Podróże na własną rękę: Ukryte włoskie miasteczka wtulone w skały. Tylko 2 godziny od Bari
Większość turystów lecących do Bari odwiedza wciąż te same miejsca: Alberobello, Polignano a Mare czy Materę. Tymczasem zaledwie dwie godziny drogi z lotniska znajdziemy perełki, o których w Polsce niemal nikt nie słyszał. Ukryte pośród spektakularnych szczytów Dolomitów Lukańskich zachwycają widokami i autentycznym charakterem. Oto jedne z najpiękniejszych miasteczek Włoch.

Czujesz, że czas ruszać w drogę? Na swojej liście marzeń masz zachód słońca w Kenii, karaoke w Tokio, salsę na Kubie, spacer z alpakami w Peru i plażowanie na Malediwach? Chcesz przekonać się, czy Taj Mahal, Machu Picchu, Chiński Mur, Statua Wolności i Petra, na żywo wyglądają tak samo spektakularnie jak na pocztówkach? Masz piękne plany, ale... nie wiesz, jak zabrać się za ich realizację? Spokojnie, w "Podróżach na własną rękę" autorka - Agata Zaremba i zaproszeni przez nią eksperci podpowiadają, jak samodzielnie, bezpiecznie i niskobudżetowo zorganizować wycieczkę do najbardziej odległych zakątków świata (oraz do tych całkiem bliskich, bo przecież w Europie też jest tyle do odkrycia). Doradzają jak kupić tanie bilety, zarezerwować bezpieczny nocleg, korzystać z komunikacji publicznej i odczytać kulturowe kody. Tobie pozostaje tylko... cieszyć się podróżą.
Spis treści:
- Ukryte perełki Włoch tylko dwie godziny drogi z Bari
- "I Borghi più belli d'Italia", czyli najpiękniejsze miasteczka Włoch
- Pietrapertosa wtulona w szczyty Dolomitów Lukańskich
- Castelmezzano - jedno z najbardziej malowniczych miasteczek Włoch
- Szlak inspirowany legendą. Spacer nim to nietypowe przeżycie
- 130 km/h nad przepaściami - najbardziej spektakularna atrakcja regionu
- Via ferraty dla miłośników górskich wyzwań
Ukryte perełki Włoch tylko dwie godziny drogi z Bari
Apulia to jeden z ulubionych włoskich regionów Polaków, a do podróży w to miejsce zachęcają piękne plaże, śródziemnomorski klimat i tanie loty.
Większość turystów lecących do Bari ma jednak podobny plan - plażowanie na słynnej plaży w Polignano a Mare, wizyta w bajkowym Alberobello i często także jednodniowa wycieczka do Matery. Sama odwiedziłam Apulię tyle razy, że przestałam liczyć, ale dopiero podczas jednej z ostatnich podróży zapragnęłam czegoś zupełnie innego niż kolejnych dni spędzonych nad morzem.
Tak trafiłam do sąsiedniej Basilicaty - regionu, który większości Polaków kojarzy się niemal wyłącznie z Materą. I trudno się temu dziwić. Położona niespełna godzinę drogi od Bari, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO Matera należy do najbardziej niezwykłych miast we Włoszech. Słynie przede wszystkim z historycznej dzielnicy Sassi - labiryntu domów, kościołów i ulic wykutych w wapiennych skałach wąwozu rzeki Gravina. To miejsce zachwyca i bez wątpienia zasługuje na swoją popularność.
Problem w tym, że dla wielu turystów właśnie tam kończy się odkrywanie Basilikaty. A szkoda, bo region skrywa znacznie więcej niezwykłych miejsc. Niewiele ponad godzinę jazdy od Matery, pośród strzelistych szczytów Dolomitów Lukańskich, leżą dwa wyjątkowe miasteczka, o których istnieniu jeszcze do niedawna sama nie miałam pojęcia. Zachwyciły mnie jednak do tego stopnia, że dziś polecam je każdemu, kto planuje podróż do Bari. Tym bardziej że z lotniska można dotrzeć tam w zaledwie dwie godziny, a po drodze odkryć zupełnie inne oblicze południowych Włoch.
Zobacz również: Podróże na własną rękę: Odwiedziłam najpiękniejsze miejsca w Toskanii. Gotowa trasa na idealne wakacje
"I Borghi più belli d'Italia", czyli najpiękniejsze miasteczka Włoch
Obie miejscowości, o których za chwilę opowiem, należą do prestiżowego grona I Borghi più belli d'Italia (czyli "Najpiękniejszych Miasteczek Włoch") - stowarzyszenia skupiającego najpiękniejsze miasteczka Włoch. Organizacja powstała po to, by chronić niewielkie miejscowości o wyjątkowej historii i architekturze, które często pozostają poza głównymi szlakami turystycznymi. Są to miejsca, w których tradycje przekazywane są z pokolenia na pokolenie, a codzienne życie nadal toczy się własnym rytmem, z dala od masowej turystyki.
Celem stowarzyszenia jest nie tylko ochrona historycznego i przyrodniczego dziedzictwa tych miejsc, ale także wspieranie ich rozwoju społecznego i gospodarczego. Sporo niewielkich włoskich miasteczek zmaga się dziś bowiem z problemem wyludnienia i odpływu mieszkańców do większych ośrodków. Obecność na liście "Najpiękniejszych Miasteczek Włoch" pomaga przyciągać odwiedzających, jednocześnie zachowując lokalną tożsamość.
Istnieje spora szansa, że mniej lub bardziej świadomie odwiedziliście już jedno z takich miejsc. W całych Włoszech znajduje się ich kilkaset, a każde wyróżnia się własnym, niepowtarzalnym charakterem.
To właśnie w takich miejscach można dziś odnaleźć prawdziwy klimat Italii. Bez kolejek do zdjęć, bez tłumów i bez poczucia, że całe miasto funkcjonuje wyłącznie dla turystów.
Dlaczego warto odwiedzać takie miejsca? Bo często oferują doświadczenia, których próżno szukać w najbardziej obleganych miejscach. Dla kontrastu wystarczy spojrzeć na Alberobello. To nadal jedno z najpiękniejszych miejsc południowych Włoch, jednak pod naporem milionów odwiedzających stopniowo zatraciło część swojej autentyczności. Coraz częściej przypomina scenografię do zdjęć publikowanych w mediach społecznościowych niż żywe miasto.
Nie ma w tym oczywiście nic złego - Alberobello nadal zachwyca i zdecydowanie warto je odwiedzić. Warto jednak pamiętać, że obok najbardziej znanych atrakcji istnieją również mniej rozpoznawalne perełki, które zachowały swój autentyczny charakter i pozwalają zobaczyć Włochy takimi, jakie były przed erą masowej turystyki. To właśnie takie miejsca często zostają w pamięci najdłużej.
Pietrapertosa wtulona w szczyty Dolomitów Lukańskich
Pierwszym z miasteczek, które polecam odwiedzić jest Pietrapertosa. Liczy niespełna tysiąc mieszkańców, położona jest na wysokości 1088 m n.p.m, co sprawia, że jest najwyżej położoną gminą regionu Basilicata. Domy dosłownie wtulają się tutaj w pionowe ściany Dolomitów Lukańskich, tworząc jeden z najbardziej spektakularnych krajobrazów południowych Włoch.
Nazwa miejscowości wywodzi się od starożytnego określenia Petraperciata, oznaczającego "przebity kamień". Do dziś w najwyższym punkcie miasta można zobaczyć charakterystyczny głaz z naturalnym otworem, przez który bez trudu można przejść. To właśnie on stał się symbolem Pietrapertosy.
Historia osadnictwa w Pietrapertosie sięga czasów starożytnych. Nie jest to przypadek - położenie wysoko nad doliną zapewniało mieszkańcom bezpieczeństwo i pozwalało kontrolować okoliczne tereny. Przez wieki miejscowość pełniła funkcję naturalnej twierdzy, wykorzystującej ukształtowanie terenu jako element systemu obronnego.
Ślady tej historii widoczne są do dziś w dzielnicy Arabata, uznawanej za najbardziej charakterystyczną część miasta. To właśnie tutaj zachowały się wpływy arabskie, przypominające o czasach, gdy te tereny znajdowały się pod panowaniem Arabów.

Zobacz również: Rajskie plaże, krystaliczna woda i 27 Błękitnych Flag. Region idealny na wakacje
Castelmezzano - jedno z najbardziej malowniczych miasteczek Włoch
Nieco dalej, po północnej stronie Dolomitów Lukańskich, leży Castelmezzano - miasteczko jeszcze mniejsze, jeszcze spokojniejsze i być może nawet bardziej malownicze niż Pietrapertosa. Liczy niespełna 700 mieszkańców i położone jest na wysokości około 750 m n.p.m.
Jego historia sięga czasów starożytnych, kiedy greccy osadnicy przybyli do doliny rzeki Basento i założyli tu pierwsze osady. Szczególnie ważny okres w dziejach miejscowości przypadł jednak na średniowiecze. Między XI a XIII wiekiem na tych terenach osiedlili się Normanowie, którzy wznieśli zamek górujący nad okolicą. Do dziś zachowały się fragmenty murów obronnych oraz wykute w skale schody prowadzące do punktu widokowego. Sama nazwa miejscowości wywodzi się od określenia Castrum Medianum - "środkowy zamek", ponieważ twierdza znajdowała się pomiędzy Pietrapertosą a Brindisi Montagna.
Castelmezzano otaczają głębokie wąwozy i skalne ściany Parku Regionalnego Gallipoli Cognato i Małych Dolomitów Lukańskich. Przez stulecia mieszkańcy dostosowywali zabudowę do niezwykle wymagającego terenu, tworząc labirynt schodów, stromych uliczek i przejść łączących kamienne domy. Efekt jest niezwykły - miasteczko wygląda tak, jakby zostało wyrzeźbione bezpośrednio w skałach.
To właśnie autentyczność jest dziś jego największym atutem. Podczas mojego pobytu naliczyłam zaledwie kilkudziesięciu turystów. Byli to głównie Włosi oraz pojedyncze zagraniczne pary, które łatwo było rozpoznać po trekkingowych butach, technicznej odzieży i sportowych plecakach. Włosi, zgodnie ze swoim zwyczajem, nawet na górskie wycieczki często wybierali eleganckie stroje, podczas gdy zagraniczni goście wyglądali, jakby właśnie szykowali się do zdobywania alpejskich szczytów.
To miejsce dopiero zaczyna podkreślać swoją pozycję na turystycznej mapie Włoch i wciąż pozostaje wolne od tłumów. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to tylko kwestia czasu. Powstają nowe parkingi, pojawiają się kolejne restauracje i pensjonaty, a Castelmezzano coraz śmielej zaznacza swoją obecność w przewodnikach i mediach społecznościowych.
Co ciekawe, brak masowej turystyki przekłada się na niskie ceny. W lokalnej trattorii za obiad dla dwóch osób - dwa dania z makaronem i dużą karafkę domowego wina - zapłaciliśmy zaledwie 30 euro.

Szlak inspirowany legendą. Spacer nim to nietypowe przeżycie
Obie miejscowości łączy niezwykła trasa piesza - "Ścieżka Siedmiu Kamieni" (Il Percorso delle Sette Pietre). Ten niezwykły projekt, który odtwarza dawną wiejską ścieżkę łączącą Pietrapertosę i Castelmezzano. Trasa ma około dwóch kilometrów długości i prowadzi przez jedne z najpiękniejszych krajobrazów Dolomitów Lukańskich. Rozpoczyna się na wysokości około 920 m n.p.m. w Pietrapertosie, schodzi do doliny strumienia Caprino, by następnie ponownie wspiąć się ku Castelmezzano.
Inspiracją dla jej powstania było opowiadanie "Vito tańczył z czarownicami" autorstwa Mimmo Sammartino, oparte na lokalnych legendach przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie.
Głównym bohaterem jest Vito - młody chłop z lucańskiej wsi, żyjący w świecie silnie przenikniętym wierzeniami ludowymi. Poślubia on kobietę, która z czasem okazuje się związana z tajemniczym światem czarownic. Gdy Vito śpi, jego żona wymyka się nocą z domu i uczestniczy w magicznych rytuałach - smaruje się zaczarowanym olejem, a następnie wraz z innymi kobietami "leci" przez noc, przemierzając niebo na grzbietach białych psów i biorąc udział w sabatach.
Z czasem Vito zaczyna dostrzegać, że dzieje się coś niepokojącego, i próbuje zrozumieć tę dziwną rzeczywistość, w której granica między snem, magią a jawą staje się coraz bardziej nieuchwytna. W pewnym momencie sam doświadcza czegoś na kształt transu lub "lotu", co zmienia jego sposób postrzegania świata i własnego życia.
Jak sugeruje nazwa, na trasie znajduje się siedem punktów, a właściwie to kamieni. Nie są to jednak zwykłe głazy. Każdy z nich symbolizuje fragment historii i pełni rolę strażnika kolejnego rozdziału opowieści. Wzdłuż szlaku narracja ożywa dzięki instalacjom artystycznym, nagraniom dźwiękowym i elementom krajobrazu, które wspólnie tworzą wyjątkowe doświadczenie na pograniczu spaceru, teatru i baśni.
Każdy z siedmiu przystanków poświęcony jest innemu motywowi przewodniemu: przeznaczeniu, zaklęciu, czarowi, czarownicom, lotowi, tańcowi i delirium. Towarzyszą im rzeźby, dźwięki oraz fragmenty opowieści odczytywane przez lektorów.
Aby w pełni zrozumieć historię, warto znać język włoski, ponieważ nagrania dostępne są wyłącznie w oryginalnej wersji językowej. Prawda jest jednak taka, że nawet bez znajomości języka szlak robi ogromne wrażenie. Wąskie ścieżki wijące się między skałami, lasy, strumienie i widoki na monumentalne szczyty Dolomitów Lukańskich sprawiają, że sama wędrówka staje się niezapomnianym przeżyciem.
Trasa kończy się w Castelmezzano, ale na tym przygoda nie musi się kończyć. Można wrócić bardziej dzikim wariantem szlaku, który prowadzi przez lasy, wzdłuż strumienia i oferuje jeszcze więcej spektakularnych panoram. Taka pętla liczy około 9 kilometrów i wymaga nieco lepszego przygotowania - przydadzą się dobre buty trekkingowe, długie spodnie oraz odrobina kondycji.

130 km/h nad przepaściami - najbardziej spektakularna atrakcja regionu
Dla osób, którym zwykła wędrówka nie dostarcza wystarczającej dawki emocji, istnieje znacznie bardziej spektakularny sposób przemieszczania się między Pietrapertosą a Castelmezzano. Mowa o Il Volo dell'Angelo, czyli "Locie Anioła".
Nazwa nie jest przypadkowa. Atrakcja pozwala dosłownie "polecieć" pomiędzy szczytami Dolomitów Lukańskich, podziwiając z lotu ptaka oba miasteczka oraz otaczające je skalne krajobrazy. Turyści przypinani są do specjalnej uprzęży w pozycji poziomej, głową skierowaną do przodu, co sprawia, że przez cały czas mają przed sobą niczym nieograniczony widok na góry i doliny.
Trasa liczy około 1450 metrów długości i przebiega na wysokości od około 1100 do 800 m n.p.m. W trakcie lotu można rozpędzić się nawet do 130 km/h, co gwarantuje solidną dawkę adrenaliny. Atrakcja dostępna jest zarówno dla osób lecących samodzielnie, jak i dla par, które mogą pokonać trasę równocześnie.
Via ferraty dla miłośników górskich wyzwań
To jednak nie koniec atrakcji przygotowanych dla osób aktywnych. W okolicy znajdują się również dwie widowiskowe via ferraty, które pozwalają jeszcze lepiej poznać skaliste krajobrazy Dolomitów Lukańskich.
Pierwsza z nich, Via Ferrata Salemm, znajduje się po stronie Castelmezzano. Cała trasa liczy około 1,7 km długości i pokonuje blisko 250 metrów przewyższenia. Składa się z podejścia do właściwej ferraty, niemal kilometrowego odcinka wyposażonego w liny i zabezpieczenia oraz ścieżki sprowadzającej z powrotem w kierunku historycznego centrum miejscowości. Przejście całości zajmuje około trzech godzin.
Po stronie Pietrapertosy znajduje się natomiast Via Ferrata Marcirosa. To nieco bardziej wymagająca trasa o długości blisko 1,8 km i przewyższeniu przekraczającym 330 metrów. Jej dodatkową atrakcją są dwa mosty tybetańskie zawieszone nad skalnymi przepaściami. Pokonanie całej ferraty wraz z dojściem i zejściem zajmuje około trzech godzin.
Obie trasy przeznaczone są dla osób posiadających podstawowe doświadczenie w poruszaniu się po via ferratach lub korzystających z usług lokalnych przewodników. Nagrodą za wysiłek są spektakularne widoki na skalne turnie Dolomitów Lukańskich, głębokie wąwozy oraz malowniczo położone miasteczka, które z tej perspektywy wyglądają jeszcze bardziej niezwykle.
***
Kolejny odcinek "Podróży na własną rękę" już za dwa tygodnie, w czwartek 18 czerwca.
***

O autorce cyklu "Podróże na własną rękę"
Agata Zaremba: Absolwentka dziennikarstwa i medioznawstwa o specjalności fotografia prasowa, reklamowa i wydawnicza. W Interii najczęściej zajmuje się tematyką podróżniczą i społeczną. Miłośniczka Włoch i Japonii, amatorka tanich podróży. Odwiedziła ponad 25 krajów w tym Brazylię, Tajlandię, Japonię i Stany Zjednoczone, organizując wszystkie podróże na własną rękę. I to wszystko z małym plecakiem podręcznym!
Zainspiruj się nowymi kierunkami i praktycznymi poradami dla podróżniczek. Sprawdź więcej artykułów na kobieta.interia.pl








