Czujesz, że czas ruszać w drogę? Na swojej liście marzeń masz zachód słońca w Kenii, karaoke w Tokio, salsę na Kubie, spacer z alpakami w Peru i plażowanie na Malediwach? Chcesz przekonać się, czy Taj Mahal, Machu Picchu, Chiński Mur, Statua Wolności i Petra, na żywo wyglądają tak samo spektakularnie jak na pocztówkach? Masz piękne plany, ale... nie wiesz, jak zabrać się za ich realizację? Spokojnie, w "Podróżach na własną rękę" autorka - Agata Zaremba i zaproszeni przez nią eksperci podpowiadają, jak samodzielnie, bezpiecznie i niskobudżetowo zorganizować wycieczkę do najbardziej odległych zakątków świata (oraz do tych całkiem bliskich, bo przecież w Europie też jest tyle do odkrycia). Doradzają, jak kupić tanie bilety, zarezerwować bezpieczny nocleg, korzystać z komunikacji publicznej i odczytać kulturowe kody. Tobie pozostaje tylko... cieszyć się podróżą.
Spis treści:
- Ponte del Ciolo, czyli lazurowa zatoczka pod ogromnym mostem
- Santa Maria di Leuca - tu według Rzymian kończył się świat
- Tu spotykają się dwa morza. Granicę można zobaczyć gołym okiem
- Turkusowa woda i biały piasek. Tę plażę nazywają "Malediwami Salento"
- Loty z Polski do Apulii. Jak dotrzeć na południe regionu?
Ponte del Ciolo, czyli lazurowa zatoczka pod ogromnym mostem
Pierwszym przystankiem mojej podróży na ten kraniec Włoch jest Ponte del Ciolo - potężny, betonowy most łączący dwie skalne ściany wznoszące się nad kanałem. Tuż pod nim znajduje się niewielka zatoczka z plażą, gdzie nawet latem nie docierają tłumy. Miejsce to zachwyca surowością krajobrazu: błękitno-lazurowy horyzont rozlewający się za wysokimi, klifami sprawia wrażenie, jakbym dotarła na kraniec ziemi.
Jednak przyjechałam tu nie tylko dla tego widoku. Zainteresowały mnie szlaki piesze, prowadzące wzdłuż wybrzeża. Można nimi dotrzeć m.in. w okolice pobliskich grot i ukrytych zatoczek. W środku lata taka wędrówka okazuje się jednak sporym wyzwaniem. Tego dnia termometry wskazują niemal 40 stopni, a spacer po odsłoniętych skałach szybko przestaje być przyjemnością. Po około 500 metrach zawracam, a jedyne, o czym marzę to wskoczenie do błękitnej wody.
Ostatecznie, zamiast schodzić na plażę znajdującą się bezpośrednio pod mostem, wybieram bardziej dzikie zejście po kamiennych schodach. Skały układają się tutaj w stosunkowo łagodną ścieżkę prowadzącą wprost do morza - stąd dużo lepiej widać most i kąpiących się pod nim ludzi, pływających na deskach SUP, które w ostatnich latach we Włoszech stały się bardzo popularne.
Woda jest tu dość głęboka, ale krystalicznie czysta i przyjemnie ciepła. Szybko orientuję się jednak, że nie najlepiej przygotowałam się do tej wycieczki - inni mają ze sobą maski i płetwy do snorkelingu, ja wyłącznie ręcznik i klapki. Nie pozostaje mi nic innego jak, obrócić się na plecy i unosić na spokojnej tafli, chłonąc klimat tego miejsca.

Zobacz również: Włoch opowiedział co sądzi o Polsce i Polakach. "Nie doceniają swojego kraju"
Santa Maria di Leuca - tu według Rzymian kończył się świat
Następnie w zaledwie 10 minut dojeżdżam do miasteczka Santa Maria di Leuca, położonego na południowym krańcu Półwyspu Salentyńskiego. Nieprzypadkowo miejsce to nosiło nazwę "Finibus Terrae", co oznacza "koniec ziemi". Określenie to sięga czasów rzymskich, kiedy wierzono, że to właśnie tutaj kończy się znany świat.
Nad miastem góruje dziś sanktuarium Santa Maria de Finibus Terrae, wzniesione w miejscu dawnej świątyni poświęconej Minerwie. Według tradycji to właśnie stąd św. Piotr rozpoczął swoją podróż do Rzymu, co na przestrzeni wieków uczyniło Leucę ważnym punktem na mapie chrześcijańskich pielgrzymek.
Miejscowość leży na styku Morza Jońskiego i Adriatyckiego, stanowi więc idealny kurort wakacyjny, pełen pięknych plaż, ale i tętniących życiem miejsc, gdzie możemy spędzać czas wieczorami, rozsmakowując się w lokalnej kuchni. Takimi punktami bez wątpienia są Centro Storico, czyli historyczne centrum z wąskimi uliczkami, kamiennymi domkami i lokalnymi restauracjami, a także Lungomare nadmorska promenada, idealna na spacery.
W Santa Maria di Leuca spędzam zaledwie kilka godzin. Latem, gdy temperatury sięgają 40 st. C., zwiedzanie miasta jest raczej walką o przetrwanie i strategicznym lawirowaniem pomiędzy cieniem a miejscami z klimatyzacją dlatego, zamiast przemierzać kolejne ulice, kieruję się do restauracji. I wcale nie mam poczucia, że coś w ten sposób tracę, bo przecież poznawanie nowych miejsc przez lokalną kuchnię jest jednym z moich ulubionych sposobów na podróże.
W menu dominują ryby i owoce morza, które są kwintesencją kuchni regionu. Decyduję się na makaron z małżami, kalmarami i krewetkami, który dzięki świeżości składników smakuje tu doskonale. A czego jeszcze warto spróbować w lokalnych restauracjach? Z pewnością będą to: spaghetti ai ricci di mare, czyli makaron z jeżowcami, polpo alla pignata - ośmiornica gotowana na wolnym ogniu, frittura di pesce, czyli smażone ryby i owoce morza oraz zuppa di pesce, czyli zupa rybna.
W miasteczku nie brakuje też miejsc, z których można podziwiać spektakularne widoki - oferuje je m.in. latarnia morska na Promontorio. Warto odwiedzić ją o zachodzie słońca.

Tu spotykają się dwa morza. Granicę można zobaczyć gołym okiem
Zaledwie 30 minut spacerem od centrum docieram do Punta Meliso - najbardziej wysuniętej na wschód części miasta i miejsca, w którym spotykają się dwa morza: Adriatyckie i Jońskie. Można pomyśleć, że nie ma w tym nic szczególnego - w końcu morze to morze. W rzeczywistości jednak ich sąsiedztwo jest nie tylko ciekawostką geograficzną, ale także zjawiskiem, które można dostrzec gołym okiem. Przy sprzyjającej pogodzie różnice w odcieniach wody i jej ruchu potrafią stworzyć wyraźną granicę, którą możemy zauważyć z lądu.
Tuż nad Punta Meliso wznosi się latarnia morska Santa Maria di Leuca - jedna z najważniejszych tego typu budowli we Włoszech. Jej wysoka sylwetka jest widoczna z dużej odległości i stanowi jeden z najbardziej charakterystycznych punktów tutejszego wybrzeża. Z okolic latarni rozciąga się szeroka panorama, która przy dobrej widoczności sięga nawet odległych wybrzeży Grecji.

Zobacz również: To miasto sprawiło, że zakochałam się w Szwajcarii. W okolicy nie brakuje atrakcji
Turkusowa woda i biały piasek. Tę plażę nazywają "Malediwami Salento"
Ostatnim punktem mojej wycieczki jest miejsce, którego odwiedzenia wyczekiwałam najbardziej - Spiaggia di Pescoluse, położona nad Morzem Jońskim, na zdjęciach wygląda jak wyjęta z katalogu egzotycznych wakacji. Kilkukilometrowy pas jasnego, drobnego piasku, turkusowa woda i łagodne zejście do morza sprawiły, że plaża zyskała przydomek "Malediwów Salento" i regularnie pojawia się w zestawieniach najpiękniejszych plaż Włoch.
Jednak jak to zwykle bywa, rzeczywistość szybko weryfikuje moje wyobrażenia o tym miejscu. Faktycznie woda jest tu krystalicznie czysta i ciepła, a zejście do morza łagodne, idealne dla rodzin z dziećmi, jednak w godzinach popołudniowych znalezienie wolnego skrawka piasku graniczy z cudem. Podejrzewam, że nawet poranny przyjazd nie gwarantowałby spokoju - jeśli ktoś marzy o pustej plaży, musiałby pojawić się tu naprawdę wcześnie, być może około 6 rano.
Tłumy oznaczają też wszystko to, co zwykle pojawia się wraz z masową turystyką: hałas, śmieci pozostawiane na plaży i komercję - średnio co 3 minuty drogę zachodzi mi inny sprzedawca, z przeróżnymi bibelotami do kupienia. Z każdej strony dobiega mnie muzyka puszczana z głośników, oczywiście każda w zupełnie innym rytmie, a przede mną młodzież grająca przy brzegu w piłkę co chwile obsypuje mój ręcznik piaskiem. Spiaggia di Pescoluse rzeczywiście może wyglądać jak rajski zakątek, ale w środku wakacyjnego sezonu trudno w pełni docenić jej urok. Dlatego chętnie wrócę tutaj poza sezonem - najlepiej w kwietniu albo październiku.

Loty z Polski do Apulii. Jak dotrzeć na południe regionu?
Na południowy kraniec Apulii można dotrzeć na dwa sposoby. Najbliżej położonym lotniskiem jest to w Brindisi. Tam bezpośrednio dolecimy z Wrocławia, Warszawy, Gdańska i Katowic. Ceny na wrzesień są naprawdę atrakcyjne - loty w obie strony można znaleźć już od około 288 zł.
Na miejscu warto wynająć samochód. To najwygodniejszy sposób na zwiedzanie południowej części Apulii, szczególnie jeśli chcemy zjechać z głównych turystycznych tras i dotrzeć do mniej oczywistych miejsc. Ceny wynajmu również są stosunkowo korzystne - samochód można wypożyczyć już od około 116 zł za dzień. Z lotniska w Brindisi do Santa Maria di Leuca dojedziemy w około półtorej godziny. Po drodze warto zatrzymać się w Lecce, nazywanym barokową perłą południa Włoch, zajrzeć do Gallipoli i odpocząć na rajskiej plaży w Baia Verde.
Drugą opcją jest przylot do Bari. To dobre rozwiązanie dla osób, które wizytę na samym krańcu Apulii chcą połączyć z dłuższą podróżą po regionie. W takim przypadku trasę można zaplanować tak, by po drodze odwiedzić m.in. Polignano a Mare, Alberobello, Locorotondo i Ostuni. Do Bari bezpośrednio dolecimy z Katowic, Warszawy, Wrocławia, Poznania i Krakowa, a wrześniowe bilety w obie strony można znaleźć od około 350 zł.
***
Kolejny odcinek "Podróży na własną rękę" już za dwa tygodnie, w czwartek 10 września.
***

O autorce cyklu "Podróże na własną rękę"
Agata Zaremba: Absolwentka dziennikarstwa i medioznawstwa o specjalności fotografia prasowa, reklamowa i wydawnicza. W Interii najczęściej zajmuje się tematyką podróżniczą i społeczną. Miłośniczka Włoch i Japonii, amatorka tanich podróży. Odwiedziła ponad 25 krajów w tym Brazylię, Tajlandię, Japonię i Stany Zjednoczone, organizując wszystkie podróże na własną rękę. I to wszystko z małym plecakiem podręcznym!
Zainspiruj się nowymi kierunkami i praktycznymi poradami dla podróżniczek. Sprawdź więcej artykułów na kobieta.interia.pl










