodatku nikt nie wie, jak ta woja się potoczy, kiedy się skończy. Żyjemy w niepewności. Tak, będzie nam trudno - i psychologicznie, i gospodarczo, i finansowo. Możemy balansować pomiędzy umocowaniem w rzeczywistości, czyli pracą, życiem rodzinnym i troską o zachowanie normalności, bo wojny w naszym kraju nie ma, a niesieniem pomocy.

- Takich krytycznych głosów będzie coraz więcej. Im będzie gorzej, tym ludzie będą się bardziej bali o siebie. Pytanie, czy nas to rozproszy, czy będziemy robić swoje. Myślę, że komentarz: "czy chciałabyś się zamienić?" wynika z empatii. Mam nadzieję, że wkroczy jeszcze pomoc systemowa. Oddolnie nie da się zrobić wszystkiego. Istotne są ruchy ze strony rządu, a my mamy wybór - możemy być w tej sytuacji człowiekiem, albo nie. Bo to jest kwestia człowieczeństwa i tego, po której stronie chcemy stanąć w tym konflikcie. Wyciągnąć rękę czy odwrócić się plecami.

I nie infekować innych swoim lękiem.

- Tu ważny jest też wątek wojny dezinformacyjnej. Przyklaskuję temu, co zaproponowała Matylda Kozakiewicz, znana w mediach społecznościowych jako Segritta. Mamy teraz prawdziwy wysyp szkoleń i wykładów dotyczących tego jak rozpoznawać fake newsy i jak walczyć z dezinformacją. To nie jest proste. Segritta wymyśliła "test Putina". Polega on na tym, że zanim podzielę się informacją, zadaję sobie proste pytanie: "czy to pomoże Putinowi, czy nie?". Jeśli coś dotyczy podziałów, podsycania lęków, jątrzy, budzi konflikty i wzmacnia polaryzację - nie udostępniam tego, bo to może być sprawka rosyjskich trolli.

Dr Maria Baran - psycholożka społeczna i międzykulturowa specjalizująca się w temacie akulturacji, kontaktu kulturowego i tożsamości kulturowej. Adiunkt na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Humanistycznego SWPS w Warszawie. Członkini International Association for Cross-Cultural Psychology i Polskiego Stowarzyszenia Psychologii Społecznej. Zaangażowana w badania nad długotrwałymi skutkami pandemii COVID-19 na dobrostan Polaków ze szczególnym uwzględnieniem roli wsparcia społecznego oraz w badania nad identyfikacją z całą ludzkością.

Schronienie, czysta woda, ciepłe posiłki, ubrania, koce... Dzieci z Ukrainy potrzebują twojej pomocy!

Wesprzyj zbiórkę Fundacji Polsat wpłatą na konto: 96 1140 0039 0000 4504 9100 2004 z dopiskiem "Dzieciom Ukrainy" lub wysyłając SMS o treści POMOCna numer: 7531

Szczegóły na stronie Fundacji Polsat

Oferujesz pomoc/szukasz pomocy?

Skorzystaj z naszego bezpłatnego serwisu z ogłoszeniami

***

Zobacz także:

Jak rozmawiać z Ukrainkami i Ukraińcami, których przyjęliśmy pod swój dach?

Jak rozmawiać z dzieckiem o wojnie?

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: rosja-ukraina | Pomoc Ukrainie | pomoc uchodźcom

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy