Matebook w podróży: sprawdzamy, jak radzi sobie w drodze

Choć przez pandemię koronawirusa wielu z nas nieco wyhamowało, wciąż z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że chcemy żyć szybko (tego wymaga od nas rzeczywistość), ale też wygodnie. Czasy komputerów stacjonarnych wspominamy z nostalgią i rozrzewnieniem, co nie oznacza, że chcielibyśmy do nich wrócić. Dzisiejsze sprzęty mają współpracować z nami na wielu polach, być szybkie, smukłe i lekkie. Czy debiutujący właśnie na rynku Huawei MateBook X spełnia te wszystkie kryteria?

Na początek kilka słów wprowadzenia, które powinny rozjaśnić, czego szukam w laptopie. Jestem dziennikarką pracującą w serwisie kobiecym. Moja redakcja znajduje się w Krakowie i dokładnie tutaj zaczynają się schody. Bo choć Kraków jest pięknym miastem oraz idealną scenerią komedii romantycznych, zdecydowana większość imprez branży modowej, premier, wystaw czy spotkań autorskich odbywa się w Warszawie. Tak, to ta słynna centralizacja, z którą świetnie poradzili sobie np. Niemcy. Narzekanie rzecz jasna nic nie da - trzeba zacisnąć zęby i nauczyć się pracować także w podróży: szczególnie w pociągu, czasem tramwaju, a nawet w samolocieOprócz tego uwielbiam podróżować prywatnie: często wybieram góry, w które z Krakowa śmiało można pojechać nawet na jeden dzień, ale też inne duże, europejskie miasta. Podsumowując, szukałam ultrabooka, który będzie mógł towarzyszyć mi dosłownie wszędzie i sprawdzi się nie tylko przy biurku, w łóżku czy na kanapie, ale przede wszystkim na dworcowej ławce czy wąskim, samolotowym stoliku. Jak radzi sobie z tymi wyzwaniami Huawei MateBook X, z którego miałam przyjemność korzystać?

Zacznijmy od sprawy podstawowej dla kogoś, kto właściwie nie rozstaje się z plecakiem i walizką. Mowa oczywiście o wadze, a ta w przypadku MateBooka X jest rekordowo niska - laptop waży tylko kilogram. Jest więc takim samym obciążeniem jak niezbyt gruba książka czy cięższa parasolka. Dużą zaletą są także pozostałe wymiary: 13-calowy ekran (komfort podczas oglądania filmów nie maleje, bo wyświetlacz pokrywa ponad 90 proc. jego powierzchni) oraz grubość zaledwie 13,6 mm. Dzięki temu sprzęt bez problemu ulokujemy na kolanach (wierzcie mi, są sytuacje, kiedy nie ma innego wyjścia), ale też na rozkładanych stolikach, które znajdziemy w pociągach, busach czy samolotach. Laptop mieści się nie tylko do specjalnie przeznaczonych do tego eleganckich plecaków Huawei, ale też do średniej wielkości damskiej torebki, bez problemu można więc zabrać go do pobliskiej kawiarni: na wywiad albo spotkanie z przyjaciółką, której chcemy pokazać kilka zdjęć lub filmików.

Ale kompaktowy rozmiar byłby niczym, gdyby nie błyskawiczne działanie MateBooka X. Ten niewielki laptop to przy okazji mocna maszyna, bazująca na procesorze Intela 10. generacji. Jak działa to w praktyce? Podczas jazdy tramwajem zaledwie jeden przystanek wystarczy, by uruchomić laptopa i wczytać lub przesłać kilka plików. Albo sprawdzić w internecie potrzebne "na już" informacje. Dla kogoś, kto - tak jak ja - pisze także newsy, to po prostu konieczność. W tym miejscu warto dodać, że samo włączenie i logowanie to tylko ułamek sekundy dzięki zintegrowanemu czytnikowi linii papilarnych znajdującym się na przycisku służącym do włączania. Tym sposobem rezygnujemy z wpisywania hasła czy PIN-u, jednocześnie zachowując najwyższe bezpieczeństwo użytkowania.

Choć trudno mi w ogóle znaleźć jakieś wady MateBooka X, jest jedna funkcja, która bardzo podniosła mój komfort pracy i trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym wrócić do wcześniejszych praktyk. Okazało się bowiem, że wystarczy jedno dotknięcie, aby nowego laptopa Huawei połączyć ze smartfonem! Potrzebny jest tylko moment, by na ekranie wyświetlić aktualnie działające aplikacje czy odtwarzane w danym momencie muzykę i filmy. Przesyłanie plików, np. zdjęć czy nagrań z dyktafonu w smartfonie (każdy dziennikarz robi to co najmniej kilka razy dziennie) staje się dziecinnie proste i genialne w podróży. Wreszcie nie muszę pamiętać o dodatkowych kablach, oszczędzając czas, przestrzeń i, co chyba najważniejsze, nerwy.

Powiedziałam już co nieco o wymiarach i wadze MateBooka X, ale nie wspomniałam jeszcze o jego wyglądzie. Tymczasem urządzenie, na którym pracujemy publicznie, niezależnie od tego, czy mówimy o laptopie, tablecie czy smartfonie powinno cieszyć też oko. Szczególnie, jeśli bierzemy udział w konferencjach i wygłaszamy przed publicznością prezentacje. W dzisiejszych, wymagających, czasach liczy się wszak każdy szczegół. Huawei i tutaj nie zawodzi: prostą, minimalistyczną formę połączono z wyjątkową fakturą z subtelną domieszką brokatu, pięknie odbijającą sztuczne światło. Ultrabook występuje w dwóch wariantach: srebrnym - dla tych, którzy kochają klasykę i zielonym. Ten drugi podbił moje serce - jest nieoczywisty, oryginalny, ale też dużo bardziej uniwersalny niż, stosunkowo często występujące, delikatny róż czy mocny granat.

Nie ukrywajmy, że czas w podróży to nie tylko nadrabianie zawodowych zaległości i przygotowywanie się do spotkań czy wywiadów. Po długim dniu w Warszawie, w drodze powrotnej marzę tylko o tym, by zrelaksować się przy odcinku ulubionego serialu. I tutaj znów mogę liczyć na MateBooka X, a konkretnie na jego głośniki: cztery z podziałem częstotliwości zapewniają głębokie basy oraz czyste soprany, a dwa wbudowane w (uwaga!) klawiaturę gwarantują głębię dźwięku - tak ważną, gdy seans odbywamy nie we własnym pokoju, a w zatłoczonym pociągu. Jeśli tylko taką specyfikację połączymy z dobrymi słuchawkami, niestraszne nam krzyki dzieci, głośne rozmowy współpasażerów, a tym bardziej stukot kół pociągu. Okazuje się także, że, korzystając z ultrabooka Huawei, i ja nie przeszkadzam nawet najbardziej wrażliwym towarzyszom podróży. Dzięki innowacyjnej konstrukcji odprowadzania ciepła MateBook X działa bezszelestnie! Nawet na nieco krzywym, plastikowym stoliku.

Te funkcje sprawdzają się także doskonałe podczas wakacji czy krótkich wypadów w góry. Oprócz tego dwa mikrofony redukują hałas i rejestrują głos z odległości nawet pięciu metrów. Nie tylko słyszalność podczas wideokonferencji czy wywiadów przeprowadzanych online przestała być problemem, ale, co najważniejsze, mogę komfortowo łączyć się z bliskimi. Na przykład w czasie przerwy w wędrówce, by pokazać im zapierającą dech w piersiach panoramę Tatr. MateBook X jest tak lekki, że nosząc go w plecaku, właściwie w ogóle nie czuję różnicy.

Dzięki temu, że MateBook X odpowiada na wszystkie moje potrzeby mogę każdego dnia łapać, tak przecież potrzebny, life-work balance. Wreszcie mogę skupić się na zadaniach, a nie środkach, które umożliwią mi ich wykonanie. A rozrywka i odpoczynek przestały być domeną wyłącznie domowej przestrzeni. Teraz w każdej chwili mogę wyciągnąć z torby laptopa i zafundować sobie relaksujący seans. Niezależnie od tego, gdzie aktualnie przebywam i jak dużą powierzchnią dysponuję.

Prezentacja partnera

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje