Dr Łukasz Piechnik: "Chodźmy do lasu po ciszę, spokój, czyste powietrze i detoks"
W weekend, 21 i 22 marca, po raz szósty, obchodzić będziemy Obywatelskie Święto Lasu. Z tej okazji postanowiłyśmy przyjrzeć się inicjatywie "Wspólny Las" i porozmawiać o kondycji polskich lasów z dr. Łukaszem Piechnikiem z Instytutu Botaniki im W. Szafera PAN w Krakowie, zaangażowanym w powoływanie rezerwatów przyrody w Małopolsce.

21 i 22 marca 2026 roku odbędzie się szósta edycja obywatelskiego święta "Wspólny Las". Jak zapowiadają organizatorzy, spacery, kąpiele leśne, zbieranie śmieci, nasłuchiwanie ptaków czy po prostu hamakowanie to tylko część propozycji, które przygotowano na ten wyjątkowy weekend w całym kraju. Tegoroczna odsłona wydarzenia koncentruje się na związkach między byciem w przyrodzie, a dobrostanem i zdrowiem psychicznym. Organizatorzy chcą pokazać, że "więź lasu i człowieka nie daje się zredukować do pozyskania surowców, zaś ekosystemy leśne odgrywają niedającą się przecenić rolę w zachowaniu równowagi emocjonalnej".
- Powszechnie cierpimy dziś na zespół deficytu natury, którego ofiarą są także dzieci. Odpowiedzią na odcięcie od świata zewnętrznego i technologiczne przebodźcowanie nie są kolejne technologie, tylko żywe, niezapośredniczone doświadczenie kontaktu z przyrodą - mówi Anna Treit ze "Wspólnego lasu".
Na internetowej stronie wydarzenia znaleźć można już wszystkie zaplanowane inicjatywy lub zgłosić własną. W poprzednich edycjach zorganizowano ponad 300 działań lokalnych, w których wzięły udział tysiące osób.
Przed weekendową wyprawą do lasu, postanowiłyśmy zapytać dr. Łukasza Piechnika, w jakiej kondycji pozostają polskie lasy i dlaczego warto odwiedzać je jak najczęściej?
Gabriela Wójcik: Dwa lata temu, z okazji Międzynarodowego Dnia Lasów, obchodzonego 21 marca, Forest Stewardship Council, czyli organizacja wyznaczająca standardy dla odpowiedzialnej gospodarki leśnej na całym świecie, zbadała, jak często Polacy odwiedzają lasy i czego w nich szukają. Wyniki ankiety pokazały, że ponad połowa respondentów (52 proc.) bywa w lesie minimum raz w miesiącu, a 27 proc. odwiedza las przynajmniej raz w tygodniu. W lesie szukamy głównie relaksu i odpoczynku (74 proc.), korzyści dla zdrowia (61 proc.) i możliwości bezpośredniego obcowania z naturą (49 proc.). Tę potrzebę wyraźnie widzieliśmy w pandemii, gdy Polacy masowo stanęli w obronie dostępu do lasów, a gdy tylko zostały otwarte, ruszyli na leśne ścieżki. Co ma las, czego nie jesteśmy w stanie znaleźć gdzie indziej?
Łukasz Piechnik: Las ma to, czego większości z nas brakuje w dzisiejszych zabieganych czasach: spokój, ciszę, odcięcie się od trybu on-line (choć nie do końca ), ale przede wszystkim możliwość kontaktu z naturą. Z naturą, która im bardziej zbliżona jest do nieskażonej i rządzącej się swoimi prawami, tym dla nas lepiej. Zdecydowanie bardziej wolimy spacerować po lasach bioróżnorodnych i o rozbudowanej strukturze (np. lasach wielogatunkowych), niż po lasach plantacyjnych, w których drzewa rosną w rządkach i podlegają rytmowi zabiegów produkcyjnych. W lesie możemy spotkać się nie tylko z pięknem przyrody, ale także z... niewygodą. Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale ten typ niewygody jest człowiekowi potrzebny do prawidłowego rozwoju. To, że czasem pokłują nas jeżyny czy ukąszą komary albo, że musimy wytężyć zmysły, aby się nie potknąć o korzenie drzew, działa na człowieka stymulująco i prozdrowotnie. Warto żebyśmy uświadomili sobie, że jesteśmy częścią przyrody, czasem nawet właśnie niewygodnej lub wręcz niebezpiecznej, ale jesteśmy jej częścią i bez niej nie jest możliwe nasze życie.
Las ma także to coś, co jest deficytem w dzisiejszych czasach, zwłaszcza w okresie grzewczym - czyste powietrze. Sam mieszkam w niewielkiej gminie Krzeszowice w powiecie krakowskim, w tzw. obwarzanku krakowskim. Od jesieni do wiosny czyste powietrze można zaczerpnąć albo jadąc do Krakowa (nie przesadzam, bo codziennie podróżuje tą trasą) albo właśnie idąc do lasu. Tych ostatnich na szczęście nie brakuje w okolicy, w której mieszkam. I za to najbardziej cenię lasy wokół Krakowa zwłaszcza, że są płucami tego gęsto zaludnionego obwarzanka.
No właśnie, natura, lasy, to chyba jedna z ostatnich rzeczy, o jakich myślimy, mówiąc o Krakowie. Gdzie zmęczeni miastem Krakowianie mogą szukać tlenu i zieleni?
- Krakowianie mają sporo lasów w najbliższych okolicach miasta. W samym Krakowie największy kompleks leśny to Las Wolski. To duży (ponad 420 ha) jak na warunki miejskie obszar, który nie został w przeszłości odlesiony z różnych przyczyn natury historycznej, ale także z powodu ukształtowania terenu (liczne dolinki i wąwozy). Są też mniejsze lasy w Krakowie np. Lasek Łęgowski i Lasek Mogilski, czyli dwa nadwiślańskie fragmenty łęgów. To częste miejsce spacerów mieszkańców m. in. Nowej Huty. Jeśli jesteśmy przy lasach łęgowych (czyli z dużym uproszczeniem mówiąc - lasach nadrzecznych) to warto wspomnieć o łęgu w Przegorzałach. Od kilku miesięcy mamy na jego obszarze ustanowiony użytek ekologiczny - "Las łęgowy na Zwierzyńcu im. Kazimierza Walasza". To piękne miejsce, które od lat czekało na objęcie jedną z powierzchniowych form ochrony przyrody.
No tak, ale Krakowianie jak wiemy odwiedzają także lasy poza miastem. I tu dzięki bardzo dobrej komunikacji, m. in. kolejowej, takich miejsc jest niemało. Najbardziej obleganymi przez weekendowych turystów, szukających oddechu w zieleni są położone na zachód od miasta Las Zabierzowski, Las Tenczyński i Puszcza Dulowska, a także obszar Dolinek Podkrakowskich łącznie z Ojcowskim Parkiem Narodowym. Na wschód od Krakowa bardzo dużym zainteresowaniem cieszy się Puszcza Niepołomicka. Nieco mniej popularne (ale tylko nieco), co wiąże się zapewne z siecią linii kolejowych i rozproszeniem niewielkich obszarów leśnych, są lasy na północ od Krakowa, a zwłaszcza Las w Goszczy. Kończąc leśną podróż po Obwarzanku Krakowskim warto wspomnieć o lasach w okolicach Wieliczki, Mogilan czy Skawiny. Jest tam sporo urokliwych zakątków leśnych, jednak są one rozproszone i otoczone gęstą zabudowa jednorodzinną, a w ostatnich latach osiedlami deweloperskimi. Wielu, zwłaszcza zmotoryzowanych Krakowian, z racji bliskości gór wybiera na jednodniowe wycieczki, także odwiedziny w beskidzkich i pogórzańskich lasach.

Wbrew pozorom mieszkańcy Krakowa mają więc spory wybór. Ale rekordziści mieszkają pewnie gdzie indziej? Gzie tych lasów mamy w Polsce najwięcej?
- Najwięcej lasów w Polsce mamy zdecydowanie na tzw. ścianie zachodniej. Województwo lubuskie wiedzie prym w rankingu lesistości ze swoimi 50-ma procentami lesistości. Warto jednak zaznaczyć, że dominują tam sosnowe bory, rosnące często na bardzo ubogich, piaszczystych glebach. Na drugim miejscu ze swoją lesistością na poziomie 38,5 proc. plasuje się województwo podkarpackie ze swoimi lasami Bieszczadów, Beskidu Niskiego ale także Pogórza Karpat, zwłaszcza Pogórza Przemyskiego. Tu już mamy do czynienia ze zdecydowanie większą różnorodnością lasów, zarówno gatunkową, własnościową jak i wiekową. Tylko kilka procent mniej lesistości niż podkarpackie mają województwa zachodniopomorskie oraz pomorskie. Na ten wynik "pracują" przede wszystkim Puszcza Bukowa, Lasy Drawskie czy Bory Tucholskie. Z kolei kojarzone z największymi puszczami polski: Knyszyńską, Augustowską i przede wszystkim Puszczą Białowieską - województwo podlaskie zajmuje dopiero siódme miejsce pod względem lesistości. Lokuje się ono tuż za dwoma województwami: warmińsko mazurskim, co raczej nie powinno dziwić (kraina tysiąca jezior i lasów np. Puszcza Piska) oraz za województwem... śląskim.
A to już niespodzianka!
- Tak, właśnie województwo śląskie ma również bardzo wysoką lesistość - nieco ponad 32 proc. powierzchni. Złożyło się na to kilka procesów. Nie tylko naturalne ukształtowanie terenu w Beskidach czy na Jurze, ale także celowe zalesianie terenów poprzemysłowych. Znaczenie miało także dość wczesne zorientowanie się w tym przemysłowym regionie, że las jest ważny dla przemysłu (drewno do hut, chodników kopalnianych). Zaczęto więc ten las intencjonalnie hodować. Dużo później doceniono, że także dla mieszkających tu ludzi, w dużej mierze robotników, las ma ogromne znaczenie prozdrowotne. Zwłaszcza druga połowa XX wieku to wielkoobszarowe zalesienia na Górnym Śląsku i założenie tak zwanego Zielonego Pierścienia wokół GOP (Górnośląski Okręg Przemysłowy).
Moim zdaniem Górny Śląsk można śmiało nazywać Zielonym Śląskiem. Przynajmniej jeśli chodzi o proste statystyki. Potwierdza to także bardzo wysokie miejsce w rankingu najbardziej zalesionych miast Polski jakie zajmują... Katowice. Tak, właśnie te Katowice kojarzone z kopalniami i hutami mają na swoim obszarze aż 42 proc. lasów. Kraków ze swoimi niespełna 6 procentami wypada przy stolicy Górnego Śląska pod tym względem... blado.
Mam rodzinę w Rudzie Śląskiej i to, co faktycznie robiło na mnie zawsze wrażenie i dość zaskakiwało, to właśnie zieleń, bliskość lasów. Śląsk raczej się z nią nie kojarzy. Wiemy już jak to wygląda w Polsce, a jak nasz kraj wypada na tle innych europejskich państw? Sporo narzekamy, ale Polska naprawdę jest zielona i chyba nie mamy się czego wstydzić?
- Tak, mamy sporo lasów bo aż około 9 259 tys. ha, ale biorąc pod uwagę lesistość Polski, czyli procent pokrycia powierzchni kraju przez lasy, to jest to tylko 30 proc.
W Unii Europejskiej średnia lesistość to 39 proc. Są takie kraje jak Finlandia z rekordową lesistością na poziomie 73 proc. czy Norwegia z 69 procentami, ale na drugim końcu skali mamy np. Holandię i Irlandię z wynikiem na poziomie ok. 11 proc. Znajdujemy się więc na 19 miejscu w Unii Europejskiej. Czy to dużo czy mało? Moim zdaniem mogłoby być więcej. I zapewne będzie w przyszłości. Lasów przybywa, ale głównie na opuszczonych gruntach porolnych, zwłaszcza na obszarach wiejskich w dużej odległości od aglomeracji. Grunty porolne nie mają praktycznie szans stać się lasami w obwarzankach wielkich miast, ponieważ przegrywają z intensywną zabudowa mieszkaniową i usługowo-przemysłową. Chciałbym zaznaczyć, że w ostatniej dekadzie jednak nie mieliśmy do czynienia w kraju z takimi spektakularnymi akcjami zalesieniowymi, jakie mały miejsce na początku drugiej połowy XX w.

Kilka lat temu głośno było nawet o przeciwnym działaniu, czyli wycince drzew. Jak duży jest to problem w naszym kraju i czy faktycznie w ogóle jest?
- Tak, rzeczywiście kilka lat temu, a właściwie dekadę temu było bardzo głośno w Polsce o dużej skali drzew idących pod topór. Temat wycinania drzew trafiał na pierwsze strony gazet i do głównych serwisów informacyjnych. Chciałbym jednak zaznaczyć, że w dyskusji na temat wycinek przenikają się jakby dwa obszary: wycinki drzew rosnących poza lasami oraz wycinki drzew w lasach czyli pozyskiwanie drewna. Dyskusja o tych pierwszych nasiliła się, gdy politycy postanowili poluzować przepisy dotyczące wydawania pozwoleń na usuwanie drzew na działkach prywatnych. W krótkim czasie byliśmy świadkami wielu nadużyć w tym temacie. Skończyło się to tym, że postanowiono jednak przywrócić część przepisów chroniących drzewa.
Drugi obszar to pozyskiwanie drewna na obszarach leśnych. I tu chciałbym zaznaczyć, że mówiąc o obszarach leśnych mamy do czynienia w Polsce z co najmniej trzema, głównymi, nazwijmy to "rodzajami" lasów. Po pierwsze mamy lasy publiczne, stanowiące około 82 proc. polskich lasów - należą do nich głównie lasy pozostające w zarządzie Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe, ale także lasy parków narodowych, lasy gminne oraz inne lasy skarbu państwa. Druga grupa to lasy prywatne stanowiące około 18 proc. wszystkich lasów Polski. No dobrze, ale każdy sobie doda, że już mamy 100 proc., a wspominałem o trzecim "rodzaju" lasów. Ja zaliczam do niego te wszystkie lasy, które wg. ewidencji gruntów... nie są lasami. Mam tu na myśli wszelkie zarastające pastwiska, uprawy rolne, nieużytki a nawet działki budowlane. Tereny te nierzadko są już z punktu widzenia przyrodniczego niczym innym tylko właśnie lasami. Dzieje się tak dzięki naturalnemu procesowi sukcesji ekologicznej, która postępuje szybciej niż planistyczne ustalenia i korekty baz danych.
Ile mamy takich lasów?
- Ja na to pytanie nie potrafię dokładnie odpowiedzieć, ale myślę, że może to być znacząca powierzchnia w skali kraju. I ta ostatnia grupa "lasów", według prawa traktowana jest w kontekście wycinek drzew nie jak las, a raczej jak zbiór drzew na prywatnej działce, czyli przypadek o którym wspomniałem na początku.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda zarówno w lasach publicznych jak i prywatnych. Obowiązują tu zasady gospodarki leśnej czyli bardzo szeroki wachlarz szczegółowych przepisów i zasad dostosowujących zabiegi gospodarcze do każdego konkretnego fragmentu lasu tzw. drzewostanu. Mówimy tu o bardzo zróżnicowanej grupie przeróżnych lasów w obrębie różnych form własności, reżimów ochronnych, ale przede wszystkim uwarunkowań siedliskowych w tym glebowych, hydrologicznych i klimatycznych.
Odpowiadając na pytanie jak duży problem jest z wycinkami w Polsce musiałbym odnieść się do konkretnych obszarów. Można wskazać wiele miejsc gdzie z różnych przyczyn pozyskanie drewna jest bardzo intensywne (zwłaszcza w ostatnich latach), ale także są miejsca gdzie to pozyskanie drewna jest znikome lub nie ma go wcale i tu także mamy wiele przyczyn tego, dlaczego w tych akurat miejscach pozyskanie jest bardzo niskie.

Pozostając więc jeszcze na chwilę przy chorobach toczących polskie lasy - są w naszym kraju takie regiony, w których pełnią one rolę mini wysypisk śmieci. Mam na myśli w większości te mniejsze tereny, gorzej kontrolowane i zarządzane - na kilka takich miejsc natrafiłam przypadkiem podczas zeszłorocznych spacerów. Jak duża jest według pana skala tego problemu?
- Tak, rzeczywiście śmieci w lasach to miejscami jest nadal duży problem. Jednak w ostatniej dekadzie spotykam zdecydowanie mniej tzw. dzikich wysypisk niż np. w pierwszych latach XX w. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w latach 90. XX w. Wtedy tych śmieci było w lasach sporo, a segregacja odpadów praktycznie w Polsce nie istniała. Dziś najbardziej zagrożone powstawaniem dzikich wysypisk są małe kompleksy leśne, zagajniki zwłaszcza w pobliżu miejscowości, zarówno mniejszych wiosek jak i dużych miast, a także wzdłuż dróg i miejsc postoju pojazdów. Ciekawym byłoby poznanie źródeł tych śmieci.
Moje doświadczenie terenowe, przynajmniej z Małopolski, wskazuje nie na indywidualnych mieszkańców, ale na jakieś firmy, które w ten sposób nielegalnie "utylizują" odpady swojej działalności. W terenach górskich i podgórskich jeszcze dość częstym problemem jest traktowanie dolin potoków jako śmietników. Bo większa woda zabierze śmieci niżej wzdłuż biegu rzeki. W lasach problemem są nie tylko śmieci powstałe z tworzyw sztucznych, ale także te biodegradowalne. Nagminnym jest wyrzucanie odpadów ogrodniczych (np. skoszonej trawy, części roślin, zepsutych owoców i warzyw) do lasów. Taka na przykład skoszona trawa z kosiarki, wyrzucona do lasu, gnijąc zabija życie biologiczne tego konkretnego miejsca na którym leży. Odpady roślinne z ogrodów (zwłaszcza kłącza, pędy, ziemia z nasionami) wyrzucane do lasów to z kolei proszenie się o nowe inwazje biologiczne.
Bardzo niepokojącym zjawiskiem jest wyrzucanie szczątków zwierzęcych do lasów. Jest potencjalne źródło infekcji, a więc zagrożenie sanitarne dla ludzi i zwierząt hodowanych przez człowieka, ale również dla zwierząt dziko żyjących. Ja dość często w terenie znajduję np. szczątki upolowanych zwierząt (głównie dzików). Są one czasem porozrzucane lub umieszczone w workach foliowych i pozostawiane na poboczach dróg. Staram się każdy taki przypadek zgłaszać do odpowiedniej gminy. I generalnie każde spotkane w lasach odpady należy zgłaszać odpowiednim jednostkom samorządowym i nadleśnictwom. Bardzo skutecznym sposobem walki z tym procederem jest montowanie w szczególnie zagrożonych miejscach fotopułapek. Robią to głównie pracownicy nadleśnictw i w wielu miejscach pozwoliło to na ukrócenie tego procederu.
Jest więc sporo światełek w tym tunelu. Czego możemy dziś życzyć lasom z okazji ich święta?
- Czego życzę polskim lasom? Przede wszystkim tego, aby pozwolono im spokojnie zaadaptować się do zmieniających się warunków klimatycznych i związanych z nimi zagrożeń. Ogólnie rzecz biorąc, las może rosnąć nawet w warunkach o wiele suchszego klimatu niż ten z jakim mamy do czynienia w Polsce. Oczywiście taka adaptacja polskich lasów do warunków klimatycznych, powiedzmy północnej Chorwacji, będzie się odbywała stopniowo. Życzę więc polskim lasom aby tam gdzie jest to możliwe pozwolić w nich w jak największym stopniu działać naturalnym procesom ekologicznym. A czego życzę lasom o strukturze plantacyjnej, nastawionym na produkcję drewna? Idealnie byłoby aby gospodarka leśna w takich lasach wyprzedzała to, na co się zanosi. A biorąc pod uwagę najnowsze wyniki badań naukowców, w tym z Polski, zanosi się na duże zmiany składów gatunkowych w polskich lasach. Najwyższy czas aby polskie leśnictwo pogodziło się z tym, że zwiększy się znacząco udział grabu, klonu zwyczajnego, dębu bezszypułkowego czy rodzimych lip - kosztem sosen, świerków czy jodeł. Przyroda już nam to podpowiada. Dlatego tak istotna jest zwiększona powierzchnia rezerwatów, użytków ekologicznych, powierzchni referencyjnych czy starolasów. Powierzchnie te to nie tylko inwestycja w przyszłość naszych lasów, ale przede wszystkim naturalne laboratorium z którego może i powinna czerpać gospodarka leśna.

"Podpinamy się" pod te życzenia, życząc przy okazji panu i nam wszystkim jak najwięcej czasu na leśne spacery.
- Myślę, że nigdy dość powtarzania tego, co czas spędzony w lesie daje człowiekowi. Chodźmy więc do lasu po ciszę, spokój, czyste powietrze, letni chłód, detoks od codziennego zabiegania i trybu on-line, możliwość spotkania z dziką przyrodą (w tym także z tą jej częścią budzącą respekt) i po wiele innych korzyści choćby takich jak grzyby czy owoce leśne. Odwiedzajmy więc las o każdej porze roku. Zawsze jednak róbmy to zgodnie z zasadami poszanowania dla tego bardzo złożonego ekosystemu.
Nie musisz jechać daleko, by poczuć klimat przygody! Zobacz, dokąd warto wybrać się w weekend lub na wakacje. Więcej inspiracji znajdziesz na kobieta.interia.pl/podróże












