"Podróże osobiste" to autorski cykl, realizowany przez Joannę Leśniak. W swoich reporterskich opowieściach autorka zabiera nas w mniej znane zakątki Polski i Europy, w poszukiwaniu tego, co warte zobaczenia, usłyszenia, posmakowania. W jej historiach kryją się nie tylko własne doświadczenia, ale również opowieści lokalnych mieszkańców i ciekawostki, wyszukane w przewodnikach.
Szukasz miejsca na nietypowe wakacje, długi weekend lub city break? Ruszaj z nami w drogę. Podróż tym razem uprzyjemnią dźwięki marsza weselnego, ponieważ skupimy się na kulisach ślubów zagranicznych. Dlaczego polskie pary podejmują się wyzwania organizacji wesela na odległość i z jakimi wyzwaniami się to wiąże?
Joanna Leśniak, Interia: Można odnieść wrażenie, że dawniej w większości ślubnych przypadków powtarzał się jeden scenariusz. Najpierw uroczystość, potem przyjęcie weselne. Huczne, trwające do późnych godzin, obfitujące w tradycyjne dania kuchni polskiej i mniej lub bardziej subtelne zabawy dla gości. Dziś coraz częściej pary starają się "szyć" ślub idealnie pod siebie. Dlaczego jednak decydują się na rezygnację z tradycyjnego polskiego wesela na rzecz ślubu za granicą?
Lidia Wandas-Wilczura: - Tu powiedziałabym przede wszystkim, że nie zawsze uciekają od polskiego wesela. Częściej wybierają coś, co bardziej do nich pasuje. Przez wiele lat ślub był wydarzeniem mocno osadzonym w tradycji i oczekiwaniach rodziny. Sala, duża liczba gości, konkretne elementy wesela, które "powinny być". Dzisiaj coraz więcej par zadaje sobie inne pytanie. Nie "jak powinno wyglądać nasze wesele", ale "jak my naprawdę chcemy przeżyć ten dzień?". Dla jednych odpowiedzią będzie wielkie wesele w Polsce i to jest również piękne. Dla drugich będzie to ślub tylko we dwoje z romantyczną kolacją. Inni wybiorą przyjęcie dla 15-30 osób we włoskiej willi, ceremonię na nadmorskim klifie albo tydzień z najbliższymi na Mauritiusie.
- Motywacje są bardzo różne. Zdarza się, że jest to ucieczka od presji rodzinnej. Ślub za granicą trochę "resetuje zasady gry". Coraz częściej do głosu dochodzi chęć przeżycia czegoś wyjątkowego, zamiast organizowania "imprezy". To jest według mnie ogromna zmiana.
- Para chce stworzyć wspomnienie: wspólną podróż, kolację dzień wcześniej, ślub, następnego dnia rejs jachtem albo brunch, pizza party, wspólne plażowanie, zwiedzanie. Wiele moich par podkreśla, że to świetna okazja, aby w bardzo luźnej atmosferze dwie rodziny lepiej się poznały. Tym bardziej że prawdopodobnie nieprędko pojawi się szansa, by wszyscy znów się spotkali, zwłaszcza na tak wyjątkowych wakacjach.

Zobacz też: Powraca urlopowy hit. Warto pojechać we wrześniu, za rok mogą być tłumy
Nie tylko piękne widoki czy chęć przeżycia przygody wchodzą w grę. Sam przebieg uroczystości też okazuje się dla pary młodej kluczowy. Niektórzy wybierają zagraniczne kierunki również ze względu na bardziej przewidywalną pogodę. A jak wygląda rzeczywistość na miejscu?
- Na tradycyjnym weselu para czasami spędza większość wieczoru na witaniu się, robieniu zdjęć i rozmawianiu po kilka minut ze 150 osobami, a później staniu przy drzwiach i żegnaniu swoich gości. Przy 20-40 osobach naprawdę można być z ludźmi. Do tego dochodzi sceneria. Morze, palmy, klif, ogród oliwny, zabytkowa willa czy tropikalna wyspa same tworzą scenografię, która nie wymaga nadmiaru ozdobników.
- Ślub za granicą zaczyna się często kilka dni przed ceremonią i nie kończy o drugiej w nocy. Staje się częścią podróży i historii, którą para przeżywa razem z najbliższymi. Jest to wielodniowe doświadczenie - czy to we dwoje, czy z najbliższymi.
- Nie mówiłabym natomiast o "gwarancji pogody". To bardzo ważne. Nigdy nie obiecywałabym klientom pogody. Nawet na ciepłej, słonecznej wyspie może przyjść deszcz, silny wiatr czy fala upałów w środku sezonu. Oczywiście statystyka jest korzystna, ale wszystko się może zdarzyć.
Często słyszy się o astronomicznych cenach za "talerzyk" w polskich salach weselnych. Niejednokrotnie dodanie hasła "ślubny" do nazwy usługi jest w stanie podnieść jej cenę. W obliczu tego można spotkać się z opiniami, że zagraniczny ślub okazuje się tańszą alternatywą dla wesela w Polsce. Czy tak jest naprawdę?
- Byłabym ostrożna z popularnym hasłem: "ślub za granicą jest tańszy". Nie można porównywać 100-osobowego wesela w Polsce z ceremonią dla 15 osób w Grecji i powiedzieć, że druga opcja jest tańsza. To są dwa różne wydarzenia. Sam fakt, że ślub odbywa się za granicą, nie powoduje magicznie, że wszystkie usługi kosztują mniej. Fotograf, florysta, muzycy, transport czy dobra restauracja kosztują. Czasami więcej niż w Polsce. Oszczędność pojawia się najczęściej dlatego, że zmienia się skala wydarzenia. Jeżeli zamiast 120 osób mamy 25 gości, naturalnie zmienia się cały budżet lub zostaje on na tym samym poziomie, jednak jego przeznaczenie ulega zmianie.
- Jednocześnie można też zrobić bardzo luksusowy destination wedding dla 80 czy 100 osób, którego budżet będzie zdecydowanie wyższy niż klasycznego wesela w Polsce. Ślub wyjazdowy może być oszczędnością, ale bywa, że okazuje się też jednym z najbardziej luksusowych sposobów organizacji ślubu. Wszystko zależy od skali, miejsca i oczekiwań.

Para młoda i wąskie grono najbliższych osób. Tak często można sobie wyobrażać ślub pod palmami albo w klimatycznej winnicy. Czy to jednak reguła?
- Nie. I to bardzo dobrze obala stereotyp. W swojej pracy miałam ceremonie zarówno tylko dla pary, jak i grup liczących kilkanaście albo kilkadziesiąt osób. Zdarzały się także znacznie większe wydarzenia na ponad sto uczestników. Najczęściej na ślubach wyjazdowych pojawiają się grupy około kilkunastu-kilkudziesięciu osób, ale nie jest to żadna reguła. Organizowałam śluby, na które para przyjeżdżała sama, ale również takie, na które goście lecieli z kilku krajów. Destination wedding nie oznacza automatycznie mikroślubu.
- Trzeba wziąć pod uwagę, że im większa grupa, tym bardziej ślub zaczyna przypominać logistycznie mały event turystyczny. Trzeba pomyśleć o: lotach, hotelach, transferach, różnych godzinach przylotu, dzieciach, seniorach, bagażach, dietach, wycieczkach, komunikacji z gośćmi, atrakcjach.
- Do tego dochodzi szereg innych spraw związanych z logistyką zarówno gości, jak i dostawców poszczególnych usług. Właśnie tutaj wedding planner nie jest już tylko osobą od kwiatów i pilnowania harmonogramu. To jest manager projektu ślubnego i w tym specjalizuje się moja firma.
Prozaiczną, ale niezwykle istotną kwestią, która zastanawia wiele osób w przypadku ślubu zagranicznego, są finanse. Kto płaci za przeloty i noclegi gości? Jaki jest w tej dziedzinie savoir-vivre?
- Nie ma zasady, że para młoda musi finansować przeloty i pobyt wszystkich gości. Najczęściej część gości opłaca swoją podróż oraz czasami zakwaterowanie. To wszystko zależy od wielu czynników. Podobnie jak w Polsce. W niektórych regionach przyjęte jest, że goście pokrywają koszty zakwaterowania lub tylko najbliższa rodzina otrzymuje nocleg. Dojazd na ślub i przyjęcie jest zupełnie czymś normalnym. Podobnie jest z zagranicą. Para może natomiast finansować: transport w dniu ślubu, wesele, welcome dinner - kolację powitalną, brunch następnego dnia, wybrane atrakcje, część pobytu albo pokoje dla najbliższej rodziny.
- Dla mnie najważniejsza zasada savoir-vivre'u brzmi: gość powinien od początku dokładnie wiedzieć, z jakimi kosztami wiąże się jego przyjazd. Nie zapraszamy kogoś na drugi koniec Europy, a dopiero później informujemy, że hotel kosztuje 250 euro za noc i trzeba zostać minimum cztery noce. Dajemy ludziom odpowiednio dużo czasu do przygotowania się - również pod kątem finansowym.

- Druga rzecz, którą warto powiedzieć odważnie: jeżeli ktoś wydaje kilka tysięcy złotych na lot, hotel i urlop, żeby być z parą w dniu ślubu, jego obecność sama w sobie jest ogromnym prezentem. Dlatego w przypadku destination weddings oczekiwania dotyczące prezentów powinny być zdecydowanie bardziej elastyczne. Słyszę często w swojej praktyce jak nowożeńcy mówią: "naszym prezentem będzie wasz przyjazd i obecność".
Skoro wyjeżdżamy poza miejsce zamieszkania, a nawet opuszczamy granice kraju, chcemy, by miejsce było idealne. Jakie kierunki zagraniczne są najczęściej wybierane przez pary młode?
- Grecja pozostaje bardzo wdzięcznym kierunkiem, ponieważ oferuje wyspy, morze i ogromną różnorodność miejsc. Włochy sprawdzają się szczególnie w sytuacjach, gdy para szuka elegancji, architektury, świetnej kuchni i klimatu bardziej "dolce vita" niż klasycznego beach wedding - wesela na plaży. Ogromne możliwości daje również Hiszpania, oferująca zarówno śródziemnomorskie pejzaże, jak i historyczne posiadłości.
- Do tego dochodzą kierunki wyspiarskie i egzotyczne: rozciągają się od Europy po Mauritius, Seszele, Bali, Dominikanę czy Meksyk. Egzotyka może być jednak różnie rozumiana. Dla mnie nie zawsze oznacza odległość. Czasami większym zaskoczeniem dla gości jest ceremonia w miejscu, do którego normalny turysta nigdy by nie trafił, niż ślub na popularnej tropikalnej plaży.

Bajeczny krajobraz, który tylko potęguje wzruszenia podczas ceremonii. Piękne zdjęcia plenerowe, które w niczym nie przypominają sesji robionych na szybko w ciasnym studiu. Brzmi jak zupełnie beztroskie doświadczenie. Można jednak z dużą dozą śmiałości założyć, że to tylko złudzenie.
- Największy mit to przekonanie, że ślub za granicą oznacza mniej organizacji. Często jest dokładnie odwrotnie. Dochodzą kwestie prawne i językowe. Organizacja lotów, transportu na miejscu, noclegów, lokalnych przepisów, pogoda, komunikacja z zagranicznymi usługodawcami. Para może mieć mniej stresu, ale właśnie dlatego, że wedding planner tę logistykę przejmuje. Nie jest osobą, która wybiera kolor serwetek, a kimś, kto w kryzysowej sytuacji staje się producentem wydarzenia i logistycznym centrum dowodzenia.
- Ślub za granicą nie jest rozwiązaniem dla każdego. Jeżeli najważniejsze jest dla pary, żeby w uroczystości uczestniczyło 180 osób, w tym starsi członkowie rodziny, którzy nie podróżują, być może wesele w Polsce będzie lepszym wyborem. Destination wedding ma sens wtedy, kiedy jego forma jest zgodna z parą, a nie dlatego, że jest modny.
- Co równie istotne, nie organizujemy ślubu za granicą przeciwko gościom. Para może marzyć o Mauritiusie czy Dominikanie, ale jeśli zaprasza 70 osób, powinna również spojrzeć na to ich oczami. Ile kosztuje lot? Czy jest bezpośredni? Czy trzeba brać 5-7 dni urlopu? Czy rodziny z dziećmi sobie poradzą? Czy seniorzy mogą bezpiecznie podróżować na tak długich dystansach? Wyjazdowy ślub powinien być marzeniem pary, ale nie powinien być logistyczną karą dla gości.
- Sama wzięłam ślub na Santorini w 2017 roku w otoczeniu bliskich osób, więc mogę mówić nie tylko jako wedding plannerka, ale też jako panna młoda, która sama wybrała ślub za granicą. Znam ten rodzaj ślubu z obu stron. Organizuję takie uroczystości zawodowo od 2010 roku i dobrze rozumiem, że ostatecznie nie chodzi o palmę, morze czy piękny hotel. Chodzi o emocje i o to niesamowite poczucie, że wszyscy przyjechali właśnie tutaj, żeby przeżyć ten moment razem z nami. Wrażenia i wspomnienia nasze oraz całej rodziny - bezcenne.
***
Kolejny tekst w cyklu "Podróże osobiste" już za dwa tygodnie, w czwartek 17 września.
***
O autorce:

Joanna Leśniak - Absolwentka socjologii o specjalizacji multimedia i komunikacja społeczna. Z Interią związana od 2021 roku. W zawodowej historii przez długi czas zgłębiała dynamicznie trendy związane ze stylem życia. Miłośniczka podróży, quizów i ciekawostek z najróżniejszych dziedzin, która rzadko kiedy wypuszcza z rąk aparat fotograficzny.
Zainspiruj się nowymi kierunkami i praktycznymi poradami dla podróżniczek. Sprawdź więcej artykułów na kobieta.interia.pl












