Ser brie może szkodzić sercu. Najważniejsze, jak często go jesz
Jest kremowy, delikatny, ma charakterystyczny smak i świetnie pasuje zarówno do pieczywa, jak i deski serów. Brie bywa jednak uznawany za niekorzystny dla zdrowia. Z jednej strony dostarcza białka, wapnia i witaminy B12, a z drugiej zawiera sporo tłuszczu nasyconego i sodu, które są mniej korzystne dla układu sercowo-naczyniowego. Dlatego najważniejsze nie jest to, czy zjesz kawałek brie, tylko jak często po niego sięgasz i w jakiej ilości.

Spis treści:
- Dlaczego mówi się, że ser brie obciąża serce?
- Co zawiera ser brie poza tłuszczem?
- Ile można zjeść, żeby nie zaszkodzić?
- Kto powinien uważać szczególnie?
- Czy trzeba z niego rezygnować całkowicie?
Dlaczego mówi się, że ser brie obciąża serce?
Takie określenie wzięło się głównie stąd, że brie jest serem tłustym. Zawiera tłuszcze nasycone, a ich nadmiar w diecie może sprzyjać wzrostowi poziomu LDL, czyli tak zwanego złego cholesterolu. Jeśli takich produktów w jadłospisie jest dużo, serce i cały układ krążenia rzeczywiście mogą z czasem odczuć skutki takiego sposobu jedzenia.
Do tego dochodzi sól. Brie nie wydaje się bardzo słony, ale mimo to wnosi do diety sód. A kiedy sodu jest za dużo, rośnie ryzyko podwyższonego ciśnienia (American Heart Association zaleca, by większość dorosłych nie przekraczała 2300 mg sodu dziennie, a optymalnie celowała w 1500 mg). Z powodzeniem można znaleźć znacznie zdrowsze sery na rynku.
Jeżeli ktoś je brie od czasu do czasu, a na co dzień dba o warzywa, dobre tłuszcze i rozsądne porcje, taki ser nie będzie wielkim problemem. Gorzej, gdy regularnie trafia na kanapki, do przekąsek, do kolacji, a obok pojawiają się jeszcze wędliny, masło, słone dodatki i mało ruchu.
Co zawiera ser brie poza tłuszczem?
Brie to nie tylko tłuszcz. Porcja około 28 g, dostarcza około 95 kcal, blisko 6 g białka, które pomaga w utrzymaniu mięśni i daje większe uczucie sytości, wapń ważny dla kości i zębów i witaminę B12, wspierającą układ nerwowy i produkcję czerwonych krwinek.
To ser o cennych wartościach odżywczych, ale też o dość wysokiej kaloryczności. Nie jest więc czymś, co powinno stanowić podstawę codziennego menu, tylko raczej dodatkiem, który urozmaica posiłek i podkręca jego smak.
Dla niektórych ważna będzie jeszcze jedna rzecz. Brie to miękki ser dojrzewający, więc trzeba zwracać uwagę na jego pochodzenie i sposób produkcji (szczególnie dotyczy to kobiet w ciąży oraz osób z obniżoną odpornością). W takich przypadkach trzeba upewnić się, czy ser został wyprodukowany z mleka pasteryzowanego.

Ile można zjeść, żeby nie zaszkodzić?
Rozsądna ilość sera brie jednorazowo to około 30 gramów, czyli mały kawałek. Taka porcja pozwala nacieszyć się smakiem, ale nie zaburza wyliczeń kalorycznych czy zapotrzebowania w całym dziennym bilansie tłuszczu i kalorii.
Problem zaczyna się wtedy, gdy z małego dodatku robi się… pół opakowania. Przy serze pleśniowym to bardzo łatwe, bo jest miękki, delikatny i dobrze smakuje z pieczywem, winogronami czy krakersami. Nagle okazuje się, że zamiast jednej porcji zjedliśmy dwie albo trzy. A wtedy rośnie nie tylko ilość tłuszczu nasyconego, lecz także sodu i kalorii. Podobnie, jak z innymi produktami tego typu, zachowaj umiar i kontrolę.
Kto powinien uważać szczególnie?
Największą ostrożność powinny zachować osoby z podwyższonym LDL, miażdżycą, chorobą wieńcową albo wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. W ich przypadku regularne sięganie po pełnotłuste sery może utrudniać kontrolę lipidów, zwłaszcza jeśli brie jest częścią szerszego wzorca diety bogatej w tłuszcze nasycone.
Uważać powinny też osoby z nadciśnieniem, niewydolnością serca lub chorobami nerek, bo tu znaczenie ma nie tylko tłuszcz, ale również sód. Niestety, ale wiele serów zawiera dużo sodu i fosforu, a przy pogarszającej się funkcji nerek nabiał bywa produktem wymagającym ograniczenia.
Osobną grupą są kobiety w ciąży, osoby starsze i osoby z osłabioną odpornością. Dla nich problemem może być brie z mleka niepasteryzowanego, ponieważ miękkie sery tego typu mogą wiązać się z ryzykiem zakażenia Listerią. FDA zaleca, by unikać takich serów, jeśli nie są wyraźnie oznaczone jako wyprodukowane z mleka pasteryzowanego.
Czy trzeba z niego rezygnować całkowicie?
Nie, w większości przypadków nie ma potrzeby całkowitej rezygnacji. Znacznie rozsądniejsze jest pilnowanie porcji i częstotliwości, a więc brie może pojawiać się w diecie jako okazjonalny dodatek, a nie codzienny filar kolacji czy przekąsek. Takie podejście jest bliższe aktualnym zaleceniom niż zero-jedynkowe myślenie o "produktach zakazanych".
Jeśli ktoś chce jeść brie mądrzej, dobrze sprawdza się kilka prostych zasad.
- Po pierwsze, mała porcja.
- Po drugie, łączenie go z produktami o wyższej wartości sycącej i lepszym profilu żywieniowym, na przykład z pełnoziarnistym pieczywem, owocami, warzywami i orzechami.
- Po trzecie, ograniczenie innych źródeł tłuszczów nasyconych tego samego dnia.
- Po czwarte, czytanie etykiety pod kątem sodu i informacji o pasteryzacji mleka.
Całkowita rezygnacja ma sens głównie wtedy, gdy lekarz lub dietetyk zalecił dietę bardziej restrykcyjną, na przykład przy zaawansowanej chorobie serca, niewydolności nerek albo szczególnych przeciwwskazaniach w ciąży.












