Podróże osobiste: "Jesteś nieszczęśliwa i czekasz nie wiadomo na co". Polka szczerze o wyjeździe do Hiszpanii
Kiedyś w końcu zmienię pracę. Za rok odważę się na całkowitą zmianę otoczenia. Już niedługo zdecyduję się na przeprowadzkę do obcego kraju. Takie myśli chodzą po głowie pewnie niejednej osobie, ale rzadko docierają do etapu realizacji. Jak zamienić marzenia w rzeczywistość? O tym opowiada Zuza Zakrzewska, która właśnie zaczyna wszystko od nowa. Rzuciła pracę w Warszawie, wraz z ukochanym psem wsiadła w samochód i wyjechała do Hiszpanii.

"Podróże osobiste" to autorski cykl, realizowany przez Joannę Leśniak. W swoich reporterskich opowieściach autorka zabiera nas w mniej znane zakątki Polski i Europy, w poszukiwaniu tego, co warte zobaczenia, usłyszenia, posmakowania. W jej historiach kryją się nie tylko własne doświadczenia, ale również opowieści lokalnych mieszkańców i ciekawostki, wyszukane w przewodnikach.
Szukasz miejsca na nietypowe wakacje, długi weekend lub city break? Ruszaj z nami w drogę. Po swoim życiu w Hiszpanii oprowadzi nas Zuza Zakrzewska. Ma 37 lat i zaczyna od nowa. Rzuciła pracę charakteryzatorki na planach filmowych w Polsce, spakowała walizki i ruszyła do Hiszpanii. Jej pierwszym domem stało się Costa Blanca, zwane Białym Wybrzeżem. Postanowiła podzielić się swoją opowieścią na temat budowania życia od zera - bez filtra, bez udawania.
Spis treści:
- Myśl o wyjeździe kiełkowała 12 lat
- "Czekasz nie wiadomo na co"
- Miały być plaże i siesta. Zamiast tego pojawił się urząd skarbowy
- Marzysz o przeprowadzce? "Nie ma co się zastanawiać"
- "Przeznaczenia nie oszukasz". Musiała wyjechać do Hiszpanii, by wrócić do korzeni
Myśl o wyjeździe kiełkowała 12 lat
Hiszpania wielu Polakom jawi się kierunek jako idealny na wakacyjny wypoczynek. Pewna pogoda, imponujące zabytki, wyborna kuchnia. Co innego jednak przylecieć tu na tydzień lub dwa, a co innego osiedlić się na stałe. O realiach zagranicznego życia Zuza Zakrzewska opowiada zarówno w rozmowie z Interią, jak i na swoim kanale w serwisie YouTube: @zaczynam od nowa.
Joanna Leśniak, Interia: Dlaczego akurat Hiszpania? Czy była Twoim pierwszym wyborem, gdy myślałaś o wyprowadzce za granicę?
Zuza Zakrzewska: - Chodziła za mną długo, bo 12 lat. W 2014 roku po raz pierwszy wyjechałam do Hiszpanii na sześć miesięcy jako animatorka czasu wolnego w hotelach. Zakochałam się od razu zarówno w słońcu, jak i pogodzie ducha mieszkańców. Byłam pod wrażeniem ich otwartości, luzu i uśmiechu. Wcześniej przed podjęciem pracy za granicą hamowały mnie lęki związane z tym, że na pewno wszyscy będą mnie oceniać. Bałam się, że mój angielski nie jest perfekcyjny, że nie mam odpowiednich znajomości. Teraz wiem, że trzeba było zrobić to dużo, dużo wcześniej.
- W Hiszpanii później bywałam, ale raczej wakacyjnie. Chciałam jeszcze spróbować swoich sił w świecie filmu - jako charakteryzatorka. Zabrakło mi śmiałości, by zrobić to w Barcelonie, więc wybór padł na Warszawę. Miałam dużo znajomych, dużo pracy, ale wciąż czułam, że nie jest to moje miejsce na ziemi.
- W 2019 roku pojawił się pomysł, by kupić mieszkanie w Hiszpanii - wtedy nieruchomości były bardzo tanie. Myślałam o tym jako o inwestycji głównie pod wynajem, nie zakładając od razu własnej przeprowadzki. Weszłam w tryb jazdy bez trzymanki, pracy bez przerwy, żeby zaoszczędzić jeszcze więcej pieniędzy. W głowie miałam wizję, jak pod koniec 2020 roku kupuję wymarzone mieszkanie. Potem nadszedł marzec i pandemia. Przestraszyłam się wstrzymania ruchu na całym świecie, ostatecznie mieszkanie kupiłam w Warszawie.

"Czekasz nie wiadomo na co"
Życie w stolicy okazało się jednak nie tak barwne, jak można byłoby przypuszczać. Niezależna singielka z własnym mieszkaniem i pracą marzeń? Brzmi jak spełnienie najpiękniejszych snów albo wstęp do scenariusza filmu, który przyciągnie do kin tłumy widzów. Mimo to Zuza nie była szczęśliwa. Siedziała na kanapie, nie miała na nic ochoty, pojawiła się depresja.
- Byłam po prostu w ciemnym dole, nic mnie nie cieszyło. Warszawa wyłącznie mnie wkurzała, mówiąc delikatnie. Pewnego razu dowiedziałam się, że moja przyjaciółka mieszka w Torrevieja - miejscu, do którego wybieram się na wakacje. Zaczęłam odwiedzać ją częściej.
- Opowiadała, że zaczęła tutaj zupełnie od zera i nagle przestało to wyglądać jak rzecz dla mnie nieosiągalna. Słyszałam od niej: "Zuza, jesteś wiecznie nieszczęśliwa. Cały czas mówisz, że chcesz się przeprowadzić do Hiszpanii, ale czekasz nie wiadomo na co". Miała rację. Konkrety pojawiły się w październiku 2025. Uznałam, że kupuję samochód, biorę Fruzię (mojego psa) i jadę.

Miały być plaże i siesta. Zamiast tego pojawił się urząd skarbowy
Ekscytacja związana z nowym początkiem i przeprowadzką do miejsca, które w sercu od dawna zajmowało ważne miejsce, była duża. Wejście w świat zupełnie inny niż polska zima było jak włącznik uruchamiający ogrom pozytywnych emocji. Zuza jednak zapowiada opowieść bez upiększeń. W tym miejscu na scenę wchodzi urząd skarbowy.
- Miałam zapewnione mieszkanie na pierwsze trzy miesiące. Swoje warszawskie lokum też udało mi się wynająć, więc idealny start pod kątem pokrywania kosztów wynajmu w Hiszpanii. Żyć nie umierać. Miałam swoje oszczędności, więc przeprowadzka na zupełnym luzie. Niestety, poduszka finansowa zaczęła szybko topnieć.
- Odezwał się do mnie polski urząd skarbowy. Wskutek pewnych niedopatrzeń na tle formalności związanych z prowadzeniem własnej działalności, błędów i innych komplikacji życie w Hiszpanii zaczęłam od zapłacenia sporej kary. Żegnajcie, oszczędności przeznaczone na spokojny start w Costa Blanca.

- Pod górkę było też ze znalezieniem mieszkania. Najłatwiej jest po znajomości, tak zresztą trafiłam do swojego pierwszego lokum. Musiałam się jednak wyprowadzić wraz z nadchodzącym startem sezonu turystycznego. Pokryło się to w czasie z akcją z urzędem. Myślałam, że nie dość, że mnie ściga skarbówka, muszę szybko znaleźć pracę, to jeszcze nie będę miała, gdzie mieszkać. Idealnie!
Marzysz o przeprowadzce? "Nie ma co się zastanawiać"
Rzucić wszystko i ruszyć w nieznane. Brzmi pięknie, ale z realizacją bywa różnie. Jaką kwotę warto mieć w zapasie, by zapewnić sobie w miarę spokojny start w Hiszpanii?
- Poduszka finansowa jest ważna. Moja podróż samochodem z Polski do Hiszpanii wyniosła około 2,5 tysiąca zł. Po drodze miałam dwa noclegi. Pierwsze mieszkanie po znajomości kosztowało 650 euro (w tym rachunki, czynsz, internet). Standardowa cena mieszkania z opłatami to okolice 1000 euro. Klimatyzacja i ogrzewanie pochłaniają zdecydowanie najwięcej. Do tego dochodzą koszty paliwa, jedzenia, codziennych potrzeb, ale to już sprawa indywidualna. Warto zabezpieczyć się na trzy miesiące.
- Przy okazji zaznaczę, że jeśli chodzi za tobą myśl o przeprowadzce, sądzisz, że aktualny adres to nie jest twoje miejsce, warto spróbować. Nawet na pół roku albo na rok. Niekoniecznie musisz ogłaszać, że wyprowadzasz się na całe życie, już nigdy nie wrócisz i palisz wszystkie mosty. Pojedź, zobacz, jak się tam czujesz. Sama żałuję, że nie zdecydowałam się na ten krok co najmniej sześć lat temu.

"Przeznaczenia nie oszukasz". Musiała wyjechać do Hiszpanii, by wrócić do korzeni
W sprawach mieszkaniowych pomogli znajomi i przyjaciółka. Okazało się, że szukanie pracy też poszło najsprawniej za pomocą starej, dobrej poczty pantoflowej.
- Zawodowo wróciłam do korzeni. Choć przeprowadzając się do Warszawy, chciałam podbić świat kina i w tej branży pracować na stałe, przeznaczenia nie da się oszukać. Skończyłam studia pedagogiczne i teraz w Hiszpanii pracuję z dziećmi. Aktualnie jako opiekunka, ale niedługo jako nauczycielka w polskim stowarzyszeniu.
- Czy rozważam powrót do charakteryzacji? Teraz szukam spokoju, a przemysłowi filmowemu jest do niego daleko. Zasuwasz co najmniej 12 godzin dziennie, często wymaga to czasochłonnych dojazdów. Przez te lata, gdy pracowałam na planach filmowych, byłam wiecznie zmęczona, jadłam nieodpowiednio, nie miałam czasu na znajomości i stworzenie rodziny. W tym momencie mocno zmieniłam priorytety.
- Odpowiada mi życie w mniejszej miejscowości wśród ludzi, którzy mają czas na relacje. W Warszawie trzy tygodnie umawiałam się na spotkanie z sąsiadami mieszkającymi dwa piętra niżej. Tutaj spontaniczne wyjście na kawę nie jest dla ludzi czymś, co wymaga kombinowania. Zaraz zresztą lecę na żurek do znajomej. Odnajduję się tutaj super i mam poczucie, że tutaj się urodziłam.
***
Kolejny tekst w cyklu "Podróże osobiste" już za dwa tygodnie, w czwartek 30 kwietnia.
***
O autorce:

Joanna Leśniak - Absolwentka socjologii o specjalizacji multimedia i komunikacja społeczna. Z Interią związana od 2021 roku. W zawodowej historii przez długi czas zgłębiała dynamicznie trendy związane ze stylem życia. Miłośniczka podróży, quizów i ciekawostek z najróżniejszych dziedzin, która rzadko kiedy wypuszcza z rąk aparat fotograficzny.
Zainspiruj się i zaplanuj swoją kolejną podróż. Nawet krótką, ale pełną wrażeń. Odkryj miejsca, które zachwycają klimatem, smakiem i spokojem, jakiego na co dzień brakuje. Więcej na kobieta.interia.pl










