Kolejne kraje ostrzegają przed spożyciem łososia hodowlanego. Polacy wciąż jedzą "dla zdrowia"
Łosoś hodowlany to jedna z najpopularniejszych i najbardziej dostępnych ryb na świecie. Choć przez wiele lat uchodził za zdrowy i bezpieczny wybór, dziś wiemy, że może być szkodliwy dla zdrowia. Coraz więcej krajów ostrzega przed jego spożywaniem i wprowadza regulacje.

Spis treści:
- Łosoś: Składniki odżywcze i wpływ na zdrowie
- Nie taki łosoś zdrowy jak go malują?
- Kolejne kraje ostrzegają przed spożyciem łososia. Co na to Polska?
- Jak spożycie łososia hodowlanego może wpływać na nasze zdrowie?
Łosoś: Składniki odżywcze i wpływ na zdrowie
Łosoś uchodził jeszcze niedawno za jedną z najzdrowszych ryb na świecie. Rzeczywiście, jest on bogatym źródłem łatwo przyswajalnego białka, aminokwasów i bardzo cennych dla organizmu wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3. Jednocześnie zawiera niewielkie ilości nasyconych kwasów tłuszczowych.
Łosoś to także bardzo bogate źródło witamin i składników mineralnych. Znajdziemy w nim pełną paletę witamin z grupy B - B1, B2, B3, B6, B9, B12, a także A, D i E oraz minerały takie jak:
- potas,
- fosfor,
- selen,
- wapń,
- żelazo,
- magnez,
- cynk,
- fluor,
- jod,
- niacyna.
Po łososia z powodzeniem sięgać mogą osoby będące na diecie lub chcące utrzymać aktualną wagę. Świeży łosoś atlantycki w 100 g zawiera tylko 127 kalorii. Najmniej ma ich ryba gotowana na parze, a najwięcej łosoś smażony - nawet około 300 kalorii.
Według dietetyków, już 100 g łososia pokrywa dzienne zapotrzebowanie na wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 oraz omega-6. To świetne przeciwutleniacze wspierające układ autoimmunologiczny. Zwalczają wolne rodniki i zapobiegają procesom starzenia się organizmu. Łosoś działa też mocno przeciwzapalnie, a zawarte w nim składniki wspierają produkcję kolagenu.
Badania wykazały, że wysoka zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych w łososiu usprawnia pracę mózgu i przeciwdziała chorobie Alzheimera. Witamina A korzystnie wpływa na wzrok, a spora zawartość białka oraz wapnia wraz z witaminą D wzmacnia kości.
Mimo tych wszystkich zalet, coraz częściej pojawiają się głosy, że łosoś, szczególnie hodowlany, nie jest najlepszym i nie powinien być naszym pierwszym dietetycznym wyborem. To jednak nie wszystko - coraz więcej dietetyków odradza wręcz spożywanie tej ryby. Skąd bierze się dziś zła sława łososia?
Nie taki łosoś zdrowy jak go malują?
Na nasze stoły trafia zazwyczaj łosoś hodowlany. Warto mieć świadomość, że ma on niewiele wspólnego z dzikim łososiem, łowionym przez Norwegów w pięknych okolicznościach przyrody. Sami Norwedzy coraz częściej wybierają zresztą inne ryby. Jakiś czas temu norweski aktywista środowiskowy, Kurt Oddekalv określił nawet łososia mianem "śmiercionośnego koktajlu chemicznego" i zwrócił uwagę na bardzo złe warunki panujące w przemysłowych hodowlach.
- "Norwedzy są coraz bardziej sceptyczni w stosunku do hodowlanego łososia i jest to spowodowane przede wszystkim chorobami, jakie występują wśród łososi hodowlanych oraz jakością karmy, którą są karmione. Jeśli mogą, to wybierają ryby niehodowlane, czyli dzikiego łososia, który jest oczywiście dużo droższy lub po prostu inne ryby jak np. dorsz. Zwiększyła się świadomość ludzi w tym temacie. Moja koleżanka, z którą pracowałam w delikatesach, Norweżka, często krzywiła, się, gdy widziała, że kupuję tę rybę - mówiła mi wprost, że to "dziadostwo" i że ona nigdy nie kupuje, bo to niezdrowa, bardzo zanieczyszczona ryba. Po powrocie do Polski nie zjadłam już łososia ani razu" - mówi Helena, która mieszkała w Norwegii przez ponad dekadę.
Hodowla łososia to jedna z największych gałęzi przemysłu rybnego na świecie. Potentatami są cztery państwa: wspomniana Norwegia, Chile, Szkocja i Kanada, dokładnie w tej kolejności. Norwegia odpowiada za 53 proc. produkcji tej ryby.
Warto dodać, że w gronie importerów i eksporterów jest też Polska, która znajduje się na piątym miejscu pod względem ilości sprowadzanego i wysyłanego w świat łososia. Ryby trafiają najpierw do polskich zakładów przetwórczych, a następnie są reeksportowane w formie "produktów końcowych".
Zła sława łososia norweskiego sprawiła, że coraz więcej klientów sięga po łososia "szkockiego" lub "atlantyckiego". Według ekspertów, nie ma jednak między nimi większej różnicy.
Łosoś atlantycki to najczęściej hodowany gatunek łososia, a szkocki różni się od norweskiego tylko krajem pochodzenia - cała produkcja również pochodzi z farm. Dlaczego łososie hodowlane owiane są aż tak złą sławą?
Zacznijmy od tego, że łososie zgromadzone są na farmach w ogromnym wręcz zagęszczeniu. Żyją w tłoku, który sprzyja wielu chorobom i oczywiście pasożytom, choćby wszy morskiej. Hodowcy chcą im oczywiście zapobiegać, więc stosują masowo antybiotyki oraz inne środki przeciwpasożytnicze i substancje o działaniu neurotoksycznym. W skali roku zużycie takich preparatów na jednej farmie sięgać może nawet tony! To daje nam już pewien pogląd na jakość mięsa, które później spożywamy.

Aktywiści zwracają także uwagę na olbrzymie ilości zanieczyszczeń, które są generowane przez takie hodowle. Resztki paszy, chemikalia, leki trafiają wprost do morza, skutecznie je zanieczyszczając i niszcząc tak cenne lokalne ekosystemy. W tym miejscu warto przypomnieć, że łososie karmione są głównie granulatem powstającym z mączki rybnej, często pochodzącej z akwenów o wysokim poziomie zanieczyszczeń. Jest on niestety wzbogacony konserwantami, m.in. etoksychiną, barwnikami poprawiającymi kolor mięsa oraz odpadami zwierzęcymi. Część badań wskazuje, że etoksychina może uszkadzać ludzkie DNA oraz wątrobę.
W 2022 roku dwie farmy w południowej Tasmanii zużyły ponad tonę antybiotyków do opanowania choroby w stadzie łososi. Co istotne, ani producenci, ani władze nie poinformowały o tym wydarzeniu opinii publicznej. Z biegiem czasu proceder wyszedł jednak na jaw.
Normą wśród ryb hodowlanych są także ucieczki z klatek. Chorzy i zarażeni wszą uciekinierzy przenoszą później patogeny na zdrowe, dzikie i chronione populacje. To wszystko sprawia, że coraz więcej krajów ostrzega przed spożywaniem łososia z hodowli, a nawet wprowadza konkretne regulacje prawne.
Kolejne kraje ostrzegają przed spożyciem łososia. Co na to Polska?
W większości krajów świata hodowla i sprzedaż łososia atlantyckiego są wciąż dozwolone, ale podlegają coraz częściej surowym regulacjom środowiskowym, bioasekuracyjnym (zestaw przepisów, nakazów, zakazów oraz praktycznych działań organizacyjnych i fizycznych, których celem jest ochrona zwierząt, ludzi i środowiska przed wprowadzaniem i rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych) oraz sanitarnym. Wiele państw wprowadza też regulacje, mające na celu ochronę łososia dzikiego. Oto przykłady:
Prawo nowozelandzkie rozróżnia ryby dzikie i hodowlane. Sprzedaż dzikiego łososia jest nielegalna, zawsze pochodzi on z hodowli i podlega przepisom "Freshwater Fish Farming Regulations 1983". Połów rekreacyjny łososia wędrownego z morza wymaga natomiast licencji "Fish & Game New Zealand" oraz przestrzegania surowych limitów połowowych.
W Australii dziki łosoś z innych krajów może być sprzedawany, ale tylko pod warunkiem spełnienia rygorystycznych zasad bioasekuracji i standardów żywnościowych. W prowincji Tierra del Fuego w Argentynie wprowadzono natomiast prawny zakaz hodowli łososia atlantyckiego w otwartych klatkach morskich, a w kanadyjskiej Brytyjskiej Kolumbii zaplanowano wycofanie otwartych farm łososia atlantyckiego do 2029 roku. Hodowlę łososia w klatkach ograniczyły już także Stany Zjednoczone, a Francja wprowadziła moratoria i ograniczenia dotyczące nowych farm lądowych.
Szum wokół łososia hodowlanego sprawił, że poprawiono już znacznie standardy hodowli tej ryby w Norwegii, mocno kontrolowane są także dawki stosowanych chemikaliów.
W 2025 roku serwis MojaNorwegia.pl poinformował, że drastycznie ograniczono połowy łososia w norweskich rzekach - władze wprowadziły najsurowsze w historii przepisy dotyczące połowów przedstawicieli tego gatunku, mające na celu poprawę stanu populacji łososia na wolności. Raport o stanie populacji łososia norweskiego potwierdził, że największym zagrożeniem dla dzikich osobników są wszy morskie, zakażenia przenoszone przez łososie hodowlane oraz ucieczki z farm rybnych.
Już w 2024 roku serwis Intrafish informował, że lawinowo rośnie w Norwegii odsetek ubitych łososi, które są w tak złym stanie, że klasyfikuje się je jako niejadalne dla ludzi. Łososie miały liczne rany i obrażenia i pod żadnym pozorem nie powinny być sprzedawane dalej.
Norweski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności informował wtedy, że jest zaniepokojony tak złym stanem ryb.
- "Rolnicy muszą działać zapobiegawczo, aby odwrócić negatywne zmiany, które obserwowaliśmy w ostatnich latach" - powiedziała Inge Erlend Næsset, Dyrektor ds. Regulacji i Kontroli w Norweskim Urzędzie ds. Bezpieczeństwa Żywności.
Minister rybołówstwa, Cecilie Myrseth również określiła sytuację jako bardzo niepokojącą:
- Jeśli warunki się nie poprawią, obawiam się, że może to mieć konsekwencje dla eksportu łososia z Norwegii - powiedziała serwisowi Intrafish.
W polskich mediach również coraz częściej pojawiają się informacje na temat złego wpływu łososia na zdrowie, ale póki co Polska nie wprowadziła żadnych regulacji dotyczących ograniczenia importu tej ryby. Pewne zmiany wdrożyła jednak Unia Europejska - wprowadzono prawo ograniczające czas, przez jaki przetwórcy ryb mogą stosować tzw. stiffening. To procedura podmrażania wędzonych na zimno ryb, która ułatwia ich krojenie. Zyskiem z nowej regulacji ma być większe bezpieczeństwo dla konsumenta, ale wprowadzone ograniczenia niepokoją branżę. Jej przedstawiciele uważają, że nowy limit nie uwzględnia złożoności przetwarzania łososia i nie ma solidnych dowodów naukowych, a może zakłócić wydajność produkcji i zmniejszyć moce produkcyjne.
Argumentem, który stał za ograniczeniem czasu na stiffening, jest bezpieczeństwo żywności. W wędzonych na zimno rybach może się rozmnażać bakteria listeria monocytogenes, wywołująca chorobę zwaną listeriozą. To rzadka, ale poważna choroba, a zatrucie bakterią może być dla osób szczególnie podatnych śmiertelne. W Polsce, według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, notuje się wzrost zachorowań na listeriozę - od kilku-kilkunastu przypadków w latach 1999-2000, przed ponad 55 w 2010 roku do ponad 100 przypadków w 2017 roku. W 2022 roku zanotowano 142 przypadki zakażenia listerią w Polsce, z czego 22 osoby zmarły.
Jak spożycie łososia hodowlanego może wpływać na nasze zdrowie?
Badania wykazały, że nadmierne spożycie łososia hodowlanego ma szkodliwy wpływ na nasze zdrowie. Szczególnie groźny jest on dla kobiet w ciąży - eksperci wskazują na ryzyko obumarcia zarodka lub wystąpienia wad rozwojowych w pierwszym trymestrze ciąży. Norwescy lekarze podejrzewają, że szkodliwe substancje zawarte w mięsie łososia hodowlanego wpływają niekorzystnie na rozwój mózgu. Dioksyny i pestycydy zawarte w mięsie tej ryby mają również niekorzystny wpływ na tarczycę i sprzyjają rozwojowi nowotworów.
Kobiety w ciąży, karmiące piersią oraz małe dzieci powinny więc ograniczyć spożycie łososia hodowlanego lub wybierać ryby z kontrolowanych, bezpiecznych źródeł.
Zobacz również: Podwodne klatki, pasożyty i martwe ryby
Marzysz o lekkim ciele, większej energii i lepszym samopoczuciu każdego dnia? Zdrowe nawyki nie muszą czekać na poniedziałek. Na kobieta.interia.pl dowiesz się, jak krok po kroku wprowadzić zmiany w codziennej diecie, jakie produkty warto wybierać i jak znaleźć aktywność fizyczną, która naprawdę sprawi ci przyjemność.












