Jak mówić, by ludzie naprawdę cię słuchali? Wystarczą 4 konkretne słowa
Pomogą w zbudowaniu pewności siebie, sprawią, że ludzie zaczną liczyć się z twoim zdaniem, wywrą prawdziwy wpływ na innych, a ty odzyskasz poczucie sprawczości. Wystarczą cztery słowa, by uzyskać to wszystko. To nie trik, ani magia - to prosty mechanizm, który działa na każdego człowieka.

Spis treści:
- Mała zmiana - wielka różnica w odbiorze
- Uzasadnienie, które "robi robotę"
- Sprawdzone na sobie - lepiej odebrane przez innych
- Poproś o pomoc
- Język wspólnoty, nie osobisty
Mała zmiana - wielka różnica w odbiorze
Jeśli masz czasem (lub notorycznie) wrażenie, że nie jesteś brana/y na poważnie, twoje słowa nie mają zbyt dużego znaczenia w dyskusji, masz poczucie, że robisz za tło dla innych, zamiast zastanawiać się, czego ci brakuje, dopracuj komunikaty, które wysyłasz. Choć brzmi to nierealnie, wystarczą do tego cztery słowa. To one zapewnią ci większy wpływ w grupie, potencjalnie mogą przyczynić się do zauważenia cię przez przełożonych i nawet doprowadzić do podwyżki czy awansu.
Uzasadnienie, które "robi robotę"
Pierwszym słowem jest "ponieważ". Niby zwykły spójnik, którego używamy codziennie, ale jego fenomen został dobrze ukazany w badaniu Ellen Langer z Harvardu przeprowadzonym w latach 70. Psycholożka sprawdzała, jak ludzie reagują na prośby przy kolejce do kserokopiarki. Okazało się, że osoby częściej zgadzały się wpuścić kogoś przed siebie, gdy po "proszę" pojawiało się uzasadnienie rozpoczynające się od słowa "ponieważ".
Uzasadnienie działa dlatego, że nasz mózg lubi skróty. Gdy słyszymy słowo "ponieważ", pojawia się sygnał: "musi być jakiś powód". Sama jego obecność niejako zmniejsza opór. Zamiast czuć, że ktoś coś nam narzuca, odbieramy komunikat jako bardziej logiczny i łatwiejszy do przyjęcia.
Sprawdzone na sobie - lepiej odebrane przez innych

Drugim słowem jest "polecam". Na pierwszy rzut oka nie wygląda szczególnie "potężnie", ale chodzi tu o branie odpowiedzialności za swoje słowa oraz fakt, że ktoś coś przetestował osobiście, co dodaje komunikatowi dodatkowego znaczenia. W badaniach nad społecznym wpływem i rozprzestrzenianiem się rekomendacji Jonah Berger zwracał uwagę na to, że ludzie bardzo silnie reagują na rekomendacje innych.
Gdy ktoś nam coś poleca, nasz umysł stawia tę osobę w roli podobnej do przewodnika, a nie jedynie "kogoś ze swoją opinią". Rozmówca może więc pomyśleć: "może on wie coś, czego ja jeszcze nie wiem". Mechanizm ten ma bardzo długą historię. Dawniej kupcy czy urzędnicy podróżowali z listami polecającymi od ważnych osób. Taki dokument działał jak kredyt zaufania. Ręczenie za coś lub kogoś dodaje wiarygodności i mocy wszystkiemu, co przekazujemy. W rezultacie zyskujemy w oczach innych.
Poproś o pomoc
Trzecim słowem jest "pomoc". I nie chodzi tu tylko o pomoc osobom bliskim - rodzinie, przyjaciołom, po prostu tym, których lubimy lub kochamy. Chodzi o "przłamanie" niechęci lub obojętności właśnie prośbą o pomoc. Brzmi zaskakująco? Istnieje zjawisko nazywane efektem Benjamina Franklina. Sam Franklin opisywał sytuację, kiedy poprosił swojego politycznego przeciwnika o pożyczenie książki. Po tej drobnej przysłudze ich relacje stały się wyraźnie lepsze. Współczesne badania tłumaczą to mechanizmem redukcji dysonansu poznawczego.
Na czym dokładnie to polega? Gdy ludzie słyszą prośbę o pomoc, nawet od kogoś, kogo nie darzą sympatią, czują, że są zapraszani do jakiejś relacji, że mimo ich braku zaangażowania w tę znajomość, osoba prosząca uznaje ich za kompetentnych i dobrych. Ludzie bardzo lubią czuć, że są potrzebni.
Język wspólnoty, nie osobisty

Czwartym słowem jest "my". W codziennej rozmowie wydaje się niepozorne, ale ma ogromną siłę. Badania nad komunikacją i tożsamością społeczną pokazują, że język wspólnoty zmniejsza poczucie zagrożenia i powoduje większą otwartość na argumenty. Mówi o tym teoria tożsamości społecznej Henriego Tajfela i Johna Turnera z lat 70.
Różnica jest widoczna nawet w prostych sytuacjach. Zdanie: "źle przygotowałeś tę prezentację" bardzo łatwo uruchamia reakcję obronną. Natomiast: "jak możemy poprawić tę prezentację?" brzmi zupełnie inaczej. Słowo "my" daje sygnał: "jesteśmy po tej samej stronie". Znaczenie ma tu także ewolucja, bo przynależność do większej grupy oznaczała zawsze bezpieczeństwo i gwarancję przetrwania. Wykluczenie było zagrożeniem. Dlatego słowa budujące wspólnotę działają.
Żadne z tych słów nie ma w sobie ani krzty magii czy psychologicznych sztuczek rodem z poradników pisanych przez coachów. One po prostu odwołują się do prastarych ludzkich potrzeb: potrzeby sensu, zaufania, znaczenia i przynależności. "Ponieważ" daje poczucie logiki, "polecam" buduje zaufanie, "pomoc" wzmacnia więź, a "my" przypomina, że ludzie znacznie chętniej słuchają tych, których postrzegają jako część własnej grupy. I właśnie dlatego działają.
Chcesz lepiej zrozumieć siebie i innych? Poznaj sprawdzone porady dotyczące inteligencji emocjonalnej, typów osobowości i relacji międzyludzkich. Zajrzyj na kobieta.interia.pl/psychologia










