"Podróże osobiste" to autorski cykl, realizowany przez Joannę Leśniak. W swoich reporterskich opowieściach autorka zabiera nas w mniej znane zakątki Polski i Europy, w poszukiwaniu tego, co warte zobaczenia, usłyszenia, posmakowania. W jej historiach kryją się nie tylko własne doświadczenia, ale również opowieści lokalnych mieszkańców i ciekawostki, wyszukane w przewodnikach.
Szukasz miejsca na nietypowe wakacje, długi weekend lub city break? Ruszaj z nami w drogę. Tym razem przeniesiemy się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Dzięki opowieściom licencjonowanej przewodniczki przyjrzymy się zmianom, jakie przeszła grecka turystyka. Choć od zawsze składała obietnice fantastycznych wakacji, nie zawsze było wyłącznie bajkowo.
Spis treści:
- Pierwsze czartery i bezwarunkowy zachwyt Polaków
- Punkt zwrotny w greckiej turystyce
- Od masowego turysty do wycieczek szytych na miarę
- Kiedyś było normą. Dziś nie do pomyślenia
- Zwiedzanie w dobie mediów społecznościowych
- Podejście Greków do turystów. "Są niesamowicie cierpliwi"
- Teraz jachty, kiedyś wynoszenie jedzenia z restauracji
Pierwsze czartery i bezwarunkowy zachwyt Polaków
Współczesne podróżowanie jest proste. Z poziomu telefonu możemy kupić bilety lotnicze, często w atrakcyjnych cenach. Spontaniczny wyjazd na kilka dni nie wymaga gimnastyki logistycznej. Można zaryzykować stwierdzenie, że pewnie niektórym loty już spowszedniały, ale nie zawsze tak było. Jak zmieniła się Grecja od momentu, gdy po raz pierwszy wzięła Pani do ręki mikrofon przewodnika?
Anna Wojciechowska: - Zmieniła się bardzo i to pod wieloma względami. Zmieniło się nastawienie Greków do obsługi klientów, modyfikacjom uległa baza noclegowa, ale przede wszystkim widzę różnicę w oczekiwaniach samych turystów.
- Zaczynałam pracę na początku lat 2000., dokładnie wtedy, gdy do Grecji zaczęła docierać masowa turystyka czarterowa z Polski. Zanim zostałam przewodniczką, przez długi czas pracowałam jako pilotka wycieczek dla największych polskich touroperatorów. Mogłam więc obserwować ten proces z pierwszej linii.
- Wtedy wyjazd za granicę był dla wielu Polaków spełnieniem marzeń. Wcześniejsze odizolowanie sprawiało, że ludzie byli ogromnie głodni wiedzy i nowych doświadczeń. Zmiana otoczenia, jego "inność" stanowiła dla nich wartość samą w sobie. Chcieli jak najwięcej usłyszeć od pilota czy przewodnika. Chłonęli historię i opowieści o kraju.

- Oczekiwania co do warunków zakwaterowania nie były duże. Cieszono się samym faktem zagranicznego wyjazdu. Hotelarze w Grecji to wykorzystywali. Baza noclegowa była ograniczona, konkurencja stosunkowo niewielka, nie funkcjonował wtedy krótkoterminowy wynajem mieszkań, więc machina kręciła się sama. Niejednokrotnie nie przywiązywano wagi do tego, w jakich warunkach kwateruje się ludzi. Mimo że turyści płacili często spore pieniądze, komfort był sprawą drugorzędną. To, co turyści zastawali na miejscu, okazywało się niewystarczające nawet w stosunku do tych minimalnych oczekiwań. Dziś wychodzi się z tego koła bylejakości. Biura stosujące takie praktyki zaczęły po prostu tracić klientów.
Zobacz też: Tych owoców lepiej nie bierz z hotelowego bufetu. Mogą zepsuć cały urlop
Punkt zwrotny w greckiej turystyce
Biorąc pod uwagę to, jak wygląda infrastruktura turystyczna teraz, sporo się zmieniło. Kiedy nastąpił przełom w podejściu Greków do gości z zagranicy?
- Pierwszym przełomowym momentem był światowy kryzys finansowy, którego skutki Grecja szczególnie mocno odczuwała od 2009 roku. Liczba turystów wyraźnie spadła, a branża turystyczna stanęła przed nowymi wyzwaniami. Właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałam od greckich partnerów pytania: "Co możemy zrobić, żeby nasi goście byli bardziej zadowoleni?". To był dla mnie wyraźny sygnał, że zmienia się sposób myślenia o turystyce. Grecy zrozumieli, że piękne plaże i słoneczna pogoda już nie wystarczą, o klienta trzeba dbać, inwestować w jakość usług i budować relacje, bo tylko wtedy będzie chciał wrócić.
- Kolejny boom na nowy rodzaj usług przyniosła pandemia. Wtedy pojawiły się dotacje i różnego rodzaju wsparcie, do turystyki zaczęto podchodzić bardziej kreatywnie. Pojawiły się usługi, których nigdy wcześniej nie było. Przejażdżki tuk-tukami kojarzone z państwami azjatyckimi, zwiedzanie na segwayach czy rozwój turystyki rowerowej.

Od masowego turysty do wycieczek szytych na miarę
Zmieniła się Grecja, a co z samym turystami? Czy różnią się bardzo od podróżników sprzed dwóch dekad?
- Zdecydowanie. Przez te lata nasyciliśmy się wyjazdami. Turyści stali się bardziej świadomi i wymagający. Kiedyś do szczęścia wystarczały ciepłe morze i plaża. Dziś to za mało.
- Turystyka masowa wciąż ma się bardzo dobrze. Autokary pełne ludzi i duże wycieczki objazdowe nie zniknęły. Widzę jednak wyraźnie segment, którego wcześniej nie było na taką skalę. Chodzi o potrzebę obsługi indywidualnej, w znacznie mniejszych grupach. Nie chodzi tu nawet o klientów VIP, bo ci byli zawsze, ale o zwykłych turystów, którzy oczekują podejścia uszytego na miarę. Klienci szukają dzisiaj wyższej jakości. Są zainteresowani prywatnymi jachtami, kameralnymi przejazdami minibusami czy wycieczkami tematycznymi. Branża w Grecji musiała się do tego dostosować.
Kiedyś było normą. Dziś nie do pomyślenia
Gdyby miała Pani wskazać rzeczy z zakresu standardów w hotelach i szeroko pojętej infrastruktury turystycznej, które 20 lat temu była codziennością, a dziś wzbudziłyby w najlepszym wypadku zdziwienie, co by to było?
- Bez wątpienia dopłata za klimatyzację. Kiedyś to była powszechna praktyka, bazująca na ustaleniach biur podróży i hotelarzy. To był ich sposób na dodatkowy zarobek. Dziś klimatyzacja w greckim klimacie jest absolutnym standardem i nikt nie wyobraża sobie płacić za nią ekstra. Do tego czajnik w pokoju, zapewnienie wody w lodówce - kiedyś były to domeny hoteli wyższych kategorii, dziś norma niemal wszędzie.
- Właściciele hoteli wiedzą, że jeśli nie będą przeprowadzać remontów na bieżąco, wypadną z rynku. Klient nie akceptuje już rażących zaniedbań.
Zwiedzanie w dobie mediów społecznościowych
Dawniej turyści chcieli dowiedzieć się jak najwięcej. Byli spragnieni wiedzy, doświadczeń, historii. Jak zmienił się sam sposób zwiedzania? Czy media społecznościowe sprawiły, że opowieści przewodnika przegrywają z potrzebą odwiedzania miejsc znanych z Instagrama i innych serwisów?
- Podział jest bardzo wyraźny. Część osób przyjeżdża faktycznie głównie po to, by zrobić zdjęcia w miejscach z Instagrama. Robią to sami, z komórką w ręku, posiłkując się blogami czy czatem GPT. Nie uważam zresztą, żeby to było coś złego - po prostu znak czasów.
- Z drugiej strony obserwuję coraz większe zainteresowanie zwiedzaniem w kameralnym gronie z prywatnym przewodnikiem. Turyści nie szukają już wyłącznie przekazania wiedzy o zabytkach. Zależy im na indywidualnym podejściu i możliwości poznania Grecji z perspektywy mieszkańców. Chcą odkrywać miejsca, których często nie ma w przewodnikach, spróbować lokalnej kuchni w sprawdzonych restauracjach i lepiej zrozumieć grecką kulturę oraz codzienne życie. Coraz częściej liczy się nie tylko samo zwiedzanie, ale całe doświadczenie związane z podróżą.

Podejście Greków do turystów. "Są niesamowicie cierpliwi"
Prężny rozwój turystyki ma też ciemniejszą stronę. We Włoszech czy Hiszpanii głośno mówi się o protestach mieszkańców przeciwko masowemu napływowi podróżnych i wynajmowi krótkoterminowemu. Jak to wygląda w Grecji? Jak lokalsi odnoszą się do turystów?
- Rynek mieszkań i apartamentów do wynajęcia potężnie rozrósł się w Grecji, pozbawiając mieszkańców możliwości wynajęcia lokum w rozsądnych cenach. Problem jest bardzo poważny i wymaga systemowych rozwiązań ze strony państwa.
- Jednocześnie Grecy są niesamowicie cierpliwi i sama zastanawiam się czasem, skąd się to w nich bierze. To naród o ogromnej wrażliwości społecznej, który szybko protestuje, gdy dzieje się jakaś niesprawiedliwość. Mimo to protesty przeciwko turystom są tu naprawdę znikome.
- Z czego to wynika? Po pierwsze, turystyka jest jednym z najważniejszych filarów greckiej gospodarki. Szacuje się, że bezpośrednio lub pośrednio daje pracę bardzo dużej części społeczeństwa, dlatego Grecy doskonale zdają sobie sprawę z jej znaczenia. Po drugie, z mojego doświadczenia wynika, że Grecy mają wyjątkową umiejętność nawiązywania relacji z ludźmi. Turystę traktują przede wszystkim jak gościa, któremu chcą pokazać to, co w ich kraju najpiękniejsze. Są dumni ze swojej historii, kultury i tradycji i lubią się nimi dzielić. Polacy cieszą się w Grecji dużą sympatią i przez lata pracy nigdy nie spotkałam się z nieżyczliwym nastawieniem wobec naszych rodaków.
Zobacz też: Taki napiwek to obraza dla obsługi. Przewodniczka tłumaczy, czego nie robić w Turcji
Teraz jachty, kiedyś wynoszenie jedzenia z restauracji
Na przestrzeni ponad dwudziestu lat w greckiej turystyce doszło do sporej metamorfozy. Można więc założyć, że zmieniło się również podejście samych turystów. Czy zdarzały się jakieś obawy, nietypowe pytania albo zachowania, które dziś mogą wywołać zdziwienie albo uśmiech na twarzy?
- Początek tej masowej turystyki to były czasy, kiedy Polska po latach 90. dopiero się budowała i Grecja zaskakiwała zawsze na plus. Natomiast była drogim krajem z perspektywy budżetu przeciętnego Polaka. Nikogo nie dziwiło więc, że część turystów zabierała ze sobą własne jedzenie, traktując je jako sposób na ograniczenie wydatków. Nie każdego było stać, żeby stołować się w restauracjach.
- Zdarzało się również, że część turystów przygotowywała podczas śniadania prowiant na dalszą część dnia. Wynikało to przede wszystkim z chęci ograniczenia wydatków podczas wyjazdu. Czasem prowadziło to do nieporozumień z obsługą hotelu, ponieważ w większości obiektów wynoszenie jedzenia z restauracji nie było zgodne z obowiązującymi zasadami. Dziś turyści są znacznie lepiej zaznajomieni z lokalnymi zwyczajami, dlatego takie sytuacje zdarzają się już bardzo rzadko.

- Na początku rozwoju masowej turystyki z Polski bariera językowa była znacznie większa niż dziś. Wielu turystów nie posługiwało się jeszcze językiem angielskim, a aplikacje do tłumaczenia nie istniały. W takich sytuacjach przewodnik często pełnił również rolę tłumacza, pomagając w codziennej komunikacji z obsługą hoteli, restauracji czy sklepów. Dziś większość podróżnych potrafi porozumieć się po angielsku w podstawowym zakresie, a w razie potrzeby z pomocą przychodzą nowoczesne technologie.
- Jedną z najbardziej widocznych zmian jest dbałość o przestrzeń publiczną. Pamiętam miejsca, które dwadzieścia lat temu wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Samorządy i przedsiębiorcy zainwestowali w infrastrukturę, odnowiono wiele nadmorskich promenad, placów i terenów turystycznych. Dzięki temu Grecja jest dziś znacznie bardziej zadbana i przyjazna odwiedzającym.
- Po ponad 25 latach pracy z turystami widzę jak zmieniają się standardy, oczekiwania i sposób podróżowania, ale jedno pozostaje niezmienne. Grecja wciąż zachwyca. A największą satysfakcję daje mi obserwowanie, jak osoby, które przyjeżdżają tu po raz pierwszy, bardzo często wracają ponownie dla ludzi, historii i niezwykłej atmosfery tego kraju.
***
Kolejny tekst w cyklu "Podróże osobiste" już za dwa tygodnie, w czwartek 20 sierpnia.
***
O autorce:

Joanna Leśniak - Absolwentka socjologii o specjalizacji multimedia i komunikacja społeczna. Z Interią związana od 2021 roku. W zawodowej historii przez długi czas zgłębiała dynamicznie trendy związane ze stylem życia. Miłośniczka podróży, quizów i ciekawostek z najróżniejszych dziedzin, która rzadko kiedy wypuszcza z rąk aparat fotograficzny.
Zainspiruj się nowymi kierunkami i praktycznymi poradami dla podróżniczek. Sprawdź więcej artykułów na kobieta.interia.pl












