Reklama

Reklama

Z księdzem o seksie

A co wolno katolikowi po ślubie w łóżku? I czy tylko w łóżku? Czy katolik może urozmaicać i udoskonalać swoje życie seksualne czy tylko "po Bożemu"?
- Po Bożemu to znaczy troszczyć się o siebie coraz bardziej. A troska o siebie to przecież wzajemne uczenie się siebie, słuchanie swoich potrzeb, pragnień, także uatrakcyjnianie życia seksualnego, dbanie by w tej sferze było jak najlepiej.

Reklama

Dlaczego antykoncepcja jest zła?
- Antykoncepcja jest przyznaniem, że ja sobie nie radzę z własną cielesnością i płodnością.

Albo, że nie chcę ryzykować...
- To zakłada takie myślenie, że nie mam alternatywy, czyli że jestem skazany na ingerencję w płodność, bo inaczej albo w ogóle nie będziemy współżyć albo dzieci będą nam się mnożyły. A to nie jest prawdziwy obraz, bo istnieją jeszcze przecież metody naturalne pozwalające rozpoznać czas płodności i niepłodności.

Czy katolik stosujący antykoncepcję dostanie rozgrzeszenie?
- To w dużej mierze sprawa indywidualna, każdy przypadek jest inny. Ludzie są bardzo różni, czasami podejmują bardzo trudne wybory, czasem trzeba po prostu tolerować mniejsze zło. Wszyscy jesteśmy na jakimś etapie rozwoju i to trzeba uwzględnić, żeby nie skrzywdzić człowieka. Chodzi o to, by widzieć człowieka w szerszym kontekście, zobaczyć, że to nie jest człowiek abstrakcyjny, tylko konkretna osoba, która staje w określonych sytuacjach, jest słaba i grzeszna ale nie zabiera jej się szansy na poprawę. To człowiek w drodze ku dojrzałości.

Czytając forum prowadzonego przez ojca portalu Szansa spotkania mam nieodparte wrażenie, że naturalne metody są źródłem wielu frustracji u osób, które je stosują...
- To nie jest tak, że jeśli próbujemy poznawać swoje ciało za pomocą metod naturalnych, to to jesteśmy sfrustrowania a jak sobie zażyjemy tabletkę antykoncepcyjną i stłumimy płodność, czyli cząstkę siebie, to będzie ok. Człowiek musi siebie zrozumieć. Ale to nie jest wyłącznie kwestia biologii, to nie jest też kwestia tego czy wolno czy nie wolno, ale duchowości, którą się żyje.

- To wszystko zazębia się jak puzzle, które trzeba poukładać. Owszem wstrzemięźliwość może być frustrująca ale to jest konflikt, który można w sobie rozwiązać. Warto zobaczyć sens w tym czekaniu, które, jeśli nie jest zbyt długie, może, np. budzić tęsknotę za współmałżonkiem. Wstrzemięźliwość nie musi być przeżywana negatywnie, bo przecież potrafi ona też odświeżać miłość między ludźmi.

A stosunek przerywany Kościół dopuszcza?
- Najwspanialsze jest pełne współżycie i ono jest szansą na głębokie duchowo zjednoczenie. Jeśli małżonkowie znają swoją płodność, to wiedzą, co się w ich ciele dzieje i wówczas podejmują decyzję, czy w danym momencie współżyć czy nie. Jeśli oczywiście jest czas płodny, w którym nie należałoby współżyć, bo akurat w tym momencie nie chcą mieć dzieci, ale nie chcą czekać ze współżyciem, wówczas pojawiają się różne pomysły, np. stosunek przerywany. Ale wiadomo przecież, że nie jest to sytuacja idealna, bo taki stosunek przerywa proces tworzącej się więzi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje