Jedziesz na weekend do Krakowa? Oto 3 miejsca, które musisz zobaczyć
W ubiegłym roku Kraków odwiedziło ponad 16 milionów turystów. Ci, którzy przyjeżdżają do miasta po raz pierwszy, w planie wycieczki umieszczają zwykle Rynek Główny, Wzgórze Wawelskie, Kazimierz oraz Fabrykę Emalii Oskara Schindlera. I jest to świetny plan, pozwalający na poznanie największych walorów miasta, ale co zrobić, jeśli stolicę Małopolski odwiedzamy nie po raz pierwszy, ale kolejny? Albo jeśli chcemy wtopić się w miasto i poczuć jego atmosferę? Podrzucamy trzy bardzo krakowskie propozycje.

Zakupy jak dawniej, czyli Stary Kleparz (Rynek Kleparski 20)
- Idziemy na kawę?
- Pewnie, a gdzie się spotkamy?
- Jak to gdzie? Na Kleparzu!
Umówić się na kawę na targowisku? Dokładnie tak, witajcie w Krakowie.
Targowisko, ulokowane w centrum miasta, tuż za linią Plant, stanowi mieszankę klimatu retro, gry terenowej i salonu towarzyskiego. Chociaż Kleparz w życiu krakowian pełni różne role, jego podstawową funkcją jest oczywiście handel. I wywiązuje się z tego zadania doskonale. Na Kleparzu znajdziemy bogactwo sezonowych produktów: pękate pomidory, soczyste truskawki, jędrne rzodkiewki, lśniące czereśnie, powiązane w pęczki szparagi i dziesiątki innych przysmaków. Do tego lokalne sery, wędliny, jajka, miody i przetwory. Część z nich sprzedawana jest w czynnych codziennie budkach, część na efemerycznych stoiskach, na których sprzedawcy pojawiają się np. tylko w weekendy. Wielu krakowian ma wśród nich swoich faworytów: "Idę do mojej pani od sera", "Do mojego pana od kiełbasy" - to zdania, które często można usłyszeć w targowym gwarze.

Lokalność to istota Kleparza, ale na targowisku można upolować i takie atrakcje jak greckie oliwki (w wersjach, jakich tylko dusza zapragnie), węgierskie, włoskie i hiszpańskie specjały. A gdyby ktoś odczuwał palący brak garnka, sitka czy poszewki na poduszkę, to i tę potrzebę na Kleparzu zaspokoi.
Jednak aprowizacja to niejedyne zadanie i niejedyny atut Kleparza. Miejsce to dobrze nadaje się po prostu do miłego spędzania czasu. Jest czysto, produkty pachną świeżością i kuszą oczy różnorodnością kolorów i kształtów. Obrośnięte zielenią zadaszenie sprawia, że zakupy można komfortowo robić nawet w deszczu.
"Uwielbiam tu polować na dobrą pietruszkę, na pomidory, jakich nie sposób uświadczyć w sklepie, na pierwszą kapustę kiszoną, jeszcze zupełnie zieloną. A jednocześnie tu właśnie, przychodząc na stoisko ze świetnymi oliwkami, tu kupując przyprawy, tu się wyprawiam po znakomite kozie sery. Ten Stary Kleparz niby taki niezmienny, a ciągle się zmienia, ciągle między ziemniaki-cebulę-buraki coś nowego się wbija" - pisał w "Tygodniku Powszechnym" krytyk kulinarny, Wojciech Nowicki.

Nie bez znaczenia jest też aspekt towarzyski - jako że wielu mieszkańców miasta odwiedza to miejsce regularnie, wymienianie uprzejmości i aktualności z handlarzami czy innymi kupującymi jest na porządku dziennym. Jeśli ktoś tęskni nie tylko za tradycyjnymi smakami, ale i sąsiedzkością jak sprzed lat, na Kleparzu powinien ją odnaleźć. To miejsce egalitarne - wśród kramów można spotkać młodzież, seniorów, anonimowych lokalsów, ale też mieszkających w mieście artystów, dziennikarzy i polityków. Jest na tyle sympatycznie i ciekawie, że czasem, już po zrobieniu zakupów, nie chce się tego miejsca opuszczać.
I wcale nie trzeba. W obrębie targu funkcjonuje kilka kawiarni i cukierni wyposażonych w przyjemne ogródki, w których można usiąść i kontynuować rozpoczętą przy straganie rozmowę. Wiele stoisk dysponuje też prowizorycznymi punktami gastronomicznymi, przy których - tak jak robi się to w śródziemnomorskich krajach - można skonsumować dopiero co nabyte produkty.
Chociaż klimat Starego Kleparza wpisuje się w modny aktualnie styl slow life, jest on miejscem o długiej tradycji - jak można przeczytać na stronie targowiska, świeżymi artykułami handluje się tu nieprzerwanie od 600 lat. Tradycja, towarzystwo i lokalność - trudno o bardziej krakowskie trio.
Wielki relaks nad Zalewem Nowohuckim
Kraków owszem, ma Zakrzówek, zwany z uwagi na błękitną wodę i białe skały "małą Chorwacją", ale ma też Zalew Nowohucki. Ten drugi to akwen o zupełnie innym charakterze - sąsiedzki, spokojny, piknikowy, idealny do popołudniowych spacerów z psem i weekendowego relaksu.

Zalew stanowi część Nowej Huty - budowanego w latach 50. wzorcowego, robotniczego miasta, którego sercem miał być kombinat metalurgiczny. Zalew o powierzchni ponad 7 ha umiejscowiono w pasie zieleni pomiędzy zakładem przemysłowym a osiedlami mieszkaniowymi. Oddany do użytku w 1957 roku, od początku służył jako miejsce wypoczynku, pikników rodzinnych, imprez sportowych i koncertów. Przez kilka dekad zaniedbany, w ostatnich latach odzyskał dawną świetność i wzbogacił się o nową infrastrukturę.

Gdyby spacer nad Zalewem zacząć od ulicy Bulwarowej, po kilku krokach znajdziemy się przed Domem Wędkarza - klasyczną, PRL-owską bryłą, w której działa restauracja i regularnie odbywają się imprezy (nie tylko wędkarskie; wielu krakowian wspomina, że w tym lokalu miało studniówki, wesela i bale z okazji ukończenia studiów). Po kilku minutach spaceru natrafimy na intrygującą kompozycję z czerwonych rurek - to rzeźba "Wzlot" autorstwa Stanisława Małka, jego dar dla dzielnicy, w której jako młody artysta otrzymał pracownię artystyczną.
Dalszy spacer to już zanurzenie w przyrodzie. Nad głowami mamy gałęzie starych drzew, a w zasięgu wzroku taflę wody, krzewy i gęsty trawnik. Kto lubi obserwować ptactwo, tutaj poczuje się jak w raju: łabędź niemy, kaczka krzyżówka, łyska, rybitwy, perkoz dwuczuby, kormoran zwyczajny - to tylko kilka gatunków żyjących w okolicy Zalewu. Część z nich swoje miejsca lęgowe znalazła na niewielkiej wyspie na środku akwenu, przez mieszkańców zwanej "małpim gajem".

Spacer i obserwacja przyrody to bardzo spokojne aktywności. Kto woli bardziej dynamiczny wypoczynek, nad Zalewem może wypożyczyć kajak, poćwiczyć na plenerowej siłowni, skorzystać z wielofunkcyjnego boiska. Nad Zalewem zaaranżowano też plażę, na której można rozłożyć koc i poczuć się jak na Mazurach. A ci, którzy w czasie spaceru zgłodnieją, apetyt zaspokoją w pobliskich budkach z lodami i przekąskami.
Zalew Nowohucki to też dobry punkt startu dla tych, którzy planują dłuższy spacer po tej niezwykłej dzielnicy Krakowa.
- Stamtąd często idę lub podjeżdżam tramwajem do Muzeum Nowej Huty, w którym zawsze można zobaczyć jakąś ciekawą wystawę. Obecnie placówka jest zamknięta z uwagi na remont, ale obok niej znajduje się inne ciekawe miejsce: Osiedle Wandy, czyli pierwsze osiedle w Nowej Hucie. To niezwykłe miejsce - przed blokami stoją sąsiedzkie instalacje z kotów, łabędzi, ogrodowych krasnali, starsi mieszkańcy siedzą sobie latem na stołkach, na trzepakach wisi pranie, pod stołkami czarna kawa w starych szklaneczkach - kocham to! - mówi Gabrysia, mieszkanka Nowej Huty. - Po drodze mijamy też dwa albo trzy sklepy ze starociami - zawsze znajdzie się tam jakąś perełkę.
Spacer po Zwierzyńcu i okolicach

Kraków to jedno z tych polskich miast, które problem turystyfikacji dotyka szczególnie mocno. Wielu mieszkańców narzeka, że lubiane przez nich miejsca w centrum tracą swój wyjątkowy charakter. Lokalna gastronomia, sklepy, punkty usługowe ustępują miejsca szyldom wielkich sieci, upodabniając się do setek tysięcy innych tego rodzaju miejsc na całym świecie. Mimo tego niepokojącego zjawiska wciąż są w Krakowie obszary, które zachowały swój pierwotny charakter. Jednym z nich jest teren, który rozciąga się od Błoń aż do Wisły. Same Błonia to gigantyczny trawnik służący jako teren piknikowo-spacerowy (przez krakowian czasem nazywany "Central Parkiem"), z którego otwiera się piękny widok z jednej strony na bazylikę Mariacką, z drugiej zaś na Kopiec Kościuszki.

Spacer po okolicy natomiast to prawdziwa gratka dla miłośników modernistycznej architektury. Przy przylegającej do Błoń Alei Focha stoi Hotel Cracovia ze swoją niezwykłą, obłożoną aluminium bryłą i przylegające do niego Kino Kijów (dokładny adres to al. Zygmunta Krasińskiego 34), którego tylną fasadę zdobi imponująca mozaika. Przy tej samej ulicy można obejrzeć też eleganckie, międzywojenne wille.

Warto również zapuścić się między pobliskie kamienice, a spacerując wąskimi uliczkami, zamiast pod nogi, patrzeć w górę. Zobaczymy wtedy ozdobne balustrady balkonów, sztukaterie, sgraffita, wśród których jednym z najciekawszych jest postać dziewczyny żonglującej piłeczkami.

Zachwycić mogą też obramowania wejść do kamienic, rzeźbiarskie, często utrzymane w stylistyce art deco. Nie mniej ciekawe są też płaskorzeźby, umieszczone nad drzwiami budynków.

Warto też usiąść na chwilę w jednej z kawiarni ulokowanych w narożnikach budynków i po prostu pogapić się na przechodniów. Jeśli będziemy mieć szczęście, podczas przechadzki natrafimy na "wystawkę", czyli częstą w tym rejonie Krakowa sytuację, w której mieszkańcy wykładają na chodnik niepotrzebne (choć często stare, atrakcyjne i wciąż nadające się do użytku) meble i bibeloty.

Przy ulicach jest spokojnie, cicho, może nawet trochę sennie. Gdyby przechadzać się tutaj wczesnym rankiem albo późnym wieczorem, można by odnieść wrażenie, że właśnie tak wyglądał Kraków przed laty. Klucząc między kamienicami, dojdziemy aż do bulwarów wiślanych. Teren w okolicy klasztoru Sióstr Norbertanek na Salwatorze to nabrzeże zupełnie inne niż zatłoczony trawnik pod Wawelem. Tutaj, w ciszy, można spokojnie popatrzeć na rzekę i poczuć, co to znaczy, że w Krakowie czas płynie wolniej.
Nie musisz jechać daleko, by poczuć klimat przygody! Zobacz, dokąd warto wybrać się w weekend lub na wakacje. Więcej inspiracji znajdziesz na kobieta.interia.pl/podróże










