Z Kazachstanu do Polski. "Tęsknota nigdy całkiem nie zniknęła"
Sofi wyjechała z Kazachstanu do Polski w ramach wymiany studenckiej. Towarzyszyły jej zarówno obawy, jak i ekscytacja oraz poczucie, że podejmuje właściwą decyzję. Na miejscu szybko zmierzyła się z realiami życia w nowym kraju - samotnością, wyzwaniami codzienności, ale też otwartością i życzliwością Polaków. Jej historia to droga do życia pomiędzy dwoma światami, które dziś świadomie łączy i traktuje jako całość.

Spis treści:
- Jak to jest opuśić swój rodzimy kraj? "Każdy wybór ma swoją cenę"
- Bała się, ale musiała spróbować. Tak trafiła do Polski
- Erasmus bez cyfrowych ułatwień. Tak wyglądał jej pierwszy dzień w Polsce
- Nie znała nikogo. To Polacy sprawili, że przestała czuć się obca
- Wciąż Kazaszka, a może już Polka? Historia podwójnej tożsamości
- Przez lata milczała o swoim pochodzeniu. Teraz opowiada o nim tysiącom ludzi
- Żyje między dwoma krajami. Odkryła, że mają więcej wspólnego, niż myślimy
Jak to jest opuśić swój rodzimy kraj? "Każdy wybór ma swoją cenę"
Sofii Iskakova pochodzi z Ałmaty. Mieszkała w samym sercu miasta, które przez 22 lata były jedynym światem, który znała. Wszystko miała na wyciągnięcie ręki. Chodziła do pobliskiej szkoły, a potem na uniwersytet oddalony zaledwie 15 minut pieszo od domu. Dawało jej to poczucie bezpieczeństwa. Do dziś wspomina życie w Kazachstanie z dużą nostalgią - przyjaciół i codzienność. Wszystko wydawało się czymś stałym. Jednak postanowiła wykorzystać okazję, którą los przed nią postawił.
Jako studentka wzięłam udział w konkursie, bardziej z ciekawości niż planów. Nie spodziewałam się niczego wyjątkowego, a jednak dotarłam do finału i zostałam zaproszona do programu wymiany studenckiej. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że to wydarzenie poprowadzi mnie aż do Polski.
Od zawsze trudność sprawiało jej opuszczanie najbliższych. Rodziny, przyjaciół i znajomych. Dopiero w Polsce w pełni zrozumiała znaczenie powiedzenia "coś za coś". Ceną, którą przyszło jej zapłacić, był brak wspólnego czasu z rodziną. Jest to wyrzeczenie, które dla wielu osób mogłoby wydawać się wręcz nie do zaakceptowania. Przyznaje, że najbardziej dotkliwym doświadczeniem podczas tej podróży były chwile samotności. Święta, ważne wydarzenia czy nawet zwykłe posiłki przy wspólnym stole, przypominały jej, że jest z dala od domu.
Tęsknota nigdy całkiem nie zniknęła, nauczyłam się tylko z nią żyć.
Wyjazd do Polski dał jej jednocześnie nowe możliwości, których w Kazachstanie nigdy by nie doświadczyła, ale kosztowało ją to ludzi, którzy stanowili jej fundament.

Zobacz również: Bałkany coraz droższe. "Dla mieszkańców to są ceny nie do przyjęcia". Jak zaoszczędzić?
Bała się, ale musiała spróbować. Tak trafiła do Polski
Sofii opowiada, że do Polski trafiła dzięki własnej decyzji. Jednak była to droga, która nie powiodłaby się bez zaangażowania i wsparcia całej rodziny. Otóż w Kazachstanie nie ma systemu Erasmus w takiej formie jak w Europie, więc każdy taki wyjazd był czymś, co trzeba było zorganizować samodzielnie - od początku do końca. Była wtedy 21-letnią, młodą kobietą, która dopiero wkraczała w dorosłość. Z początku jej rodzice mieli dosyć sceptyczne podejście do tak szalonego pomysłu. Obawiali się, czy sobie poradzi w obcym kraju oraz o bezpieczeństwo córki. Sofii w pełni to rozumiała, to naturalny instynkt rodzicielski, a na dodatek wyprawa nie była małym wydatkiem.
Najwięcej wsparcia otrzymałam jednak od moich dziadków. To oni najbardziej mnie zachęcali, żebym spróbowała, żebym zobaczyła świat i zdobyła pełne wykształcenie. Mówili, że takie szanse nie zdarzają się często i że warto je wykorzystać, nawet jeśli wiążą się z lękiem i niepewnością. Do dziś jestem im za to ogromnie wdzięczna.
Na początku czuła mieszankę ekscytacji oraz ogromnego strachu. Z jednej strony marzyła o nowym świecie, a z drugiej pojawiały się obawy, że zostawia wszystko, co jest jej dobrze znane. Jednak w głębi duszy czuła, że musi zaryzykować. Nawet jeśli nie była pewna, dokąd ją to zaprowadzi. Dodatkowo była pierwszą kobietą w rodzinie, która wyjechała na studia za granicę.
Czułam też pewną odpowiedzialność. Byłam jak „pierwsze ogniwo” tej zmiany. Po mnie, już moja młodsza siostra, również zaczęła myśleć o podobnej drodze. To daje mi poczucie, że moja decyzja miała znaczenie nie tylko dla mnie, ale też dla kolejnych pokoleń w rodzinie.
Zobacz również: Bałkany: Jak najtaniej zorganizować podróż, jak oszczędzić na miejscu?
Erasmus bez cyfrowych ułatwień. Tak wyglądał jej pierwszy dzień w Polsce
Dzień przeprowadzki pamięta bardzo wyraźnie. Był luty 2014 roku, a realia podróżowania wyglądały zupełnie inaczej niż dziś. Nie mogła liczyć na aplikacje takie jak ChatGPT, Jakdojade czy mapy online, które obecnie prowadzą podróżnych niemal jak za rękę. Płacić można było wyłącznie gotówką lub kartą, a znalezienie kantoru wymagało samodzielnego myślenia. Dziś z uśmiechem mówi, jak dużym ułatwieniem są takie rozwiązania jak BLIK. Jednak to właśnie dzięki wyzwaniom nauczyła się radzić sobie w nowych warunkach.
Sofii leciała w niewielkiej grupie studentów, trasą przez Stambuł do Warszawy. Cała podróż trwała ponad 12 godzin. Po wylądowaniu na lotnisku Chopina nikt na nich nie czekał. Kierowała się zasadą "radź sobie sama". Pytając przechodniów i krok po kroku odnajdując drogę, dotarli na Dworzec Centralny.
Pamiętam też krótki moment, kiedy wyszłam na zewnątrz w okolice Złotych Tarasów. Stałam tam dosłownie z otwartymi oczami ze zdziwienia bo wszystko wydawało mi się ogromne, nowoczesne i zupełnie inne. Przez chwilę byłam wręcz przekonana, że cała Polska wygląda jak Marszałkowska.
Ta wizja szybko jednak się zmieniła. Jeszcze tego samego dnia ruszyli dalej - do Bydgoszczy, gdzie czekał na nią nowy etap życia i cały semestr studiów w ramach programu wymiany. To właśnie wtedy przygoda zaczęła się na dobre. Dodaje, że na Dworcu Głównym bilety kupowali samodzielnie w kasie, ucząc się wszystkiego na bieżąco, bez wsparcia aplikacji i bez pewności, czy robią wszystko poprawnie. Kolejnym doświadczeniem była podróż pociągiem PKP Intercity, która szybko zweryfikowała wyobrażenia o komfortowym przejeździe. Brak przypisanych miejsc oznaczał kilka godzin spędzonych na stojąco, z walizkami w wąskim korytarzu. Dziś Sofii wspomina ten moment z uśmiechem jako jedną z pierwszych, bardzo konkretnych lekcji samodzielności. Wtedy było w tym jednak sporo chaosu, niepewności, ale też intensywnych emocji.

Nie znała nikogo. To Polacy sprawili, że przestała czuć się obca
Największym wyzwaniem okazała się komunikacja i konieczność uczenia się wszystkiego na bieżąco. Nie miała możliwości zatrzymania się, sprawdzenia informacji w aplikacji czy skonsultowania się z kimś bliskim. Zdarzały się momenty dezorientacji, ale nigdy nie przeradzały się one w coś, co mogłoby ją zatrzymać. Z czasem zaczęła dostrzegać, jak ważną rolę odgrywa ciekawość świata. Stała się dla niej czymś w rodzaju tarczy i jednocześnie kompasu. Zamiast się wycofywać, wybierała obserwację, pytania, próby i naukę poprzez doświadczenie. W ten sposób trafiła też na Polaków, którzy od samego początku przyjmowali ją w sposób naturalny i serdeczny. Nie koncentrowali się na tym, że mówi po polsku wolniej i czasem z błędami - ważniejsza była chęć porozumienia. Dzięki tej otwartości szybko poczuła się częścią grupy i społeczności, znacznie szybciej, niż mogła się spodziewać.
To wsparcie rówieśników było dla mnie kluczowe. Dzięki nim Polska przestała być „nowym krajem”, a zaczęła być miejscem, w którym mogłam po prostu żyć, uczyć się i stopniowo budować swoje codzienne życie od nowa.
Zobacz również: Jak nie przepłacić za wakacje we Włoszech? Te błędy mogą słono kosztować
Wciąż Kazaszka, a może już Polka? Historia podwójnej tożsamości
W rodzinie Sofii, zwłaszcza ze strony mamy, od lat pojawiały się opowieści o polskich korzeniach. Był to ważny element rodzinnej historii, choć przez długi czas pozostawał raczej w tle i nie wpływał znacząco na jej tożsamość. Znacznie większą rolę odegrało wychowanie i dorastanie w Kazachstanie. To właśnie tam ukształtowały się jej wartości, sposób postrzegania świata i relacje z ludźmi.
Jednocześnie ponad 12 lat życia w Polsce sprawiło, że ten kraj również stał się częścią mnie. Tutaj dorosłam jako kobieta, zdobywałam doświadczenia zawodowe, budowałam relacje i tworzyłam swoją własną historię.
Dziś nie definiuje siebie wyłącznie jako Polki ani wyłącznie jako Kazaszki. Obie kultury stały się jej bliskie i obie w równym stopniu wpłynęły na to, kim jest. Jak sama podkreśla, Kazachstan dał jej korzenie, a Polska pozwoliła rozwinąć skrzydła. Być może właśnie w połączeniu tych dwóch światów odnajduje siebie w pełni.

Przez lata milczała o swoim pochodzeniu. Teraz opowiada o nim tysiącom ludzi
Przez ostatnią dekadę życia w Polsce Sofi koncentrowała się przede wszystkim na rozwoju zawodowym. Pracowała w dużych firmach i korporacjach, zajmując stanowiska związane z analizą danych, procesów i biznesu. Był to dla niej czas intensywnej nauki. Jak podkreśla, Polska dała jej wiele możliwości rozwoju, za które do dziś pozostaje wdzięczna. Przez długi czas rzadko jednak opowiadała o sobie - o Kazachstanie, swojej drodze i życiu sprzed przeprowadzki do Polski. Traktowała tę historię jako coś naturalnego i niezbyt wyjątkowego. Wszystko zmieniło się w 2025 roku. Podczas jednej z rozmów znajomi zadali jej pozornie proste pytanie: "Dlaczego właściwie nie opowiadasz o Kazachstanie i swojej historii?". To pytanie zostało z nią na długo i sprawiło, że zaczęła patrzeć na własne doświadczenia z zupełnie innej perspektywy. W ciągu zaledwie roku jej życie nabrało nowego tempa. Profil na Instagramie @from_sofii zaczął dynamicznie zyskiwać popularność, a ona sama zrozumiała, że nie chodzi już tylko o dzielenie się osobistymi wspomnieniami, ale o coś znacznie większego.
Kolejnym krokiem było założenie własnej firmy turystycznej. Jej celem stało się pokazywanie Kazachstanu z innej, bardziej osobistej perspektywy - poprzez podróże, doświadczenia i autentyczne historie. Niedługo później zabrała pierwszą grupę z Polski do Kazachstanu. Właśnie wtedy poczuła, że jej pomysł stał się rzeczywistością.
Dziś mam już za sobą 5 zorganizowanych grup i każda kolejna utwierdza mnie w przekonaniu, że ta droga ma sens.
Obecnie organizuje wyjazdy do Kazachstanu m.in. Mangystau i Bajkonuru gdzie zabiera ludzi na kosmodrom, żeby zobaczyć Buran i Energię, ale też do Kirgistanu. Dodatkowo w przyszłym roku planuje poszerzyć ofertę i zabierać grupy do Mongolii. Łączenie tych światów - Azji Centralnej i Polski - stało się nie tylko jej historią, ale też pracą i misją.

Żyje między dwoma krajami. Odkryła, że mają więcej wspólnego, niż myślimy
Co łączy Kazachstan i Polskę? Zdaniem Sofii odpowiedź jest jednocześnie prosta i bardzo osobista - są to ludzie. Wspólna historia, pamięć, migracje oraz losy wielu rodzin sprawiły, że oba kraje są sobie znacznie bliższe, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zarówno w Polsce, jak i w Kazachstanie dużą wagę przywiązuje się do gościnności, więzi rodzinnych oraz poczucia wspólnoty.
Jak podkreśla, oba społeczeństwa łączy również otwartość na świat i gotowość do przekraczania własnych granic - nawet jeśli wymaga to wyjścia poza strefę komfortu. Sama postrzega siebie jako przykład takiego połączenia, ponieważ od lat funkcjonuje pomiędzy dwiema kulturami i dwiema rzeczywistościami. To właśnie dzięki temu, zamiast skupiać się na różnicach, coraz wyraźniej dostrzega, jak wiele Polaków i Kazachów ze sobą łączy.
Historia Sofii to opowieść o odwadze, adaptacji i budowaniu własnej tożsamości pomiędzy dwoma światami. Przyjechała do Polski jako 21-letnia studentka, nie wiedząc jeszcze, że ten wyjazd zmieni całe jej życie. Dziś nie musi już wybierać między byciem Kazaszką, a Polką - obie te tożsamości stały się częścią jej historii. A jej doświadczenie pokazuje, że czasem największe podróże nie prowadzą tylko przez kolejne kraje, ale przede wszystkim do lepszego zrozumienia samego siebie.








