Reklama

Reklama

Camp de la Transportation, czyli piekło na ziemi

Gujana Francuska: fascynująca, choć powszechnie pomijana. Dawna kraina niewolnictwa i kolonii karnych, obecnie część Francji i Unii Europejskiej w Ameryce Południowej. Ziemia plemiennych kultur, z której startują rakiety kosmiczne. Przeczytaj fragment książki „Kraj naprawdę i na niby. Reportaże z Gujany Francuskiej”, w którym Tomasz Owsiany opowiada o obozie dla zesłańców Camp de la Transportation.

Saint-Laurent-du-Maroni powstało z bezwzględności Francji i mizerii kolonialnej Gujany. Kiedy bowiem w 1848 roku ostatecznie zniesiono niewolnictwo, zniknęło koło zamachowe gujańskiej produkcji. Szukano więc nowej siły roboczej, a zarazem narzędzia, które zwiąże Gujanę z paryską metropolią. Jej największe utrapienia: klimat i choroby, od dekad niweczące skuteczną kolonizację, postanowiono zmienić w atut. Gujana miała stać się ziemią kolonii karnych. Ludzkim wysypiskiem Republiki.

Reklama

W kilka lat rękoma samych skazańców zbudowano ponad trzydzieści ośrodków karnych i obozów o różnym przeznaczeniu. Sercem penitencjarnej machiny stał się Obóz Zesłańczy, Camp de la Transportation, wokół którego, niczym u stóp zakładu produkcyjnego, wyrosło miasteczko Saint-Laurent-du-Maroni. Wzniesiono piękne administracyjne wille i szpital.

Przez blisko sto lat dla siedemdziesięciu tysięcy skazańców zesłanych na przymusowe roboty katorżnicza droga zaczynała się właśnie tutaj. Przekraczając bramę tej sortowni nieszczęśników, stawali się zgrają ludzi z numerami, w białych spodniach, koszulach i słomkowych kapeluszach. Ich życie zaczynało biec pod dyktando przepisów i widzimisię strażników. 

Wykwalifikowani i mniej groźni zesłańcy byli lokowani w przepełnionych, lecz względnie przyzwoitych budynkach, które mogli opuszczać za dnia. Najgroźniejszych lub najmniej przydatnych odsyłano do leśnych obozów i budowy dróg. Na powolną, galerniczą agonię. Tam, niedożywieni, trawieni żywcem przez najgorsze choroby i pasożyty, z trudem trzymający się na nogach, staczali się ku śmierci. A przecież po zakończeniu kary, zgodnie z zasadą dublażu, musieli jeszcze spędzić identyczny okres na terenie kolonii, bez prawa powrotu do domu.

Z listownych skarg skazańców do najwyższych władz państwowych wynika, że nadzorcy kolonii karnej nierzadko z lubością dręczyli osadzonych:

"Panowie Dozorcy nie przyjmują do wiadomości, że skazany może być zmęczony po kilku godzinach ciężkiej pracy. Gdyby jakiś nieborak zechciał odpocząć chwilę, stałoby się to podstawą kary albo prowokacji, żeby podjudzić skazanych do niesubordynacji i pozwolić przełożonym na ponurą zemstę."

"Ścierwa, wampiry, cholernicy. Obelgi i grożenie śmiercią za byle co przychodzą panom Dozorcom bardziej naturalnie niż słowa uznania."

"Z ogrodów, które założono w kolonii na Wyspach Ocalenia dla poprawy racji żywnościowej, nic nie trafia do garnków skazańców, lecz na użytek Dozorców (...). A nieszczęśnik, który odważy się podnieść owoc z ziemi na swojej drodze, zostaje srogo ukarany."

Srogo ukarano też autorów skarg: spędzili miesiąc w upiornym lochu. Za autentyczne wykroczenia i przestępstwa tym bardziej czekały drakońskie kary. Obskurne cele karceru w Saint-Laurent nawet dziś, z uśmiechniętym przewodnikiem u boku, zioną okrucieństwem. Skazani leżeli w nich na gołych deskach, nieraz przykuci obręczą za kostkę. Bez ruchu i światła. Z wiadrem wody i drugim w roli nocnika. Musieli uważać, żeby nie pomylić ich w ciemności.

W zbiorowych celach leżeli w rzędzie na betonowej platformie, przykuci do metalowej poręczy. Unieruchomieni przez większość doby, załatwiali się pod siebie. Gnijąc w ścisku i duszącym smrodzie, marzyli o zemście i ucieczce - tak jak legenda gujańskich kolonii, Henri Charrière, zwany Papillonem. Gilotyna, która raz po raz opadała na dziedzińcu, była być może lepszą perspektywą niż wyrok pięciu lat zamknięcia w lochach na Wyspie Świętego Józefa.

*Więcej o książce "Kraj naprawdę i na niby. Reportaże z Gujany Francuskiej" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: Gujana Francuska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje