Podróże osobiste: Miasto prawie zapadło się pod ziemię. Dzisiaj błyszczy, choć niewielu tutaj dociera
Rozległe połoniny, dzika przyroda, niewielkie wioski z drewnianymi cerkwiami oraz słynne Jezioro Solińskie, zwane "bieszczadzkim morzem". To najczęstsze skojarzenia z województwem podkarpackim, widzianym jako kraina zielonych wzgórz i spokojnych miasteczek. W cieniu najbardziej znanych atrakcji istnieją miejsca, które z powodzeniem mogłyby znaleźć się na okładkach niejednego przewodnika. Idąc tym tropem, trafimy do miasta o niezwykłej historii, robiącej wrażenie architekturze i kameralnej atmosferze.

"Podróże osobiste" to autorski cykl, realizowany przez Joannę Leśniak. W swoich reporterskich opowieściach autorka zabiera nas w mniej znane zakątki Polski i Europy, w poszukiwaniu tego, co warte zobaczenia, usłyszenia, posmakowania. W jej historiach kryją się nie tylko własne doświadczenia, ale również opowieści lokalnych mieszkańców i ciekawostki, wyszukane w przewodnikach.
Szukasz miejsca na nietypowe wakacje, długi weekend lub city break? Ruszaj z nami w drogę. Można odnieść wrażenie, że o Jarosławiu w województwie podkarpackim mówi się zdecydowanie za mało. O ile większość osób zainteresowanych podróżami po Polsce kojarzy leżący nieopodal Zamek w Łańcucie, o tyle to miejsce pozostaje na peryferiach turystycznych planów. Czas, by Jarosław zagrał główną rolę, bo zdecydowanie na to zasługuje.
Spis treści:
- Dojazd dogodny, ale tłumów w Jarosławiu nie uświadczysz
- Tutejszych jarmarków zazdrościła cała Europa
- Nie tylko kramy. Handel widoczny w architekturze
- Jarosław - miasto, które niemal się zapadło
- Wchodzimy na rynek, a tam zaskoczenie
- Opactwo jak zamek i najpiękniejszy widok w mieście
Dojazd dogodny, ale tłumów w Jarosławiu nie uświadczysz
Jarosław leży pomiędzy Rzeszowem a Przemyślem, tuż przy ważnych szlakach komunikacyjnych Podkarpacia. Miasto nie należy do gigantów, licząc niespełna 35 tysięcy mieszkańców. Większość atrakcji znajduje się w obrębie historycznego centrum, więc zwiedzanie jest wyjątkowo komfortowe. Na zobaczenie najważniejszych miejsc wystarczy jeden dzień, choć spędzenie tutaj leniwego weekendu, poświęconego na powolne spacery śladami dawnej świetności miasta też brzmi całkiem obiecująco.
W tym momencie chyba niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ponieważ podczas mojej weekendowej wizyty w sercu miasta było zaskakująco cicho i spokojnie.
Tutejszych jarmarków zazdrościła cała Europa
Historia Jarosławia sięga średniowiecza. Narodziny miasta przypadły na XII wiek, ale potrzebowało nieco czasu na rozruch. Prawdziwy rozkwit nastąpił w XVI i XVII wieku, kiedy Jarosław odnalazł swoje przeznaczenie. Stał się jednym z największych ośrodków handlowych w Europie, ustępując w tej kategorii wyłącznie Frankfurtowi nad Menem.

Słynne jarosławskie jarmarki, odbywające się cztery razy w roku, przyciągały kupców nie tylko z Europy. Szacuje się, że w każdym uczestniczyło około 30 tysięcy przyjezdnych - mniej więcej tyle, ile dziś jest mieszkańców. Handlowano przyprawami, winem, suknem i końmi, a bogactwo płynące z handlu przełożyło się na rozwój miasta. Kolorowe jarmarki jak się patrzy! Jarosław był wówczas miejscem tętniącym życiem, pełnym handlarzy, podróżników i wielokulturowych wpływów.
Nie tylko kramy. Handel widoczny w architekturze
Tradycje kupieckie mocno oddziaływały na architekturę miejską i mowa nie tylko o funkcjonującym do dziś (choć z niezbyt dużą pompą) budynku Hali Targowej, dawniej nazywaną "Wiatą Targową". Zaglądając do środka kamienic okalających rynek, można zauważyć głębokie sienie. W przeszłości były rozbudowanymi zapleczami kupieckimi, mieszczącymi wyładowane towarami wozy i będącymi przestrzenią do prowadzenia interesów.

Jarosław - miasto, które niemal się zapadło
Wiele budynków skrywało również piwnice i podziemne korytarze, które przez wieki zamieniały się w magazyny dla cennych produktów. Wygląda na to, że Jarosław całą swoją architekturą opowiada historię dawnych jarmarków. Niestety, miało to swoje wady, które prawie doprowadziły do upadku miasta.
Drążenie kolejnych podziemnych pomieszczeń nie było specjalnie kontrolowane. Z czasem ich liczba stała się tak duża, że budynki były zagrożone katastrofą. W XX wieku istniało realne ryzyko, że miasto zwyczajnie zapadnie się pod swoim ciężarem. Na ratunek w 1954 roku przybyli naukowcy z krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej pod kierunkiem profesora Feliksa Zalewskiego, a dzięki ich pracy budynki udało się zabezpieczyć.
To, co dawniej straszyło, dziś stało się jedną z największych atrakcji Jarosławia. Zwiedzić można dwie trasy podziemne, które przybliżają historię Jarosławia i pozwalają wczuć się w klimat czasów, kiedy miastem rządził międzynarodowy biznes.
Wchodzimy na rynek, a tam zaskoczenie
Podróże po Polsce pokazały mi wiele czarujących zakątków. Centra mniejszych miast niejednokrotnie okazywały się całkiem urocze, ale niekoniecznie określiłabym je mianem spektakularnych. Co innego w Jarosławiu. W oczy od razu rzuca się neorenesansowy ratusz, który dumnie stoi na środku rynku i udowadnia, że miasto nie pozwala zapomnieć o czasach swojej świetności.

Kolejnym budynkiem, który przyciąga wzrok jest jedna z najpiękniejszych kamienic w Polsce, również świadcząca o dawnym bogactwie i prestiżu Jarosławia. Kamienica Orsettich, wybudowana w drugiej połowie XVI wieku, swój wygląd zawdzięcza jednemu z właścicieli - kupcowi pochodzącemu z Toskanii, handlującemu m.in. jedwabiem i wysokiej jakości włoskim suknem. Zmysł estetyczny widać także w formie jego siedziby. Dziś w jej murach znajduje się miejskie muzeum.

Zobacz też: Podróże osobiste: Jedno z najpiękniejszych miejsc obok Krakowa. Niewiele brakło, by popadło w ruinę
Opactwo jak zamek i najpiękniejszy widok w mieście
Przechadzając się po rynku, nie da się nie zauważyć kamienic z malowniczymi podcieniami. Na horyzoncie widać także cerkiew pw. Przemienienia Pańskiego. Choć nie udało mi się wejść do środka z powodu remontu, oglądany przed przeszklone drzwi imponujący ikonostas i tak zrobił duże wrażenie.
Nad miastem góruje opactwo benedyktyńskie, które bardziej przypomina obronną twierdzę niż klasztor. Wieże widoczne z daleka wyglądają jak siedziba księżniczek, a potężne mury znacznie bardziej kojarzą się z zamkiem niż świątynią. Takie zaskoczenia w podróży są bardzo mile widziane. Przyjemny widok na cały obiekt rozciąga się z nieco ukrytych ogrodów kolegiaty pw. Bożego Ciała.

Dziś tempo życia w Jarosławiu nie wydaje się tak szybkie, jak w czasach międzynarodowych jarmarków. Czy to minus? Niekoniecznie. Zwłaszcza dla osób, które chcą odkrywać nieoczywiste miejsca w Polsce. Jarosław daje możliwość zwiedzania we własnym tempie, na własnych zasadach. Kto wie, co odnajdziemy za rogiem mniej uczęszczanej uliczki lub w zakamarkach podwórka?
***
Kolejny tekst w cyklu "Podróże osobiste" już za dwa tygodnie, w czwartek 28 maja.
***
O autorce:

Joanna Leśniak - Absolwentka socjologii o specjalizacji multimedia i komunikacja społeczna. Z Interią związana od 2021 roku. W zawodowej historii przez długi czas zgłębiała dynamicznie trendy związane ze stylem życia. Miłośniczka podróży, quizów i ciekawostek z najróżniejszych dziedzin, która rzadko kiedy wypuszcza z rąk aparat fotograficzny.









