Stilo. Czarny koń pomorskich wakacji bez tłumów i kramów
Coraz więcej turystów szuka cichych i spokojnych miejsc nad polskim morzem. Mamy dość hałaśliwych promenad, kramów z pamiątkami i diabelskich młynów, czy odgłosów cymbergaja. Czy są w ogóle jeszcze miejscowości nad Bałtykiem, które zachowały swój spokojny i relaksujący charakter? Wygląda na to, że taką podróżniczą perełką może być Stilo.

Osetnik czy Stilo? Turyści rzadko wiedzą o tym miejscu
Na mapie trudno znaleźć to miejsce. Chodzi o Stilo. Oficjalnie tej miejscowości właściwie już nie ma - znajduje się tu osada Osetnik, kilka kilometrów od wsi Sasino. A jednak nazwa Stilo wciąż żyje i ma się całkiem nieźle. Tak mówią o tym miejscu mieszkańcy i tak nazywa się stojąca tu od ponad stu lat latarnia morska, jedna z najbardziej niezwykłych na polskim wybrzeżu.
Droga tu prowadzi przez las. Najpierw asfaltową szosą z Sasina, potem coraz węższą leśną drogą. To już samo w sobie sprawia, że jest magicznie, cicho, wolniej. Sosny pachną żywicą, a między drzewami zaczyna migotać światło. W końcu wśród zieleni pojawia się smukła, metalowa wieża w czarno-biało-czerwone pasy - Latarnia Morska Stilo.
Nie stoi na klifie, bardzo blisko morza, jak większość latarni. Ukryta jest w środku lasu, jak jakiś skarb, ponad kilometr od morza, na wysokiej wydmie. I może właśnie dlatego wygląda tak niezwykle, jakby ktoś postawił ją tu trochę przez przypadek.
Wieża ta powstała w latach 1904-1906, gdy te tereny należały jeszcze do Niemiec. Była odpowiedzią na serię katastrof morskich. Statki płynące wzdłuż wybrzeża często gubiły orientację, a sztormy wyrzucały je na mielizny w tej części Bałtyku.
Latarnia została zbudowana z prefabrykowanych żeliwnych elementów, skręcanych niczym ogromna konstrukcja z metalowych klocków. Ma 33 metry wysokości, a ponieważ stoi na wydmie wznoszącej się kilkadziesiąt metrów nad poziomem morza, jej światło widać z odległości ponad czterdziestu kilometrów.
Jej charakterystyczne pasy - czarny, biały i czerwony - sprawiają, że trudno pomylić ją z jakąkolwiek inną latarnią na polskim wybrzeżu. Niektórym kojarzy się z domem bajkowych Muminków, choć kolorystka nieco się różni, to wygląda po prostu baśniowo.
Las, który miał powstrzymać piasek

Dziś trudno w to uwierzyć, ale jeszcze ponad sto lat temu w tym miejscu prawie nie było lasu. Nad Bałtykiem dominowały ruchome wydmy. Wiatr przenosił tony piasku, które potrafiły zasypywać drogi i pola.
Dlatego na przełomie XIX i XX wieku zaczęto sadzić tu ogromne połacie lasu iglastego, w którym dominują sosny. Las miał zatrzymać wędrujący piasek i ustabilizować wydmy. Plan szybko okazał się być doskonałym rozwiązaniem. Dziś wokół latarni rozciąga się gęsty nadmorski bór, który w słoneczne dni pachnie żywicą, a kiedy wiatr porusza koronami drzew, w lesie słychać szum przypominający odległe morze.
A co z plażą? W końcu to dla niej turyści z całej Polski pokonują w majówkę, czy w wakacje setki kilometrów, by zaznać plażowania. Od latarni do plaży prowadzi piaszczysta droga przez wydmy. Spacer zajmuje kilkanaście minut i jest naprawdę przyjemnym czasem. Po drodze pojawiają się kępy trawy wydmowej, karłowate sosny i pojedyncze krzewy rokitnika.
A gdy kończy się las, przed oczami otwiera się szeroka, jasna plaża i Bałtyk. Nawet w środku sezonu można tu znaleźć miejsce, gdzie nie widać nikogo w promieniu kilkuset metrów. Nie jest ona tak zatłoczona, jak ta w Kołobrzegu, Mielnie, czy Sopocie. To też jest swego rodzaju magią Stilo. To jeden z tych fragmentów wybrzeża, gdzie wciąż można usłyszeć tylko wiatr i fale.
Historia o statku widmie. Opowieść z dreszczykiem emocji w tle
Dla tych, którzy lubią miejsca z historią, czasem z dreszczykiem emocji w tle, Stilo będzie idealne. Miejscowi od dawna opowiadają historię o statku, który miał rozbić się u wybrzeży Stilo w XIX wieku. Według legendy podczas jednego z zimowych sztormów roztrzaskał się tu żaglowiec płynący z ładunkiem drewna. Załoga zginęła, a szczątki statku przez wiele lat wyrzucało na brzeg. Rybacy twierdzili później, że podczas mglistych nocy na morzu można było zobaczyć ciemny zarys żaglowca, który pojawiał się na chwilę między falami, po czym znikał. Mówili, że to duch statku, który wciąż szuka drogi do portu.
Nie wiadomo, ile w tej historii prawdy, ale do dziś starsi mieszkańcy wspominają ją przy ogniskach na plaży.
Inna historia dotyczy strażników światła. Latarnia przez wiele lat była obsługiwana przez latarników mieszkających w niewielkich domach obok wieży. Ich praca wymagała cierpliwości i samotności. Musieli pilnować mechanizmów, czyścić soczewki i dbać o to, by światło nigdy nie zgasło - nawet podczas sztormów, gdy wiatr szarpał drzwiami, a morze huczało gdzieś za wydmami. Mówi się, że dawni latarnicy potrafili po samym dźwięku fal rozpoznać nadchodzący sztorm.
Wyjątkowość Stilo. Tego tutaj nie znajdziesz

Stilo nie jest kurortem. Nie ma tu promenady, parków rozrywki ani głośnych barów. Największą atrakcją jest cisza. Latem przyjeżdżają tu ludzie, którzy chcą odpocząć od tłumów jak w Łebie czy Władysławowie. Spacerują po lesie, jeżdżą rowerami po piaszczystych drogach albo po prostu siedzą na wydmach i patrzą na morze.
W pobliżu znajduje się też jeden z najpiękniejszych fragmentów wybrzeża - Słowiński Park Narodowy, znany z ruchomych wydm i ogromnych przestrzeni dzikiej przyrody.
Kiedy wieczorem słońce zaczyna zachodzić nad Bałtykiem, a w lesie robi się cicho, latarnia w Stilo zapala swoje światło. Co kilka sekund jasny błysk przecina ciemność nad morzem. Dla statków to znak nawigacyjny, a dla turystów przypomnienie, że wciąż istnieją miejsca, gdzie czas płynie wolniej, a morze brzmi tak samo jak sto lat temu.








