Spis treści:
- Już z samochodu słychać wodospad. Droga jest atrakcją sama w sobie
- Nie stworzyła go natura. Nietypowa historia powstania giganta
- Tuż pod wodospadem można zmoknąć do suchej nitki
- Ich miłość miała stworzyć wodospad. Legenda od pokoleń żyje wśród mieszkańców
- Z Rzymu na jednodniową wycieczkę. Jak najlepiej dotrzeć do wodospadu Marmore?
Już z samochodu słychać wodospad. Droga jest atrakcją sama w sobie
Do wodospadu Marmore wybieram się specjalnie z Rzymu - podróż samochodem zajmuje około 1,5 godziny, choć trudno nazwać ją zwykłym dojazdem. Trasa okazuje się atrakcją samą w sobie: serpentyny wijące się między zielonymi wzgórzami dostarczają niemałych wrażeń i są świetnym wstępem do właściwej wizyty.
Obecność wodospadu czuć jeszcze zanim się go zobaczy - przez uchylone okno samochodu wdziera się donośny szum wody, a nad drogą unosi się delikatna mgiełka. Po odnalezieniu miejsca parkingowego, co w sierpniu graniczyło niemal z cudem, kieruję się w stronę kasy.
Wstęp na teren kompleksu kosztuje 12 euro - opłata szybko okazuje się w pełni uzasadniona, bo park oferuje kilka starannie wytyczonych tras pozwalających podziwiać zarówno górne, jak i dolne partie kaskady, a także najpotrzebniejszą infrastrukturę, w tym toalety. Idąc w stronę wejścia, po raz pierwszy dostrzegam wodospad z bliska - i muszę przyznać, że fotografie nie oddały mu sprawiedliwości: w rzeczywistości robi zdecydowanie większe wrażenie.
Zobacz również: Podróże na własną rękę: Pojechałam na kraniec obcasa Włoch. Tę plażę nazywają Malediwami
Nie stworzyła go natura. Nietypowa historia powstania giganta
Cascata delle Marmore to najwyższy sztuczny wodospad w Europie. Woda spada tu z hukiem z wysokości 165 metrów, a sama kaskada podzielona jest na trzy odcinki, z których najwyższy liczy 83 metry. Oglądana z dołu robi ogromne wrażenie - wodospad prezentuje się spektakularnie, jest niezwykle potężny, nic więc dziwnego, że obecnie wykorzystywany jest do produkcji energii.
Co ciekawe, wodospad przez wieki był przyczyną licznych sporów. Ich bohaterami byli mieszkańcy dwóch sąsiadujących miast - Rieti i Terni. Już w czasach Imperium Rzymskiego mieszkańcy Rieti skarżyli się na regularne zalewanie pól uprawnych przez wylewającą rzekę Velino. W 272 roku p.n.e. z odsieczą przyszedł rzymski konsul Curio Dentato, który zlecił budowę kanału Cavo Curiano, kierującego wody rzeki na wysokie urwisko - i w ten sposób dał początek wodospadowi.
Rozwiązanie osuszyło tereny wokół Rieti, ale zaczęło podtapiać pastwiska i uprawy mieszkańców Terni oraz okolicznych wiosek. Tak narodził się wielowiekowy spór: jedna strona próbowała zniszczyć kanał, druga za wszelką cenę broniła jego istnienia. Przez stulecia budowano kolejne kanały i przebudowywano istniejące, aż wodospad przyjął obecny kształt dopiero w 1787 roku.

Tuż pod wodospadem można zmoknąć do suchej nitki
Zanim jednak wkroczę na szlak, zatrzymuję się przy tablicy informacyjnej z mapą. Do wyboru mam aż sześć ścieżek, każda oznaczona innym kolorem, każda oferować ma nieco inne widoki i wrażenia. Już na pierwszy rzut oka widać, że cały kompleks jest znakomicie zorganizowany - szlaki oznaczono na tyle czytelnie, że trudno tu zbłądzić, a wzdłuż tras nie brakuje miejsc na odpoczynek.
Na dole, z panoramicznym widokiem na trzypoziomową kaskadę, działa większy bar z przekąskami, a przy górnym tarasie widokowym Belvedere Specola Pio VI czeka mniejszy punkt gastronomiczny. Zarówno u podnóża, jak i na szczycie znajdziemy toalety oraz sklepiki z pamiątkami.
Na początek wybieram ścieżkę numer 2 - L'anello della ninfa, oznaczoną kolorem niebieskim. Prowadzi ona najbliżej wodospadu, po schodach i drewnianych kładkach, z których widać drugi i trzeci poziom kaskady. To krótka, 300-metrowa trasa, którą pokonuję się w około 15 minut. Podchodząc coraz bliżej wodospadu, zaczynam żałować, że nie wzięłam ze sobą peleryny przeciwdeszczowej - ludzie wracający z tej ścieżki wyglądają, jakby zaskoczyła ich ulewa. Gdy docieram na wysunięty punkt widokowy, rozumiem dlaczego: po trzech minutach jestem już niemal przemoczona. To jednak najlepszy dowód siły tego żywiołu - i tego, jak blisko można go doświadczyć.
Schodząc niżej, trafiam na widok, który okazuje się dla mnie największym zaskoczeniem tego dnia. Niewielki kanion, wzdłuż którego prowadzi ścieżka numer 3 (L'incontro delle acque) wygląda jak wyjęty z filmu przygodowego - porasta go egzotyczna roślinność, a turkusowa woda spokojnie płynąca między skałami podkreśla kontrast marmurowych skał i zieleni. W ciągu kilku minut przenoszę się do zupełnie innego świata. Trasa biegnie wzdłuż rzeki Nera u podnóża wodospadu, skąd można podziwiać skalne ściany wyrzeźbione przez wodę oraz bujną roślinność. Liczy zaledwie 200 metrów, a jej przejście zajmuje około 10 minut.
Na koniec mojej wizyty w tym miejscu postanawiam jeszcze wspiąć się na sam szczyt wzgórza, aby zobaczyć wodospad z innej perspektywy. W tym celu ruszam trasą numer 1, L'antico passaggio, oznaczoną kolorem czerwonym. Prowadzi z dołu, od Piazzale Velino, aż na górny taras widokowy, i niemal w całości składa się ze schodów. To najważniejsza, ale też najbardziej wymagająca ścieżka w parku - stroma, momentami śliska, nieodpowiednia dla dzieci poniżej trzeciego roku życia.
Widok ze szczytu w pełni wynagradza trud tej wspinaczki. Stąd rozpościera się oszałamiająca panorama na całą dolinę - u stóp rozciąga się miasteczko ukryte w łagodnych objęciach okolicznych wzgórz, a w tle maluje się malowniczy krajobraz regionu. Nad tym wszystkim króluje sam wodospad, a nad jego kaskadą co jakiś czas pojawia się delikatna tęcza, tworząc obraz jak z pocztówki.

Zobacz również: Mało kto zna te miejsca we Włoszech. We wrześniu wypoczniesz za pół ceny
Ich miłość miała stworzyć wodospad. Legenda od pokoleń żyje wśród mieszkańców
Jak często bywa w takich miejscach, o powstaniu wodospadu opowiada lokalna legenda - niezbyt znana wśród turystów, za to chętnie przekazywana przez miejscowych z pokolenia na pokolenie, zwłaszcza najmłodszym mieszkańcom regionu.
Według opowieści dawno temu piękna nimfa o imieniu Nera zakochała się w młodym pasterzu Velino. Ich miłość nie spodobała się bogini Junonie, która postanowiła ukarać nimfę - zaprowadziła ją na szczyt góry i zamieniła w rzekę noszącą jej imię do dziś. Zrozpaczona Nera popłynęła rzeką własnych łez aż do miejsca, w którym niegdyś spotkała ukochanego. Gdy Velino dowiedział się o jej losie, rzucił się z urwiska, by na zawsze się z nią połączyć. Ten skok w głębiny wodospadu ma symbolizować ich nieskończoną miłość.

Z Rzymu na jednodniową wycieczkę. Jak najlepiej dotrzeć do wodospadu Marmore?
Wycieczka do Cascata delle Marmore to znakomity pomysł na jednodniową wyprawę z Rzymu - warto zarezerwować na nią cały dzień, by w spokoju zwiedzić wszystkie trasy i nie odczuwać presji czasu. Najwygodniej dotrzeć tu samochodem, co daje pełną swobodę i pozwala zatrzymać się po drodze w dowolnym miejscu. Decydując się na własne cztery kółka, warto rozbudować ten wypad o nieco dłuższą trasę po okolicach Rzymu - region ten skrywa bowiem prawdziwe perełki, o których łatwo zapomnieć, planując wycieczkę tylko pod kątem samego wodospadu.
Jednym z takich miejsc jest Civita di Bagnoregio, o której pisałam już zresztą w jednym z wcześniejszych artykułów. Ta niewielka, średniowieczna osada od wieków trwa na szczycie samotnego tufowego wzgórza, kurczowo trzymając się krawędzi osuwających się klifów, jakby w każdej chwili mogła runąć w przepaść razem z otaczającą ją ziemią. To właśnie z tego powodu zyskała przydomek "zanikającego miasta". Choć niemal wszyscy stali mieszkańcy dawno opuścili te mury, miasteczko wciąż żyje - każdego roku odwiedza je blisko milion turystów zafascynowanych jego niezwykłym, niemal baśniowym położeniem.
Przedłużając podróż jeszcze bardziej, w okolicy warto zobaczyć również Orte, malownicze Orvieto oraz spokojne Spoleto - każde z tych miejsc ma swój charakter i z pewnością dostarczy równie niezapomnianych wrażeń, co sam wodospad Marmore.
Zainspiruj się nowymi kierunkami i praktycznymi poradami dla podróżniczek. Sprawdź więcej artykułów na kobieta.interia.pl













