Trzy jeziora, jeden las i niezliczone możliwości
Na mapie wyglądają niepozornie. W rzeczywistości tworzą jedną z najciekawszych tras rekreacyjnych na pograniczu województwa pomorskiego i zachodniopomorskiego.
Jezioro Łętowskie, Korzybie i Dudek-Ścięgnica położone są tak blisko siebie, że można odwiedzić je podczas jednej wycieczki. Łączą je leśne drogi udostępnione do ruchu, dzięki czemu bez problemu dotrzemy tam samochodem, kamperem czy rowerem. Miłośnicy pieszych wędrówek również będą zachwyceni - można zostawić auto i przez wiele godzin wędrować wyłącznie wśród drzew.
To właśnie ta bliskość sprawia, że miejsce wyróżnia się na tle wielu innych atrakcji regionu, ale turyści rzadko tu zaglądają. Nie trzeba wybierać jednego jeziora. W ciągu jednego dnia można zobaczyć trzy zupełnie różne akweny, a droga pomiędzy nimi jest równie piękna jak same miejsca docelowe.
Razem z moim psem wybraliśmy właśnie taki wariant. Okazało się, że była to jedna z najbardziej udanych jednodniowych wypraw, jakie odbyliśmy w ostatnim czasie.
Kraina wyrzeźbiona przez lodowiec

Choć niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, krajobraz tej części Pomorza powstał kilkanaście tysięcy lat temu, kiedy ustępujący lądolód pozostawił po sobie morenowe wzgórza, zagłębienia oraz setki jezior. To właśnie dlatego okolica jest tak malownicza.
Znaczna część terenów wokół Jeziora Łętowskiego znajduje się w Obszarze Chronionego Krajobrazu "Jezioro Łętowskie oraz okolice Kępic", utworzonym dla ochrony wyjątkowego krajobrazu polodowcowego oraz cennych siedlisk przyrodniczych. Lasy zajmują tutaj około trzy czwarte powierzchni, dlatego można odnieść wrażenie, że cywilizacja została daleko za plecami.
To także jeden z powodów, dla których spotkanie z dzikimi zwierzętami nie należy tutaj do rzadkości. Mnie przywitały sarna i lis, ale cierpliwi obserwatorzy mają szansę wypatrzyć także żurawie, zimorodki, bieliki czy bociany czarne, które występują w tej części Pomorza.
Jezioro Łętowskie. Największe i najbardziej wszechstronne

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy od Jeziora Łętowskiego. To największy akwen na całej trasie, liczący ponad 400 hektarów powierzchni i jednocześnie największe jezioro gminy Sławno.
Już z parkingu uwagę przyciąga długi drewniany pomost z bocznymi odnogami. Takie rozwiązanie ułatwia korzystanie z kajaków i innych jednostek pływających. Co ważne, na miejscu można kajaki wypożyczyć, dlatego nie trzeba przyjeżdżać z własnym sprzętem. W szopie z wynajmem sprzętu wodnego, przywitała nas pani, która nie tylko wypożyczy kajak, ale też opowie ciekawostki o rejonie.
Przy pomoście znajduje się teren przeznaczony do biwakowania. Osoby planujące nocleg powinny jednak pamiętać o wcześniejszym zgłoszeniu pobytu do gminy i uzyskaniu zgody na wjazd na teren kampingu.
Choć zejście do wody znajduje się właściwie w jednym miejscu, jezioro bardzo długo pozostaje płytkie. To świetna wiadomość dla rodzin z dziećmi, ale również dla osób wypoczywających z psem, którzy chcą poćwiczyć bezpieczny aport wodny ze zwierzęciem.
Patrząc na radość mojego psa, trudno było samemu nie wejść do jeziora. W upalny dzień taka kąpiel okazała się najlepszym zakończeniem spaceru.
Spacerując brzegiem jeziora łatwo zrozumieć, dlaczego wielu mieszkańców porównuje to miejsce do Mazur. Rozległa tafla wody, cisza i ściana lasu tworzą krajobraz, którego trudno spodziewać się tak blisko wybrzeża.
Co ciekawe, jeszcze kilkadziesiąt lat temu na Jeziorze Łętowskim funkcjonowała hodowla pstrąga w sadzach. Dziś niewiele osób pamięta o tym epizodzie, a jezioro kojarzy się przede wszystkim z rekreacją i wypoczynkiem. Patrząc na czystość wody w tym akwenie, to nic dziwnego, bo woda aż zachęca, by do niej wejść lub wypłynąć na środek jeziora kajakiem czy SUP-em.
Korzybie. Niewielkie jezioro z klimatem rodzinnego pikniku

Kolejnym przystankiem było Korzybie. To jezioro znacznie mniejsze od Łętowskiego, ale ma swój niepowtarzalny charakter. Te dwa jeziora łączy droga leśna, która wije się przez kilka kilometrów, a otoczenie zmienia się co jakiś czas. Mijamy piękne sosny, rozłożyste polany z fantazyjnymi trawami, w różnych kolorach, a także staw rybny - też ukryty w lesie.
Gdy docieramy do Korzybia widzimy, plażę ukrytą jest pomiędzy drzewami, dzięki czemu nawet w upalne dni można znaleźć przyjemny cień. Przygotowano tutaj liczne drewniane wiaty, w których można odpocząć lub rozpalić grilla. To miejsce wręcz stworzone na spokojny rodzinny piknik.
Największą zaletą Korzybia jest jednak jego położenie. Nie trzeba wracać na główną drogę, by kontynuować wycieczkę, ale gdy zajdzie potrzeba powrotu do cywilizacji, to w wiosce znajdziemy sklep, czy aptekę. Jednak wystarczy ponownie zagłębić się w las i ruszyć w stronę kolejnego jeziora.
Mój pies zdecydowanie nie narzekał na brak atrakcji. Kolejne leśne ścieżki, nowe zapachy i możliwość swobodnego spacerowania sprawiły, że trudno było go namówić do powrotu do samochodu.
Dudek-Ścięgnica. Niewielkie jezioro, które zachwyca pomysłem na rodzinne popołudnie

Choć Dudek-Ścięgnica jest najmniejszym z trzech jezior, właśnie tutaj najbardziej zaskoczyło mnie zagospodarowanie terenu.
Na odwiedzających czekają dwa drewniane pomosty, miejsca do grillowania, wygodny parking leśny oraz rozbudowana infrastruktura edukacyjna dla najmłodszych.
Drewniane tablice, gry i układanki przedstawiają mieszkańców lasu, zwierzęta oraz rośliny. Dzieci uczą się poprzez zabawę, a rodzice mogą w tym czasie odpocząć w cieniu drzew. Nie brakuje także placu zabaw - także w drewnianej zabudowie.
To doskonały przykład, że wypoczynek nad jeziorem nie musi oznaczać jedynie plażowania.

Jednak to nie pomosty, czy zabudowa zrobiły na mnie największe wrażenie. Wystarczy zejść z głównej leśnej drogi, by znaleźć się w zupełnie innym świecie.
Las nagle gęstnieje, a pomiędzy wysokimi sosnami i świerkami prowadzi wąska ścieżka. Po obu jej stronach ciągnie się zielony dywan niskich krzewów jagodowych. W tym roku obrodziły wyjątkowo obficie. Chwilami miałam wrażenie, jakbym spacerowała przez bajkowy las, w którym człowiek odruchowo zwalnia krok, żeby nacieszyć się ciszą.
To prawdziwy raj dla miłośników jagód, ale także dla osób szukających kontaktu z naturą. Warto jednak mieć przy sobie mapę lub włączoną nawigację. Gdy wokół rozciąga się las pełen niemal identycznych drzew, a ścieżki rozchodzą się w różnych kierunkach, bardzo łatwo na chwilę stracić orientację. Paradoksalnie właśnie to dodaje temu miejscu uroku - można poczuć się tak, jakby na moment zniknął cały współczesny świat.
Las jest tutaj równie ważny jak jeziora

Paradoksalnie największą atrakcją tej wycieczki okazały się nie same jeziora, lecz droga pomiędzy nimi.
Kilometry leśnych ścieżek zachęcają do spacerów, joggingu, nordic walkingu czy rowerowych wypraw. W sezonie runo leśne dosłownie tętni życiem.
Podczas naszej wizyty królowały jagody. Krzewów było tak dużo, że trudno było przejść obojętnie. W wielu miejscach las zamieniał się w prawdziwy jagodowy dywan.
To właśnie tutaj najlepiej widać, jak bogaty jest pomorski las. Rosną w nim sosny, buki, świerki i brzozy, a przy odrobinie szczęścia można spotkać sarny, jelenie, lisy czy usłyszeć charakterystyczny klangor żurawi.
To także istotna informacja dla osób spędzających czas z psami - ta wyprawa była prawdziwą przygodą dla mojego psa. Każdy kolejny kilometr oznaczał nowe zapachy, kolejne tropy ukryte w ściółce, jagodowe krzewy, które trzeba było dokładnie obwąchać, i niekończące się leśne ścieżki zachęcające do eksplorowania.
Kulminacją każdej wędrówki była oczywiście kąpiel w jeziorze. Czysta, chłodna woda dawała ulgę po długim spacerze, a ja z uśmiechem obserwowałam, jak po raz kolejny z pełnym zaangażowaniem pies rusza po rzucony patyk.
Wieczorem razem wracaliśmy do domu zmęczeni. Nie było to jednak zmęczenie, które odbiera energię. Wręcz przeciwnie - po całym dniu spędzonym wśród lasów, jezior i śpiewu ptaków czuliśmy przyjemny spokój, którego często brakuje po wypoczynku na zatłoczonej plaży nad Bałtykiem.
Ślady historii ukryte wśród drzew

Choć dzisiaj okolica kojarzy się przede wszystkim z przyrodą, jej historia jest znacznie bogatsza.
Przez stulecia ziemie te należały do Pomorza Zachodniego i przechodziły przez ręce różnych rodów szlacheckich. W pobliskiej Ścięgnicy zachował się XIX-wieczny zespół pałacowo-parkowy oraz dawny cmentarz ewangelicki. To ciche przypomnienie o wielokulturowej historii tych terenów, które po II wojnie światowej znalazły się w granicach Polski.
Dzisiaj największym skarbem regionu pozostaje jednak natura, która przez dziesięciolecia odzyskała przestrzeń i stworzyła jedno z najbardziej spokojnych miejsc tej części Pomorza.
Dlaczego warto przyjechać tutaj zamiast nad morze? Nie każdy urlop musi oznaczać walkę o miejsce na plaży, korki i gwar nadmorskich promenad.
Tutaj zamiast parawanów są drewniane pomosty. Zamiast kolejek po gofry - ścieżki prowadzące przez pachnący las. Zamiast głośnej muzyki słychać śpiew ptaków i szum drzew.
Slow life z psem? Trudno o lepsze miejsce

Podczas tej wyprawy uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz. Coraz częściej szukamy miejsc, w których naprawdę można zwolnić. Bez tłumów, głośnej muzyki i walki o każdy skrawek plaży.
Korzybie i Dudek-Ścięgnica doskonale sprawdzają się na jednodniowy lub kilkugodzinny biwak. Nie potrzeba wiele - niewielki grill albo turystyczna kuchenka gazowa, jedna patelnia i przygotowany wcześniej jednogarnkowy obiad. W cieniu drzew, z widokiem na spokojną taflę jeziora, nawet najprostszy posiłek smakuje zupełnie inaczej.
Ogromną zaletą tych miejsc jest również to, że nie obowiązują tutaj zakazy wprowadzania psów, z którymi spotykamy się na wielu miejskich plażach. Oczywiście pod warunkiem, że właściciel szanuje przyrodę, sprząta po swoim pupilu i dba o bezpieczeństwo innych osób.
Jeżeli marzy wam się dzień w rytmie slow life - bez pośpiechu, z długim spacerem, kąpielą w jeziorze, obiadem przygotowanym na świeżym powietrzu i wszechobecną ciszą - trudno o lepszy kierunek. To miejsce, z którego wraca się nie tylko z pięknymi zdjęciami, ale przede wszystkim z poczuciem prawdziwego odpoczynku.
To miejsce dla osób, które lubią aktywny wypoczynek. Można spędzić cały dzień na rowerze, przejść kilkanaście kilometrów pieszo, pobiegać leśnymi drogami, popływać kajakiem, urządzić rodzinny piknik, zabrać psa na długi spacer albo po prostu usiąść nad wodą i przez chwilę nic nie robić.
I właśnie dlatego trudno nie odnieść wrażenia, że są to małe, ciche Mazury ukryte pomiędzy Pomorzem a Zachodniopomorskiem.
Wyjeżdżałam stamtąd z przekonaniem, że odkryłam miejsce, do którego będę wracać. Nie tylko dla jezior. Również dla lasu, który jest tutaj bohaterem tej opowieści równie ważnym jak woda.












