Nadstaw ucha. Budynki pełne tajemniczych dźwięków
Szepty, ptasie śpiewy, ryki i jęki, odgłos kroków - są na świecie budynki, w których uważnie nadstawiając ucha, można usłyszeć dziwne, czasem niepokojące, a innym razem intrygujące dźwięki. Może wywołują je zjawy krążące pośród średniowiecznych komnat, może jest to wycie wiatru pod kopułą pustej kaplicy, może działają tu niewyjaśnione siły, o których ludzkość już dawno zapomniała, a może... to kwestia konstrukcji budynku i zachodzących w nich zjawisk fizycznych? Niezależnie od źródła dźwięku takie miejsca niezmiennie fascynują, dlatego zwiedzając okolice, warto do nich zajrzeć nie po to, by je podziwiać (choć z reguły cieszą oko), ale po to, by ich posłuchać.

Ptasi śpiew w zamkowym korytarzu
Stajesz przed zamkiem, który widzisz pierwszy raz w życiu. Na początku uruchamia się zmysł wzroku. Podziwiasz piękną architekturę, monumentalizm budowli, zdobienia na ścianach. Wchodzisz do środka i nierzadko zaczyna działać węch. Do nozdrzy dociera zapach wilgoci, wielowiekowego grzyba, który rozwija się w zakamarkach murów, woń i drobiny kurzu, środków chemicznych używanych do konserwacji tutejszych artefaktów czy przyjemny zapach drewna. Dokładnie taka kolejność zmysłowego poznawania zamku Nijō w Kioto (Japonia) wystąpiła u mnie. Najpierw zachwyt nad architekturą, później przyjemna woń otaczającego mnie ze wszystkich stron drewna, jednak to nie wzrok i słuch wyryły w mojej pamięci najsilniejsze wspomnienia. Siedziba szogunów z rodu Tokugawa na zawsze będzie mi się kojarzyła z dźwiękami.

Gdy postawiłam bosą stopę (bo wnętrze zwiedza się bez butów, jak przystało na ten region świata) na drewnianej podłodze uguisubari, usłyszałam dźwięk, przypominający ćwierkanie ptaków. Nie ja jedyna, bo nazwę korytarza z japońskiego tłumaczy się jako "słowicza" lub "śpiewająca" podłoga. Nie jest to efekt działania tutejszych yokai (duchy i demony występujące w japońskim folklorze), lecz celowy zabieg architektoniczny. Gdy w 1608 roku Ieyasu Tokugawa rozpoczął budowę rodowej siedziby (zakończył ją 23 lata później jego wnuk) w drewnianych podłogach korytarza zamontowano gwoździe w taki sposób, by pod wpływem nacisku deski wydawały dźwięk przypominający odgłosy ptaków uguisu, czyli wierzbówki japońskiej. Była to forma zabezpieczenia przed wszelkiej maści szinobi, znanymi szerzej jako ninja. Jeśli ktokolwiek poruszał się po korytarzu, przebywający w pomieszczeniach obok wiedzieli o tym. Tego typu zabezpieczenia stosowano w wielu zamkach i świątyniach japońskich w okresie Edo (zwanej też okresem Tokugawa).
Szepty i ryki w kaplicy na uboczu
Jeśli zabłądzisz kiedyś w okolice Dorchester w Anglii, wybierz się do położonej w odległości 13 kilometrów od miasta wsi Abbotsbury. Tam na wzgórzu, nad brzegiem kanału La Manche, stoi opuszczona kaplica pod wezwaniem świętej Katarzyny. Wzniesiono ją w XIV wieku i architektonicznie przypomina inne średniowieczne budynki z tego okresu, jednak nie jedzie się tam, by podziwiać estetykę (choć warto, bo położona jest niezwykle malowniczo), lecz by nasłuchiwać. A usłyszeć tu można cień dawnych modłów, a może raczej zaklęć, szeptanych do świętej Katarzyny - będących przejawem synkretyzmu religijnego w najczystszej postaci.
To miejsce, które pozwala przenieść się w czasie. Jest puste, bez tłumu turystów, więc wyobraźnia natychmiast zaczyna pracować poruszana słyszanymi wokół szeptami.

Oto średniowieczna Angielka idzie do kaplicy chrześcijańskiej świętej, by prosić o męża. Nie pada jednak na klęczki przed ołtarzem z wizerunkiem Katarzyny Aleksandryjskiej, lecz udaje się do kruchty w południowej ścianie budynku, gdzie wkłada kolano w jedną z wnęk, a ręce w otwory obok i szepcze ni to modlitwę, ni zaklęcie: "męża święta Katarzyno, przystojnego święta Katarzyno, bogatego święta Katarzyno, miłego święta Katarzyno, szybko święta Katarzyno", a jeśli jest bardzo zdesperowana, po liście życzeń dodaje: "Lepszy jakikolwiek niż żaden".
Stojąc samotnie w tym kaplicznym przedsionku, w miejscu, gdzie przed pojawieniem się chrześcijaństwa, poganie odprawiali swoje rytuały, można usłyszeć echo tamtych szeptów, które czasem przeradzają się w ryk. Czy to magia dawnych zaklęć i modlitw? Raczej bryza lub sztormowy wiatr swawolący pod sklepieniem opuszczonej kaplicy, ograniczony tylko deskami, które zastąpiły miejsce dawnych, okazałych witraży i nie stanowią bariery dla podmuchów powietrza.
Odgłos kroków w zamku pod Krakowem
W Ojcowskim Parku Narodowym tuż obok Maczugi Herkulesa błyszczą bielą ściany zamku Pieskowa Skała. Jeśli wybrać się tam wieczorem, gdy długie cienie kładą się po dziedzińcu, a krużganki skąpane są w półmroku, usłyszeć można na kamiennej posadzce odgłosy kroków.
Jedni mówią, że to Dorotka z Toporczyków, która dokonała żywota w baszcie głodowej, gdzie uwięził ją starszy o wiele lat mąż i właściciel zamku z rodu Szafrańców, gdy odkrył jej próbę ucieczki z ukochanym giermkiem. Dziewczyna żyła tak długo, jak długo jej wierny pies (stąd według legendy wzięła się nazwa zamku) miał siły, by wdrapywać się na skałę, niosąc w pysku jedzenie. Dorotka jednak dokonała żywota i teraz snuje się po Pieskowej Skale, nie mogąc znaleźć ukochanego. Inni mówią, że to złe przyzywane przez Piotra Szafrańca - pana na zamku, który parał się alchemią i czarną magią.

Skąd się biorą dziwne odgłosy? Cóż, najpewniej z wyobraźni zwiedzających poruszonej opowieścią o niespełnionej i okrutnie zakończonej miłości, bo o ile w zamku Nijō słyszałam głośno i wyraźnie ptasie śpiewy, o tyle w Pieskowej Skale mimo cieni rzucanych przez zachodzące słońce odgłosu kroków na bruku próżno wyczekiwałam. A może po prostu podczas mojej wizyty Dorotka nie miała nastroju na spacer po zamkowych krużgankach?
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótką, ale pełną wrażeń. Odkryj miejsca, które zachwycają klimatem, smakiem i spokojem, jakiego na co dzień brakuje. Więcej na kobieta.interia.pl












