Majówka na Litwie. Z Krakowa dolecisz za mniej niż 64 zł
Dla mieszkańców południa Polski podróż na Litwę to wyprawa porównywalna do tej na Chorwację. Z Krakowa do Zagrzebia jest niewiele ponad 20 kilometrów dalej niż do Wilna. Dlatego, gdy pojawia się promocja na loty, trudno się jej oprzeć. Planując podróż, warto pamiętać, że Litwa to nie tylko Wilno.

Spis treści:
- Majowy tydzień na Litwie. Loty za mniej niż 200 zł
- Wilno - co warto zobaczyć?
- Mikronacja i matcha
- Wilno bardziej ekstremalne
- Troki, czyli wioska, której pominąć nie można
- W drodze nad morze
Majowy tydzień na Litwie. Loty za mniej niż 200 zł
Zamiast niemal 9 godzin w podróży samochodem, z Krakowa do Wilna można dostać się bezpośrednim lotem, który trwa 1 godzinę i 20 minut. WizzAir uruchomił niedawno promocję na tę trasę, w maju można odwiedzić stolicę Litwy za niespełna 64 zł. Jeśli wyruszymy we wtorek 5 maja i wrócimy w piątek 8 lub w poniedziałek 11 maja, to podróż w obie strony wyniesie około 135 zł. Jeśli natomiast chcemy spędzić w kraju nad Niemnem majówkę, to najkorzystniej będzie wybrać wylot 2 maja i powrót 5 dnia tego miesiąca, wówczas koszt biletów to około 192 zł.

Wilno - co warto zobaczyć?
Jest w Wilnie kilka punktów obowiązkowych, które zobaczyć wypada. Na jednym wydechu wymienić można wśród nich Plac Katedralny z katedrą świętego Stanisława i świętego Władysława, kościół świętej Anny, który ponoć zachwycił Napoleona, pałac Radziwiłłów i Ratusz. Oczywiście sławiona przez Mickiewicza Ostra Brama z cudownym obrazem Matki Bożej oraz muzeum wielkiego wieszcza.
Polacy często zaglądają też na cmentarz na Rossie, gdzie obok setek nagrobków z polskimi nazwiskami spoczywa serce Józefa Piłsudskiego. Innym miejscem pielgrzymek jest Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, gdzie znajduje się oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego namalowany w 1934 roku przez Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek siostry Faustyny Kowalskiej.
Dla turystów, takich jak ja, którzy Wilno odwiedzają nie po raz pierwszy oraz tym, którzy planują tam tylko krótki pobyt, polecam zwiedzanie rowerami z przewodnikiem. Trasa nie jest wymagająca i nawet niewprawiony kolarz sobie z nią poradzi, a pozwala zobaczyć miasto z zupełnie innej perspektywy. Jednym z elementów wycieczki jest zachwycający punkt widokowy.

Mikronacja i matcha
Jednym z moich ulubionych miejsc w Wilnie jest Republika Zarzecza, czyli nieuznawane przez żaden rząd na świecie, ale mające własnego prezydenta, konstytucję i walutę państwo, czy może będąc szczegółową - mikronacja. Zarzecze to dzielnica artystów - na ścianach można znaleźć tu wspaniałe murale i drobne dzieła sztuki. Mur nad rzeką zdobią obrazy, a na nabrzeżu znaleźć można liczne rzeźby w różnych stylach. Pod mostem wiodącym do Zarzecza wisi ławka, na której można zasiąść i schłodzić się w upalny dzień. Konstytucję republiki turyści znajdą na ulicy Paupio, spisano ją w 23 językach - również w polskim.

W Republice Zarzecza warto poszukać oryginalnych pamiątek, jest tam też maczarnia z prawdziwego zdarzenia, w której niemal przekonano mnie do smaku matchy. Właścicielka regularnie odwiedza Japonię, by szkolić się w sztuce przygotowywania herbaty i przywozić najlepszej jakości liście. Matchy jak nie lubiłam, tak nie lubię, choć przygotowywana samodzielnie podczas warsztatów, smakowała nieco lepiej niż zazwyczaj. Skosztowałam tam za to jedną z najlepszych (jeśli nie najlepszej) w życiu herbat na zimno - w Japonii wypiłam ich sporo, ale nie trafiłam na tak pyszną, jak ta z Wilna.

Wilno bardziej ekstremalne
Fanom ekstremalnych rozrywek polecam wieżę telewizyjną w Wilnie. Wnętrza to czysta socjalistyczna myśl architektoniczna a panie z obsługi dbają, by zwiedzający poczuli klimat tamtej epoki. Gdy uda się pokonać już to ekstremum czas na bardziej rozrywkowe elementy, czyli spacer po betonowym brzegu na wysokości 170 metrów lub po szklanym balkonie dwa piętra niżej. Spacer po przeźroczystej nawierzchni wysoko nad ziemią dostarcza sporo emocji, ale prawdziwy skok adrenaliny poczułam na widok drabinki, po której na ten taras trzeba było zejść. Nie jest to do końca komfortowe, bo przeszklenie sprawia, że ma się wrażenia schodzenia w przepaść. Fanom adrenaliny - polecam.

Troki, czyli wioska, której pominąć nie można
W odległości 30 kilometrów od Wilna znajdują się Troki - można tam bez trudu dojechać z dworca zwykłym autobusem kursowym za kilkanaście złotych. Warto to zrobić z dwóch powodów: dla wspaniałego zamku i Karaimów.
Zacznijmy od budowli - wznieśli ją na jeziorze Galwe Kiejstut i Witold (dla niewtajemniczonych: byli to wuj i kuzyn Władysława Jagiełły). Średniowieczny zamek był ważnym ośrodkiem Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Drugim powodem do odwiedzenia Troków są Karaimi. To grupa etniczna i religijna, która przybyła do Wielkiego Księstwa Litewskiego w XIV wieku i już tu pozostali. Obecnie na całym świecie jest ich tylko kilka tysięcy. Karaimi mają własny język oraz własną religię, a o ich pochodzenie etniczne toczą się spory. Karaimizm wyłonił się z judaizmu. Wyznawcy tej religii uznają Torę, lecz odrzucają Talmud.
W Trokach można zobaczyć tradycyjne chaty karaimskie, ich kienesę, czyli świątynię oraz cmentarz. Można tam też spróbować karaimskiej kuchni - nie jest to przyjemność niskobudżetowa, choć daleko jej do restauracji Michelin (który na Litwie jest niemało). Gorąco polecam zjeść obiad w Trokach, bo karaimska kuchnia przyjemnie łechce polskie podniebienia.
W drodze nad morze
W maju pogoda może okazać się na tyle sprzyjającą, że zechcemy wybrać się nad Bałtyk. Nad litewskim udało mi się dokonać tego, czego nigdy nie doświadczyłam nad polskim, czyli znaleźć bursztyny.
Miłośnicy imprezowego spędzania czasu zapewne polubią Palangę (Pałągę) z jej długim deptakiem wypełnionym mnóstwem knajpek i sklepików, gdzie lokale pozostają otwarte do około 2 rano, a tańce odbywają się, w co drugim z nich. Na końcu deptaka przy zejściu na molo ustawiono ławeczki z widokiem na morze, tworząc specyficzny rodzaj teatru. Wspaniałym doświadczeniem było obserwowanie zachodu słońca nad morzem przy dźwiękach muzyki klasycznej wygrywanych przez lokalnego muzyka. Swoim klimatem Palanga przypominała mi Sopot.
Z nadmorskich miejscowości na Litwie serce skradła mi Kłajpeda, była spokojniejsza, bardziej kameralna i dawała poczucie bliższego obcowania z naturą.

A skoro o naturze mowa, to jeśli nie chcemy pokonywać ponad 300 kilometrów między Wilnem a wybrzeżem Bałtyku jednorazowo, to warto rozważyć nocleg w Anykščiai (Onikszty) położonych nieco ponad 100 km od Wilna. To miejsce, gdzie w otoczeniu przyrody można zaznać relaksu. W miejscowym Parku Regionalnym, w którego skład wchodzi 17 rezerwatów przyrody, można wypocząć, spacerując po lesie, zarówno w tradycyjny sposób, jak i idąc ścieżką w koronach drzew. Na terenie Parku znajduje się też jezioro i wiele miejsc, w których można urządzić piknik. Miłośnikom natury z pewnością taki spacer przypadnie do gustu.

Litwa ma wiele ciekawych miejsc, dlatego kupując tanie bilety do Wilna, warto pomyśleć o planie podróży obejmującym cały kraj, a nie tylko jego stolicę.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótką, ale pełną wrażeń. Odkryj miejsca, które zachwycają klimatem, smakiem i spokojem, jakiego na co dzień brakuje. Więcej na kobieta.interia.pl












