Czym mężczyźni wyprowadzają kobiety z równowagi? To złośliwość czy patriarchat?
Kobiety coraz częściej zmagają się z podwójnym obciążeniem - po pracy zawodowej czeka je druga, nieodpłatna zmiana w domu. Często czują się zmęczone brakiem współodpowiedzialności ze strony partnerów, co wynika z utrwalonych przez lata podziałów ról płciowych. Czym najbardziej kobiety są zmęczone i sfrustrowane? Często burza zaczyna się od skarpetek.

Między skarpetką a patriarchatem. Kobiety mają dość "pomagania" w domu
- Mój mąż jest dobrym, kochanym człowiekiem, ale nie ma takiej mocy, żebym nauczyła go, żeby wrzucał brudne skarpetki do pralki - mówi w rozmowie z Interią 32-letnia Ania.
Barbara, 40 lat, opowiada z kolei o partnerze, który zamiast wrzucić skarpety do kosza, "wkłada je pod poduszkę", bo rano "zakłada na nogi zagrzane przez całą noc". Kasia natomiast słyszy wciąż: "Kasia, a gdzie są noże? Kasia, a gdzie jest moja koszulka? Kasia, a gdzie trzymamy chleb?".
Marta w wieku 36 lat ma wrażenie, że jej mąż cierpi na "wybiórczą ślepotę" - po prostu nie widzi naczyń do zmycia ani rzeczy do zebrania z suszarki, a Karina zastanawia się, czy partner "robi jej na złość", gdy codziennie rzuca kurtkę w przedpokoju.
To opowieści o dobrych, często czułych mężczyznach i o kobietach, które są coraz bardziej zmęczone. Zmęczone nie tylko zbieraniem skarpetek, ale też byciem domowym centrum dowodzenia, którym stały się przez lata trwania patriarchatu.
Przez dziesięciolecia, a właściwie stulecia, w kulturze europejskiej obowiązywał dość prosty podział ról: mężczyzna był odpowiedzialny za sferę publiczną, ekonomiczną (praca, zarabianie, reprezentowanie rodziny), a kobieta za sferę prywatną (dom, dzieci, organizacja codzienności). Ten model, utrwalony w porządku patriarchalnym, nie był tylko zwyczajem. Był normą społeczną, dość wygodną dla mężczyzn i w milczeniu akceptowaną przez kobiety.
Jeszcze pokolenie dzisiejszych 30- i 40-latków dorastało w domach, w których matki i babki prowadziły gospodarstwo domowe, a ojcowie i dziadkowie ewentualnie "pomagali" okazjonalnie, jeśli w ogóle. Chłopcy rzadko byli uczeni zarządzania domem. Dziewczynki? Niemal zawsze.
Wielu mężczyzn mogło więc nie mieć takich wykształconych nawyków, a jednak znalazło się w sytuacji, że mapa poznawcza domu okazuje się potrzebna.
Mapa poznawcza w domu. To określenie mówi więcej niż setki analiz. To wiedza o tym, gdzie jest cebula, kiedy trzeba kupić proszek do prania, o której córka ma basen i że o 8:00 partnerka ma zebranie.
Problem w tym, że kobiety tę mapę noszą w głowie niemal automatycznie. Mężczyźni często nie i tu rodzą się frustracje, pretensje i bezsilność.
Socjologia od lat opisuje to zjawisko jako reprodukcję ról płciowych, czyli proces społecznego przekazywania i powielania stereotypowych zachowań, oczekiwań oraz postaw przypisywanych kobietom i mężczyznom: dzieci uczą się przez obserwację. Jeśli syn widzi, że mama gotuje, pierze, sprząta, jednocześnie pamięta o wizytach u lekarza i o wywiadówce w szkole, a tata siada po pracy do telewizora i nie wie często nawet, w której klasie jest jego dziecko, to właśnie ten obraz staje się dla dziecka "normalny".
Problem polega na tym, że świat się zmienił.
Kobieta pracuje zawodowo, a w domu ta praca tylko zmienia swój charakter na bezpłatny

Współczesne kobiety są aktywne zawodowo. Często w takim samym wymiarze godzin, jak ich partnerzy. Badania socjologiczne od lat pokazują jednak zjawisko tzw. "drugiej zmiany": po powrocie z pracy kobiety rozpoczynają drugą, nieodpłatną pracę w domu.
To nie tylko gotowanie i sprzątanie. To także planowanie, pamiętanie, organizowanie, przewidywanie. Psychologia nazywa to "obciążeniem poznawczym", czyli niewidzialną pracą polegającą na zarządzaniu życiem rodziny.
Jest to kwestia, która zaczyna być omawiana i na którą kobiety zaczynają zwracać uwagę. Jak radzić sobie więc ze zjawiskiem obciążenia poznawczego?
- Bardzo istotna jest zmiana perspektywy, aby w umyśle nie było perspektywy "pomagania", a współodpowiedzialności. Prowadzenie domu to nie jest projektem jednej osoby, w którym druga tylko pomaga. Pomocne są wówczas takie sposoby jak ustalanie zakresu odpowiedzialności, czyli jedna osoba odpowiada na przykład za pranie, za segregację śmieci, a druga za odkurzanie. Ważna jest też rezygnacja z takiego mikro zarządzania kobiet i pozwolenie partnerowi zrobić coś po swojemu - mówi Sylwia M. Bartczak.
Rezygnacja z poprawiania lub wyręczania drugiej osoby, a także pozwolenie na popełnianie błędów często jest trudna dla kobiet także wychowanych na "doskonałe panie domu". To właśnie one z przyzwyczajenia, pod wpływem wychowania i znajomych schematów, biorą często na swoje barki za dużo, nie komunikując w życiu dorosłym partnerowi swoich potrzeb i oczekiwań.
Kiedy Kasia słyszy pytanie swojego partnera: "Czy mam ci pomóc w gotowaniu?", tak naprawdę słyszy: "To twoje zadanie, ja mogę być asystentem". A kiedy musi tłumaczyć któryś raz z kolei, gdzie jest cebula, a jak sama mówi "w lodówce, tam, gdzie zawsze od pięciu lat", nie chodzi o warzywo. Chodzi o to, że odpowiedzialność za wiedzę o domu spoczywa wyłącznie na niej, a mężczyzna zdaje się nie mieć poczucia powinności, że powinien sam wiedzieć, gdzie w jego własnym domu znajduje się dana rzecz.
Skarpetki pod poduszką. Śmieszna historia, czy symbol patriarchatu?

Historie o skarpetkach bawią. Ale jednocześnie obnażają coś głębszego.
Ania mówi, że po prostu się już poddała, opowiadając swoją skarpetkową historię.
- Mój mąż jest dobrym, kochanym człowiekiem, ale od dnia, kiedy zamieszkaliśmy ze sobą jeszcze przed ślubem, nie ma takiej mocy, żebym nauczyła go - tak nauczyła dorosłego faceta - żeby wrzucał brudne skarpetki do pralki. Były prośby, przypominanie każdego dnia, a gdy już się uniosłam i krzyknęłam, bo tak bardzo miałam dość, była obraza. Do tej pory chodzę i zbieram te skarpety po całym domu - koło łóżka, koło sofy, w przedpokoju. Po prostu się już poddałam - opowiada w rozmowie z Interią.
To zdanie jest ważniejsze niż same skarpetki. W psychologii relacji powtarzalne, drobne zaniedbania bywają bardziej niszczące niż wielkie konflikty. Dlaczego? Bo komunikują: "To nie jest moja odpowiedzialność" albo "Nie uznaję tego za ważne, nawet jeżeli jest to ważne dla ciebie". Dla osoby, która codziennie ogarnia logistykę domu, to sygnał braku partnerstwa i często braku szacunku do jej codziennej pracy.
Barbara, która znajduje skarpety pod poduszką, śmieje się i brzydzi jednocześnie. Czy jej śmiech jest już formą obrony? W przeciwnym razie trzeba by przyznać, że po 15 latach relacji wciąż nie udało się wypracować podstawowej zmiany.
Sylwia M. Bartczak zwraca jednak uwagę, że często problem nie wynika ze złej woli mężczyzn.
- To zjawisko rzadko wynika z praktycznej złośliwości. Częściej jest efektem takich usztywnionych ról społecznych, braku uczenia kompetencji w zakresie zarządzania domem, bo przez lata ci mężczyźni oglądali cichą pracę swoich matek i babć lub nawet jej nie zauważali - komentuje specjalistka.
On nie widzi bałaganu, czyli selektywna ślepota

Marta w rozmowie z Interią mówi, że jej mąż po prostu nie widzi bałaganu. Psychologia poznawcza pokazuje, że uwaga jest selektywna - widzimy to, co uznajemy za istotne. Jeśli od dziecka uczono chłopca, że porządek "robi się sam" albo że ktoś inny za niego odpowiada, jego mózg może rzeczywiście nie rejestrować nieporządku jako sygnału do działania. Jednak uwaga to jedno, a odpowiedzialność, to drugie.
Kobieta znów staje się menedżerką projektu pod tytułem "dom", gdy musi wskazywać partnerowi zadania do wykonania.
Kiedy Marta mówi, że czuje się jak matka prosząca 5-letnią córkę o zebranie klocków, opisuje zjawisko, które terapeuci par nazywają "parentyfikacją partnera", czyli przejęciem roli rodzica wobec dorosłej osoby. To zabija erotykę, bliskość i poczucie równości.
Ale, jak podkreśla ekspertka, "jeżeli te rzeczy nie będą przedyskutowane, one się same nie zadzieją". Czasem pojawia się też zjawisko unikania odpowiedzialności.
Jeśli ten mężczyzna był wyręczany, krytykowany za sposób wykonywania zadania, to może się utrwalić taka postawa unikania. Wchodzimy wtedy i robimy za niego.
Ważne, by wtedy jasno wyrazić to, czego oczekujemy od partnera, nawet poprzez spisanie tego na kartce papieru.
Karina w rozmowie z Interią z kolei pyta wprost:
- Nie wiem, czy to robienie na złość, czy problem z pamięcią. Od prawie roku mieszkamy razem, wcześniej pomieszkiwaliśmy ze sobą w weekendy i już wtedy wiedziałam, że porządek w domu nie jest jego mocną stroną. Naprawdę przez ten czas zminimalizowałam względem niego moje wymagania w temacie sprzątania. Większość wzięłam na siebie, ale naprawdę nie wiem, czy to robienie na złość, a przecież wiem, że mnie kocha, czy problem z pamięcią, czy może jeszcze coś innego. Nie wiem już, ile razy prosiłam, żeby odkładał kurtkę do szafy i buty do szafki na buty, a nie rzucał wszystko w przedpokoju. Naprawdę, proszę o to codziennie i zaczynam tracić już nadzieję, że kiedykolwiek się tego nauczy.
Malwina słyszy po raz kolejny "Przepraszam, zapomniałem", gdy któryś raz od wielu lat partner o tej samej godzinie wchodzi w trakcie jej spotkania biznesowego o stałej porze i pyta o różne rzeczy związane z prowadzeniem domu, najczęściej o listę zakupów.
Psychologia zna pojęcie biernego oporu, czyli sytuacji, w której ktoś formalnie zgadza się na zmianę, ale w praktyce jej nie realizuje. Nie zawsze jest to świadome. Czasem to nieuświadomiony sprzeciw wobec utraty uprzywilejowanej pozycji. Bo zmiana ról społecznych to realna strata przywilejów. W patriarchalnym modelu mężczyzna nie musiał myśleć o liście zakupów ani pamiętać o godzinie zebrania partnerki. Dziś oczekuje się od niego współodpowiedzialności i to bywa trudne dla współczesnych mężczyzn.
Niektórzy reagują niezdarnością, inni zapominaniem, jeszcze inni minimalizowaniem problemu, mówiąc do partnerki, że "każdemu zdarza się zapomnieć". Z perspektywy partnerki to jednak nie pojedyncze zapomnienie, lecz sześć lat powtarzalnego schematu.
"Pomoc" to nie partnerstwo

Słowo "pomoc" jest kluczowe jeśli mowa o patriarchacie i rolach męskich oraz kobiecych na scenie życia. W relacjach partnerskich nie chodzi o pomaganie sobie nawzajem w "czyimś" obowiązku, a o współodpowiedzialność.
Kiedy mężczyzna pyta, "czy mam ci pomóc?", podtrzymuje narrację, że dom to domena kobiety. A ona, nawet jeśli pracuje zawodowo, pozostaje główną zarządczynią przestrzeni prywatnej.
Socjologowie mówią o "gender gap w pracy domowej", czyli o różnicy w liczbie godzin poświęcanych na obowiązki domowe przez kobiety i mężczyzn. Choć ta różnica maleje, wciąż jest wyraźna. Zmiana zachodzi wolniej niż zmiana deklaracji.
Same kobiety też zaczynają być już sfrustrowane taką sytuacją.
- Już wolę zrobić naprawdę wszystko sama. Wiem, że się umęczę, będę potem wściekła na partnera, ale jak poproszę go, żeby kupił nawet mydło, to muszę liczyć się z pytaniem, czy w kostce, czy w płynie, jakiej firmy, gdzie to kupi i na której półce w danym sklepie znajdzie. Więcej mnie kosztuje to zarządzanie, niż ubranie się i pójście w 10 minut do sklepu, żebym sama to kupiła - mówi wyraźnie sfrustrowana Paulina.
W takich chwilach, gdy emocje biorą górę, specjalistka podkreśla, że ważna jest komunikacja oparta na komunikatach "a", czyli powiedzenie partnerowi wprost "jestem przeciążona, gdy muszę planować wszystko sama", zamiast "Ty nigdy tego nie robisz". Skupianie się na takiej komunikacji, może zmniejszyć ryzyko kłótni.
Psycholożka podkreśla też znaczenie pozytywnego wzmocnienia.
- Trzeba doceniać realne zaangażowanie. Zdecydowanie mamy problem z mówieniem 'Hej, super, posprzątałeś. Dziękuję, że umyłeś naczynia', a właśnie te zdania pomagają wzmacniać nawyki, które są pożądane. To działa lepiej, niż wytykanie błędów i wieczna krytyka. - mówi Sylwia Bartczak.
Nie chodzi o oklaski za podstawowe czynności. Chodzi o budowanie atmosfery współpracy zamiast ciągłej krytyki.
Między złością a nadzieją. Czy jest możliwa realna zmiana?

W opowieściach rozmówczyń powtarza się jedno: ich mężczyźni są dobrzy, kochani. Kobiety nie chcą ich atakować i oczerniać, ale same nie mogą zrozumieć, skąd bierze się ich zachowanie w temacie prowadzenia domu i opieki nad dziećmi. To nie jest wojna płci. To zderzenie dwóch światów - wychowanego w patriarchalnym modelu i funkcjonującego w rzeczywistości równościowych oczekiwań.
Przy otwartej komunikacji i gotowości do zmiany konflikt może nawet wzmocnić relację. Ale musi być dialog. I to z obu stron.
Złość kobiet nie wynika z nienawiści. Wynika z przeciążenia. Z poczucia, że oprócz pracy zawodowej wykonują drugą, niewidzialną, niedocenianą.
Zmiana jest możliwa. Wymaga jednak czegoś więcej niż sporadycznego wyrzucenia śmieci. Wymaga uznania, że dom to wspólne przedsięwzięcie. Że lista zakupów, godzina zebrania, miejsce cebuli i kosz na brudne skarpetki nie są "kobiecą sprawą".
Bo prawdziwe partnerstwo zaczyna się nie wtedy, gdy ktoś pomaga, lecz wtedy, gdy ktoś współtworzy.
Chcesz lepiej zrozumieć siebie i innych? Poznaj sprawdzone porady dotyczące inteligencji emocjonalnej, typów osobowości i relacji międzyludzkich. Zajrzyj na kobieta.interia.pl/psychologia












