- Boże Narodzenie to jedno z najpiękniejszych świąt, pełne tradycji, zwyczajów i obrzędów. Jest ono niezwykle bogate w symbolikę, łączącą dawne wierzenia pogańskie z tradycją chrześcijańską - opowiada Interii Hanka Rybka, wokalistka i dyrektorka artystyczna Międzynarodowego Festiwalu Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem i wspomina dawne zwyczaje górali. - Jednym z nich było przynoszenie do izby snopka zboża, który miał zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku. Sianko wkładane pod obrus symbolizowało narodziny Pana Jezusa w stajence. Pod obrus chowano również pieniądze - wierzono, że kto usiądzie blisko miejsca, gdzie się znajdowały, temu przez cały rok będzie się dobrze wiodło i nie zabraknie dostatku.
Wolne miejsce dla duszy zmarłego
Zanim w domach na dobre zagościła przystrojona choinka wieszano zielone gałązki świerku, jodły lub sosny. - Mój tato, jako głowa rodziny, przed wieczerzą wigilijną wchodził do domu z gałązką jodły uformowaną na kształt krzyżyka, tzw. podłaźniczką. Występował w roli gościa zwiastującego narodziny Pana Jezusa. Podłaźniczkę umieszczał nad drzwiami, aby chroniła domowników od zła. Następnie odmawialiśmy wspólną modlitwę i zasiadaliśmy do stołu - wspomina góralka.

- Jak w wielu domach, również u nas zawsze znajdowało się jedno wolne miejsce. Dawniej mówiono, że jest ono przeznaczone dla duszy zmarłego, który ostatni raz zasiadał z rodziną przy wigilijnym stole. Nie zamykano domu na noc ani nie przykrywano garnków, wierząc, że tej nocy przychodzą dusze zmarłych domowników. W późniejszych latach wolne miejsce zaczęto postrzegać jako przeznaczone dla niespodziewanego gościa z drogi - snuje swoją opowieść Hanka Rybka.
Opłatek w stajni
- Po wieczerzy udawaliśmy się do stajni, aby podzielić się opłatkiem ze zwierzętami. Przeznaczone były do tego kolorowe opłatki. Na talerzach celowo nie zjadano wszystkiego, aby resztki również trafiły do zwierząt, którym po kolacji wigilijnej także dawano jedzenie.
Góralom od zawsze towarzyszy muzyka, w pracy i w życiu. Dźwięk "góralskich skrzypiec" to niepowtarzalna melodia niosąca echo minionych pokoleń. Gwara i rytm tworzą tu idealny duet. Wiele znanych kolęd, jak chociażby "Oj maluśki, maluśki", narodziło się na południu Polski i zawiera słowa pochodzące z góralskiej gwary.
Góralskie zaloty

Obowiązkowym elementem świąt była i nadal jest pasterka - msza święta odprawiana o północy. Po Pasterce kawalerowie idą na tradycyjne "podłazy". - Piękna, wciąż żywa i aktualna tradycja, kultywowana do dziś na Skalnym Podhalu. Jest ona szczególnie wyczekiwana przez młode dziewczęta i panny - opowiada Hanka Rybka. - Po mszy pasterskiej młodzi chłopcy - kawalerowie - wyruszają do wcześniej upatrzonych dziewcząt. Ubrani w stroje góralskie, często w większej grupie, wraz z kolegami grającymi na instrumentach, udają się do domu swojej wybranki. Gdy docierają na miejsce, jeszcze przed wejściem rozbrzmiewa muzyka góralska, a gospodarze otwierają drzwi. Wówczas kawalerowie wchodzą do izby, sypią owsem i wypowiadają życzenia:
"Na scyńściy, na zdrowiy, na to Boze Narodzenie,
coby siy wom darzyło, mnożyło żyćko, boskie stworzenie..."

- Życzenia te miały zapewnić domownikom dobrobyt, pomyślność i dostatek w nadchodzącym roku. Gospodarze zapraszają gości do stołu, a rolą rodziny jest serdeczne przyjęcie i ugoszczenie kawalerów. Zabawa zazwyczaj trwa długo - niekiedy nawet do białego rana.










