Podróże na własną rękę: Odwiedziłam jedno z najpiękniejszych miast Europy. Przekonał mnie lot w promocyjnej cenie
Widok wąskich kamienic odbijających się w wodzie kanałów, dźwięki dzwonków rowerowych i słodki zapach syropu, którym uliczni sprzedawcy przekładają tradycyjne okrągłe wafelki - tak właśnie zapamiętam moją krótką wycieczkę do Amsterdamu. Nie planowałam jej miesiącami, jak to mam w zwyczaju. Wystarczyła jedna sugestia wyszukiwarki ofert lotniczych i bilet w promocyjnej cenie.

Czujesz, że czas ruszać w drogę? Na swojej liście marzeń masz zachód słońca w Kenii, karaoke w Tokio, salsę na Kubie, spacer z alpakami w Peru i plażowanie na Malediwach? Chcesz przekonać się, czy Taj Mahal, Machu Picchu, Chiński Mur, Statua Wolności i Petra, na żywo wyglądają tak samo spektakularnie jak na pocztówkach? Masz piękne plany, ale... nie wiesz, jak zabrać się za ich realizację? Spokojnie, w "Podróżach na własną rękę" autorka - Agata Zaremba i zaproszeni przez nią eksperci podpowiadają, jak samodzielnie, bezpiecznie i niskobudżetowo zorganizować wycieczkę do najbardziej odległych zakątków świata (oraz do tych całkiem bliskich, bo przecież w Europie też jest tyle do odkrycia). Doradzają jak kupić tanie bilety, zarezerwować bezpieczny nocleg, korzystać z komunikacji publicznej i odczytać kulturowe kody. Tobie pozostaje tylko... cieszyć się podróżą.
Spis treści:
- Loty do Amsterdamu w promocyjnej cenie? Oto gdzie je znalazłam
- Weekend w Amsterdamie - idealny kierunek na krótki wyjazd
- Dom Anne Frank - poruszające miejsce, będące świadkiem historii
- Rejs po kanałach Amsterdamu. To najprzyjemniejszy sposób na zwiedzanie
- Mało oczywista atrakcja dla kreatywnych. Malowanie tradycyjnych płytek
- Muzea w Amsterdamie. To miasto to gratka dla miłośników sztuki
- Ponad 100 euro podatku? Ceny w Amsterdamie przyprawiają o zawrót głowy
Loty do Amsterdamu w promocyjnej cenie? Oto gdzie je znalazłam
Jeśli czytaliście wcześniejsze artykuły mojego cyklu, z pewnością wiecie, że zwykle stawiam na samodzielne wyszukiwanie lotów i porównywanie ofert. Potrafię przesiedzieć nad tym długie godziny, a znalezienie najlepszych lotów niekiedy zajmuje mi całe tygodnie. Uważam jednak, że czasem warto sięgać po narzędzia, które wyręczą nas w poszukiwaniach, szczególnie gdy jesteśmy elastyczni co do daty wylotu, a zamiast minimalizowania kosztów liczy się dla nas wygoda i oszczędność czasu.
Mam okazję przetestować jedno z takich rozwiązań - nową wyszukiwarkę lotów w aplikacji Fru, opartą na sztucznej inteligencji. Analizuje ona tysiące kombinacji kierunków, dat i cen, po to, by następnie zaprezentować nam najlepsze oferty. Zamiast klasycznego wpisywania konkretnego miejsca i terminu, można zdać się na tzw. Łowcę Okazji - funkcję, która sama proponuje najkorzystniejsze połączenia, długość pobytu oraz kierunek podróży.
Zaintrygowana tą opcją, od razu sięgam po telefon i zaczynam przeglądać dostępne propozycje. Już po chwili pokazują mi się pierwsze naprawdę tanie oferty lotów - niektóre nawet po 200 zł w obie strony. Wśród nich Londyn, Oslo, Kopenhaga, Wenecja. Ale tam już byłam, sprawdzam więc nieco droższe opcje. Jedna z nich szczególnie przyciąga moją uwagę - loty do Amsterdamu w promocyjnej cenie na koniec lutego. Bingo.
Amsterdam to jedno z tych miejsc, które wiele osób chciałoby zobaczyć, jednak ceny biletów lotniczych skutecznie odstraszają turystów z Polski. Niestety obecnie nie dolecimy tam bezpośrednio żadnymi tanimi liniami lotniczymi - jedną z opcji na obniżenie kosztów jest lot do Eindhoven, a następnie dwugodzinna podróż autobusem do Amsterdamu. Taki wariant pozwala zaoszczędzić, ale jednocześnie znacząco wydłuża całą podróż.
Jeśli jednak zależy nam na czasie i wygodzie, musimy pogodzić się z wydatkiem na bilety lotnicze rzędu 600-900 zł. Bezpośrednie loty oferują linie rejsowe KLM i LOT, ogromnym plusem jest fakt, że w cenie mamy zarówno małą walizkę, jak i przekąskę na pokładzie.
Zobacz również: Podróże na własną rękę: Bez tych gadżetów nie wyobrażam sobie podróży. Zawsze zabieraj na wyjazdy
Weekend w Amsterdamie - idealny kierunek na krótki wyjazd
Ruszam więc na krótki city break, który jak się później okazuje, jest idealną okazją nie tylko do zobaczenia największych atrakcji miasta, ale i złapania oddechu od zimy. Kto by się spodziewał, że w lutym w Amsterdamie temperatura może sięgać aż 17 st. C.?
Już po przylocie czuję w powietrzu powiew wiosny. Szybko przekonuję się, że Amsterdam ma swój urok o każdej porze roku - choć oczywiście najpiękniej prezentuje się wiosną, gdy drzewa posadzone wzdłuż malowniczych kanałów zazieleniają się, gdy rozkwitają słynne tulipany, a mieszkańcy i turyści zasiadają tłumnie przy ulicznych stolikach barów i kawiarni, wystawiając twarze do słońca.
Jednak okazuje się, że nawet luty może zaskoczyć pogodną aurą.
Po przylocie kieruję się do hotelu położonego tuż przy Grachtengordel - historycznym pasie trzech głównych kanałów, którego początki sięgają XVII wieku. Wieczorem wybieram się na spacer, podczas którego trudno mi nie romantyzować tego miasta, gdy kamienice otulone ciepłym blaskiem zachodzącego słońca odbijają się w wodach kanałów, tworząc poetycki pejzaż. Cała ta sieć uliczek i kanałów tworzy prawdziwy labirynt, szczególnie po zmroku. To miasto zdecydowanie potrafi oczarować - nawet poza sezonem.

Dom Anne Frank - poruszające miejsce, będące świadkiem historii
Zwiedzanie miasta tak naprawdę zaczynam dopiero następnego dnia. Podążając śladami historii, kieruję się do Domu Anne Frank - miejsca poświęconego młodej autorce słynnego dziennika. To właśnie tutaj, w tzw. Tajnym Aneksie - pokojach na tyłach budynku, w którym kiedyś znajdowała się przestrzeń biurowa ojca Anne, przez ponad dwa lata ukrywała się wraz z rodziną i czwórką innych osób.
Kryjówkę przygotował jej ojciec, Otto Frank, przy wsparciu zaufanych współpracowników. Wejście do niej ukryto za drewnianym regałem, który do dziś można zobaczyć na miejscu. Rodzina Franków oraz ich znajomi - państwo van Pels, ich syn Peter i Fritz Pfeffer - przebywali tam od 8 lipca 1942 roku do 4 sierpnia 1944 roku, kiedy to kryjówka została odkryta przez Niemców.
Zwiedzanie rozpoczyna się w dawnej przestrzeni biurowej, gdzie audioguide przybliża odwiedzającym historię rodziny. Co istotne, nie musimy za niego dodatkowo płacić - jest wliczony w cenę biletu, który kosztuje 16,50 euro (około 70 zł). W pokojach dawnego biura dziś znajdują się zdjęcia, dokumenty i osobiste pamiątki, które pozwalają lepiej zrozumieć kontekst wydarzeń. Z czasem docieram do drewnianego regału - jednego z nielicznych oryginalnych elementów wyposażenia. Sam aneks lata temu został opróżniony, a decyzją Otto Franka nie przywrócono w nim dawnych mebli.
Wchodzę więc przez ukryte wejście do aneksu. W tym miejscu audioprzewodnik milknie, a zwiedzanie odbywa się w ciszy. W pokojach panuje półmrok, okna są zasłonięte, a przestrzeń pozostaje niemal pusta. Zachowały się jedynie drobne elementy, jak fragment kuchennego blatu czy pocztówki i wycinki z wizerunkami gwiazd filmowych, które Anne powiesiła na ścianie jednego z pomieszczeń. To właśnie tutaj pisała swój pamiętnik, opublikowany po raz pierwszy w 1947 roku.
Na ścianach umieszczono jednak ważne informacje, wizualizacje dawnych wnętrz oraz cytaty z dziennika. Dzięki nim dowiaduję się, jak wyglądała codzienność ukrywających się tutaj osób.
Jesteśmy cicho jak nowo narodzone myszki
Mieszkańcy aneksu w ciągu dnia musieli zachowywać absolutną ciszę, aby nie zdradzić swojej obecności pracownikom magazynu znajdującego się obok kamienicy. Musieli rozmawiać szeptem, nie mogli podchodzić do okien, czy też spuszczać wody w toalecie, ponieważ rury odpływowe przebiegały przez magazyn. Nawet poruszanie się po mieszkaniu musiało być ograniczone do minimum.

Zobacz również: Nowa trasa z Wrocławia. Od kwietnia polecimy do jednego z najpiękniejszych uzdrowisk Europy
Rejs po kanałach Amsterdamu. To najprzyjemniejszy sposób na zwiedzanie
Po wyjściu z Domu Anne Frank czuję, że potrzebuję chwili oddechu. Wsiadam więc na jedną z łodzi turystycznych zacumowanych tuż przy wyjściu. Rejsy po kanałach to jedna z najpopularniejszych atrakcji Amsterdamu - dostępne są zarówno kameralne wycieczki małymi łodziami, jak i rejsy dla większych grup z przewodnikiem czy przekąskami.
Decyduję się na godzinny rejs z przewodnikiem, który opowiada nam ciekawostki o mieście. Swoją decyzję kieruję głównie ceną - to jedna z najtańszych opcji, za bilet płacę niecałe 80 zł.
Rejs kanałami miasta to doskonały sposób, na zobaczenie Amsterdamu z nieco innej perspektywy. Siedząc wygodnie na kanapie umieszczonej na tyłach łodzi, przyglądam się ozdobnym kamienicom, obserwuję mieszkańców przemieszczających się na rowerach i delektuję się ciszą, która - jak na europejską stolicę - jest dość zaskakująca. To w dużej mierze efekt ograniczeń ruchu samochodów spalinowych w centrum.
Mało oczywista atrakcja dla kreatywnych. Malowanie tradycyjnych płytek
Kolejnym punktem mojej wizyty są warsztaty malowania tradycyjnych holenderskich płytek. To dość nietypowy sposób na poznanie historii tych przepięknych wyrobów oraz mało oczywista atrakcja, którą zapamiętać można na długo.
Warsztaty odbywają się po południu. Na miejscu czekają przygotowane stanowiska i gotowe wzory, które można przenieść na płytkę, a następnie ozdobić charakterystyczną niebieską farbą.
Wybieram pejzaż z wiatrakiem - spokojny, sielski motyw, który idealnie oddaje klimat Holandii. Podczas pracy instruktorka opowiada historię tej sztuki, związanej z miastem Delft. To właśnie tam narodziła się tradycja zdobienia ceramiki w stylu inspirowanym chińską porcelaną.
Od XVII wieku charakterystyczne niebieskie wzory, znane jako "Delft Blauw", zdobiły nie tylko płytki, ale i naczynia. Z czasem motywy ewoluowały - od inspiracji Dalekim Wschodem po sceny z życia codziennego, lokalne pejzaże i marynistykę.
Własnoręcznie wykonana płytka to świetna pamiątka z wycieczki do Amsterdamu.

Muzea w Amsterdamie. To miasto to gratka dla miłośników sztuki
Kolejny dzień w Amsterdamie postanowiłam poświęcić na wizyty w muzeach - a wybór jest tu naprawdę imponujący. To prawdziwy raj dla miłośników sztuki. Decyduję się na dwa najbardziej znane miejsca: Rijksmuseum, czyli holenderskie muzeum narodowe, oraz Muzeum Vincenta van Gogha. Bilet do każdego z nich kosztuje 25 euro (ok. 106 zł).
Dzień zaczyna się idealnie - słoneczny poranek zachęca do spacerów. Kieruję się pieszo na Museumplein - placu, wokół którego skupiają się najważniejsze muzea miasta. To jeden z największych atutów Amsterdamu - większość atrakcji znajduje się w niewielkiej odległości, dzięki czemu miasto można wygodnie zwiedzać pieszo lub poruszać się po nim rowerem.
Budynek Rijksmuseum dostrzegam już z daleka - robi ogromne wrażenie swoją monumentalną fasadą, łączącą elementy gotyku i renesansu. Wnętrze również zachwyca - nowoczesny hol ze szklanym dachem kontrastuje z historyczną architekturą, a budynek skrywa wiele "perełek" m.in. starą biblioteką Cuypersa, uchodzącą za największą i najstarszą bibliotekę historyczną w Holandii.
W zbiorach muzeum znajdują się dzieła największych mistrzów, takich jak Rembrandt, Johannes Vermeer czy Frans Hals. To właśnie tutaj można zobaczyć słynną "Straż nocną" Rembrandta, a także jeden z autoportretów Vincenta van Gogha. Ale to nie one najbardziej zapadają mi w pamięć, a bogata kolekcja ceramiki z Delft. Na zwiedzanie warto zarezerwować sobie co najmniej dwie godziny.

Po wyjściu z muzeum kieruję się na oddalony o kilkanaście minut spacerem Albert Cuyp Market. To jeden z najpopularniejszych targów ulicznych w mieście - pełen stoisk z jedzeniem, ubraniami vintage, rękodziełem i drobiazgami. Choć miejsce jest dość turystyczne, ma swój urok. W południe deptak wypełnia się ludźmi, którzy przychodzą tu głównie dla lokalnych przysmaków.
I ja nie mogę się im oprzeć - próbuję poffertjes, czyli małych, puszystych naleśników, oraz klasycznych stroopwafli z syropem. Warto kupować je właśnie tutaj - w eleganckich sklepach w centrum ceny potrafią być nawet dwa razy wyższe.
Następnie wracam w okolice Museumplein, by odwiedzić muzeum poświęcone twórczości van Gogha. Znajduje się tu największa na świecie kolekcja jego dzieł - ponad 200 obrazów z różnych etapów życia artysty. Wśród nich są takie ikony jak "Słoneczniki", "Kwitnący migdałowiec" czy "Jedzący kartofle", chociaż do mnie dużo bardziej przemawia angielska wersja tytułu, czyli "The Potato Eaters".
Choć nie jestem szczególną fanką twórczości van Gogha, zobaczenie tych obrazów na żywo zrobiło na mnie spore wrażenie. Wiele osób podchodzi do nich tylko na chwilę, by zrobić sobie zdjęcie, "odhaczyć" je na liście zwiedzania, a szkoda, bo dopiero zatrzymując się na dłużej można, poczuć silny ładunek emocjonalny tych dzieł, dostrzec fakturę farby i zagubić się w hipnotyzujących pociągnięciach pędzla.
Mój zachwyt wywołują nieco mniej znane dzieła, w tym "Widok morza w Saintes-Maries", gdzie w warstwach farby odnaleziono ziarenka piasku pochodzące właśnie z tej miejscowości, a także "Cyprysy z dwoma postaciami kobiet", z charakterystycznym dla artysty falowaniem obrazu.

Ponad 100 euro podatku? Ceny w Amsterdamie przyprawiają o zawrót głowy
Pomiędzy kolejnymi atrakcjami dużo spaceruję i szybko dochodzę do wniosku, że to zdecydowanie najlepszy sposób na odkrywanie Amsterdamu. Każda ulica kryje tu coś wyjątkowego - od wąskich, ciemnych kamienic z kontrastującymi, białymi ramami okiennymi, przez urokliwe mosty, po eleganckie deptaki pełne sklepików, kwiaciarni i kawiarni.
Dużo więc się włóczę, bez konkretnego planu, tak aby jak najlepiej poczuć rytm miasta i jego atmosferę.
Mijam niewielkie butikowe sklepy, przytulne kafejki i restauracje wypełnione ludźmi, którzy niespiesznie celebrują codzienność. To właśnie wtedy pojawia się we mnie lekka nuta zazdrości - jak wyglądałoby życie w takim miejscu na co dzień?
Jednak na ziemię szybko sprowadza mnie pewien aspekt, którego nie mogę przemilczeć - ceny. Amsterdam już od wielu lat króluje w rankingach najdroższych miast w Europie. Odczuwają to zarówno mieszkańcy, jak i turyści. Co ciekawe to właśnie w Amsterdamie obowiązuje najwyższy podatek turystyczny w Europie (tak przynajmniej wynika z danych platformy Holidu). Wynosi on aż 12,5 proc. wartości rezerwacji plus 4 euro za noc. Oznacza to, że za tygodniowy pobyt możemy zapłacić nawet 100-130 euro (425-550 zł) podatku.
Zarówno noclegi, jak i jedzenie czy pamiątki potrafią znacząco obciążyć budżet. Nawet zwykłe zakupy w supermarkecie - kilka lokalnych serów i słodkości dla bliskich - kosztowały mnie blisko 200 zł.
Uważam, że Amsterdam to idealny kierunek na krótki city break, jednak dłuższy pobyt, trwający tydzień, może okazać się sporym obciążeniem dla domowego budżetu, zwłaszcza jeśli chcemy w pełni korzystać z tego, co miasto ma do zaoferowania.
***
Kolejny odcinek "Podróży na własną rękę" już za dwa tygodnie, w czwartek 26 marca.
***

O autorce cyklu "Podróże na własną rękę"
Agata Zaremba: Absolwentka dziennikarstwa i medioznawstwa o specjalności fotografia prasowa, reklamowa i wydawnicza. W Interii najczęściej zajmuje się tematyką podróżniczą i społeczną. Miłośniczka Włoch i Japonii, amatorka tanich podróży. Odwiedziła ponad 25 krajów w tym Brazylię, Tajlandię, Japonię i Stany Zjednoczone, organizując wszystkie podróże na własną rękę. I to wszystko z małym plecakiem podręcznym!
Zainspiruj się nowymi kierunkami i praktycznymi poradami dla podróżniczek. Sprawdź więcej artykułów na kobieta.interia.pl











